Duma i Ja – historia przyjaźni.

Jeśli jesteś jednym z bliższych mi czytelników tego bloga wiesz, że jakiś czas pracowałem w ZOO. Jeśli nie jesteś – cóż, pracowałem i już :0 Ten ładny kot z którym mam zdjęcie w nagłówku to Duma. Gepard, roczna samica. Odrzucona przez matkę po urodzeniu i odchowana przez ludzi, przez co dość pozytywnie do nich nastawiona. Ale tylko do nich,  tolerowała jedynie ludzi którzy brali udział w jej odchowie i nikogo innego – łącznie z codziennymi pracownikami, już pomijając obcych.

I tak też było ze mną – przy pierwszym kontakcie z nią zostałem powitany oznakami agresji. Syczenie, pokazywanie zębów, tupanie. Tak, gepardy tupią żeby odstraszyć – mało znana rzecz. Dosłownie tupią jedną z przednich łap.

1

To wbrew pozorem nie jest szczęśliwy Gepard. W tym momencie wołała matkę, żeby ją uratowała.

Uznałem to jako coś normalnego, agresywny zwierzak w ZOO, move along, nothing to see here. Ale drugiego czy trzeciego dnia przyszła do niej jedna z osób która ją odchowywała. Duma podbiegła do siatki, zaczęła ją lizać po rękach i zaczęła się zachowywać jak pies który pierwszy raz od dawna widzi kogoś, kogo lubi.

I tu miałem mały trzask w mózgu. Ona lubi niektórych ludzi. Aż do takiego stopnia. Też tak chcę. Pytanie zasadnicze brzmiało – jak to zrobić? Nie mam wykształcenia jeśli chodzi o oswajanie dzikich zwierząt (jest w PL takie w ogóle?), zawsze robiłem to intuicyjnie. Ale zawsze z mniejszym kalibrem, które w razie pomyłki nie odgryzie ci palca. Po burzy mózgu miałem jednak plan. Logiczny i trzymający się kupy. Który ci przedstawię.

Tydzień 1 – jestem drzewem

Co zrobić, jeśli zwierze za siatką, na swoim wybiegu, reaguje na ciebie agresją? Proste: sprawić, żeby przestało. HAH! Ale poważnie – właśnie tak to wygląda. Musisz je przyzwyczaić do swojej obecności. Widzisz, u dzikiego zwierzęcia wygląda to dość prosto – ono nie zna konceptu ogrodzenia, czyli słownie „on nie wejdzie, więc spoko”, tym bardziej, że inne dwunogi czasami go forsują. Jesteś dużym obiektem, które to zwierze nie zna. A w świecie zwierząt (i u nas też) to proste – nie znam, znaczy że może zrobić krzywdę. Nie wiem, czego się spodziewać, na wszelki wypadek odstraszę.

Więc pierwsza sprawa – stać się przewidywalnym. A przez to niegroźnym. Przez 5 dni roboczych, dzień w dzień, co 30 minut przychodziłem w okolice siatki, paliłem papierocha, piłem kawę. Nic do niej nie mówiłem, zero interakcji. Ot, po prostu jestem elementem otoczenia, deal with it. Jestem tu, nie szkodzę Ci, możesz wyluzować. I to działało. Z każdym kolejnym dniem zmniejszałem dystans, żeby w końcu móc usiąść pod siatką, i żeby ona nie uznała tego za niebezpieczeństwo. I przestała mnie za takie uznawać. 0 syków, 0 agresji.

12

To już trochę bardziej wyluzowany gepard, ale nadale nie jest to szczęście. Tylko syczenie, za to  ładnie uchwycone.

Tydzień 2 – jestem drzewem, ale już przy siatce.

