Świątynia Tygrysów

W Tajlandii, nieopodal Bangkoku, istnieje dość ciekawe miejsce – Świątynia Tygrysów. Jest to buddyjski klasztor w którym razem z mnichami przebywają dorosłe tygrysy i zapewne gdzieś w odmętach Internetu wpadły Ci w oko zdjęcia przedstawiające buddyjską sielankę z jednym z najniebezpieczniejszych zwierząt świata.

monk1

monk2

monk3

Jak twierdzą mnisi, wszystko zaczęło się w 1999 gdy przygarnęli pod opiekę kilka osieroconych młodych, których matka zginęła z rąk kłusowników. Później ludność okolicznych wiosek podrzuciła im jeszcze kilka, wszystkie dorosły, a na świat zaczęły wypływać zdjęcia tygrysów żyjących luzem z mnichami.

monk4

Do tego momentu, historia opowiadana przez buddystów choć niewiarygodna, to jednak trzyma się kupy. Przypadki gdy śmiertelnie groźne drapieżniki odchowane przez człowieka zachowują się jak domowe kociaki nie są aż tak bardzo rzadkie.

r

Pewnego rodzaju przełom nastąpił w 2004, gdy o Świątyni Tygrysów (której właściwa nazwa to Kanchanaburi tudzież Luangta Bua Yansampanno) program nakręciło Animal Planet. Przedstawiło całą sytuację jako efekt swojego rodzaju miłości którą mnisi obarczają osierocone tygrysy, a te w zamian odwdzięczają się przyjaźnią. Zwycięstwo ducha nad materią i perfekcyjną synergię człowieka z drapieżnikiem. Nie przesadzam, jeśli chcecie, obejrzyjcie fragment sami.

Po tym ruszyła machina. O Świątyni Tygrysów zaczęło się robić głośno, turyści zwiedzający Tajlandie zaczęli traktować to jako atrakcje którą trzeba zaliczyć. Z biegiem lat łącznie z napływem turystów zaczęło też przybywać tygrysów. W tym momencie na terenie świątyni przebywa około 120 tych drapieżników, a zwiedzających jest około 500-1000 dziennie. I zaczęło też przybywać pieniędzy, bo nie tylko wstęp jest płatny, ale również dodatkowe atrakcje jak zdjęcie z tygrysem czy pokarmienie z butelki młodego. Na co skusi się każdy, kto pofatygował się do Tajlandii.

f1

but

Oprócz mnichów w świątyni pracują również wolontariusze z całego świata, których na terenie świątyni przebywa około 20, a którzy regularnie się zmieniają. Wystarczy, że wypełnisz formularz na mniszym www, zostaniesz zaakceptowany, kupisz bilet do Tajlandii (już od 3,000 zł) i możesz siedzieć min. miesiąc, max 6 miesięcy. Mnisi za darmo Cię nakarmią, dadzą dach nad głową, a jedyne koszty jakie poniesiesz, to środki higieny osobistej i jakiś ciuch od czasu do czasu, czyli w Tajlandii grosze. Wymagane doświadczenie? Żadne.

volos

Chciałbyś? Ja bardzo chciałem. Jeszcze parę miesięcy temu wiedziałem o Świątyni Tygrysów mniej więcej tyle, ile ty po powyższej lekturze. Zacząłem na bardzo poważnie rozważać wyjazd tam na pełne pół roku, bo jednak hej: ~5000zł za 6 miesięcy biegania z dorosłym tygrysem u nogi? Holy shit, bajka. Do tego buddyjska świątynia – dość magiczne i kuszące miejsce dla kogoś takiego jak ja, czyli pod względem duchowym ciężkiej do zaszufladkowania osoby oscylującej pomiędzy agnostycyzmem a animalizmo-neopoganizmem (choć to bardziej w stanach konkretnego upojenia).

animalism

Wiedziałem też o krążących kontrowersjach których przedmiotem było zachowanie tygrysów – głównym zarzutem była ich potulność, więc pojawiały się pogłoski, że mogą być czymś odurzane. W każdym jednak przypadku gdy pojawia się niecodzienna więź pomiędzy zwierzęciem będącym dla ogółu maszyną do zabijania, a człowiekiem, dochodzi do fali hejtu. Więc choć byłem świadom, że to może mieć drugie dno, to i tak byłem zdeterminowany tam pojechać. Chciałem dowiedzieć się jak to wygląda to od kuchni, żeby wyrobić sobie własne zdanie – teoria, że to wszystko to tylko efekt odurzania tygrysów wydawała mi się za prosta.

charlie

Nie jestem jednak osobą pochopnie podejmująca decyzje mogące mieć wpływ na resztę życia, więc zacząłem grzebać w necie. Chciałem dowiedzieć się wszystkiego co można się dowiedzieć o tej świątyni zdalnie, czyli zza klawiatury. Polski rejon internetu przedstawia to mniej więcej jak ja do tej pory wyżej: nibylandia z tygrysami. Głosów krytycznych – 0. Możesz sprawdzić sam, wstukując w google choćby „Świątynia tygrysów”. Niezawodna polska wikipedia ma do powiedzenia 3 zdania na krzyż, w pięknym stylu. Zacytuję:

„Mnisi nie tresują zwierząt, lecz traktują je z miłością. Dotąd nie zdarzył się atak na ludzi.”

http://pl.wikipedia.org/wiki/Luangta_Bua_Yansampanno

Ale polskiemu zakątkowi internetu się z założenia nie ufa, więc zacząłem grzebać w jego 99%, czyli angielskiej strefie. I tam również pełno entuzjazmu, poprzetykanego teoriami o odurzaniu. Problem polegał jednak na tym, że wszystko na co do tej pory natrafiałem, to były opinie turystów. Potrzebowałem więcej. Przez ostatnie 10 lat przewinęło się przez tą świątynię morze wolontariuszy i ktoś przecież musiał opisać jak ta praca wygląda, co się tam robi i jakie są jego odczucia po pobycie.

Oczywiście ktoś opisał. I dzięki Kreatorowi, że zrobiłem głęboki przeszper zagadnienia zamiast trzasnąć drzwiami i po prostu pojechać. To miejsce to cyrk, koszmar, w którym absurd i zbijanie kasy funkcjonuje pod płaszczykiem buddyjskiego mistycyzmu i miłości do zwierząt. Brzmi drastycznie, ale wierz mi, że tak właśnie jest i po dalszej lekturze zrozumiesz dlaczego.

Najpierw jednak zalinkuję jeden z blogów z opisem wolontariatu, blog, który wywarł na mnie ogromne wrażenie, a który polecam jako lekturę dodatkową po tej notce.


http://www.aroundtheworldin80jobs.com/category/jobs-by-category/volunteer-jobs/the-tiger-temple-volunteer/

Inne blogi były krytyczne i bardzo negatywnie nastawione, do tego bez zdjęć, filmów etc. Dlatego choć zaczęły mi się zapalać czerwone lampki, to jednak jakiś głos mi mówił „nie, chyba nie jest aż tak źle”. Ten blog jednak jest inny, bo facet trafił tam z przypadku. Podróżuje po całym świecie łapiąc się dziwnych prac, a będąc akurat w Tajlandii załapał się do świątyni na wolontariat.

Słyszał o kontrowersjach związanym z tym miejscem , ale chciał sam sprawdzić od kuchni o co chodzi – czyli coś jakby mój mindset wtedy. Zapisał się na 30 dni, po 18 zrezygnował. Część zdjęć którymi okraszę dalszą część notki jest jego autorstwa.

je

Jego

Najpierw zapalę Ci pierwszą czerwoną lampkę – wg relacji wolontariuszy, średnia wiekowa takowych w Świątyni Tygrysów to ok 20 lat, i bardzo rzadko jest ktoś z normalną, rzetelną wiedzą na temat tygrysów i ich zachowania. A teraz pójdźmy dalej.

Światynia jest podzielona na kilka części i jak wspominałem, jest w niej ~120 tygrysów.

Żłobko-przedszkole

Przebywają tu maluchy, miesięczne, zdecydowanie za młode kociaki odbierane matkom oraz te już trochę starsze, podrośnięte. Czasy w których klasztor przyjmował osierocone tygrysy minęły – teraz je po prostu niekontrolowanie rozmnaża, więc maluchów jest pod dostatkiem. Małe tygrysy udostępniane są turystom, którzy płacą za możliwość pokarmienia takiego z butelki.

but1

 

4 razy dziennie, przez 45 minut. I nie ma, że boli. Zapłacone – ma być karmienie. Choćby na siłę.

 

but1

 

Albo do góry nogami. Najwyżej się zakrztusi, co tam.

 

az

 

Plac zabaw

W tym miejscu starsze tygrysy w liczbie kilku naraz zabierane są aby się rozruszały. I chyba jedyne stosunkowo „normalne” miejsce w tej świątyni.

roz


Klatki

Miejsce przebywania tygrysów które nie nadają się do kontaktu ze zwiedzającymi, albo które akurat nie załapały się na plac zabaw. Spędzają tak dnie upchnięte po kilka w każdej.

klatka

 

Część najbardziej potulnych, dorosłych tygrysów w liczbie kilkunastu, codziennie na kilka godzin zabierana jest do głównej atrakcji świątyni.

Plac

Na placu turyści mogą je sobie pooglądać, a za dodatkową opłatą zrobić zdjęcie z wielkim tygrysem.

1

12

3

baba

 

Jest nawet możliwość zrobienia sobie megaodważnej foty z głową tygrysa na kolanach.

k2

k3

dasd

A można i też zrobić combo z rodziną.

r1

r2

r3

 

Zauważyłeś zapewne pewien niepokojący, wspólny czynnik na tych zdjęciach.

 

s1

 

Już rozumiesz, skąd kontrowersje i teorie o odurzaniu? Te tygrysy przez kilka godzin leżą w słońcu, przypięte łańcuchami do betonowych bloków. Leżą jak flaki i można z nimi zrobić wszystko.

 

o1

o2

o3

 

Pierwszego dnia wolontariusze są uczeni formułki, która mają recytować zwiedzającym w razie pytania „co one takie niemrawe”. I ta formułka jest tragikomicznym mistrzostwem świata, która też wyjaśnia dlaczego rzadko Świątynia przyjmuje osoby z wiedzą o zachowaniu tygrysów czy zwierząt w ogóle. Te by ryknęły śmiechem.

