Zabawy z bronią

Spór myśliwych z ich przeciwnikami to być może najbardziej bezsensowny spór w Polsce. Absurdalny, bo jakikolwiek dialog jest z góry skazany na porażkę. Wszystko rozbija się o empatię. Nie da się wyjaśnić komuś, kto zwierzęta traktuje przedmiotowo i którego hobby kończy się śmiercią zwierzęcia, że jest to coś niewłaściwego. To tak jakby próbować wytłumaczyć daltoniście (nieświadomemu swojej ułomności), że jego dobór barw na ścianach w mieszkaniu jest koszmarny. Nie da się. Myśliwi nigdy nie zrozumieją, o co tak właściwie ktokolwiek ma do nich pretensje. Dialog jest niemożliwy.

Przed notką podkreślenie – są myśliwi, i są leśnicy. Dla tych drugich zabijanie zwierząt niekiedy łączy się z pracą i stanowi często tylko nikłą jej część, a czasami w ogóle nią nie jest. To nie jest notka o nich.

Notka jest o myśliwych prywatnych, osobach nie związanych z leśnictwem, dla których myślistwo to hobby. Wg raportu GUS z 2008, w Polsce zostało zastrzelonych ~740 tysięcy zwierząt, i są to ostrożne szacunki, nie uwzględniające zwierząt „pomniejszych”. Z 740 tysiecy tylko około 10-15% przez zawodowych leśników. ~600 tysięcy jest zabijana przez ludzi którzy z leśnictwem nie mają nic wspólnego. Ludzi, którzy szukając sobie hobby wybrali strzelanie do zwierząt. Myśliwych-hobbystów w roku 2013 było około 110 tysięcy.

 

1

 

Kim jest przeciętny, polski myśliwy? Na to pytanie dość trudno odpowiedzieć, a z którym pytaniem wiąże się zabawna historia – jeszcze kilka lat temu na stronie Polskiego Związku Łowieckiego (PZŁ), czyli organizacji ich zrzeszajacej, zamieszczone były statystyki dotyczące wieku, płci, wykształcenia i zarobków. Dlaczego zostały ukryte – ciężko powiedzieć. Patrząc na zdjęcia, filmy z polowań i biorąc pod uwagę koszty bycia myśliwym (10 tysięcy na start), są to nienajgorzej zarabiający mężczyźni po 40. Andrzej prawnik, Janusz lekarz, Wojciech przedsiębiorca, Bolesław polityk.

 

2

 

Których „ludzkie” twarze, dzięki osiągnięciom techniki możesz obejrzeć bez wychodzenia z domu. Dzięki coraz lepszej jakości urządzeń rejestrujących video i popularności Youtube możesz od A do Z zobaczyć jak wygląda polowanie. Z którymi filmami się myśliwi nie kryją – bo jak wspomniałem we wstępie, kompletnie nie rozumieją o co całe halo, więc i czemu mieliby się wstydzić. Na filmie niżej scen bardzo drastycznych nie ma – zdecydowanie polecam ten film obejrzeć, choćby fragmentami, bo będę się do niego w notce jeszcze odwoływał.

 

 

Jest to film idealny w pewien sposób, bo nie jest to film z ukrytej kamery czy prywatny film jednego myśliwego z polowania solo. To polowanie zbiorowe i wszyscy na tym filmie wiedzą, że będą kamerowani, wiedzą też, że będzie to wrzucone w sieć. Nie wątpię, że zadbano o wygładzenie wizerunku i na filmie nie zobaczymy uchybień z ich strony (z myśliwskiego punktu widzenia) czy picia alkoholu. Jeśli jednak ktoś ma wątpliwości, jak wygląda empatia u takich ludzi, to jest to już jasno pokazane przed polowaniem właściwym – przy pogadance na zbiórce, 01:41.

W której zwracana jest uwaga prowadzącego, żeby uważać na psy myśliwskie, bo w przypadku trafienia są spore koszty. Powodem uwagi nie ma być to, że zastrzeli się przez przypadek psa – powodem są koszty. Do bólu instrumentalne i przedmiotowe traktowanie zwierząt, nie tylko dzikich.

 

3

 

Hobby, którego ukoronowaniem jest zastrzelenie zwierzęcia, przez przeciwników myśliwych podsumowywane jest słowami „zabijanie zwierząt dla przyjemności”. Na które słowa każdy myśliwy strzeli focha i stwierdzi „nie, nie zabijamy ich dla przyjemności, tu chodzi o coś więcej”. I obie strony mają po części rację.