Gdy mogłem sobie pozwolić na siedzenie zaraz przy siatce, i widziałem, że nadal jest zrelaksowana gdy to robię, zaczęła się robota sapera. Ona nadal nie wiedziała, że jestem niegroźny. Dla niej byłem już stałym elementem otoczenia, ale nadal – instynkty swoje robią w świecie zwierząt. Na podstawie własnych doświadczeń oszczędzę wam niespodzianki – nagłe ruchy są dla zwierzęcia regresem przy oswajaniu. Jeśli sobie siedziesz, kot leży po drugiej stronie siatki, a ty nagle wstaniesz, to KABOOM, regres. Jak temu zapobiec? Proste. Przyzwyczaj ją do swojego głosu. Czemu? Żebyś mógł głosem zakomunikować za każdym razem, jak masz wykonać nagły ruch. Żeby stres i reakcję stopniować. Dzikie, czy pół dzikie zwierze nadal będzie reagować stresem, a co za tym idzie nagłą reakcją (w stylu poderwania) gdy cokolwiek powiesz, ale będzie to dużo słabsze, niż przy twoim nagłym ruchu. „Duma, wstaję” <tu zwierzak skupia uwagę> a potem wstanie z klęczek będzie dla niej dużo mniejszym yebnięciem mentalnym, niż gdyby sobie tak po prostu leżała obok ciebie a ty byś nagle wstał. A w końcu też skojarzy, że twój głos nie oznacza nic niebezpiecznego, ani twoje ruchy.

15

Nadal nie jest szczęśliwa, ale przynajmniej ma to gdzieś.

Tydzień 3 – jestem gepardem.

3 tygodnie konsewentnego siedzenia przy niej dało rezultaty. Większość oznak agresji zniknęła, została lekka nerwówa. Zostałem już potraktowany jako niegroźny element otoczenia, trzeba było wejść w dalszy krąg. Zrozumieć jej mowę ciała, i przystosować się do tego. Jeśli Duma leżąc nagle podnosiła głowę i zaczynała się wpatrywać w jeden punkt, robiłem to samo. To była zresztą świetna czujka, miała lepsze zmysły niż ja, a emocjonalna zażyłość ze zwierzęciem i próby oswajania go nie przez wszystkich była w tym ZOO mile widziana. Więc za każdym razem nie tylko robiłem to samo, co gepardzi kumpel robiłby w naturze, ale też wiedziałem kiedy ktoś się zbliżał. To samo ze wstawaniem. Gdy siadałem sobie przy siatce, ona obok, to najpierw wstawałem za każdym razem gdy ona wstawała. Ale to była ślepa uliczka, myk polegał na tym, żeby wstawać nieregularnie. Siedzimy sobie, ona czasami wstanie, przejdzie się, wróci, położy. Ja czasami wstanę, przejdę się, wrócę, usiądę. Jak to u gepardów. W tym tygodniu nastąpił też subtelny ale bardzo znaczący przełom – ona zaczęła być przy mnie totalnie zrelaksowana. Moja obecność nie była już dla niej czymś ekscytującym, czymś, co wywołuje pozytywne czy negatywne emocje. Zacząłem być normą, przy której można się wyluzować i zająć swoimi sprawami. Jak na przykład pielęgnacją sierści.

14

Kawa co rano. Lubiła jej zapach.

Tydzień 4 – jestem gepardem kumplem.

Duma była wtedy stosunkowo młodym kotem, najczęściej nudziło jej się na wybiegu i jedną z jej ulubionych rozrywek w stosunku do ludzi było odchodzenie w dal wybiegu, niby nic się nie dzieje, następnie na pełnej pompie sprint do kogoś, kto akurat chodził przy siatce a później pacnięcie łapą w siatkę. Czyli jak w naturze, zabawa mająca na celu ćwiczenie polowania. I to było jedyne, co mogło jej zapewnić ruch. Więc jak już się poznaliśmy, to byłem jej zabawką przez długi czas. Bieganie od jednego końca wybiegu do drugiego sprintem żeby kociak miał co robić było stałym elementem tego tygodnia. No i doszło głaskanie. Jeśli jesteś totalnym laikiem w świecie kotów – głaskanie to substytut lizania sierści. Jeśli masz domowego sierściucha i go czasami głaszczesz, to robisz mu przysługę. Koty liża się nawzajem, najpierw matka młode, później dorosłe nawzajem, jeśli nie są samotnikami (jak np. tygrys), po to, żeby czyścić miejsca niedostępne dla własnego języka. Jak np. uszy. I na to też mi Duma zaczęła pozwalać.

To było niesamowite uczucie. Gepardy są naprawdę łagodnymi kotami, coś jak domowe tylko wielkości doga. I większe. Więc gdy zaczynasz drapać takie cętki po grzbiecie czy po uszach, to znajdujesz się w innym świecie. Nie zarejestrowałem momentu gdy pierwszy raz dała mi się pogłaskać, ale mam ten, w którym pierwszy raz odpowiedziała mi lizaniem po rękach. Piękna chwila.

