Dzikusy

Na blogu ostatnimi czasy posucha. Sierście, 2 poważne notki po liftingu (w dobrej wierze!) i to by było na tyle od około 3 miesięcy. Mea culpa. Absencja notek wynikała po części z lekkiego obumarcia weny, ale też po części z bardziej usprawiedliwiającego mnie powodu – braku czasu. Zainstalowałem się bowiem w dość specyficznym przybytku – lecznicy dla dzikich zwierząt. Która jest kopalnią wiedzy i studnią satysfakcji.

Jaka jest rola tego miejsca? Krótko mówiąc – pomoc dzikim zwierzętom które tej pomocy akurat wymagają. Mówiąc rozwleklej, trafiają do nas zwierzęta które są ranne i potrzebują połatania tychże ran oraz czasu żeby się wylizać. Jak i zwierzęta za młode żeby przeżyły same, a które z jakichkolwiek przyczyn, mniej lub bardziej losowych, zostały pozbawione matki.

Zwierzęta po rehabilitacji wracają na wolność, każdy dzień jest inny, więc też notek związanych z tą pracą będzie sporo. Optymistycznie zakładając. Ta notka niech będzie pewnego rodzaju wstępem, abstraktem, który pozwoli Ci poczuć klimat, a w którym przedstawię Ci kilka zwierząt. Normalnie rzuciłbym to jako FotoPiątek, ale do piątku daleko a ego woła o podbicie. Będzie też szczypta edukacji, a nawet garstka – bo niektóre fakty o powszechnych w naszych rejonach zwierzętach są, jak się okazuje, mało znane. Najpierw jednak przypomnienie/ostrzeżenie: jak uroczo by nie wyglądały zdjęcia niżej, to są to nadal zwierzęta dzikie, nijak nie nadające się do przygarniania i trzymania w niewoli. Ich miejsce jest na wolności, co warto przypominać bo ostatnio modne staje się trzymanie takich zwierząt jak np jeże, skunksy czy szopy jako zwierzęta domowe. Dzikusy:

Zając szarak (Lepus europaeus)

Małe szkraby potrafią być bojowe i jeśli nie życzą sobie akurat karmienia butelką, to zaczynają fukać i boksować przednimi łapami. A jeśli akurat im się nie chce, to wykorzystują swoje zdolności stania się niewidzialnymi. Pewnego dnia, na ziemistej powierzchni ~9m2, parę ładnych minut szukałem małego zająca który zastygł przy ziemi i z uwagi na swoje ubarwienie zlał się z podłożem. Predator.

zajac.jpg

 

Bociany (Ciconia sp.)

Bociany jedzą dużo. Bardzo dużo. Nawet do 2kg materii dziennie. I nie są to tylko żaby, a właściwie wszystko co sobie biega po łące i jest zbyt pierdołowate żeby się przed bocianem obronić. Włączając w to również ssaki takie jak myszy i krety. Ot, drapieżca.

(na zdjęciach totalne hipsterstwo – Bocian Czarny, podrosłe pisklę)

bocian_1.jpg

bocian2.jpg

 

Jeż europejski (Erinaceus europaeus)

Jeże nie jedzą jabłek. No żesz kur*a nie jedzą. Ktokolwiek stworzył i rozpropagował mit uśmiechniętego jeża z jabłkiem na kolcach powinien za karę zostać wrzucony do kotła pełnego wściekłych jeży. Schrödinger i jego kot zaśmiewają się do rozpuku ilekroć ktoś przywozi nam jeża w zamkniętym pojemniku. Bo to, czy w środku jest też kawałek jabłuszka okazuje się dopiero przy otwarciu, szanse są 50/50, a przed otwarciem w pudełku istnieje „być-może-jabłko”. Jeże jabłek nie jedzą, innych owoców też nie – chyba, że są już tak wygłodniałe, że zjedzą cokolwiek. Jeże jedzą bardzo różne rzeczy, i żadne z nich nie jest jabłkiem, za to prawie każde z nich to jakiś rodzaj innego zwierza. Czyli dżdżownice i spółka. Jeśli kiedyś znajdziesz jeża potrzebującego pomocy, to do czasu oddania go specjaliście wpakuj mu w miskę mielone podlane surowym jajkiem – to mu pomoże, jabłko tylko zaszkodzi.

jez1.jpg

jez_2.jpg

 

Gołębie (Columbidae)

Nie miałem pojęcia, że jest aż tyle zayebiście wyglądających ras gołębi. To jakiś dziwny, hermetyczny świat do którego nie miałem dostępu zanim nie trafiłem do tej lecznicy, w której od święta, przypadkiem, taki się trafi. Białe tęczówki, włochate łapy, itp. To na zdjęciach to naprawdę gołębie.