„Tygrysy to nocne zwierzęta, śpią 15-18 godzin dziennie, teraz są najedzone i jest gorąco, więc są śpiące i leniwe. Oraz zostały wychowane przez człowieka, więc to w sumie takie wielkie, domowe koty”

(w oryginale brzmi lepiej: No, tigers are nocturnal animals, so they are mainly awake at night. They, like house cats, sleep 15-18 hours a day. They have been well fed and it is the hottest part of they day so they are sleepy and lazy right now. They also have been hand reared from birth by humans, so they are basically giant house cats.)

O_o

Brzmi jak skecz z papugą Monty Pythona, i nawet nie wiem od czego zacząć. Może od tego, że to nie są nocne zwierzęta w sensie stricte nocne, które w dzień przestają reagować na cokolwiek. Niektóre podgatunki tygrysa są aktywne nocą, inne rankami, inne wieczorami, ale to nie jest sztywna reguła. Jeśli tygrys w naturze ma problem ze znalezieniem pożywienia nocą, to zmieni porę polowań na inną. Jeśli z jakiś przyczyn nie może polować w dzień (bo np. kłusownicy), to zacznie w nocy. Lwy zresztą robią to samo – z reguły polują w dzień, ale w bezksiężycowe noce robią sobie tournée po sawannie (o czym powstał świetny dokument:
http://natgeotv.com/uk/night-of-the-lion
).

Nawet gdyby to były tylko i wyłącznie nocne zwierzęta, to mówimy tu o tygrysach trzymanych w niewoli. Które nocą siedzą tam upchane w klatkach nie mając nic do roboty, praktycznie żadnych bodźców. I które wtedy śpią, choćby były nocnymi drapieżnikami, a ożywiają się w dzień przy okazji wypuszczenia na wybieg (w przypadku ZOO), czy na coś tak zawalonego bodźcami jak plac pełen chodzących turystów, 500-1000 dziennie. I tak robią prawie wszystkie zwierzęta trzymane w niewoli, których rytm dobowy dyktowany jest przez rytm dobowy człowieka.

Miałem okazję pracować z tygrysami, które co prawda nie były odchowane od małego, ale do niektórych ludzi na dziale były przyzwyczajone i to od wielu lat. A mimo to nigdy nie widziałem, żeby przy nich spały. Żeby w ogóle spały w promieniu kilku metrów od człowieka. Co jest jak najbardziej możliwe jeśli chowasz dzikie zwierzę od małego, i jesteś tylko ty w jego otoczeniu – ufa Ci wtedy i może się wyłączyć. Ale plac na który co chwila wchodzą nowe osoby? BS

Już nawet mniejsza z tygrysami. Najprawdopodobniej masz psa albo kota. Wyobraź sobie, że śpi w domu, po czym przychodzi obca osoba. Jeśłi to wyluzowany kot/pies, to oleje i będzie spał dalej. Ale w momencie w którym ta obca osoba weźmie jego głowę i położy na kolanach? Po pewnym czasie być może tak.

Ale teraz sobie wyobraź, że takie osoby wpadają co chwila, i każda coś z tym psem/kotem robi. Że tych osób jest 100 czy 500 dziennie. Choć to kompletne sci-fi to potrafię sobie jednak wyobrazić jakieś jedno na milion, wybitnie leniwe psisko z narkolepsją, które może być tarmoszone przez obce osoby, zmieniające się dzień w dzień. Bo do tego przywykło i się niczym kompletnie nie przejmuje tylko śpi choćby się waliło i paliło. To scenariusz o mikroskopijnie małym prawdopodobieństwie, ale jeszcze wyobrażalny.

Tylko, że w tym przypadku mamy tygrysy, i to nie jednego, a kilkanaście które są akurat na placu i które nie są udomowionymi zwierzętami. Są dzikie, choć oswojone. Mają zupełnie inną psychikę i podejście do człowieka niż pies czy kot, który był tak dobierany do rozmnażań, że z wilków i dzikich kotów zrobili się nasi towarzysze, którzy pozwalają człowiekowi na wiele.

I tu nie trzeba być Sherlockiem, żeby stwierdzić, że coś z tymi tygrysami jest po prostu nie tak.

Zapaloną już i tak czerwoną lampkę podgrzewa fakt, że w Świątyni Tygrysów wolontariusze nie są dopuszczani do przygotowywania im pokarmu. I każdy na pytania, czy te tygrysy są czymś odurzane, szczerze odpowiada „nie wiem”. Bo wiedzą to tylko zarządzajacy ZOO.

Czy są szprycowane chemią? Naturalnymi, roślinnymi zamulaczami? Powstrzymywane od snu aż ledwo stoją na nogach żeby później spały jak zabite na placu? To wiedzą tylko mnisi, a prawda pewnie leży gdzieś pośrodku, może mix tych 3 rzeczy. Tak czy siak zachowanie tych zwierząt totalnie odbiega od normy, tym bardziej jak na duże koty odchowane przez człowieka.

fotos

Ktoś bardzo uduchowiony mógłby sobie to wyjaśnić aurą tego miejsca, zen emanacjami mnichów zajmujących się tygrysami czy innym mumbo-jumbo. Ale to nie mnisi się nimi zajmują – oni są tylko od doglądania i zarządzania. Tygrysy obsługuje prosta ludność z okolicznych wiosek, i robi to w dość specyficzny sposób. Ot np. jak trzeba tygrysy na placu przemieścić.

Tudzież czasami któryś się przebudzi, słusznie się wk*rwi i trzeba go spacyfikować. Jak na tym filmie.

Zadziwił mnie na nim jeden detal, który często przewija się też w opowieściach byłych wolontariuszy – ten specyficzny, metalowy drążek, którym na filmie kobieta uderza w ziemię przy tygrysie. Coś na kształt motyki. I wskazuje poszlakowo na to, dlaczego te tygrysy są takie potulne i dające się sprowadzić do pionu nawet gdy zaczynają mieć dość.

Tresura i łamanie zwierząt w świecie ludzie pozbawionych empatii jest przeprowadzana za pomocą bólu. W skrócie: zachowanie niepożadane jest karane bólem, zachowanie pożądane jego brakiem i/lub nagrodą, a w końcu zwierzę łapie, i żeby uniknać bólu unika zachowań niepożądanych. I nie jest to coś rodem z cyrku czy barbarzyńskich krajów 3 świata, o nie. Jeszcze w latach 90 to było standardowa procedura w Polsce przy szkoleniach psów. Do tej pory zresztą zdarzają się osoby, które ją sobie chwalą i traktują jako jedyną słuszną.

tyg

Skąd więc pręt o dziwnym kształcie którego używają pacyfikatorzy? Najprawdopodobniej trigger, tak zwany wyzwalacz. Tygrysy są tresowane bólowo za jego pomocą, łamie im się psychikę. Prętem. W sensie bije gdy pojawiają się u nich oznaki agresji, a są jeszcze na tyle młode, że nawet jak się odgryzą to nic się nie stanie. Po odpowiednio długiej „tresurze”, dorosły tygrys ma już tak wyrobione negatywne skojarzenia z nim, że będzie na jego widok się uspokajał, bo ma wyryte w pamięci z czym on się wiąże.

mot

Przy czym to jest twarda przesłanka – a plotki i pogłoski mówią też o takich metodach jak pryskanie im w twarz tygrysią uryną i inne dziwne metody mające służyć zdominowaniu tych zwierząt przez obsługę.

ra

 

Mógłbym na Świątynię Tygrysów spojrzeć na chłodno i zrozumieć pewne rzeczy. Choć to wszystko wyżej jest porażające, to mógłbym to zrzucić na karb innej kultury, innego podejścia do zwierząt, pewnego musu postawienia na turystów bo z tego jest kasa. Mógłbym, gdyby tylko ta Świątynia robiła cokolwiek dobrego. Ale nie robi. Nie introdukuje zwierząt z powrotem do ich naturalnych siedlisk, nie dba o zachowanie gatunków (bo nawet niewiadomo jakie to dokładnie tygrysy), nie robi nic co w pracy z dzikimi zwierzętami możnaby choć trochę podciągnąć pod etykę. Mało tego, tygrysy rozmnażają się w sposób niekontrolowany, nierzadko osobniki ze sobą spokrewnione, co w konsekwencji doprawdza do degeneracji, czyli po ludzku mówiąc słabszych, chorowitych i zdeformowanych zwierząt. Nie jest upubliczona również dokumentacja urodzin i zgonów (jeśli taką w ogóle prowadzą), za to z oszacowań wynika, że przybywanie tygrysów w światyni jest dużo mniejsze niż by to wynikało z liczby młodych, które są tam każdego roku, przez cały czas – wziąż nowe.

Co implikuje, że gdzieś te tygrysy znikają ze Świątyni, a przesłanki mówią za tym, że poprzez Laos trafiają do Chin w których wyroby z tygrysów są na wagę złota.

Cyrk, ferma i lep na turystów.

tyg

 

Z mistrzostwa ewolucji, niesamowitych drapieżników których urok powala zrobiono w tej świątyni wydmuszki, cienie dużych kotów, makiety dla turystów którzy po powrocie do domu mogą się pochwalić zdjęciem z ledwo przytomnym tygrysem.

A ja się na to prawie nabrałem i byłem bliski zostania częścią tej machiny. Niesamowite.

Z tego co wiem, w polskim internecie ta notka jest teraz jedynym opisem ciemnej strony Świątyni Tygrysów w zalewie hiperentuzjastycznych relacji ze zwiedzania jej. Mam bardzo dużą nadzieję, że kiedyś na zapytanie PL-Google o świątynie tygrysów, ten wypluje ją jako pierwszą pozycję. Wielki Cthulhu, spraw to.

wolo

Wolontariusz.

112 Komentarze

    • Swietny tekst, oby takich więcej w języku polskim. Niestety ludziom egzotyka przysłania świat i nie widzą jak traktowane są słonie, czy tygrysy w Tajlandii, są też tacy ,c o nie chcą widzieć, bo przecież fotka z tygryskiem na FB wygląda bosko! A słonik tanczący i malujący obrazy to cud natury, który koniecznie trzeba zoczyć.

