Woloturystyka w Afryce

Jeśli tak jak mnie kręcą Cię zwierzęta, a duże koty w szczególności, to być może przyszło Ci kiedyś na myśl żeby swoje życie zacząć planować pod tym kątem. Jeśli zdjęcia ludzi opiekujących się kotami w Afryce wywołują u Ciebie szybsze bicie serca i myślisz sobie „też tak chcę!” oraz gotów byłbyś pracować w takich miejscach choćby za darmo, to mam dla Ciebie jedną dobrą i kilka złych wiadomości.

Dobra jest taka, że w Afryce istnieje mnóstwo ośrodków oferujących możliwość wolontariatu przy dzikich kotach. Już po szybkim googlu znajdziesz placówki oferujące Ci przygodę swojego życia polegającą na opiekowaniu się np. lwami czy gepardami.

lion1

 

Brzmi i wygląda to super, ale jest jeden haczyk – to Ty musisz tym placówkom zapłacić za możliwość pracy u nich, a ceny kształtują się od 4000zł wzwyż. Za miesiąc.

Człowiek który nigdy nie wnikał w ten temat może się zdziwić. Wolontariat w Polsce to coś z założenia robione za darmo – z obustronnymi korzyściami. Ty pracujesz na rzecz danej placówki zyskując doświadczenie czy robiąc to z poczucia misji, a oni się cieszą bo mają darmowe ręce do pracy. Sytuacja w której to Ty musisz zapłacić bardzo duże jak na nasze warunki pieniądze za możliwość wykonania dla kogoś fizycznej pracy wydaje się nielogiczna i absurdalna.

caracal2

 

Ale po głębszym przemyśleniu ma to sens. Powodów jest kilka, z czego poboczne to:
-jesteś niewykwalifikowaną osobą którą trzeba przeszkolić i której trzeba poświęcić kupę czasu i uwagi, zwłaszcza na początku pobytu
-koszt utrzymania zwierząt w rodzaju dzikich kotów jest bardzo wysoki
-pracując w takim miejscu mieszkasz tam, jesteś na utrzymaniu danej placówki.

To powody poboczne. Główny jest dość brutalny i przyziemny: nie jesteś jedyną osobą, która chciałaby to robić. A imię wasze legion.

CCF

 

Na zachodzie taka forma spędzenia wakacji stała się popularna – w końcu niańczenie lwów czy gepardów to coś dużo, dużo ciekawszego niż suchy wyjazd na safari, prawda?

wolo1

 

Placówki oferujące płatny wolontariat mają zazwyczaj komplet wolontariuszy, którzy często stają się ich główną formą dochodu. Jeśli dany ośrodek ma 10 czy 20 miejsc, to łączny, miesięczny przychód z woloturystów jest bardzo wysoki. I dopóki są osoby gotowe zapłacić takie sumy za możliwość pracy dla nich, dopóty się to nie zmieni. W Afryce wolontariat ze zwierzętami, zwłaszcza w krajach bardziej cywilizowanych jak RPA stał się odrębną, dobrze prosperującą gałęzią turystyki.

wolo3

 

Efektem tego jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać placówki które nie opiekują się zwierzętami z zamiłowania czy poczucia misji, ale które robią to tylko i wyłącznie dla kasy. Mają np. lwy które rozmnażają, woloturyści mogą przyjechać, opiekowac się nimi, zrobić masę sweetfoci i wrócić do domu, często z przeświadczeniem, że oprócz przygody zrobili coś dobrego.

wolo4

 

Nie zdając sobie sprawy, co tak właściwie dzieje się z tymi lwami gdy dorosną – a prawda jest bardzo brutalna. Oprócz osób które chciałyby miziać małe lewki w Afryce i są gotowe płacić żeby móc to robić, jest też inna grupa osób, która jest gotowa zapłacić duże pieniądze za możliwość pojechania do Afryki żeby móc te zwierzęta zabijać.

mys1

 