Tydzień 5 – 7

Stałym elementem mojego dnia stało się podejście do jej wybiegu i jakakolwiek interakcja. Ładowało endorfiny. Osiągnąłem to co chciałem – stałem się jej przyjacielem. Jak się zbliżałem dostawała świra na wybiegu, jak odchodziłem, cóż… to były smutne momenty. Jeśli masz kota lub psa, wsadź go kiedyś do klatki, zaprzyjaźnij się z nim, a później spójrz w jego twarz gdy odchodzisz na jakiś czas. Zobaczysz w jego oczach całą mieszankę negatywnych emocji, z nią było to samo.

156

Quo vadis?

Tydzień 7

Pewnego dnia nadarzyła się okazja na coś wyjątkowego – wejście do niej na wybieg. Wszystkie interakcje do tej pory miałem z nią przez siatkę. Pierwszy raz mogłem wejść. Najpierw zareagowała nieswojo, później standard – głaskanie, lizanie po rękach. To było piękne. Nie umiem tego oddać słowami, fotka pokaże. Wtedy też, po tych wszystkich tygodniach którego ten był kulminacją, zrozumiałem, że gepardy to właśnie zwierzęta z którymi chcę związać przyszłość. Lwy i tygrysy są kuszące, ale przy nich jeden odchył i zgon, gepardy są dużo łagodniejsze. No i gepardy mruczą jak domowe koty. Piękno.

15

Tydzień 9-13

Zmieniłem dział w ZOO i mogłem do niej wpadać tylko raz na tydzień. Dostawała świra jak mnie widziała, tak, jak na widok ludzi którzy ją odchowali. To było coś budującego. Od agresji na mój widok doszło do czegoś, co miałem plan osiągnąć. Zaprzyjaźniłem się z gepardem. Jak miało się okazać, dzień w którym zrobiłem sobie z nią najlepsze zdjęcie do tej pory był też ostatnim dniem w którym mogłem z nią mieć kontakt, później moja trwająca prawie rok przygoda z ZOO się skończyła. Nigdy nie zapomnę Dumy, geparda, który pokazał mi drogę i zarysował plany na przyszłość.

1555

19 Komentarze

  1. Bardzo wzruszyła mnie historia waszej przyjaźni. Szkoda, że Duma została tam sama, mam nadzieję, że jak tylko będziesz miał możliwość to ją odwiedzisz:) Kocham zwierzęta, gdybym mogła pomagałabym każdemu stworzonku, szczególnie tym, które dają się oswoić. Mam wrażenie, że takie zwierzaki odczuwają smutek, potrafią cierpieć jak człowiek…..

  2. Witaj,
    dobrze się czyta, to co piszesz, będę wpadać i jeśli nie będzie o pająkach i innych robalach, to chętnie poczytam :) Moja radość z obcowania ze światem zwierząt kończy się też na czterech kończynach, bez żadnego wyjątku (obejrzałam pajączka, ale poprzestałam na zdjęciu…).
    A Duma jest piękna.
    Pozdrawiam

    • Hej, dzięki :) O robalach pewnie też jeszcze będzie, ale bardzo mało w porównaniu do notek o zwierzakach 4-nogich ;)

  3. Też pracowałam przez rok w zoo i dobrze rozumiem „te klimaty”. Ludzie z pasją raczej nie nadają się do tej pracy.
    Bardzo fajny blog!
    Historia z Dumą bardzo ciekawa. Tylko żal mi kota,bo jak mówił Mały Książę jeśli kogoś oswoisz, to jesteś już za niego odpowiedzialny.
    No, ale rozumiem, że tak nie miało być.

    Pozdrawiam :O)

    • Tak paradoksalnie się nie nadają. Zwłaszcza w tym kraju.

      Faktycznie nie tak miało być, a oprócz kota żal też zmarnowanego potencjału. Oswojone, odchowane z ręki gepardy to w PL rzadkość – w bardziej cywilizowanych oswojone gepardy stosuje się do dydaktyki.

      Nie chodzi o robienie cyrku, ale już np samo wejście to tego geparda przy zwiedzających, opowiedzenie przy tym czegoś o nim i dużych kotach jako takich przyciągałoby masę ludzi i też przysłużyło się edukacji – która u przeciętnego mieszkańca tego kraju jest zerowa jeśli chodzi o kotowate.

      A tak Duma prędzej czy później zdziczeje, choć może lepiej dla niej – przynajmniej nie będzie jej wtedy brakować kontaktu z człowiekiem.