      P.S TYGRYSY w Kanchanaburi karmione sa mięsem codzienne i tłumaczenie że nie jedza mięsa i żywią się stokrotkami jest absurdalne , ale kazdy wierzy w takie bajki na jakie zasłużył.

      • Dziękuję. Choć gwoli sprawiedliwości trzeba dodać, że choc są karmione mięsem to są to kurczaki, i jak twierdzą mnisi karma dla kotów. Tygrysy potrzebują czerwonego mięsa do prawidłowego rozwoju, ale nie jestem specem od ich żywienia więc tu ciężko mi wytaczać działa i stwierdzać czy jego brak może aż tak odbić się na ich zachowaniu czy nie. Raczej jestem skłonny stwierdzić, że jest to jeden z czynników wpływających na całość.

        Co do słoni, to też zrobię kiedyś o tym notkę. Generalnie cały region Azji to bardzo specyficzne, przedmiotowe podejście do zwierząt i ośrodki które przetrzymują zwierzęta a którym na nich zalezy można policzyć na palcach jednej ręki.

        • Brak tauryny u kotów wszelkiej maści prowadzi do wielu poważnych zaburzeń w rozwoju. To dramatyczne, że nie pamiętają o niej ludzie zajmujący się tygrysami kiedy jednocześnie każdy kto karmi swoje domowe koty mieszankami mięsnymi wie, że taurynę TRZEBA im suplementować, gdyż nie ma jej w kurczaku.. Żadna to wiedza tajemna.

      • z tego co pamiętam w programie, który leciał na animal planet mnisi którzy przygotowywali tygrysom jaką papkę z resztek tłumacząc, że nie dają tygrysom mięsa żeby nie wzbudzać w nich agresji

    • A miałeś kiedyś kota lub psa. Jest to identyczne zachowanie po znieczuleniu. Wszystko można z nim robić. Bardzo to jest smutne, że ktoś zarabia na cierpieniu zwierząt. W dodatku wmawiając innym, że koty w dzień nie są aktywne. Jakbym targał tak moim kotem, który jest bardzo łagodny, na pewno nie byłby zadowolony i by miał więcej interakcji. Jakby im się to podobało, to na pewno by odwzajemniły przytulanie.

  1. Super, że o tym napisałeś. Obłuda, konsumpcjonizm, brak empatii, po prostu kasa i biznes. A zalew bezmyślnych ludzi tylko pogłębia cierpienie tych wspaniałych istot. Dobrze, że są ludzie, którzy starają się wnikliwiej szukać prawdy. Pozdrawiam.

  2. Przeczytałam Twój artykuł i nie mogę wyjść z szoku. Zawsze podchodziłam do tego miejsca z dozą sceptycyzmu, ale nie myślałam, że tam dzieją się aż takie rzeczy.
    Kiedy napisałeś o wolontariacie moja pierwszą myślą było coś w stylu: „omamo jakie to musi być super! Egzotyka, tygrysy, wakacje prawie za free! „. Dałam się złapać na ładny obraz medialny Świątyni. Mój błąd! Chwilę później puknęłam się w czoło. W miarę czytania zaczęło do mnie docierać, że nie jest tak piękne i chyba powinnam podziękować Ci za pomoc w ostatecznym zerwaniu klapek z moich oczu.
    Poza tym muszę przyznać, że piszesz ciekawie, więc będę zaglądać tu częściej.

    • Ja po researchu miałem szok tym większy, że w 2004/5 oglądałem programy o tej świątyni na Animal Planet, i przez te wszystkie lata byłem przkeonany, że to przepiękne i magiczne miejsce w którym chciałbym się kiedyś znaleźć.

      Też miałem klapki na oczach – ale dzięki temu nie czuję negatywnych emocji w stosunku do ludzi którzy tam wolo odbyli czy też takich, którzy je odwiedzili i zrobili sobie foty. Medialna otoczka tworzy iluzję która nawet mnie zmyliła.

      • Też widziałam ten program i czytałam kiedyś artykuły na temat Świątyni( niestety nie pamiętam gdzie dokładnie, a chętnie bym się podzieliła), ale żaden z nich nie pokazywał drugiej strony medalu. Wszystko w tych opowieściach było tak kolorowe, a teraz prawda boli.

  3. Autor wpisu zamiast narzekać na polską wikipedię sam powinien poprawić na niej wpis. Wikipedię tworzą jej użytkownicy, a nie wysoko opłacani (nie wiadomo przez kogo) specjaliści. Tak samo zresztą jak angielską wersje. Tylko osób posługujących się angielskim jest więcej, więc i treści jest więcej. Jednak wciąż jest to darmowa praca dla pożytku ogólnego.

    • A co mógłby poprawić w wikipedii? Tam publikuje się tylko fakty, a nie absurdalne teorie: że zwierzęta są pewnie naćpane, bo facet który był tam 18 dni (i wyjechał po tym jak nic złego nie znalazł) tak by chciał, że są bite (choć nikt tego nigdy nie widział), że jest ogrodzenie, a być nie powinno, że są sprzedawane do Chin (choć Putin pewnie też byłby zainteresowany) i że są spryskiwane siuśkami, bo to brzmi sadystycznie, a młode są przekarmiane.
      Radzę na przyszłość dwa razy się zastanowić zanim autor coś opublikuje, bo choć wątpię żeby świątynia założyła panu proces (a powinna), to pisanie niczym niepotwierdzonych pierdół (=mumble jumble) jest nieetyczne.

      • Normalnie uznałbym taki komentarz za troll-bait i go olał. Ale jest możliwość, że piszesz szczerze, więc odpowiem.

        Czy zwierzęta są naćpane to wiedzą tylko zarządzający. Zarzut taki wisi nad nimi od 10 lat, i mogliby go w prosty sposób zakopać – czyli wpuścić kogoś z zewnątrz, kto od tygrysa który przez kilka poprzednich godzin śpiący pozował weźmie do badania krew. W taki prosty sposób mogliby między bajki włożyć teorie o odurzaniu, które są głównym przedmiotem kontrowersji. Od 10 lat. Dlaczego tego nie robią? (pytanie retoryczne)

        To nie jest jeden facet, tylko relacje wielu wolontariuszy, którzy widzą spore przegięcia w tamtym miejscu, a których nie widzą turyści. I coś mi mówi, że jesteś jednym z nich. Inny relacja: http://friskodude.blogspot.com/2007/09/tiger-temple-negative-report.html

        Czy są bite można samemu stwierdzić po obejrzeniu pierwszego (ręką) i trzeciego filmu (plastikowym krzesłem). Jeśli dla ciebie nie jest to „bicie”, to coś tu nie gra. A filmów na YT z przykładami fizycznej przemocy wobec tych zwierząt jest więcej.

        O ogrodzeniu nic nie pisałem, więc nie wiem czego się tyczy ten fragment twojego komcia.

  4. Bardzo dziękuję za ten artykuł, otwiera oczy nie tylko na tę konkretną placówkę ale i na wszystkie miejsca gdzie kontakt z „dzikim” zwierzętami jest skomercjalizowany. Chyba najbardziej szokujące jest zestawienie zdjęć ludzi z tygrysami na kolanach, nagle zauważą się, że wszystkie są takie same, że te zwierzęta wyglądają jak martwe.

  5. Nieprawdopodobne jak ludzkie dążenie do pieniądza potrafi zniszczyć tysiące lat ewolucji jednego z największych drapieżników w ciągu paru lat… ze zwierząt, które nie chcą się rozmnażać w niewoli zrobiono hodowlę potulnych „kotków” w celu nabijania pieniędzy, bo fajnie jest mieć fotkę z tygryskiem…a dlaczego? Bo się opłaca.

  6. Hej! Wlasnie jestem w Tajlandii i mialem isc na tiger kingdom, mam gdzies nawet ulotke z tlumaczeniem dlaczego sa one takie potulne. Dzieki temu artykulowi jednak zrezygnuje. Niestety na sloniach juz bylem :(

    • Też byłam na słoniach i też niestety byłam i nigdy już z takich atrakcji nie skorzystam. Na szczęście z tygrysów sie wyleczyłam na dzień przed planem wizyty tak jak Ty. Pozdrawiam.

  7. świetnie, że ktoś napisał prawdę, boli mnie bardzo nie tylko to, jak mnisi zarabiają na interesie, ale przede wszystkim to, że tysiące ludzi na to pozwalają, dbając tylko o fajną fotę i nie zastanawiajac się, że sami przyczyniają się do ich cierpienia, a właściwie je sponsoruja

    • Zwykłych turystów zazwyczaj mało interesuje drugie dno. Ich wakacje to czas na wyłaczenie myślenia, napstrykanie fot i powrót do domu. Bardziej mi, …hmm… żal(?) wolontariuszy którzy tam jadą I nawet jeśli zaczyna im coś nie grać, to raczej nie zdecydują się na ot tak powiedzenie „nope” i powrót do domu. A i z Polski tam paru zawędrowało, wiem przynajmniej o 4.

      • Jedna osoba/ wolontariusz nie jest w stanie dużo zmienić, jeśli społeczność w całości nie zareaguje na to co się tam dzieje to wyjazd 1 czy nawet 20 wolontariuszy nic nie da. Jak sam napisałeś wolontariusze nie mają nic wspólnego z karmieniem i tresurą tych tygrysów, nie robią im więc krzywdy, a jako, że tygrysy są istotami to może taki właśnie jeden wolontariusz sprawi, że jednemu z tych tygrysów będzie lepiej, że mały tygrysek nie zostanie przekarmiony jednego dnia, to są małe gesty, ale jak będzie tam osoba świadoma tego co się i starająca się pomóc to i tak będzie to lepsza sytuacja niż taka jak na jej miejsce przyjeżdża kolejna nieświadoma i w ciemno biorąca tłumaczenia mnichów.

        Nie wiem czy zostało jasno napisane to co chciałem przekazać, jeśli niekoniecznie to przepraszam.