Myślistwo, które w gruncie rzeczy sprowadza się do odczuwania przyjemności z pozbawiania życie drugiej istoty, to temat na osobną notkę. W przypadku takich ośrodków „polowanie” na lwa wygląda następująco: odchowanego przez człowieka, oswojonego lwa wrzuca się na zamknięty, ogrodzony teren. Przyjeżdża facet z bronią, zabija go a później robi sobie z nim zdjęcie i ma poczucie, że właśnie zrobił coś w jego środowisku szacunogennego.

mys3

mys111

 

Jaka jest skala tego bezdusznego systemu, polegającego na tym, że jedni turyści płacą za możliwość niańczenia małych lewków a drudzy za możliwość ich zabicia gdy te podrosną? Bardzo duża, w  RPA szacuje się, że 70% lwów będących w niewoli znajduje się właśnie na tego rodzaju fermach, a taki system „polowania” zyskał swoją własną nazwę: „canned hunting”.

canned

 

ferma

 

ferma

 

wol2

 

Przy czym bardzo często woloturyści nie są nawet świadomi, że tak wygląda sytuacja, a problem nie dotyczy tylko lwów, lecz również innych zwierząt.

mysl3

:(

 

other2

:C

 

Oczywiście istnieją też ośrodki które trzymają duże koty z poczucia misji, choć są w mniejszości. W tych jednak młode zwierzęta, czyli coś, co turystów przyciąga najbardziej, są rzadkością. Jak rozróżnić lep na woloturystów od ośrodka który ma etyczną motywację? Zadając następujące pytania:

-Gdzie jest matka młodego?
-Dlaczego jest odchowywane „ręcznie”, a nie przez nią?
-Co dzieje się z młodymi gdy podrosną?
-Czy jeśli są wypuszczane na teren rezerwatów, czy innych dużych, kontrolowanych obszarów, to gdzie są teraz i czy placówka może to udowodnić poprzez odpowiednią dokumentację?
-Jeśli są wypuszczane, to czy stają się obiektem polowań?
-Jeśli stają się częścią programów hodowlanych, to jaki jest ich cel?
-Co dzieje się z nadmiarowymi zwierzętami danej placówki?

Jeśli mimo kosztów nadal byłbyś zdecydowany na ten rodzaj wolontariatu, to zawsze dogłębnie wniknij w tło etyczne danej placówki i zadaj im pytania wyżej. Woloturystyka zaczyna powoli stawać się atrakcją również dla Polaków, a w przyszłości zapewne stanie się równie popularna co na zachodzie.

lion1

 

Załóżmy, że znalazłeś ośrodek z dobrą misją, któremu zależy na zwierzetach, nie chcesz jechać tam na zasadzie atrakcji turystycznej tylko ciężko pracować i nie stać Cię na płacenie im aż tak dużych pieniędzy. Cóż, pociesze Cię – w takich ośrodkach czasami jest możliwość pracy za darmo, ale z oczywistych względów nie chwalą się tym na swoich stronach żeby nie stracić źródeł dochodu od „niedzielnych” wolontariuszy. Masz szanse na właściwy, darmowy wolontariat jeśli spełnisz odpowiednie warunki, czyli:

-chcesz pracować tam przez dłuższy czas, czyli np. rok
-masz już doświadczenie przy pracy ze zwierzętami które są w danej placówce

Demotywująca prawda jest taka, że musisz ośrodek który masz na oku przekonać, że jesteś wart tego aby trzymać Ciebie za darmo zamiast woloturysty który im będzie płacił za swój pobyt – a takich mają pod dostatkiem. Najważniejsze jednak to być 100% pewnym, że dana placówka faktycznie robi coś dobrego – bez odpowiedniego wybadania jej przed wolontariatem ryzykujesz stanie się częścią brudnego wolo-biznesu.

 

aa

42 Komentarze

  1. Uwielbiam zwierzeta ,ale to co przeczytałam jest szokujące!!!!!! Jak mozna tak postępować?!!!Czy nie mozna temu zapobiec???

