Foto Piątek #8 – Moje sierście

Ta notka w końcu musiała się zdarzyć. Wzbraniałem się przed nią pół roku, wyżywając się na FB, gdzie przez zalew kocich zdjęć poszło zapewne niejedno odznaczenie mnie z pokazywania na ścianie. Ale cóż zrobić, w końcu się poddałem i blog też ucierpi. Każdy kociarz musi pokazywać foty swoich kotów, to naturalne i praktykowane zapewne od samych początków znajomości homo sapiens z kotami. Jestem pewien, że starożytni egipcjanie nosili przy sobie małe hieroglify przedstawiające ich koty, które wciskali każdemu znajomemu. Tak jak ja wcisnę Ci dzisiaj masę zdjęć moich sierści – Kudłatej i Czarnej.

2

Wyjaśnienia wymaga geneza ich imion, które ktoś złośliwy móglby wyśmiać jako kiepskie i bez polotu, ale mają swój sens – ja po prostu nie nadaję zwierzętom imion. One same tego nie robią (choć pojawiają się teorie, że robią tak delfiny), więc po co miałbym ja. Ich imiona to po prostu nazwy kodowe, żeby przekazywać je nieznajomym, bo głupio było by krzyczeć „uważaj na fotel, siedzi tam <opis wyglądu, zachowania, zapachu>. Krótko mówiąc, imiona są z musu, dla ulepszonej komunikacji z obcymi.

3

Howgh

 

Kudłata

Historia Kudłatej sięga zamierzchłych czasów, anno domini 2005. Aparaty cyfrowe nie były wtedy w powszechnym użytku, a te w telefonach nasuwały podejrzenia, że w środku siedział malujący obrazy gnom, a nie urządzenie cyfrowe. Dlatego też rozwój Kudłatej nie jest tak dobrze udokumentowany jak Czarnej, ale nadal trzymam pierwsze jej zdjęcie.

5

 

Przedstawia też ono 2 główne atrybuty Kudłatej – lenistwo i elastyczność. Ułożenie jej ciała na zdjęciu wynika z faktu istnienia kwiatka obok, który wchodził jej w ucho gdy tam usiadła. Zamiast zrobić coś tak logicznego jak przemieszczenie się lekko w bok, Kudłata wolała przechylić głowę do takiego stopnia, że zainsenizowała scenę „jestem bezkręgowcem”.

 

6

Pozycja: Twister

 

Kudłata w miarę dorastania stała się też kotem lekko oderwanym od rzeczywistości, aspołecznym zarówno jeśli chodzi o ludzi, jak i inne zwierzęta. Przy czym nastąpiło to skokowo – jednego dnia była normalnym kotem, ciekawskim, drugiego stała się Kudłatą-Kudłatą.

 

7

*derp*

 

Działającą na zasadzie: nie miziać, nie dotykać, nie głaskać, nie patrzeć się, nie podchodzić, nie ingerować w moje jestestwo.

 

komiks

 

Przyczyna pozostaje dla mnie nieznana, próbowałem rozwikłać tą zagadkę, ale poległem i uznałem, że taki jej urok. Nie oznacza to oczywiście, że jest statycznym workiem sierści, która cały dzień nic nie robi. Coś robi, ale często wymyka się to logice. Jak np. zawieszenie się na kilka godzin w kącie, pod taborkiem, pod którym nigdy nie siedziała.

 

8

 

Daje się też głaskać, ale tylko gdy ona chce, tylko po szyi i łącznie przez kilkanaście sekund. Teorię mam taką, że z uwagi na jej zasierścienie czuje tylko głaski na szyi i to jest fajne, a głaski na grzbiecie z uwagi na grubość pokrywy włosowej odbiera jako dziwny, nie mający sensu nacisk na grzbiet.

 

11

 

Jako, iż jest kotem statycznym to zdjęć za wielu nie ma. Nawet ja mam granice, i po setnym, którego urok polegał tylko na jej uroczym leżeniu, uznałem, że jak bardzo ją lubię, tak potencjału na kocie-sweetfocie nie ma. Chyba, że leżące.