Dla człowieka który nie ma choćby cienia empatii względem zwierząt, przyjemność przy zastrzeleniu zwierzęcia nie płynie z faktu jego zastrzelenia. Dla niego zwierzę to kupa mięsa na nóżkach. Ruchomy przedmiot, worek materii biegający po lesie. Przyjemność z zastrzelenia to przyjemność powiązana, płynąca z osiągnięcia celu. Stwierdzenie „zabijanie zwierząt dla przyjemności” ma sens semantyczny, ale jest zbyt dużym skrótem myślowym, który dla myśliwego jest nie do ogarnięcia – bo w jego mniemaniu to tak jakby stwierdzić, że ktoś odczuwa przyjemność z faktu trafienia w tarczę. Ktoś trafiający w tarczę rzeczywiście przyjemność odczuje po udanym strzale, ale nie jest to przyjemność wynikająca z uszkodzenia tarczy.

Myśliwy, człowiek traktujący zwierzęta przedmiotowo nigdy nie zrozumie dlaczego ktoś, kto tak zwierząt nie traktuje uznaje jego hobby za czystej krwi psycholstwo.

 

45

 

Wspomniałem, że obie strony mają po części rację? Mają. Empatia to zdolność do współodczuwania. Która w wielkim skrócie sprowadza się do tego, że jeśli krzywdzisz istotę, która ma zdolność do odczuwania emocji (np strachu) i bólu, to powinno Ci się zrobić z automatu źle. Jeśli nie czujesz wtedy nic negatywnego, to jest to już dość niebezpieczny objaw. U myśliwych dochodzi tu do ekstremum – świadomie wybierają sobie hobby, które w gruncie rzeczy sprowadza się do strzelania do zwierząt, a także nie rozumieją co w tym złego.

 

7

 

Ale ze swoim przedmiotowym do zwierząt podejściem, myśliwi nie różnią się od ogółu społeczeństwa. Od masy mieszkańców wsi trzymających psy na łańcuchach, od treserów zwierząt dla których tresura „bólowa” to całkowicie normalne rozwiązanie, od ludzi, którzy przed wakacjami porzucają swoje zwierzęta przy drogach i lasach. Myśliwi to ekstremum, ale zarzut „zabijanie dla przyjemności” jest błędny. Właściwszym jest „nie odczuwanie niczego negatywnego przy zabijaniu zwierzęcia” – problem jednak jest dużo bardziej złożony i dotyczy bardzo dużej części społeczeństwa, dla której zwierzeta to przedmioty. Bo z takiego właśnie podejścia wynika samo myślistwo.

 

8

 

Myślistwo i jego struktura pociąga za sobą jednak bardzo często pomijane niebezpieczeństwo. Z psychopatią właśnie związane. W psychologii nie istnieje ścisła definicja psychopaty – choć trwa spór o to, jakie są kompletniejsze wyznaczniki, to co do bazy, podstawy, istnieje konsensus. Psychopata to ktoś zupełnie empatii pozbawiony. Człowiek zaspokajajacy swoje potrzeby bez żadnych skrupułów. Holywood przyzwyczaiło ludzi do kojarzenia słowa „psychopata” z wizerunkiem seryjnego mordercy, szaleńca. Co jest wizerunkiem błędnym, bo szacunki zakładają, że 5% społeczeństwa to psychopaci. Ludzie inteligentni, ambitni, często w swojej karierze docierający bardzo wysoko – zwłaszcza w dziedzinach, w których skrupuły i kręgosłup moralny to upośledzenie, w dziedzinach takich jak polityka czy biznes.

Ludzie nienajgorzej zarabiający, którzy empatii są absolutnie pozbawieni – czy to w stosunku do innych ludzi, czy też do zwierząt.

 

9

 

Jestem bardzo daleki od stwierdzenia, że wszyscy myśliwi to psychopaci. Nie chcę nawet twierdzić, że większość, ani jakkolwiek szacować ich liczby wśród myśliwych.

Bo jakakolwiek by nie była, to problem leży już na starcie – a jest to właściwe brak jakiejkolwiek selekcji przy zdobywaniu myśliwskich uprawnień.

Choć procedura jest długotrwała, to jak wynika z lektur for łowiecki jest praktycznie niemożliwym żeby już po ruszeniu trybików nie uzyskac uprawnień. Łącznie z pozwoleniem na broń. Którego procedura zdobywania jest w przypadku myśliwych na tyle nieskomplikowana, że często ludzie chcący mieć broń do obrony czy dla sportu wybierają drogę zdobywania jej poprzez myślistwo. A to już o czymś świadczy.

Zbierając materiały do tej notki trafiłem na tragikomiczną stronę dla kandydatów na myśliwych, na której doktor medycyny podpowiada jak się przez testy psychologiczne prześlizgnąć. Bez cienia żenady, podpisując się przy tym imieniem i nazwiskiem. Gdzie znajdziemy takie porady, jak:

„Praktycznym problemem podczas badań psychologicznych jest duże sfeminizowanie środowiska uprawnionych psychologów. Można się liczyć z zerową lub wybitnie małą tolerancją dla osób spożywających alkohol, szczególnie jeśli dany psycholog miał jakieś negatywne doświadczenia np z pijącym ojcem itp.”


http://www.testylowieckie.pl/index.php/9-pozostale/87-badania

(mirror:
https://web.archive.org/web/20131105025316/http://www.testylowieckie.pl/index.php/wszystkie?id=87
)

Teoretycznie, w normalnym świecie, jeśli do psychologa przychodzi człowiek który potrzebuje broni żeby w ramach hobby strzelać do zwierząt, to powinien być prześwietlony na wszystkie strony. Bo samo to, że nie ma oporów przed zastrzeleniem zwierzęcia, to już jest wielka, czerwona lampka.