  2. Coraz bardziej zdaję sobie sprawę z tego iż ludzie to największe ścierwo na tej ziemi. Tak jak zgnilizna powoli zżera jabłko tak ludziska powoli zżerają ziemię. Po tym jak zdałem sobie sprawę z tego wszystkiego to ze swojego towarzystwa i znajomych wykluczyłem z pełną świadomością wszystkich myśliwków i podobnych słabych przedstawicieli naszego gatunku którzy wyżywają się na słabszych istotach [ to tak jak w podstawówce z 8 klasy bił tych z 1 ]

  3. Dziękuję za ten wpis. Nie wiedziałam, że takie praktyki są stosowane na tak dużą skalę i że tak dużo ludzi jest pozbawionych empatii..

  4. Ci ludzie to ścierwo. Czy naprawdę nie istnieją jakieś organizacje, które by sie tym problemem zajęły? Jestem wstrząśnięta każdą taka informacją.

  5. To straszne i trzeba o tym ludzi informować, ale jest wiele ośrodków, które naprawdę pomagają zwierzętom i trzeba uważać, żeby im nie zaszkodzić.

    • Jest ich wiele, ale jeśli chodzi o duże koty w Afryce, większość z nich jest zakładana tylko dla zysków z turystów.

      Choć w takich przypadkach dość prosto je odsiać – każdy z nich na swojej stronie eksponuje opiekę nad młodymi kotowatymi, czego ośrodki faktycznie pomagające nie robią.

      Jeśli ośrodek reklamuje interakcje z młodymi, tzn, że zawsze jakieś ma. Nie mógłby tego reklamować, jeśliby nie miał stałego przypływu młodych – bo nie mógłby woloturystom którzy przyjadą (płacąc przy tym grubą kasę) powiedzieć „sorry, młodych nie ma choć reklamowaliśmy”, szybko by wtedy im podupadł biznes.

      Młodych wciąż przybywa, zawsze są dostępne dla woloturystów. Ale te młode w końcu dorastają, odchowanego z ręki lwa nie da się wypuścić na wolność, a ośrodki nie są z gumy żeby trzymały każdego dorosłego którego odchowają. Jeśli miesiąc w miesiąc, rok w rok, taki ośrodek (których jest tam pełno) ma zawsze jakieś młode lwy czy inne koty, to coś później musi z nimi zrobić gdy dorosną. I większość z nich robi to, o czym jest notka.

      Osobną sprawą jest to, że czesto nawet agencje oferujące wolontariaty polecają ludziom takie ośrodki, nazywając interakcje z młodymi lwami „przygodą życia”. I tu już ciężko powiedziec, czy te organizacje same nie wiedzą co tam się dzieje, czy też po prostu lecą na kasę.

      Tak czy siak clue: jeśli na stronie ośrodka widnieją zdjęcia ludzi którzy niańczą małe lwy, to jest to bardzo duża, czerwona lampka.

  6. Jak patrze na te uśmiechnięte mordy to sama mam ochotę złapać za strzelbę i zapolować na tych pseudo ludzi. Jak tak w ogóle można postępować? Podobno ludzie posiadają coś takiego uczucie,rozum, ale widać że ludzkość dzieli się na ludzi i podludzi.

  7. Najgorszą żyjącą istotą na ziemi jest człowiek. Zwierzęta zabijają żeby przeżyć, a człowiek zabija dla zabawy. Bardzo przykre :(

  8. Ciekawy artykuł ale to o czym piszesz to po prostu hodowla zwierząt w celach zarobkowych, tylko że te lwy nie są porażane prądem w rzeźni tylko zabijane ze sztucera.
    W rezerwatach jest zwykle nadmiar drapieżników, wiec ta sztucznie hodowana populacja musi zginać.
    Polski baca też nie opiekuje się owcami cały rok po to aby je wypuścić do Tatrzańskiego Parku Narodowego, również polski myśliwy płaci za paszę i dokarmia zimą sarny a później musi odstrzelić, bo inaczej koło łowieckie płaci kary. Podobnie postępuje Polski Związek Wędkarski, zarybia ze składek aby potem łowić te ryby.
    Przykre jest to, że wolontariusze są często nieświadomi że są trybami tej machiny biznesu.