golab1.jpggolab2.jpg

 

Sarna europejska (Capreolus capreolus)

Jeleń to nie samiec sarny. Sarna to nie samica jelenia. Sarna i jeleń to dwa osobne gatunki. Gdybym dostawał 5zł za każdym razem gdy w mediach idzie tekst o „małych jelonkach” a chodzi o młode samce sarny, i 1zł gdy dzwoni ktoś z tekstem o potrzebie pomocy dla „małego jelonka” to miałbym jakieś…681zł. O małych sarnach będzie na pewno osobna notka, bo często niepotrzebnie trafiają do nas zdrowe maluchy, których matka po prostu się oddaliła skubać gałązki, a Homo sapiens uznał takie sarnie dziecię za opuszczone i zgarnął. Dość poważna sprawa i jakoś się rozpiszę. Fun Fact: 1-dniowe sarny wyglądają jak lekko zmutowane psy.

sarna1.jpg

Starsze już bardziej jak Bambi :0

sarna2.jpg

sarna3.jpg

 

Myszołów (Buteo buteo)

Pisklęta myszołowów (to coś jak orzeł, ale nie orzeł :0) wyrzucają z siebie produkty przemiany materii z siłą startu odrzutowca. Jeśli szybko nie zrobisz im prowizorycznego gniazdka, to wkrótce wszystko dookoła będzie w ich odchodach – i chodzi tu nawet o rzeczy odległe o parę metrów.

myszek1.jpg

myszek2.jpg

 

Kura domowa (Gallus gallus domesticus)

Przyznam się. Małe kury to dla mnie zawsze były zółte, urocze pisklaczki rodem z wielkanocnych pocztówek. Trzepnął mnie po czaszce fakt, że nie muszą być żółte, a mogą być w kolorach najróżniejszych. To niżej to zwykła, mała kura-kura.

kura1.jpg

 

Kuna domowa (Martes foina)

Ojej, ojej. Małe kuny to coś jak mix kotów z tchórzofretką. Przykro mi jeśli zjedzą Ci inwentarz, porwą pierworodnego czy wyjedzą ocieplenie dachu. Potraktuj to jako okupanie Cię przez rajskiego ptaka. Kuny są przepiękne, przeurocze, i gdybyś jakąkolwiek odchował od małego, to wyprowadziłbyś się z nią do lasu i razem wyżeralibyście ludziom watę szklaną.

kuna1.jpg

kuna2.jpg

kuna3.jpg

 

Pustułki (Falco tinnunculus)

Jeśli chcesz unieruchomić pustułkę – wsadź ją w odcięty rękaw od swetra. Hah.

pustulka1.jpg

 

Sroka zwyczajna (Pica pica)

Nie miałem pojęcia, że aż tyle ludzi przygarnia małe sroki i je odchowuje. A później oddaje je nam, bo wicie-rozumicie, podrosły, no i problem. Bo już nie pika-pika. Oswojone sroki to coś jak papuga, tylko bardziej urocza i upierdliwa zarazem. Także bystrzejsza, cięższa do „sztucznego zdziczenia”. FunFact: sroki jedzą wszystko, tylko nie ziarenka.

sroka1.jpg

 

Wiewiórka ruda (Sciurus vulgaris)

Wiewiórki! Basiuńki! Fun Fact: w przypadku deficytu orzeszków i innych żołędzi zadowalają się pisklętami. W sensie „mniam, mniam, mały ptaszek!”

ruda1.jpg

ruda2

ruda3

 

Czarna czarna (Negris nigra)

Występuje w pralce mojej pustelni.

Czarna1

5 Komentarze

  1. Niestety notka w sposób niekontrolowany poszerzyła mi listę „chciejst do pomiziania”, o chcenie miziania następujących:
    *sarny
    *sroki
    *bociana
    *kuny
    *niebezpiecznego gatunku Negris Pralkosiedzis

    Poza tym wiewiórki z ich zwyczajem zjadania małych ptaszków mogłyby stać się wdzięcznymi bohaterami jakiegoś absurdalnego gore, jak np. uwielbiany przeze mnie film, który naprawdę polecam na koniec każdej imprezy czyli „Zabójcze Ryjówki” (autentyk).

  2. Pracowałam kiedyś w ośrodku rehabilitacji dzikich zwierząt- najlepsza praca w całym życiu. Nic nie przebije uczucia, gdy wypuszcza się na wolność wyleczonego/odkarmionego zwierza :)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.