  4. Rozumiem. Bardzo fajna koncepcja. Widzę to. Tylko nie w Polsce.
    Mam taką myśl: może my „odjechańcy” stworzymy kiedyś taką nację, mały narodek, gdzie będziemy do końca sobą i nikt nam nie będzie dyktował warunków.
    To takie niesprawiedliwe, że ma się pasję i nie ma jak jej wykorzystać dla dobra ogółu.
    Ja teraz „na wygnaniu” z drugą połówką. Do kraju już nie wrócę.
    Może jeszcze uda się na obczyźnie oddać zamiłowaniu, nie wiem.
    Ogólnie bardzo bym chciała pomagać zwierzakom. Myślałam, że edukacja biologiczna mi w tym pomoże.
    Ech.. Trochę wieje pesymizmem – sorki.
    A więc – niech powieje otuchą:
    Życzę wszystkim pozytywnym freakom by spełniły się nasze marzenia :)
    To tyle.
    I aż tyle ;)

  5. Nigdy bym się tym nie zainteresował szczerze mówiąc, ale znajoma na fejsie opublikowała Twój wpis „łódzkie zoo” . Szczerze przeczytałem wpis no i ten i muszę powiedzieć że jesteś naprawdę wartościowym gostkiem, powodzenia (-=

  6. Prawda o łódzkim zoo jest okropna ….czytałam z otwartą „gębą”, zawsze twierdziłam że zwierzęta tam na bank nie są szczęśliwe ale to co ty opisujesz …. brak mi słów.
    Fajnie że choć na chwilę dałeś Dumie trochę radości…zazdroszczę Ci tej przyjaźni :) Życzę powodzenia i pozdrawiam.

  7. W tym roku(2014r.) 2 razy odwiedziłam łodzkie ZOO i możliwe, że „poznałam” Dumę. Ale nie jestem pewna czy to była ona czy nie. Usiadła sobie przy szybie dla zwiedzających a ja się serio wystraszyłam, że taki kot drapieżny stoi tak blisko. Bałam się podejść. W końcu zdałam sobie sprawę, że zupełnie mnie ignoruje i patrzy się gdzieś w dal. W końcu położyła się i ziewała z nudów :) Zrobiłam trochę zdjęć. Naprawdę byłam pod wrażeniem, że tak blisko mnie siedzi sobie gapard :) A co do samego ZOO to jestem zdziwiona Twoją opinią. Może rzeczywiście jest prowadzone przez ludzi z przestarzałymi poglądami. Szkoda ludzi wykształconych, którzy nie są dopuszczani do pracy w ZOO( z innej Twojej notki).

  8. Nie korci cię, żeby ją kiedyś odwiedzić? Rozumiem, że po tym cyrku z dyrekcją raczej nie byłbyś wyrywny, żeby się tam ot tak po prostu zjawić. Gdyby nie to, czy przychodziłbyś do niej?

  9. Mam pytanie o to, co się dzieje po oswojeniu i zaprzyjaźneniu. Przyjaźń to wspaniała rzecz, ale i wielka odpowiedzialność. Nie wyobrażam sobie abym zaprzyjaźniła się z moim kotem a potem wpadała do niego raz na jakiś czas. Wystarczyło mi jak mało nie zszedł z tego świata gdy wyjechałam na trzy dni. A z Pana wypowiedzi zrozumiałam, że celem było zaprzyjaźnienie się lecz nie kontynuowanie tej przyjaźni. Czy dobrze zrozumiałam, że nie ma Pan kontaktu z Dumą? Poza pięknymi wspomnieniami zostały jej kraty i krwawiące serce? Czy jednak ma z Panem jakiś kontakt? Proszę mi wybaczyć ale jakoś takie dziwne refleksje przyszły mi do głowy po przeczytaniu Pana atykułu.

    • To trochę skomplikowana kwestia – ogólnie podczas opisywanych wydarzeń nie spodziewałem się, że wkrótce ewakuuję się z tego miejsca, wtedy jeszcze zakładałęm, że zostanę tam na parę lat. Umysł zwierzęcia nieudomowionego też nieco się różni od choćby udomowionego kota czy psa. Bez obaw, „krwawiące serce” jej nie pozostało. Przy wizycie po roku zwyczajnie mnie nie pamiętała, i jestem pewien, że nie pamiętała mnie już po miesiącu-dwóch mojej nieobecności.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.