    • Zgadza się, jeśli spojrzeć na to chłodno i bez emocji, to „canned hunting” leży dokładnie w tej samej strefie co myślistwo i wędkarstwo – czyli pozbawianie zwierząt życia dla przyjemności. Baca i rzeźnie to już jednak trochę odmienna strefa, ale to temat na osobną notkę.

      Jest jednak bardzo duża róznica pomiędzy tematem z notki a polskim myślistwem czy wędkarstwem – a polega na ekstremalnej perfidii tego systemu. Te lwy (i inne kotowate) są rozmnażane tylko i wyłącznie po to, żeby najpierw nieświadome osoby zapłaciły grubą kase za możliwość opieki nad nimi, a później inna grupa osób te oswojone i odchowane z ręki lwy zabija płacąc kase jeszcze większą.

      • To co piszesz to primo. Drugo to to, że system ten opiera się, jak mniemam, na kłamstwie i oszustwie. Ani turyści od miziania lewków nie mają pojęcia, jak one skończą (biznes przestał mi się kręcić), ani myśliwi nie wiedzą, że lwy te są wychowane przez ludzi i ‚udomowione’.

        To bardziej można porównać do tego, jakby ktoś sprzedawał ludziom mięso, mówiąc, że to soczewica.

  9. Straszne , serducho mi ściska z bólu i nienawiści do snobów mordujących inną żywą istotę !!! Zbydlęcenie !

  10. Jak można krzywdzić zwierzęta!!!! ja osobiście staram się chociaż co 2 miesiące trochę karmy zakupić dla schroniska zwierząt bo więcej przejem i przepale. A jeżeli chodzi o dzikie zwierzęta to sami pchamy sie na ich terytorium a potem pretensje to do kogo? Jednym słowem LUDZIE TO NAJGORSZY GATUNEK!!!!! Bo co mają broń przy sobie i inne ostre narzędzia? bogacze bo maja pieniądz i damy musza mieć futro żenada i prostactwo!!!!! zwierzęta również czują!!!!! A tak naprawdę to powinniśmy uczyć się zachowania od zwierząt a nie bo chcemy lum bo mamy pieniądz !!!!!

  11. Dzięki temu że ktoś płaci i opiekuje się tymi lwiątkami one żyją, w naturze większość z nich zabiłby inny dorosły samiec, który w naturze ma eliminacje młodych innego samca( gdy przejmie stado lwic zabija wszystkie młode). Gdybym ja miał wybierać swój los to wolałbym być lwiątkiem którym się opiekują wolontariusze, mieć świetne warunki do życia a na koniec zginać od kuli niż żyć jak świnia w chlewie i czekać w kolejce w rzeźni słysząc jak zarzynane są wcześniejsze.

    • Mylisz skutek z przyczyną. Te lwy by się nie urodziły gdyby nie rozmnożyły je ośrodki. To nie są małe lwy „uratowane” z natury, tylko lwy narodzone jedynie po to, żeby najpierw ktoś je wygłaskał (tym samym oswajając), a później kto inny zabił.

      Ich jedyny cel istnienia to bycie żywą maskotką dla turystów żeby skończyć jako tarcza strzelecka dla innych turystów. Być może ty byś wolał taki los, ale jeśli lwy z ferm (które widać na zdjęciu z notki) mogłyby mówić, to pewnie by wolały mieć jednak szanse w naturze.

      • No właśnie, popieram odpowiedź. A tym bardziej wcale to nie są dobre warunki… Richardson opisał taką farmę. Ściśnięty lwy jeden obok drugiego, zaniedbane z problemami skórnymi. Co to za życie?? W życiu na takiej farmie nie mają lepiej te lwy niż jak na wolności.

  12. Mam 12 lat, ale to mną bardzo potrząsneło. to znaczy ja wiedziałam o tym wszystkich tragicznych przypadkach ale to jest po prostu jedno wielkie nieporozumienie to jest przecież zabronione. Niestety nie wszyscy się tego trzymają… a mały głupek się na zdjęciu cieszy TYLKO JA NIE MAM ZIELONEGO POJĘCIA Z CZEGO!!!!!!!!!