  8. dziękuję za ten artykuł mam 16 lat i chciałam włączyc buddyjskich mnichów jako wzór do mojej prezentacjii o ochronie przyrody. Zawsze uważałam ich za prawdziwych dobrych opiekunów. Teraz mi trochę żal że dowiedziałam się gorzkiej prawdy, ale równocześnie cieszę się z tego bo będę podchodziła do podobnych spraw z większym sceptyzmem.Jeżeli ktoś chce odzyskaćwiarę w prawdziwych opiekunów zwierząt to polecam poczytanie o rezerwacie orangutanów w borneo, gdzie kobiety naprawdę opiekują się zwierzętami. Co do wypowiedzi agnieszki to dziwię się, z całym szacunkiem, dlaczego skoro podwarza autorytet autora słowami cytuję: „Radzę na przyszłość dwa razy się zastanowić zanim autor coś opublikuje, bo choć wątpię żeby świątynia założyła panu proces (a powinna), to pisanie niczym niepotwierdzonych pierdół (=mumble jumble) jest nieetyczne.” to dlaczego sama nie napisze czegoś lepszego?!?A poza tym, czy żeby się wypowiadać o tym w taki sposób(że to jest nieetyczne itp.) nie należy mieć wcześniej jakiegoś wykształcenia i pojęcia w tej sprawie? Rozumiem jeżeli pani agnieszka byłaby wolontariuszem w tej świątyni, ale tak, to łatwo krytykować, a wątpię czy pani agnieszka wcześniej wogóle się tą sprawą zainteresowała :/

  9. Bardzo fajnie napisane.Wszystko to poteguje wartosc pieniadza i poki to sie nie zmieni to lepiej nie bedzie.Ludziska sami to nakrecaja i pozniej szpanuja przed znajomymi zdjeciem takim czy innym.Bardzo smutna rzeczywistosc.Pozdrawiamy.

  10. Ja nie rozumiem, skąd w ogóle w ludziach chęć na odwiedzanie takich miejsc? Jak można być takim kretynem, aby płacić za zrobienie sobie fotki z tygrysem na kolanach?! A potem takie foty wrzucać na fejsa czy gdziekolwiek indziej.
    WOW – jestem takim twardzielem, że nawet tygrysa się boję a do tego mam tyle kasy, że odwiedzam egzotyczne kraje.
    Skąd w ludziach jest tak niska samoocena, że wyjeżdżając na wakacje – zamiast o relaksie i byciu tu i teraz – myślą o tym jakie foty przywiozą i ile lajków otrzymają na fejsie?!
    Osobiście nienawidzę tego typu, pełnych krzywdy i sztuczności miejsc. Gdzie wszystko stawiane jest na głowie, po to tylko, aby zarobić trochę pieniędzy.
    To jest po prostu żenujące.

    • Nie wszystkim chodzi o lajki, a raczej o wspomnienia. Przedstawiłeś sytuację z jednej strony. Teraz ja zrobię to z drugiej.

      Jestem 45 letnią kobietą, mam 23 letniego syna na studiach i drugiego w liceum, pracuję w sklepie codziennie od 6- 18, zarabiam 2000 miesięcznie, mój mąż rozkręca swoja firmę, ale na razie nie ma z tego dużego dochodu. 2 lata później syn, którego wysłaliśmy na studia, opłaciliśmy mieszkanie w stolicy dostaje bardzo dobrze płatną pracę i z drugim na naszą 25 rocznice ślubu kupują nam wycieczkę tygodniową w Tajlandii, nigdy nie byłam za granicą, nigdy nie byłam w Tajlandii, nigdy nie widziałam dzikiego zwierzęta poza ZOO, wyrobiłam sobie paszport i poleciałam, pewnie już nigdy w życiu nie przeżyję czegoś takiego, zrobiłam zdjęcie koło tygrysa, którego do tej pory widziałam tylko w telewizji po powrocie chciałam się pochwalić w końcu nic nigdy nie miałam do pochwalenia się i wstawiłam zdjęcie na Facebooka.

      Dla mnie brzmi odrażająco, odrażająca babka. Mam nadzieję, że ty nie wstawiłeś/aś nigdy żadnego zdjęcia z wakacji, nie musi być to zdjęcie z tygrysem, ale na plaży. WOW- jaki jestem bogaty robię foty na plaży, a wy siedzicie w domu. Wow ja i mój samochód. WOW ja i moja dziewczyna.

      Nie postrzegajmy wszystkiego jako jakiś przekaz, wstawił, ktoś fotę, był w Nowym Yorku, ekstra, spytajmy jak było jak to załatwił, czemu musimy wszystko krytykować i zazdrościć?
      Jakie miejsca w dzisiejszym świecie nie jest nastawione na zysk? Wszędzie się płaci i wszędzie wszyscy chcą wycisnąć z interesu jak najwięcej. A ten kto zbuduje np. basen i nie będzie chciał zarobić, tylko będzie wszystkich wpuszczał za darmo, albo po minimalnej stawce, nic nie osiągnie.
      Czy to jest żenujące, że jak sprzedajesz bułki to wolisz wziąć za bułkę 50 gr a nie 10? Jeśli tak to powiedz mi za co kupujesz jedzenie dla siebie? Za uśmiech? Rozmowę? Czy niestety kasę, którą jakoś musisz najpierw zarobić?

      • Co to za bzdurne gadanie? Nie o to chodzi, zeby Pani nie wstawiala zdjecia ze swoich wymarzonych wakacji. Chodzi o to, zeby nie przyczyniac sie do tego interesu.. Nie moglaby Pani wrzucic zdjecia wlasnie, z egzotycznej plazy, albo przed swiatynia buddyjska? Po co ten tygrys? Po co? To turysci, w tym takze Pani z mezem, przyczynia sie do tego, ze takie miejsca w ogole istnieja. Gdyby swiatynia byla nieoplacalna, nie istnialaby… A tak sa turysci, jest zysk. Tak naprawde to nie interesuja Pani te tygrysy, swoja droga zywe stworzenia, dzikie stworzenia, interesowalo Pania tylko zdjecie z dzikim, spiacym tygrysem. Odwrocila Pani calkowicie cala sprawe z wstawianiem takich zdjec, w niezrozumialy sposob. Poza tym kto mowil cos o jakiejs zazdrosci?! Pani zaczela pisac zupelnie o czyms innym, nie wiadomo dlaczego… Zachowala sie Pani po prostu bezmyslnie na tych wakacjach i taka jest smutna prawda, to ze to byly Pani pierwsze, zagraniczne wakacje niczego nie tlumaczy, to glupie i dziecinne tlumaczenie. Trzeba wziac na klate, to co sie zrobilo. Mam nadzieje, ze inne zwierzeta nie ucierpialy, tylko dlatego, ze to byly Pani pierwsze wakacje, jak np. malpki trzymane jako atrakcja dla turystow, ktorym wyrywa sie zeby, zeby bron boze nie ugryzly zadnego wrazen turysty. Po Pani komentarzu nie zdziwilabym sie, gdyby takie zdjecie Pani miala. PS. Mam 22 lata i takze od wielu, wielu lat nie bylam na wakacjach. No i co z tego? Po prostu Pani podejscie do zwierzat i Pani podobnym turystom jest zupelnie inne od mojego. Ja nie traktuje zwierzat przedmiotowo, jako wakacyjna atrakcje.

  11. I ja niestety kilka lat temu, po obejrzeniu tego filmu, zamarzyłam o zobaczeniu tego „tygrysiego raju” …dlatego potwierdzam wszystko.
    Jest to miejsce nastawione wyłącznie na zarabianie a tygrysy leżą na placu nieprzytomne, przywiązane metrowymi łańcuchami…KOSZMAR. Zapewne ich egzystencja w tym miejscu kończy się jeszcze tragiczniej, bo są sprzedawane do Chin. Dziwi mnie dlaczego żadna telewizja nie pokaże prawdziwej strony tego zjawiska. To miejsce istnieje wyłącznie dzięki turystom

  12. Cześć. Byłam w Tajlandii i miał być to jeden z punktów mojej wyprawy. W ostatnim momencie przejrzałam na oczy jak mój chłopak zaczął sprawdzać jak dojechać do tej niby „świątyni”. Komentarze na forach turystycznych przekonały nas że to czysta komercja i nienormalne zachowanie zwierząt spowodowane najprawdopodobniej odurzeniem. Jesteśmy pro-zwierzakowi dlatego zbojkotowaliśmy tą pseudo-atrakcję.

  13. Biedne zwierzęta … czy nic nie można z tym zrobić ? ? gdzie organizacje ratujące zwierzęta przed przemocą? przecież to dla nich męczarnia, aż serce się kroi …

  14. I jak zwykle, cała machinę nakręca przygłupawy, bezmyślny turysta… Fajnie wrzucić zdjęcie z kotem na facebooka, a myślenie jest takie ciężkie…

  15. Każdy kto ma lub miał kota wie, że nie zachowuje się ono w taki sposób jak te tygrysy, nawet podczas dużych upałów. Pogoń za pieniądzem gubi człowieka…

  16. Z groźnych drapieżników zrobili maskotki i przytulanki, źródło zarobku. Tylko człowiek może być tak okrutny i bezlitosny. Jest mi wstyd za to, że jestem człowiekiem.

  17. Trace z czasem wiarę w ludzi. W tajlandii zabrano mnie do farmy węży (nie bylam swiadoma gdzie ide) okazalo sie, ze to nieleglne zoo, z takimi okazami jak zółw skórzasty (duzy na jakis metr) umieszczony w betonowym zbiorniku w ktorym mogl sie tylko obrócić. Mnostwo małp w ciasnych klatkach trzymanych pojedynczo (np, jeden lemur katta przykuty lancuchem :( ). A na koniec… pokaz z wezami gdzie bambus machał zwierzęciem jak kawałkiem sznurka :( Zoo w Indiach – słonie przykute łańcuchami przy drodze by latwiej zrobic zdjecia. I mnostwo niedzwiedzi lezacych pokotem i lizacych sobie przednie lapy (nie wiem co im zrobili ale az strach myslec …). Jak mysle o zwierzetach w azjii to wlosy sie jeza :( Dobry artykul, smutny ale dobry. Trzeba znac prawde :(

    • Azja to generalnie rejon świata gdzie do zwierząt mają bardzo przedmiotowe podejście. Pół biedy jak to są jeszcze kraje na który możliwy jest jakiś nacisk z zewnątrz, ale w takich np Chinach to już jest kompletny dziki zachód, a zdjęcia z z różnych przybytków gdzie trzymane są zwierzęta mrożą krew w żyłach i otwierają nóż w kieszeni.

