Żyrafa Marius a empatia.

To będzie poważna notka o poważnym temacie, w sumie pierwsza odkąd założyłem bloga. Piszę ją z dość istotnego powodu, jakim stało się „zlikwidowanie” młodej żyrafy w jednym z duńskich ZOO. O czym zapewne słyszałeś bo media trąbią o tym od paru ładnych dni. A jeśli nie wiesz o czym mowa to historia tutaj: *klik klik*

Zanim rozpiszę się o temacie właściwym, to najpierw muszę popełnić ważny dla notki wstęp i przedstawić jak widzę zwierzęta i jakie mam do nich podejście. Jeśli masz w domu psa czy kota, i zwierzę to nie pełni dla ciebie funkcji użytkowych (w rodzaju pilnowania terenu czy likwidowania myszy), to masz go bo jest dla ciebie pewnego rodzaju przyjacielem. Traktujesz go jako odczuwającą emocję istotę z własnym charakterem, z którą interakcje sprawiają ci przyjemność. Jeśli masz podejście do zwierząt takie jak ja, to patrzysz tak na wszystkie napotkane zwierzęta, nie tylko „swoje”.

Gdy opiekuję się zwierzęciem, czy swoim czy „cudzym”, to podchodzę do tego jakbym opiekował się swoim przyjacielem, który z jakiegokolwiek powodu nie może się sam sobą zająć. Bo np połamał sobie wszystkie kończyny, więc wszystko robię za niego. Będę dbał o to, żeby był najedzony i napojony dlatego, że nie będę chciał żeby było mu źle z powodu głodu i pragnienia. Będę po nim sprzątał dlatego, że nie będę chciał, żeby czuł dyskomfort z powodu syfu. Będę dbał o to żeby miał rozrywki, bo nie chcę żeby dostał świra z nudów. Pomagam innej, odczuwajacej emocje istocie, i jeśli z powodu mojego braku pomocy jest jej źle, to mi też będzie z tego powodu równie źle.

Czyli po prostu: empatia.

Ale, po odebraniu newsa o odstrzeleniu zdrowej, młodej żyrafy poczułem…zero. Null. Kompletnie nic. Chłodny odbiór informacji, na punkcie której oszalały media. Paradoks? Hipokryzja? Nie, po prostu nie byłem czymś takim zaskoczony, bo po moich przygodach z ZOO wiem jak te ośrodki działają od kuchni i jakie podejście do zwierząt mają osoby zarządzające nimi. I jest to podejście diametralnie inne od powszechnego wizerunku ZOO, czyli obrazka „szczęśliwe zwierzaki są otaczane opieką przez zapaleńców-pasjonatów.”

Wrócę do analogii opieki nad niepełnosprawną osobą. Wyobraź sobie, że dajesz jej pić i jeść, bo jak tego nie zrobisz to ona umrze i będziesz miał przez to kłopoty. Że sprzątasz jej, bo jak będzie brudno to ta osoba zachoruje – i będziesz miał przez to kłopoty. Że zapewnieniasz jej rozrywki, bo jak ich nie dostanie to zacznie się zachowywać dziwnie i będziesz miał przez to kłopoty (słowo klucz: „Stereotypia”). Czyli nie opiekujesz się tą osobą z poczucia obowiązku i zewu empatii, tylko z czystego wyrachowania i grożących ci konsekwencji jeśli tego nie zrobisz. Nie traktujesz tego niepełnosprawnego (dajmy na to, że oprócz połamanych kończyn jest też niemową) jako czującej istoty której chcesz zapewnić dobry byt, tylko jako zlepek tkanek, biologiczną maszynę którą trzeba trzymać w jako takim dobrobycie.

Powód 1 trzymania jej w dobrobycie? Ludzie przychodzą twojego niepołnosprawnego oglądać i ci za to płacą, a jak będzie się prezentował mizernie (czyli chudy, brudny i z problemami psychicznymi) to będzie ich przychodziło mniej a ty będziesz miał mniej kasy. Powód 2? Romnażasz tych niepełnosprawnych, bo niektórych jest mało i w teorii nie chcesz żeby wszyscy wymarli, a niektórych jest dużo, ale ludzie lubią ich oglądac więc też chcesz ich mieć.

I tak właśnie działają ogrody zoologiczne.

Zwierzęta w nich są traktowane jako nośniki genów w przypadku gatunków tzw. „cennych” lub jako towar pokazowy, z ang. „filler” w przypadku gatunków niezagrożonych. Są traktowane jak biologiczne maszyny, które mają być najedzone, zadbane i zdrowe bo inaczej nie będa się rozmnażac oraz nie będzie wpływów ze zwiedzających. Nie ma tu miejsca na empatię i podejścia do zwierząt na zasadzie „naszych braci mniejszych”. W pewnym sensie to coś o krok od przemysłu rozrywkowego.