  13. To jest okrutne po prostu okrutne!!!
    od dawna wiedziałam o tych okropnych praktykach. a jak widzę te szczęśliwe gęby to po prostu rozsadza mnie z wściekłości i żalu nad tymi biedactwami…
    Jakby człowiek nie mógł wejść w ten internet i zrobić czegoś by tym zwierzętom pomóc! Słyszałam kiedyś że tygrys zaatakował tresera w cyrku na pokazie człowiekowi nic wielkiego się nie stało ale tygrys został „skazany” na śmierć… Ale dlaczego do jasnej ciasnej my je tak szkolimy i męczymy?

  14. na górę strony głównej Onetu z tym artykułem!! co mnie obchodzi kolejna notka o tym, że Rzeszów ma pi…ę w centrum? nagłaśniajcie takie sprawy jak ta poruszona na blogu, uświadamiajcie ludzi, bo brak wrażliwości i brak odpowiedzialności to ważny problem! jakąś misję dziennikarską ktoś ma w tym Onecie? czy tylko zbijacie kliki na gołym tyłku Dodo-podobnych panienek??
    brawa dla Autora bloga za poruszający i ciekawy wpis! pozdrawiam

  15. ludzie krzywdzą najbliższe im osoby, potrafią znęcać się nad (np. nad dzieckiem, swoją kobietą) psychicznie i fizycznie…( zdradzają, kłamią, nękają, bija i też zabijają)
    więc już nie ma co się pomału dziwić że zabijają zwierzęta dla zabawy.

    i jak ma nie nadejść koniec tego świata?

    niczego nie doceniamy i przyjdzie za to zapłacić

  16. porażająca bezmyślność i bezduszność.powinno to być prawnie zakazane.tak jak i u nas myślistwo służące ku rozrywce bezmyślnym.

  17. a jakich kwalifikacji potrzeba do sprzątania klatek, wyrywania chwastów, krojenia czy mielenia surowego mięsa czy krojenia jedzenia- bo to są właśnie zadania wolontariuszy.

    • Kwalifikacji to akurat potrzeba niewielkich, ale mówimy tu o przypadkowych turystach z całego świata, których trzeba mieć po prostu cały czas na oku. Nie tylko żeby nie narobili przypadkiem szkód, ale też żeby np nie zrobili czegoś głupiego, co mogłoby zaszkodzić wizerunkowi placówki. Jak np dać się zaatakować przez lwa, a później z radością o tym opowiadać dziennikarzom. Co się zdarza:

      http://metro.co.uk/2013/07/12/lauren-fagen-teen-mauled-by-moholoholo-lion-says-its-a-miracle-she-survived-3880066/

      Ktoś po prostu musi za tymi wolontariuszami chodzić jak cień i pilnować jak dzieci, a to też są dodatkowe koszty.

      Przy czym oczywiście przyczyna aż tak wysokich opłat wynika głównie z tego, o czym wspomniałem w notce – ilością chętnych gotowych takie pieniądze zapłacić za możliwość wykonywania tej pracy. Póki takich jest wielu, póty koszta takie będą, bo nie ma sensu ich obniżać i ucinać sobie źródła dochodów.

      • Hej, chyba nigdy nie byłeś na takim wolontariacie. Oczywiście zdarzają się sytuacje jak opisane, ale np. klatki zwierząt sprząta się na ogół jak ich nie ma w środku, więc nie moga zaatakować. Kiedy opiekun musiałby robić to sam zajęłoby mu to dużo więcej czasu. Załadowanie kurczaków i rzucanie przez siatkę też robiłby sam, a to, a patrzenie na wolontariuszy nie zajmuje zbyt wiele czasu i energii. Przygotowywanie jedzenie tez odbywa sie pod nadzorem. Poza tym jest wiele ludzi, którzy odbywają wolontariaty bo chcą pomagać,a Ty zdaje się o tym zapominasz. Wydaje Ci sie, ze wszyscy jadą po to, żeby sobie zrobić zdjecia i chwalić sie znajomym, albo jak ta laska , że lew się na nią rzucił. Oczywiście zdarzają się takie przypadki. Pytanie tylko który typ wolontariusza jest przeważający. Poza tym zdarzają sie przypadki, że dzikie zwierzę zabije opiekuna i też piszą o tym media. Jestem przeciwna zabijani lwów i uważam, to za okrutny preceder, ale nie uważam też, ze należy winić za to wolontariuszy, którzy chcą coś zrobić dla wymierajacych gatunków zwierzat. Owszem trzeba ich ostrzegać, zeby nie jechali do miejsc, gdzie lwy potem są sprzedawane i zabijane, ale nie ganić za to, ze chcą coś dobregoz robić.