 

a1

a3

 

a3

a4

a5

gif

a8

a123

 

Przy próbach rozwiązania zagadki jaką stało się bytowanie Kudłatej w trochę innym świecie doszedłem do wniosku, że może po prostu potrzebuje towarzystwa. Drugiego kota. Problem polegał na tym, że Kudłata w miocie była jedna, jej matka podobno też była dzikusem jakim stała się Kudłata, więc generalnie futrzak nie lubił się z innymi kotami. O czym miałem okazję się przekonać, gdy kiedyś znajomi zostawili mi na przechowanie ich młodego sierścia, który choć do Kudłątej bardzo garnął, tak Kudłata tymczasowo przeniosła się do strefy „między kanapą a kaloryferem”, wychodziła tylko żeby coś zjeść, posyczeć na intruza i załatwić potrzeby fizjologiczne. W każdym, możliwym miejscu domu, tylko nie w kuwecie. Co było zachowaniem nienormalnym, a niezmiennym przez czas pobytu „obcego” kota, czyli przez 2 tygodnie.

 

12

 

Dlatego wzięcie jakiejś kumpeli dla Kudłatej wiązało się z dużym ryzykiem, możliwością, że Kudłata jej nigdy nie zaakceptuję, a ja chodząc nocą po domu będę czuł się jak na polu minowym. Wiedziałem też jednak, że jej zachowanie przy poprzednim, tymczasowym kocie było wywołane moim błędem, jakim było puszczenie tego kota na żywioł, wrzucenie go w uporządkowany świat Kudłatej, bez jakiegokolwiek stopniowania. I, że być może, stopniowe zapoznawanie nowego kota z Kudłatą przyniesie inny rezultat. Zapadła decyzja o wzięciu Czarnej.

Czarna.

Czarna przyszła stosunkowo niedawno, bo na początku zeszłego roku. Stopniowanie im znajomości wiązało się z początkową izolacją, czyli najpierw Czarna trafiłą do osobnego pomieszczenia, z osobną kuwetą, miskami i substytutem matki w postaci mnie.

 

c1

 

Zaklimatyzowanie się jej w nowych warunkach zajęło około godziny, po której zaczęło się zwiedzenie i objawiły się cechy Czarnej, która okazała się kompletnym przeciwieństwem Kudłatej. Ciekawość, hiperaktywność i często przesadne przywiązanie do człowieka.

 

c3

c4

 

Kupując dla niej wyprawkę czułem się trochę jak wydając becikowe, bo wiedziałem, że z rzeczy na jej rozmiar szybko wyrośnie, ale przynajmniej miała pełen zestaw przetrwania w izolacji. 5kg zabawek, maleńkie kojko i maleńką kuwetkę.

 

c4

 

Oraz wielki, żywy mix gryzako-drapaka z poduszką.

 

c11

c12

 

Miała też pełno nowych rzeczy do poznania.

 

c122

c112

 

Na czele z kursorem.

 

cc1

ccc1

Kotcepcja :0

 

Stopniowanie znajomości dziewczynom to była robota sapera. Na pełen etat. Nie chciałem nawet na chwilę im siebie przedstawiać wizualnie, pierwsze trzy dni to były dla Kudłatej nowe bodźce zapachowe i dźwiękowe. Oba intensywne, zarówno zapach kuwetowych prezentów od Czarnej, jak i jej kocie żale gdy musiałem pokój opuścić.

 

ccr1

 

Kudłata była zaciekawiona, ale nie zestresowana – zachowywała się w miarę normalnie, więc po kilku dniach cichaczem wyniosłem Czarną z pokoju, otworzyłem drzwi i pozwoliłem Kudłatej wejść, żeby zapoznała się z zapachami dogłębnie, czyli na wszystkie strony wywąchała pokój.

 

z1

 

Następnego dnia otworzyłem drzwi i pozwoliłem Czarnej pójść za mną. Uznałem, że lepsza będzie konfrontacja na terytorium Kudłatej, niż na lekko przejętym już terytorium Czarnej którym stało jej tymczasowe pomieszczenie. Nie spodziewałem się cudu, ot poszło przewidywalnie – Kudłata zrobiła wielkie oczy, zjeżyła się, nasyczała na Czarną i stwierdziłem, że na dzisiaj wystarczy. Wróciłem do pokoju Czarnej, a ta pobiegła za mną lekko zdziwiona zachowaniem wielkiego, futrzanego stwora.