Jednym z przejawów tego jest tzw „zoosłownictwo”. Przy okazji afery z żyrafą w polskich mediach używane jest pojęcie „zabili żyrafę”, ale to nie jest słownictwo używane przez ogrody zoologiczne. W takich używa się pojęcia „zniszczyć/zlikwidować żyrafę”, i w takiej też, prawidowej ZOOformie, przedstawiane jest w mediach anglojęzycznych. „To destroy”. Ot choćby przykład pierwszy z brzegu
http://www.bbc.co.uk/news/world-europe-26102206

Nie używa się pojęcia „zabić” w stosunku do biologicznej maszyny, to byłby absurd z punktu osób zarządzających ogrodami zoologicznymi.

Jestem przekonany, że dyrektor tego duńskiego ogrodu do tej pory nie ma zielonego pojęcia dlaczego media i ludzie „z zewnątrz” się tak oburzyli. Dla niego sprawa jest bardzo prosta: nośnik genów był zły, stał się niepotrzebny, trzeba go zlikwidować a przy tym zrobić ludziom show. To jego słowa na zarzut, że rozkrojono świeżo-ubitą, zdrową żyrafę na oczach zwiedzających, w tym dzieci:

„„Jestem dumny z tego, że miały okazję to obserwować. Myślę, że daliśmy im wspaniałą okazję zrozumienia anatomii żyrafy. Nie miałyby tego, oglądając ją na zdjęciu” „

Wczuj się w jego sposób rozumowania: ta maszyna jest nam niepotrzebna, więc ją zlikwidujmy żeby zrobić miejsce dla potrzebnej. Ale może rozbierzmy ją na części publicznie żeby ludzie mogli zobaczyć jak jest zbudowana.

Ten człowiek kompletnie nie rozumie, na czym tak właściwie polega problem. I nie jest to odosobniony przypadek, ludzie zarządzający ogrodami takie właśnie mają podejście do zwierząt. Oczywiście są wyjątki, jak od każdej reguły, ale generalnie tak to właśnie wygląda.

Pośrednim odpryskiem takiego stanu rzeczy jest też dół drabinki jeśli chodzi o personel ogrodów zoologicznych. Dyrektor ogrodu ma takie podejście i nie rozumie konceptu empatii, więc przy zatrudnianiu personelu średniego szczebla, kierowników, nie kieruje się tym kryterium. Najczęściej więc trafiają tam ludzie dla których zwierzę to też towar. A od nich zależy kto będzie przyjęty na najniższe szczeble, i też empatia i podejście do zwierząt nie jest kryterium przy ich zatrudnianiu. Dlatego pracownik zajmujący się żyrafą Mariusem po odchowaniu jej od małego bez oporów później przyłożył jej pistolet pneumatyczny do głowy i zabił. Na jego miejscu człowiek z empatią po czymś takim złożyłby się w kącie i popadł w katatonię.

Czy uważam to wydarzenie za barbarzyństwo? Tak.

Czy uważam, że jest sens to nagłaśniać? Tak, ale nie w takiej formie.
W tym momencie powstała nagonka na duńskie ZOO, ale mało kto krzyczy: „przecież tak jest w zdecydowanej większości ZOO, tak działa ten system – to z tym trzeba coś zrobić”

Jedyny efekt tego będzie taki, że duńskie ZOO dostanie po uszach, a po miesiącu, dwóch cały świat o tym zapomni. System pozostanie nienaruszony.

P.S. Podobny i dość świeży przypadek z Wielkiej Brytanii: 5 lwów „zniszczonych” (czyt. zabitych) w Parku Safari bo były nieprzydatne pod względem genów: 
http://www.bbc.co.uk/news/uk-england-wiltshire-26115468

3 Komentarze

  1. wkurzały mnie strasznie komentarze pod tym „newsem” o treści mniej więcej takiej: „przecież to tylko zwierzę, o co tyle szumu? przejmujesz się świnią która była katowana i dręczona przez całe swoje życie, aby na końcu zostać zamordowaną tylko po to, żebyś miał swoją parówkę w bułce?”
    otóż, cholera, TAK. JA się tym przejmuję. Nie mam w dupie. Nie dzielę zwierząt na lepsze i gorsze, na te które zasługują na życie i na te, którym można to życie bez mrugnięcia okiem odebrać. Nie jem żadnych produktów pochodzenia zwierzęcego. Nie noszę skóry, futer, wełny. Nie kupuję testowanych kosmetyków, wyrobów z lanoliną itp. Zachęcam do tego innych, ale kiedy widzę jaki jest poziom empatii w naszym społeczeństwie, to.. witki opadają. Liczyłam na to, że afera z żyrafą otworzy komuś oczy, ale to była tylko taka atrakcja- już zapomniana.
    EEEEEeeeech. Człowiek, korona stworzenia, jego mać.

  2. Hmm..mam wlasnie w collegu do zrobienia projekt na temat Mariusa……i chcialam znalesc fachowy material na ten temat…ale wszedzie emocjonalna nagonka gdzie kipi od checi krwi…nagonka albo…druga nagonka,a tutaj prosze ,przeczytalam opinie ktora pozwolila mi na to spojrzec pod calkiem innym katem…..dziekuję.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.