  18. Wspaniały artykuł.
    Bardzo Ci dziękuje za otworzenie mi oczu. Występuje brak człowieczeństwa w tych ludziach, którzy krzywdzą w ten sposób zwierzęta. Powinny one żyć w swoim naturalnym środowisku. Ludzie są tak ślepi albo nie chcą widzieć pewnych faktów. Mam nadzieje że ktoś zrobi z tym porządek. Oby tak męka tych zwierząt szybko się skończyła.

  19. Ludzie, przestańcie traktować zwierzęta jak zabawki! Nawet w cyrku spotykamy się z wykorzystaniem zwierząt za pieniądze. No, ale cóż ,,pieniądz rządzi światem”, dobrze jest zapłacić i zrobić sobie ,,sweet focię” z tygrysem (to nic, że jest nafaszerowany i przestraszony) -> super pamiątka z wakacji, bo przecież jak fajnie brzmi ,,bawiłem się z tygrysem”. Każdy z nas powinien w swoim życiu codziennym zwrócić uwagę na swoje otoczenie, bo zaczynając od miłości do psów, kotów, obronimy się jakoś przed taką obojętnością.

  20. Dziękuję za ten artykul ukazujący prawdziwe oblicze tej pseudo-sielanki. To zatrważający brak szacunku wobec tych wspaniałych zwierząt i wobec natury… Pozdrawiam!

  21. STRASZNE..przerażające… Głupi, przesiąknięci od stóp do głów konsumpcją ludzie!!! Jak można być tak PŁYTKIM człowiekiem…”pustota ludzka”, to znak naszych czasów niestety :/ KOCHAM Zwierzęta, a ludzi w większości NIENAWIDZĘ!!!

  22. Byłam z dziećmi widziałam i też się nad tym zastanawiałam ale nie myśałam że posuwają się aż do tego . Straszne ,przerażające i żadna mi to atrakcja te zwierzęta są poprostu zmęczone temperaturą ,turystami i wszystkim co się wokół nich dzieje park okropny przy tych pieniądzach które zarabiają tragedia . Szczerze nie polecam choć w Azji widziałam wiele przerażających rzeczy które dla europejczyka mogą być nie do zaakceptowania a dla nich jest to normalne .Co kraj to obyczaj

  23. Tajowie to tacy ludzie… Są nastawieni tylko i wyłącznie na pieniądze. Mieszkałam tam przez rok i niestety taka jest prawda. W świątyni nie byłam ze względu na swoje przekonania i nie miałam zamiaru dokładać się do cierpienia niewinnych zwierząt. Niestety wielu turystów jest zaślepionych egzotyką tego kraju. Ja też byłam, ale po pewnym czasie naszym oczom ukazuje się smutna prawda…

  24. Prawie kryminalna historia o tym, że gdzieś w Azji jacyś mnisi wykorzystują tygrysy do zarabiania kasy.
    Jak by religie służyły do czegokolwiek innego, niż zarabianie kasy od naiwnych wyznawców.
    :-))
    Jeszcze przy końcu ubiegłego stulecia, a więc nie tak dawno, po Polsce jeździły cyrki i w prawie każdym z nich występowały różne tresowane zwierzęta, w tym często lwy, lub słonie, albo tygrysy.
    I nie ma żadnych wątpliwości, że swoich sztuczek nie opanowały one dzięki perswazji treserów, lecz drogą bicia i/albo głodzenia.
    Cyrk w Tajlandii, czy gdziekolwiek indziej, nie jest gorszy, niż był jeszcze niedawno w Polsce.
    Za kilkadziesiąt lat, a może wcześniej, i w Tajlandii ludzie też zrozumieją, że dręczenie zwierząt nie jest OK.
    I jaka tu sensacja ???
    :-)

    • sensacja polega na tym, że świątynia tygrysów „reklamowana” jest jako miejsce, w którym tygrysie sierotki w miłości i szczęściu chowane są przez uduchowionych mnichów i żyją sobie spokojnie. kumasz różnicę?

  25. Super artykuł, świetnie to przedstawiłeś. Zabolało mocno dostrzeżenie tego podobieństwana każdym zdjęciu……..i to, że ludzie są zdolni do takich rzeczy

  26. Ktoś w komentarzu napisał, że tygrysy mogłyby wszystkich swoich „opiekunów” zjeść. I szczerze powiedziawszy po lekturze tego artykułu mnie przyszło do głowy to samo. Nigdy nie zrozumiem bestialstwa wobec zwierząt. W głowie się nie mieści, że ktoś może traktować zwierzęta jak zabawki albo maszynki do zarabiania pieniędzy. Tym bardziej kontrowersyjne jest dla mnie to, że biorą w tym udział mnisi, którzy chyba powinni postępować etycznie, mieć jakieś morale. Nóż się w kieszeni otwiera, Mam wielką nadzieję, że ktoś w końcu coś z tym zrobi, bo tak być nie może.
    Brak mi słów.

    Brawo za dobry i odważny artykuł.

  27. Wiekszosc sie oburza na tych mnichow, ale dzieci posla do zoo by sobie podobnie zniewolone zwierzatka poogladaly, a i taka fotke z odurzonym tygrysem chetnie by sobie pstryknelo. Rozumiem, ze dla mnichow te tygrysy sa zrodlem dochodu i tak je tez traktuja, bez zbednej atencji, ale jednak troszcza sie o nie. Te tygrysy juz sa stracone dla swiata natury, nie poradzilyby sobie na wolnosci. Niestety, ale czy to sie komus podoba czy nie, czlowiek wykorzystuje swiat wokol do swoich celow, a w swiecie poza cywilizacja tym bardziej jest zalezny od swiata natury i go eksploatuje, zeby samemu przetrwac. Z punktu widzenia miastowego czlowieka zachodu latwo osądzac takie dzialanie, ale jakie my mamy w ogole do tego prawo?

    • A rozumiesz różnicę między farmą tygrysów, a zoo? Wydaje mi się, że nie – może najpierw zapoznaj się z tematem, a potem się wypowiadaj…

  28. to miejsce zyskaloby na autentycznosci, jesli w kadrze sweet foci oprocz dreczonych zwierzat i ewidetnych przyglupow znajdowalyby sie ludzkie szczatki ,a tak to mamy przykra szopke.

  29. bravo panie Peter,nie osadzajmy tubylcow zyjacych w raeliach o ktorych nie mamy pojecia.Tak przy okazji Tajlandii i cieszko pracujacych tam dziewczetach,ktore w mega przyspieszonym tempie nabywaja nie lada wiedze o facetach

  30. Nie zaskoczylo mnie wiele, bo slyszalam juz o wielu podobnych przypadkach (akurat z tygrysami niezwiazanymi), a najlepsza pomoca dla tych tygrysow w tym przypadku bylby znaczny spadek ilosci odwiedzajacych. To wlasnie turysci napedzaja ten cyrk, a mnisi i reszta personelu z tego korzysta i ma w tym interes, by fajny przekaz szedl w swiat: kochane tygrysy w ramionach zwyklego smiertelnika, ah, jakie slodkie!
    To juz nie jest tylko biznes mnisi, za tym stoi cala lokalna infrastruktura, bo przeciez nadciagajacy turysci musza tam dojechac, przenocowac, posilic sie, zwiedzic inne atrakcje (skoro juz wydali tyle na bilet lotniczy, to pewnie i nie spedza tam jednego dnia…) I nakreca sie to wszystko coraz bardziej.
    A najbardziej szkoda tygrysow, ktore sie same nie obronia, a w ktorych obronie pewnie tez niewiele osob stanie. A jesli zacznie sie jakis shitstorm w spolecznosciowkach, to byc moze mnisi zareaguja w podobnym alergicznym stylu jak nasz rodzimy KK, ktory od razu stwierdzi atak na wiare i duchowe pokrewienstwo czlowieka i zwierzat.
    I w koncu kto zrezygnuje z fotki z tygrysme, ktorej zazdroscic moze sasiadka Gozdzikowa? No kto?

  31. Bardzo smutne to ze te tygrysy tak sie tam traktuje. Lecz co do sloni to trzeba raczej z osadzaniem kogos uwarzac, poniewaz od wiekow slonie w Indiach, Tajlandii, czy Kambodzy sa uwazaane juz jako zwierzeta domowe jak kon czy wielblad. Od wiekow slonie sluza tym ludziom do pomocy w bardzo ciezkich pracach jak wycinak drzew czy jako transport. Bardzo wielu slawnych podroznikow odwiedzalo te tereny i jakos nie opowiadali o zlym traktowaniu tych zwierzat, a wrecz przeciwnie ludzie traktuja ich duzo lepiej niz wlasne dzieci. A w Indiach prosze nie zapomniec slon jako Ganesha jest czczony jako bog, i od wiekow slonie traktowane sa tam ze czcia. Slonie od wiekow braly udzial w wojnach, sluzyly wladcom jako transport, czy noworzencom. A ze ktos tu zwrocil uwage ze widzial przykutego do lancucha, byc moze byl pobudliwy i moglby zrobic ludziom krzywde. To tez trzeba zabronic chodowcom koni ktorzy organizowania wyscigow konnych bo to wysilek dla konia, bo pewnie poganiany jest ostrogami, musza miec konie wedzidla w pysku. A w Australii chwyta sie dzikie konie ktore sie ujezdza i smiga biczem i pogania ostrogami zeby przepedzac bydlo. Slon przedewszystkim Indyjski jest juz od wiekow tak jak kon czy wielblad udomowionym zwierzeciem i tak jak kon czy wielblad sluzy czlowiekowi do pomocy w ciezkich pracach, do transportu i do rekreacji. I nie sadze aby tym zwierzetom dziala sie krzywda. Chyba nie jeden tutaj jezdzil konno i nie jeden obstawial na wyscigach konnych z nadzieja ze jego wybraniec wygra ? Ogladal ktos moze wyscigi wielbladow ? Dla wielblada tez moze byc meczace kiedy musi isc przez pustynie dzwigajac nie tylko wlasciciela ale i czasem caly jego dobytek. Konia na wystawie tez sie trzyma na uwiezy tak jak tego slonia na lancuchu. Zabroncie chodowcom koni zaklaac uzdy, uzywac ostrog, bicza, szpicruty czy zakladania siodel na grzbiet konia bo to ciezkie, czy zakladania lejcy koniom ! Zabroncie zeby koni nie uzywac do wyscigow i do skokow przez przeszkody !