 

ccc12

 

Łatwo było o wtopę w poprzednim kroku. Nie wiedziałem, czy Czarna wróci za mną sama, ale też nie mogłem jej wziąć na ręce i samemu zanieść. W kocim rozumku Kudłatej mogłoby to zostać odebrane jako faworyzowanie intruza, a tak byłem czysty – to intruz się do mnie przylepił, ja byłem obojętny. Tzn do momentu zamknięcia drzwi :0

 

1

 

Kudłata nadal zachowywała się w miarę normalnie. Była lekko wypłoszona, ale też nie był to kompletny, stresowy odlot jak przy poprzednim, tymczasowym kocie. Kombinując jak dalej poprowadzić im zaznajamianie uznałem, że najlepiej będzie doprowadzić do tego, żeby Kudłata jak najszybciej uznała Czarną za stały element otoczenia. Niegroźny i nie zagrażający jej pozycji. Najlepiej było to zrobić wykorzystując zabawę.

 

ffa1

 

To była jednak Kudłata. Oporna na wszystko, leniwa i często apatyczna. Jedyne co na nią działało, to wskaźnik laserowy, magiczna różdżka do obsługi kotów. Odizolowałem więc Kudłatą w pomieszczeniu, wprowadziłem Czarną i zaczęła się pierwsza, właściwa integracja.

 

ra1

 

Trzymały dystans, Kudłata syczała, ale gdy pojawiała się plamka wskaźnika, zapominały o sobie i interesowały się nią. Wskaźnikiem nakierowywałem je na siebie, żeby zmniejszaly dystans.

 

rra1

 

Gdy były za blisko, Kudłata traciła skupienie na wskaźniku, przypominała sobie, że w końcu tu jest intruz, zaczynała syczeć. Któraś odchodziła na bok, emocje lekko traciły na intensywności, znowu zapalałem wskaźnik, i tak w kółko. 2 godziny dziennie, przez parę dni. Robota sapera, w której błąd mógł sprawić, że Kudłata zamknie się w sobie, i zamiast zaakceptować Czarną w kilka tygodni, zajmie jej to parę miesięcy albo i nigdy.

 

aaza1

 

Przyniosło to rezultaty, i to lepsze niż zakładałem. Choć zaznajamianie ich sobie lekko uszczupliło mi życie socjalne („-Maciek, idziesz na piwo? -Nie mogę, integruję koty :0”), to po kilku następnych dniach mogłem zostawiać drzwi od pomieszczenia Czarnej otwarte i nie martwić się o konsekwencje. Choć ich znajomość na początku przebiegała na „odległość”, to przynajmniej nie musiałem już jej stopniować i oswajać ich ze sobą w kontrolowanych warunkach.

 

aasad

 

A z czasem zaczęły nawet spędzać czas wspólnie i dostarczać mi contentu do masy sweetfoci.

 

zza1

fff1

zzza

 

Choć też nie do końca bez starć – Czarna jako kot towarzyski bardzo chciała być blisko aspołecznej Kudłatej, co często kończyło się scenkami jak niżej:

 

zzz1

zzz2

zzz3

zzz4

 

Zawsze chciałem mieć tchórzofretkę, ale nigdy się na to nie zdecydowałem obawiając się jej zwinności i mobilności – w sensie tego, że takie zwierzę może wejść wszedzie i cokolwiek by się nie robiło, trzeba uważać żeby go np. nie wyprać albo na nim nie usiąść. Dlatego tchórzefretki nie mam, ale „karma is a bitch”, więc nadrabia Czarna.

zaa1

ccz2

aaca

 

Ten kot potrafi się znaleźć wszędzie. WSZĘDZIE.

 

strip

 

Jest też zwierzęciem ciekawskim i chyba troche mniej rozgarniętym niż Kudłata. Regularnie ma opalone wibrysy, bo nie może zrozumieć, że palnik kuchenki czy świeczka to nie są dobre miejsca do zbliżania głowy.

 

raadd

 

Odkryłem też ze zdumieniem, że te koty potrafią się ładnie zsynchronizować. Mogą położyć się w różnych pozycjach, ale w pewnym momencie przyjmują generalnie tą samą.

 

dada1

rra4

ada

 

Lekko zbliżyła je też wspólna niedola w postaci wspólnej sterylizacji.