        • Tak właściwie nie wiem jaką teraz próbujesz sforsować tezę, a tym samym nie wiem co jest przedmiotem naszego sporu/dyskusji. Będę wdzięczny za wyklarowanie, a póki co odniosę się do czego mogę.

          Nie ganię wolontariuszy tą notką – cała perfidia tego systemu polega właśnie na tym, że ludzie chcą robić coś dobrego, ale system wolontariatu w wielu krajach Afryki został zdominowany przez ośrodki które praktykują proceder opisany w notce.

          Dorosłym lwom klatek się oczywiście nie sprząta gdy są w środku, ale już jeśli chodzi o gepardy, lamparty, karakale czy serwale (i masę innych zwierząt) to się to jak najbardziej dopuszcza. Wejdź na pierwszą lepszą stronę www czy FB ośrodka i zerknij na media tam zamieszczone. Poczytaj blogi byłych wolontariuszy w takich ośrodkach (nawet w polskiej blogosferze się parę znajdzie) i zobaczysz, że interakcje ze zwierzętami są dopuszczalne i wręcz reklamowane nawet w dość etycznych ośrodkach.

          Tylko najbardziej etyczne ośrodki, tudzież ośrodki rehabilitacji zwierząt dzikich nie dopuszczają czegoś takiego, ale takie są w zdecydowanej mniejszości, bo wolontariuszy-turystów mają mniej, a co za tym idzie dużo mniejsze dochody.

          Ta notka nie ma na celu nagonki na wolontariuszy, ale też z drugiej strony jak kogoś stać na zapłacenie ~10-15-20 tysięcy złotych za miesiąc pracy z dużymi kotami, to też oczekiwałbym, że taka osoba trochę głębiej wninknie w strukturę danej placówki i posłuży się krytycznym myśleniem. Jeśli ktoś tego nie robi, nie zastanawia się skąd mają wysyp np młodych lwów i co się później z nimi dzieje, ani nawet nie wybada tematu (co można zrobić choćby zdalnie via Internet), to ja wtedy mam prawo zakładać, że jej wyjazd na „wolontariat” był wyjazdem czysto turystycznym w poszukiwaniu mocnych wrażeń.

  18. Dziękuję za mailową odpowiedź do poprzedniego komentarza :).
    Parafrazując Disneya – z perspektywy czasu wszystko staje się mniejsze, i na tamtą notkę przyjdzie taki czas, kiedy nie będzie aż tak „wielka”.

    A co do powyższej notki – mnie się autentycznie zbiera na płacz, kiedy widzę te piękne zwierzęta tak traktowane. Człowiek sam wlazł im w paradę, zaczął niszczyć ich gatunki, a potem bezczelnie zaczął je z tej okazji ratować, na koniec wchodząc już na szczyty bezduszności i zrobił z tego chory interes.
    Ludziom się w końcu odbeknie za takie zachowanie. Nie potrafimy zadbać sami o siebie, a chcemy ratować coś tak ogromnego jak cały świat.
    I przy okazji traktujemy się jak bogów, którzy mają prawo odbierać życie dzikim (!) zwierzętom. Jakby nie wystarczyło nam to, że udomowiliśmy i zmieniliśmy tyle gatunków (choćby wilki albo konie)…
    Serce boli, po prostu.

    Pozdrawiam cieplutko :)!