    • A wiesz jak te slonie sa uczone posluszenstwa?Czesto za pomoca pradu i katowania…To ze sa czczone jako bog nie oznacza ze kazdy Taj bedzie je kochal i piescil…
      Zreszta nie widzisz roznicy miedzy sloniem ktory tam jest traktowany jak kon-zwierze pociagowe czy juczne a nacpanym tygrysem?
      Konie mozna traktowac batem czy ostroga ale nie zdobedzie sie w ten sposob szacunku czy zaufania…Konia nikt nie nacpa bo takie zwierze jest kompletnie nie przydatne do niczego…
      A zwierzeta w sporcie nie maja tak cudownie,zazwyczaj koncza w rzezni jesli nie sa ogierami czolowymi czy klaczami z potencjalem hodowlanym….
      Od ostrych narzedzi w stosunku do koni sie odchodzi…Coraz wiecej jest swiadomych milosnikow tych zwierzat na szczescie…Coraz wiecej kladzie sie nacisku na zaufanie a nie na przemoc…

  32. W swiatyni nie bylam ale w tiger kingdom tak. Zwierzeta tam nie sa na łańcuchach i spokojnie glowy tygrysa na kolana wziac nie mozna. Wrecz zakazane jest dotykanie glowy tygrysa.Mlode tygryski chodza swobodnie po klatce.na pytanie dlaczego dorosle tygrysy sa spokojne odpowiedz jest nieco inna niz w swiatyni. Wg wolontariusza w tiger kingdom tygrys moze byc maks do roku zycia zanim obudzi sie w nim w pelni naturalny instynkt lowcy. Zgadza sie ( z wersja ze swiatyni) wytłumaczenie ospalosci zwierzat najedzeniem. Czy to prawda? …
    Nie palmy na stosie turystow, ktorzy robia foty i wrzucaja na fb. Czy nie ubawiliscie sie przednio na Kac Vegas? Super po nocnej balandze znalezc tygrysa w lazience albo tresowana malpke.no bo przeciez te zwierzeta trafily na plan z ogloszenia w gazecie kolportowanej w dzungli. Siedzialy sobie spokojnie w dziczy i postanowily zostać slawne.labrador sasiada a moze kogos z oburzonych swiatynia, tez uwielbia mieszkac w bloku i caly dzien czekac na powrot z korporacji jego ukochanego wlasciciela!
    wszyscy kazdego dnia przyczyniamy sie do losu zwierzat i calej naszej planety. Miejmy tego swiadomosc i kazdego dnia w ramach wlasnego podworka dzialajmy. To zrobi wiecej niz glosy oburzenia na bolgu.

  33. Aby zobaczyc dzikie zwierzęta, mozna pofatygowac się do Parku Narodowego. oczywiście impreza jest kosztowna i wymaga odpowrności na niewygode – tylko dla prawdziwych podróżników i miłośników przyrody. Może się zdarzyc, że zobaczysz tylko kilka ptaków…może się zdarzyć, że nagle wyjdzie król dżungli, czy sawanny. Straszne jest to, że te zwierzęta sa celem kłusowników. chińczycy niszcxą nasz świat….

  34. Bylam w tej swiatyni w 2010 roku. Szczerze mowiac, jako turysta, nie zauwazylam zadnych negatywnych sytuacji. Rozmawialam z wolnotariuszami I ONI byli zachwyceni praca I opieka mnichow. Bedac juz Na miejscu zdajesz Sobie sprawe, ze tygrysy musze byc odurzane, bo sa kompletnie nieprzytomne. Anyway, dobry artykul I przestroga.

  35. Będąc w Tajlandii miałam dużą ochotę pojechać do jednej z licznych świątyń tygrysów, ale widząc różne miejsca, w których można było zrobić sobie z tygrysami zdjęcie, zaczęłam wierzyć w opowieści, że są one szprycowane lekami, albo czymś gorszym, co sprawia, że są praktycznie nieprzytomne.. Widok przykry dla każdego miłośnika zwierząt. Byłam natomiast na safari na słoniach i przez cały czas zastanawiałam się, jak na farmie traktuje się te zwierzęta i pomimo dobrze spędzonego tam czasu, uczucie lekkiego wyrzutu sumienia niestety nie może mnie opuścić, bo być może (mam ogromną nadzieję, że jednak nie!) przyczyniłam się do wyzysku i złego losu tych zwierząt..

  36. Miałam lepsze wyobrażenie o tym miejscu, niestety wygląda na to, że zamiast tygrysiego raju jest tam kombinat turystyczny wykorzystujący tygrysy :(
    Dzięki za artykuł otwierający oczy

  37. Jest jedna rzecz którą możemy zrobić, nie odwiedzać takich miejsc, tak jak nie chodzi się do cyrku. Z czasem słabnące źródło finansowania zmusi ich do wyjaśnienia sytuacji lub zaprzestania tego procederu lub może do powrotu do korzeni, czyli realnego pomagania pojedynczym porzuconym jednostkom. Wiem że to potrwa ale nie na rewolucyjne zmiany nie ma co liczyć, nie ta mentalność i chodzi tu zarówno o gospodarzy jak i odwiedzających. Generalnie w Azji można sobie takie miejsca odpuścić jest wiele innych wartych zobaczenia bez wrażenia że jesteś tylko dojną krową i trybikiem w machinie produkowania pieniędzy. Warto także zasiewac ziarno niepokoju na forach, blogach zwłaszcza najczęściej odwiedzanych i czytanych przez planujących podróż w takie miejsca. Niech ludzie podróżujący z biurami nauczą się pytać i dokonywać wyboru, nie wszystko co proponuje tour operator jest obowiązkiem, namowienie go na zmianę trasy wycieczki oznaczać będzie już poważną dziurę w budżecie takich przybytkow. A my którzy poznajemy świat na własną rękę, no cóż tylko od nas zależy czy cykniemy sobie słit focie na tle zmaltretowanego kociaka czy na tle skały, dżungli czy tetniacej życiem kao san Road… Pozdrawiam z Wietnamu :)

  38. Ciekawy wpis, ale jak dla mnie trochę za dużo w nim spekulacji, a za mało faktów. Szkoda autorze, że mimo wszystko tam się wybrałeś – na pewno mógłbyś ocenić to miejsce bardziej miarodajnie. Uważam, że budowanie opinii wyłącznie na podstawie wpisów innych ludzi w Internecie jest jednak niewystarczające – przypomina mi to aferę Lonely Planet, gdy okazało się, że autor jednego z przewodników w ogóle w opisywanym kraju nie był (chodziło chyba o Kolumbię, ale nie jestem teraz pewny). W Internecie można też znaleźć pozytywne wpisy wolontariuszy na temat tego miejsca.

    Napisałeś, że „z oszacowań wynika, że przybywanie tygrysów w światyni jest dużo mniejsze niż by to wynikało z liczby młodych, które są tam każdego roku, przez cały czas – wziąż nowe.” Możesz podać jakieś źródło tych oszacowań?

    Nie chciałbym, żebyś odebrał, że bronię tego miejsca, chociaż rzeczywiście odwiedziłem je jako turysta, przeszkadza mi jedynie linia argumentacji, którą stosujesz. Osobiście nie wybrałbym się tam jako wolontariusz, polecam za to rezerwat Inti Wara Yassi w Boliwii, gdzie pracowałem przez 2 tygodnie ze zwierzętami jako wolontariusz.

    • Owszem, jak najbardziej można znaleźć pozytywne wpisy wolontariuszy na temat tego miejsca. Nawet w polskiej blogosferze nie trzeba szukać daleko – google jako pierwszą pozycję po wpisaniu „Świątynia Tygrysów” wypluwa właśnie bardzo pozytywną relację polskiego wolontariusza w serwisie National Geographic:

      http://www.national-geographic.pl/traveler/artykuly/pokaz/pozdrowienia-ze-swiatyni-tygrysow/

      Dwa fragmenty nawet przytoczę.

      „Opiekunowie tygrysów mają dwa sposoby na opanowanie niesfornego podopiecznego, zarówno młodego, jak i dorosłego: uderzenie w nos (jedno z najwrażliwszych miejsc) lub uderzenie w ziemię metalowym prętem.”

      „Od kociaków poszliśmy na spotkanie z dorosłymi zwierzętami. Były uwiązane na łańcuchach, tak abyśmy mogli bezpiecznie przejść między nimi.”

      A odbiór wolontariusza jak najbardziej pozytywny – zakończenie relacji brzmi tak:

      „Teraz chciałabym pojechać tam na dłużej. Opieka nad tygrysami jest niewątpliwie ciężką pracą, za to przebywanie z nimi to czysta magia.”

      Równie pozytywny zapewne byłby odbiór cyrku dla pracownika cyrku, któremu taka pracy by się podobała i nie widziałby nic złego w łamaniu lwów żeby ładnie skakały przez obręcze.

      To, że ktoś ma odbiór pozytywny z tego miejsca i relacjonuje je w sposób pozytywny nie wskazuje na to, że samo miejsce jest pozytywne i że powinno się wyłączyć czytelnikowi krytyczne myślenie – bo miedzy wierszami wychodzi właśnie na to, że tygrysy bólem zmuszane są do posłuszeństwa a dnie spędzają na łańcuchach. Pozytywna relacja wolontariusza nie zmienia faktu, że takie praktyki nie są ok.

      Zresztą w grę wchodzi też inne zjawisko – jeśli po obejrzeniu przesłodzonych programów na Animal Planet ktoś ciuła pieniądze żeby tam wyjechać na wolontariat (kwota rzędu 3-5 tys zł), załapie się na ten wolontariat (co też nie jest robione z automatu) i poświęci czas żeby tam pojechać, to bardzo rzadko ktoś taki po pobyciu będzie mógł przyznać sam sobie, że to jednak nie tak miało być i miejsce to różni się od „reklam”.

      Blok psychiczny, przerysowanie rzeczywistość i jak przed wyjazdem na hasło „bije się tygrysy po najwrażliwszym punkcie żeby wymusić posłuszeństwo” ktoś mógłby mieć odruch wymiotny, tak po pobycie tam za który zapłacił jak na nasze realia dość spore pieniądze, nie widzi w tym już nic złego, bo wymaga jednak dużego dystansu do samego siebie przyznanie „tak, zostałem oszukany i nabrany”.