 

ster

 

Z którą to sterylizacją wiąże się zabawna anegdota, bo z uwagi na kołnierze przestały się poznawać. Wszystko na parę dni wróciło do punktu 0, z tym, że teraz dom podzieliły sobie same na dwie części – a gdy się widziały, dochodziło do obustronnych syków. Zrzuciłbym to na karb stresu a nie problemów ze zidentyfikowaniem siebie nawzajem, gdyby nie to, że w końcu się do siebie przyzwyczaiły, a Czarnej wcześniej zdjąłem kołnierz. Po jego zdjęciu Czarna nie miała żadnych problemów z Kudłatą, ale Kudłata po zobaczeniu jej bez kołnierza zrobiła wielkie oczy i syki zaczęły się na nowo. Ot, ciekawostka – koty najwyraźniej po części rozpoznają się po kształcie ciała :0

 

acza

 

Na dzień dzisiejszy dziewczyny się lubią. Nie śpią co prawda razem, bo jednak aspołeczność Kudłatej bierze górę, ale zdecydowanie się dogadują.

 

dasa

ffaaf

 

Zwłaszcza jak mają ku temu powód, czyli gdy coś jem

 

aza

qqq1

 

Są też zaprzeczeniem mitu, że koty śpią wszędzie, tylko nie w miejscach które są do tego przeznaczone – dziewczyny bez oporów zaakceptowały swoje kocie łóżka i regularnie z nich korzystają.

 

11

 

Czarna czasami się zapomina i próbuje się pakować do Kudłatej, wtedy następuje tzw. spontaniczna rotacja kojek.

 

rrr11

113

aaa1

4441

441

zza

711

fffa

rrrrr

 

Przy czym obawiałem się, że Czarna ze swojego małego wyrośnie i będę musiał kupić nowe większe. Zwłaszcza, że w pewnym momencie musiałem improwizować.

 

popd

 

Ale jak się okazało, to bardzo kompaktowy kot i najczęściej mając do wyboru większe kojo Kudłatej, wybiera i tak swoje.

 

compact

 

Wspominałem, że Czarna to zupełne przeciwieństwo Kudłatej, zarówno pod względem barwy jak i zachowania? Jak yin i yang. Czarna nie tylko wejdzie wszędzie, ale też można z nią zrobić wszystko i nie będzie protestować.

 

cccz4

zza

 

Ma przy tym też fleshbacki z dzieciństwa ale dzięki temu ładnie widać jak rośnie.

 

asa

ccz5

 

Cały czas mnie przy tym zaskakując, bo niedawno np. odkryła, że fajnie pobyć na chodzącym człowieku. Jeśli kiedyś usłyszycie o dziwaku, który wychodzi na miasto z kotem na ramieniu, to mogę to być ja.

 

rra

 

Chyba też ćwiczy robienie sobie selfiesów.

dasd

 

 

I loty na orbitę

dda

7 Komentarze

  1. Tak jak Ty masz kota z kotami (:D) tak ja z psami i szczurami – ale na razie się wstrzymuję przed przedstawianiem swoich minionów.
    Choć to dla zwierzolubych chyba najciekawsze tematy ;).

    Kudłata to śliczny kot – i pisze to osoba, która generalnie kotów nie lubi (choć chciałabym mieć kiedyś sfinksa… Gołe zwierzaki polubiłam od momentu, kiedy dorobiłam się łysego jak kolano szczura).

    A Czarna to kwintesencja dzieciaka, jakim jest mój młody wilczek :D.

    Btw – kot na orbicie rozłożył i kot WSZĘDZIE mnie rozbroił :D

    • Woo, dwusetny komć, gratulacje! W nagrodę, Moon Moon jakiego nie znałaś: http://i.imgur.com/vQ8Beyx.gif

      Wrzucanie minionów na bloga to ryzykowny krok, więc rozumiem :P

      Na kocie WSZĘDZIE jest też widoczny kolejny atrybut Czarnej – oczy jak z guzików. Biorąc pod uwagę jej pozy, zachowanie i te oczy, wśród moich „remote” znajomych na FB pojawiła się teza, że Czarna jest wypchana.

  2. O, pozachwycam się :D
    Ktoś wreszcie rozumie moją miłość do kotów. Z tym, że jakimś trafem uzbierała mi się ich szczęśliwa siódemka, więc kudłatych grzejników mam na zimę sporo :D
    I podobnie jak Ty – nie wybieram kotom imion – one same je sobie wybierają :D

    Poobserwuję, bo podoba się.

  3. „Jeśli kiedyś usłyszycie o dziwaku, który wychodzi na miasto z kotem na ramieniu, to mogę to być ja.”

    Mamy już na piotrkowskiej Rademenesa więc Czarna nie jest wyjątkiem :D

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.