  19. mało kto wie ,że zostało myśliwym do zabicia w CAŁEJ AFRYCE jeszcze 3500 samców lwów ( w ośrodkach zamkniętych- hodowlanych np w RPA , gdzie strzela sie lwy jest ich juz do zabicia ponad 5000 szt. Niestety te lwy na wolności też giną zabijane dla przyjemności przez myśliwych i kłusowników. W Kenii cała populacja lwów liczy ok 2000 osobników i jest stała.nad czym ublolewaja myśliwi , bo wg ich teorii, tylko polowanie pozwala otrzymać stałą populacje zwierząt na danym terenie . Dla wyjaśnienia dodam ,że w Kenii polowania sa zabronione (!) . Okazuje się ,że można pozbyć się myśliwych w sposób legalny .
    Czas zweryfikować obecność myśliwych także w Polsce , gdzie ponad 100000 ludzi z karabinami strzela przez cały rok do zwierząt > ( zaraz zaprotestują myśliwi mamy okreesy ochronne nap na sarny itp nie nie bo las nasz ciągle przeszywają wystrzały karabinowe np do lisów.
    Z lwami jest podobnie dopóki będzie żył ostatni lew w Afryce zawsze sie znajdzie jakiś …… , który go zastrzeli . Pozdrawiam i gratuluję trafnej notki na blogu , Tomek

  20. Bylem, jestem i zawsze bede obronca zwierzat. Rozumiem hodowanie zwierzat w celach konsumpcyjnych, bo tak naprawde od tego raczej nie uciekniemy. Oczywiscie z jednym zastrzezeniem czyli zapewnieniem godnych warunkow do zycia, co czesto ze wzgledow finansowych nie jest wogole brane pod uwage. Oczywiscie w wielu krajach w tym w polsce zostalo ustanowione prawo ktore ma za zadanie zapewnic wlasciwe warunki zycia dla zwierzat. Np. w polsce: Ustawa z 21 sierpnia 1997 roku o ochronie zwierząt: „zwierzę, jako istota żyjąca, zdolna do odczuwania cierpienia, nie jest rzeczą. Człowiek jest mu winien poszanowanie, ochronę i opiekę”. Uwazam jednak ze ze strony rzadu powinien byc polozony zdecydowanie wiekszy nacisk na spelnienie przez hodowcow tego warunku. Jak to rozwiazac? Bardzo prosto czyli odpowiednio zwiekszajac kary finansowe za zlamanie prawa. Natomiast w zaden sposob nie jestem w stanie zrozumiec hodowania zwierzat w celu i ich pozniejszego zabijania dla przyjemnosci. Krwawa spirala nakreca sie tylko dzieki takim piep..m kreaturom ludzkim jakie mozemy „podziwiac” na zdjeciach. Jak patrze na te rozesmiane geby to zaczynam tracic wiare w sens istnienia gatunku ludzkiego. Jestem jednak pewien ze kiedys za to zaplaca…

  21. Bardzo ciekawy wpis. Dziękuję za zwrócenie uwagi na ważny problem. Śledzę brytyjskie ‚mainsteramowe’ media oraz serwisy związane z NGOsami i zauważyłam, że tam debata na temat mody na wolontariat w krajach rozwijających się (nie tylko zwiazany ze zwierzętami) obecna jest już od jakiegoś czasu. Myślę, że to bardzo ważne, by zwiększać świadomość ludzi jak łatwo chcąc pomóc możemy zaszkodzić.

    Sama mam doświadczenie z wolontariatu w schronisku dla osłów w Leh w indyjskich Himalajach oraz z pracy z uchodźcami w McLeodGanj, również w Indiach i są one raczej pozytywne.

  22. Szukałam na internecie ofert z wolontariatami, niestety te które do tej pory spotkałam nie wyglądają na takie które robią to z potrzeby serca. Może znasz jakiś ośrodek w któremu zależy na dobru zwierząt i mogłabyś mi go teraz zaproponować?

  23. Witam. Czy dałoby rade dostać jakieś dane kontaktowe, strony ośrodków w Afryce ktorzy potrzebują ludzi do pomocy. Marzy mi sie aby pojechac na 2-3 tygodnie. Kocham zwierzęta i bardzo bym chciala pojechac jako pomoc. Proszę jeśli ktoś by znalazł kontskty i ośrodki w Afryce byłabym bardzo wdzięczna !

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.