      Sytuacja w której bym tam pojechał, a po 2 tygodniach stwierdził, że to jednak złe miejsca nie mogłaby wchodzić w grę, i dlatego przed podjęciem decyzji przeczytałem wiele relacji wolontariuszy stamtąd, jak i dochodzeń organizacji mających na celu dobro zwierząt – jedna z nich swój raport nawet przełumaczyła na różne języki, łącznie z polskim http://www.careforthewild.com/wp-content/uploads/2012/05/tigertemple_factsheet_1208_polish.pdf

      Blog którym się posiłkuje w tej notce jest na swój sposób unikatowy, bo autor trafił tam tak naprawdę przypadkiem. Nie ciułał na wyjazd marząc o nim, ani też nie pojechał bawić się w detektywa żeby ich oczernić. Nie jest też pasjonatem zwierząt, tylko jak wynika z lektury jego bloga i tego co robi, lekko zakręconym człowiekiem który chciał zobaczyć jak Tiger Temple działa od kuchni. Zobaczył, opisał, i ze wszystkich relacji byłych wolontariuszy tam, ta, dzięki jego nastawieniu, jest chyba najbardziej obiektywna.

      Moja linia argumentacji w tej notce wywodzi się z tego samego, na jakiej wywodziłaby się moja linia argumentacji w sporze o to, czy ziemia jest płaska czy okrągła. Nie muszę polecieć na orbitę albo przebyć Ziemię wzdłuż i wszerz, żeby na podstawie dostępnych mi materiałów które zebrali inni uznać, i bronić tezy, że jednak jest okrągła.

      Tym samym dzięki relacjom wolontariuszy (łącznie z „pozytywnymi”), różnych organizacji i zdrowego rozsądku mogę z czystym sumieniem uznać, że Świątynia Tygrysów to złe miejsce i puścić w eter notkę jak wyżej.

      Źródło oszacowań co do liczebności tygrysów to prosta matematyka. Małe tygrysy są tam zawsze, odkąd Świątyni Tygrysów zaczęła być atrakcją turystyczną. Potwierdzają to zarówno relacje turystów sięgające wczesnych lat, jak i właśnie blogi wolontariuszy.

      Skoro zawsze mają tam małe, kilkutygodniowe tygrysy, to muszą regularnie je rozmnażać. Ostrożnie można założyć, że raz na 2 miesiące miot, choć relacja przewodnia wolontariusza z notki mówi o tym, że za jego pobytu były tam dwa 2-tygodniowe, trzy 6-tygodniowe i trzy 16-tygodniowe, więc jeden miot raz na 2 miesiące to też bardzo ostrożne szacunki.

      Średnio w miocie tygrysa są 2-3 małe, czasami zdarza się więcej. Przy takim rozrodzie, powinno ich przybywać średnio 15 rocznie, a też te tygrysy które rozmnażają nie powstały z pączkowania, więc musieli zacząć rozród od bliżej nieokreślonej ich liczby, bezpiecznie można założyć, że kilkunastu. Przy bardzo ostrożnych szacunkach tych tygrysów powinno być tam ok 160, przy mniej ostrożnych, zakładających miot raz na miesiąc i zdarzającą się od czasu do czasu liczbie w miocie większą niż 3, powinno być ich 200-250. Jest ok 120. Albo więc duża część tych tygrysów im pada, albo gdzieś znikają.

  39. Dzięki za odpowiedź i za linka do raportu, po jego lekturze oddaję honor i widzę potwierdzenie wielu tez w Twoim wpisie. Zastanawiam się jedynie nad tym, czy w warunkach Tajlandii ta świątynia to i tak nie jest niestety najlepszym, co może spotkać te tygrysy (zwłaszcza, że wypuszczenie hodowanych lub urodzonych w niewoli tygrysów nie wchodzi w rachubę), co oczywiście nie znaczy, że nie należy walczyć o poprawę warunków ich życia. Tylko zakaz ich fotografowania (co postuluje CWI) spowoduje koniec finansowania projektu ze strony turystów – pytanie kto za to zapłaci?

  40. Witam
    czy jakaś organizacja światowa mająca na uwadze dobro zwierząt i środowisko mogłaby zająć się tą sprawą?

    • Organizacje się tym zajmują – sporo bezpośrednio, a i raczej nie ma prozwierzęcej organizacji, która by temu miejscu przyklaskiwała.

      Problem w tym, że jedyną instytucją którą mogłaby cokolwiek zmienić jest rząd Tajlandii. Który nic nie zmieni – bo swoją dolę z wpływów od turystów też od Świątyni dostaje.

      Jedyne co można zrobić nie będąc rządem Tajlandii, to nagłaśniać tą sprawę. Choć też śmiem twierdzić, że przeciętny turysta może się tematem nie przejąć.

  41. Cieszę się że powstał taki artykuł w języku polskim, w którym opisano jak jest na prawdę, a nie kolejne brednie w stylu „jak pięknie, cudownie, kotki kochane i łagodne” ect. Brak słów na takie traktowanie zwierząt. Muszę być czymś odurzane, inaczej już dawno by kogoś pożarły lub zaatakowały (to to na 100%). Niby mnisi, a taki zgotowali los tym dzikim kotom…

  42. A może też przyczynia się do tej ospałości brak tego enzymu, o którym wyżej mowa? Skoro wpływa on na budowę mięśni i ogólnego dobrego stanu zdrowotnego to jego brak być może powoduje, że te Tygrysy po prostu nie mają siły? To tak jak z człowiekiem, jeśli nie dostarczymy organizmowi wszystkich pierwiastków, witamin etc to jesteśmy ospali, nie mamy siły wstać z łóżka, nie mamy siły ugotować sobie jedzenia czy tym bardziej pójść na spacer..ten brak ruchu z kolei powoduje, że jest z nami jeszcze gorzej. I tak sobie myślę, że pomimo tego, że jesteśmy zupełnie innymi istotami niż tygrysy, to to może jest podobne w nas.

    Straszne rzeczy się tam dzieją. Przeraża mnie, że człowiek – niby myślące stworzenie – potrafi być tak bezduszne i tak brutalnie postępować z innymi stworzeniami…

  43. Dzięki za artykuł, czy nie można by coś rozruszać z tematem w mediach? nawet NatGeo i inne teoretycznie prozwierzęce organizacje promują to miejsce hucznie na swoich stronach „http://www.national-geographic.pl/artykuly/pokaz/pozdrowienia-ze-swiatyni-tygrysow/” – po prostu hiperentuzjazm.. nie wiem co jest nie tak z ludźmi którzy na pierwszy rzut oka nie widzą, że coś jest nie tak..

  44. Jeeezu, to przerażające. Dobrze, że jest ktoś, kto nie jet obojętny a jego dociekliwość otwiera oczy… straszne!

  45. witam,
    bardzo mądry i dojrzały tekst. Gratuluję. Bardzo mocno rozważałem opcje wyjazdu w to miejsce, aby zobaczyć świątynię na własne oczy jednak, jak tylko zacząłem czytać o tym miejscu, od razu wydało mi się, że coś musi być w nim nie tak. Zrezygnowałem.

    Mam nadzieję, że nie uznasz tego za reklamę (jeżeli tak to swobodnie usuń tę część komentarza). Pojechaliśmy do Tajlandii i wybraliśmy się na Elephant Camp, gdzie skorzystaliśmy z możliwości przejechania się na słoniu. Nie wiem czemu, wtedy mi jakoś wszystko pasowało. Dopiero później dokształciłem się trochę i stąd powstał mój artykuł ->
    http://www.lkedzierski.com/tajlandia/jazda-na-sloniu-a-kac-moralny/
    o tym, że jedna z największych atrakcji Tajlandii, czyli przejażdżka na słoniu także najczęściej oparta jest na tragedii zwierząt, o czym też nie ma świadomości w społeczeństwie

    pozdrawiam
    łukasz

  46. Bardzo się cieszę że powstają takie strony/artykuły które przestrzegają ludzi przed takimi wyjazdami. Każda nasza wizyta to kasa dla organizatora. Szkoda że ludzie zbyt mało interesują się tym co chcą obejrzeć nim gdzieś wyjadą. Oby jak najwięcej ludzi czytało takie artykuły.

  47. Dobry tekst, nie wiedziałem o takich rzeczach, można by jeszcze rozpowszechnić te wiadomości na wiele języków.

    • Dokładnie! Strach patrzeć na te filmiki.. nie mogę znieść tego ciągnięcia za ogon! A w tym wszystkim biorą udział mnisi – ci, którzy powinni być dobrymi i skromnymi ludźmi i którym pieniądze nie powinny poprzewracać w głowie.

  48. Dziekuje,szczerze dziękuje za ten materiał,mój poziom agresji wzrósł na wyższy level na myśl o tym cyrku.
    Karma wraca i jeśli mnisi w to wierzą oby na etapie końcowym swego istnienia skończyli jako tygrysia kupa….

  49. To może jeszcze napisz, że całkiem niedawno w tamtym regionie było łączenie około 40 osobników żyjących na wolności. Ludzie wierzą, zgodnie z chińską medycyną ludową, że pewne organy DZIKO ZYJĄCEGO tygrysa mogą wyleczyć każdą chorobę i płacą po 7-8 tys Euro za martwego dzikiego tygrysa. Dla ludzi z regionu to więcej niż mogą zarobić przez całe życie.
    Koszt utrzymania tygrysa to ok. 10.000 Euro rocznie, chcesz tyle zapłać ze swoich pieniędzy? Ja tu widzę pewien kompromis a może i azyl dla tych drapieżników.

    Ale każdy może myśleć co mu się podoba. Ja się cieszę, że tygrysy jeszcze istnieją na ziemi.

    • kiedy zwierzęta żyły w przyrodzie nikt zanic niepłacił i ewolucja sama sobie radziła. Skoro schronii tygrysy powinni je wypuścić wiec prosze bez pie….nia. zwierzeta człoowieka nie potrzebuja i on plwinien źyc tam gdzie zyje idac im spokój

  50. moim zdaniem jakieś służby powinny się tym zająć te zwierzęta cierpią. a mnisi wydają się niewinni , przez rzekomą służbę bogu . chore to :(

    • Obawiam się, że mentalność ludzi w tamtym rejonie różni się od naszej. Władz też to dotyczy.

  51. Już kiedyś czytałam Pana tekst, teraz wpadłam przy okazji informacji o likwidacji świątyni. Wielki Cthulhu musiał być w dobrym humorze bo po wpisaniu „świątynia tygrysów” Google jako pierwsze wypluwa tę właśnie notkę ;)

  52. Dzięki za ten wpis, bardzo fajnie wszystko ujęte. Mi też serce zaczęło szybciej bić na myśl o takim wolontariacie… ale po przeczytaniu tego co napisałeś wiem, że nie ma czego żałować.
    Jak pomóc? Co z tym zrobić? Jaka organizacja może zamknąć ten burdel?

  53. Cthulhu chyba pomógł, link z tym wpisem wyświetla się JAKO PIERWSZY (!) w Google ;) tak też tu trafiłam, szukając jakichkolwiek informacji po gównoburzy związanej z Wojtkiem Szczęsnym. Uderzam się w pierś, bo uważałam, że skoro to mnisi to na pewno musi być tam wszystko ok, a ci wszyscy pseudo-obrońcy praw zwierząt protestują dla samego protestowania, bo to fajne. Przecież nie wyjdzie z tygrysem bez łańcucha, bo to niebezpieczne. A „świątynia” będzie miała pieniążki na dalsze POMAGANIE tygrysom. A tygrysowi ze zdjęcia Wojtka krzywda się nie dzieje, przecież lepsze to niż zginąć od kuli kłusownika. Za kilkoma tygryskami na krzyż biegają mnisi oraz specjaliści, którzy przecież dbają o te zwierzęta. ;) WTEM zapaliła się lampka ostrzegawcza: „ale w sumie JAK to możliwe?”. Resztę przeczytałam tutaj. Dziękuję, otworzyłeś mi oczy.

  54. Witam zaczynam fanpage o odpowiedzialnym odróżnianiu, który ma zbierać informacje o miejscach których nie należy zwiedzać, pamiątek których nienależyte kupować i zdjeć których niepodobni sie robić. Sama była w Tajlandii ale celowo do świątyni nie pojechałam. Chce zrobić post o tym miejscu zacytować wpis z tego bloga i może nawet wykorzystać zdjęcie ( oczywiście odeśle do źrodła i podpisze) czy byłaby taka możliwość? Pozdrawiam

  55. Jako, że wybieram się w niedługim czasie pierwszy raz do Tajlandii to jedną z atrakcji, które chciałem zobaczyć były właśnie te tygrysy.
    Dzięki za artykuł , od razu odechciało mi się wydawać głupio kasy by podziwiać te piękne zwierzęta, które nic z tego faktycznie nie mają.
    Pozostanę przy swoich 2 pięknych, ale mniejszych domowych tygrysach :)

  56. NA PRAWIE KAŻDYM Z TYCH ZDJĘĆ TYGRYSKI ŚPIĄ CIĘŻKO MI TO ZROZUMIEĆ JEST TO DZIKIE ZWIERZE I JAK KAŻDE Z DRAPIEŻNIKÓW JEST CZUJNE NA KAŻDY SZELEST.NIE CHCĘ TU NIKOGO OBRAŻAĆ ANI OSKARŻAĆ ALE TE TYGRYSKI NORMALNIE SIĘ NIE ZACHOWUJĄ I MOIM ZDANIEM ICH TRZYMANIE NA ŁAŃCUCHU TO PO PROSTU NIEWOLA WIĘC NIE WIEM CO TO ZA PRZYJEMNOŚĆ ZWIEDZANIA TAKIEGO MIEJSCA SKORO TE ZWIERZĘTA CIERPIĄ.TO ZWIERZĘ POWINNO BYĆ WOLNE.BYĆ MOŻE NIE MAM RACJI ALE MUSIAŁAM NAPISAĆ WAM CO O TYM MYŚLĘ.DAJCIE TYM ZWIERZĘTĄ WOLNOŚĆ TAKĄ JAKĄ POWINNI SIĘ CIESZYĆ.POZDRAWIAM

  57. Niedługo wybieram się właśnie do Tajlandii i kocham dzikie zwierzęta. Zdaję sobie sprawę z tego jak są one traktowane w takich miejscach czy to tygrysy czy słonie. Jednak bardzo chciałabym zobaczyć zwierzęta w ich naturalnym środowisku nie dotykając i nie ujeżdżając ich, wiesz może czy istnieje gdzieś tam takie miejsce?

  58. witam. za jakis czas lece do tajlandii i mialem w planach odiwiedzic ta swiatynie. trafilem na Twoja stronke i jestem Ci wdzieczny, ze odwiodles mnie od popelnienia tego bledu. oby ten art trafil do wielu osob!

  59. Tygrysy to drapieżniki. Co do złego czy dobrego traktowania się nie wypowiem, ponieważ wcale nie dziwię się takowemu. Dlaczego? Zwierzę takiej postury i taką charakterystyką przeraża. Zapewne nie jedna osoba została przekąską dla kotków, jednak trzymane jest to w ścisłej tajemnicy przed turystami(klientami). Zachowanie tygrysów – jak najbardziej naturalne. Jak nażarty to nie ma nic do roboty. Z drugiej strony ta postawa milusiego kotka, jest uzasadniona przebiegłością tego gatunku, takie kuszenie: „zobacz jaki jestem łagodny, może mnie uwolnisz?”. Trochę pogmatwałem wątki, myślę jednak, że mój komentaż zostanie poprawnie odebrany. Tygrys to nie zwierze domowe, ani chodowlane. To tak jak próbować z byka zrobić zwierze domowe, lub z rekina zrobić rybkę do akwarium. Paździerz i korniki. Pozdrawiam

  60. Wojtku, skąd twoja wiedza, że tygrys „nażarty” nie ma nic do roboty? A nawet gdyby tak było, to jest to argumentem na co?
    Pożerają turystów, wabiąc ich fałszywą łagodnością? Każde zwierzę, żyjące na wolności, musi wykazać przebiegłość, żeby przeżyć, ale nie, żeby pożerać turystów.
    Chyba pomyliłeś zasady, a nie wątki.

    pomyliłeś zasady, a nie wątki.

  61. A ja przez cały mas myślałam, że tam tygrysy są bezpieczne i jest nadzieja na ich przetrwanie. Śledzę losy populacji tygrysów, a w młodości oglądałam program telewizyjny o tej świątyni. Byłam przekonana, że jest to dobre miejsce i naprawdę dbają tam o dobro tych zwierząt.. Może kiedyś tak było, zanim zrobili z nich kukiełki. Czytając ten artykuł miałam łzy w oczach… Przecież one tam po prostu wegetują, a nie żyją!

  62. Nie wierzę w odurzenie ziółkami. Ale bardzo mnie ciekawi co oni w nie ładują. Jakie to muszą być ilości preparatu, żeby znieczulić ponad setkę zwierząt. A one nie ważą po 5 kg. Jakaś firma farmaceutyczna zbija tu majątek. Btw. Cieszę się, że w końcu ktoś to opisał po polsku.

  63. Bardzo cenię sobie Twojego bloga. Dzięki notce o łódzkim ZOO, skutecznie zniechęciłeś mnie do jego odwiedzenia. Od tego czasu w ogóle bardzo poważnie myślę czy aby na pewno warto odwiedzić jakieś konkretne miejsce, w którym „atrakcją” są zwierzęta. Dzisiaj wyszły na jaw kolejne fakty o świątyni, które przewidziałeś w tym tekście. Oby więcej tak wnikliwych osób!

  64. Polecam przeczytać świetną książkę autorstwa Jima Corbetta
    ,, Tygrys z okolic świątyni,,
    Książka ta wiele wyjaśni i rozwieje wątpliwości..

  65. Jestem Ci bardzo wdzięczna, drogi autorze bloga, za to, że otworzyłeś mi oczy…Kilkanaście lat temu widziałam premierowe odcinki programu Animal Planet poświęcone tygrysiej świątyni i byłam urzeczona tym, w jak harmonijny sposób mnisi i tygrysy egzystują ze sobą, sądziłam, że mają się tam jak w raju. Uwierzyłam, że mnisi zarażają tygrysy swoim spokojem, wychowując je tak, że potulność i łagodność stają się tygrysią naturą, wypierając naturalne instynkty. Na materiałach Animal Planet tygrysy są przytomne, pełne energii, w otoczeniu mnichów. Zupełne zaprzeczenie tego, co zobaczyłam i wyczytałam u Ciebie. Jeśli kiedyś naprawdę było tak, jak telewizja pokazała, to obraz ten stał się kompletnie nieaktualny. Muszę przyznać że moje wieloletnie marzenie, jedno z największych, by pofrunąć tam, umarło. Miałam sielankowe wyobrażenie, chciałam pojechać zobaczyć szczęśliwe, zżyte z opiekunami tygrysy, a nie obraz, który w mej wrażliwej na krzywdę zwierząt duszy wywołuje rozpacz. Zmuszanie tygrysów do przebywania na pełnym słońcu w upale , używanie „motyk”, które zapewne działają tylko dlatego, że tygrysy mają z nimi jakieś traumatyczne doświadczenia, agresywne się z nimi rozprawianie, przekarmianie młodych, potencjalne zraszanie ich moczem i ten przejmujący do reszty widok martwych za życia tygrysów na niemal każdej fotce turystów…Żyłam w iluzji i marzyłam o czymś, co tak naprawdę istnieje tylko w propagandowej narracji, w ludzkich wyobrażeniach…Cieszę się, że tego samego dnia natrafiłam i na Twój blog, i na wiadomość, że Tiger Temple jest nieczynna od 2016, bo wiem, że nie ma najmniejszego sensu żałować, że nie zdążyłam w porę urzeczywistnić swego (nietrafionego) marzenia. Miałabym ogromnego kaca moralnego, a zamiast przyjemności z obcowania z tygrysami czułabym bezsilność i ból duszy. Nie sądziłabym, że kiedykolwiek to napiszę, ale bardzo cieszę się, że moje naprawdę wielkie marzenie o Tiger Temple pozostanie niespełnione.

  66. Wielki Cthulhu całkiem sprawnie działa:)

    Załatwił Ci na dzisiaj 3 pozycję w Google, po wpisaniu hasła „tajlandia tygrysy”. To bardzo dobra pozycja, bo ludzie z reguły przeglądają większość wyników z 1 strony:)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.