 

11

 

Wyobrażam sobie sytuację w której do psychologa przychodzi człowiek twierdzący „skierowala mnie tu rzeźnia, bo chciałem im zapłacić za możliwość zabijania u nich zwierząt”. Zostałaby odpalona pełna procedura, po której ten człowiek zostałby poczęstowany zółtymi papierami.

W myślistwie jednak tak się nie dzieje. Mało tego, każdy kto chce mieć broń prywatnie, dla obrony czy sportu bezkrwawego, musi co 5 lat przechodzić badania kontrolne – bo jednak nie tylko ciało człowieka się zmienia, ale i jego psychika. Przez 5 lat każdemu człowiekowi może się tak wszystko poprzestawiać w głowie, że lepiej co jakiś czas go sprawdzać. Myśliwi są z tego obowiązku wykluczeni – po otrzymaniu pozwolenia na broń, dostają je dożywotnio, bez potrzeb kontroli co jakiś czas. W ich przypadku jest to wymagane tylko jeśli chcą nabyć kolejną sztukę broni – ale tutaj stosuje się myk w postaci załatwiania sobie pozwoleń np. na 3 sztuki od razu. Żeby było na zaś.

Ludziom którzy nie widzą nic niewłaściwego w zabijaniu zwierząt, badania psychologicznie robi się z reguły raz w życiu.

Sita nie ma, kontroli nie ma. W tym środowisku psychopatów może być sporo. Tak jak osób niezrównoważonych psychicznie – i nikt ich nie kontroluje.

 

12

 

Jak to możliwe? Bo po okresie PRLu, gdy polowała „wyższa półka” społeczeństwa, myślistwo nadal ma łatkę rozrywki elit. Polski Związek Łowiecki to organizacja z autonomią posuniętą do granic absurdu, pozostająca poza jakąkolwiek kontrolą ze strony rządu. Oprócz wewnętrznej, bo około 20% posłów w naszym rządzie to myśliwi – w miarę równomiernie porozsiewani po wszystkich partiach i na wszystkich półkach, łącznie z prezydentem. Blokujący jakiekolwiek zmiany w systemie będącym reliktem PRLu.

 

aa

 

Z rzekomej elitarności tego hobby (rzekomej, bo w sytuacji w której myśliwym może zostać każdy przestaje to być hobby elitarne) wynika też jego nie gasnąca popularność wśród znudzonych, nienajgorzej zarabiających ludzi. Co roku myśliwymi zostaje około 10 tysięcy osób – i w większości są to ludzie, którzy szukając hobby zostają wciągnięci w myślistwo przez znajomych z ich środowisk, dodatkowo zachęceni wizją tego, że na polowaniach można nabyć wiele przydatnych znajomości. Prawnicy, lekarze, politycy, lokalne, wioskowe kacyki.

Nawet jeśli ktoś ma opory przed strzelaniem do zwierząt, to szybko mu miną po indoktrynacji. Myślistwo przedstawiane mu jest jako piękna tradycja a wszystkie opory znikają po ustrzeleniu pierwszego zwierzęcia, gdy zostaje z pompą pasowany na myśliwego, a Andrzej, Janusz i Bronisław poklepią go po plecach i zostanie uznany za kumpla.

 

13

 

Osobną i dość ciekawą rzeczą jest myśliwska nowomowa. Myśliwi do swojego nazewnictwa przykładają bardzo dużą wagę, i np. krew to po ichniemu farba, a wykrwawianie się postrzelonego zwierzęcia na śniegu, to „pisaniu ostatniego listu ”. Przy czym dla myśliwych ten swoisty język, uprzedmiotowujący i wypierający z emocji śmierć zwierzęcia, to powód do dumy. I być może faktycznie ten język wyewoluował sam z siebie pod kątem tradycji, efekt jednak jego jest taki, że nie ma lepszego sposobu na pozbawienie człowieka skrupułów niż zastąpienie pewnych słów innymi, o mniejszym natężeniu emocjonalnym. Na tej samej zasadzie w terminalogii żołnierskiej używa się sformułowań które mają na celu dehumanizację „wroga” – zamiast „zabiłem” jest „wyeliminowałem cel” itp., itd.

Jeśli do tego świeżemu myśliwemu wpoi się, że jego działania przynoszą pożytek przyrodzie, to dostajemy przeciętnego, polskiego myśliwego który kompletnie nie rozumie zarzutów kierowanych przeciwko jego hobby.

 

14

 

I jak mogę sobie racjonalizować myśliwych na wszystkie strony, tak ich twierdzenia o ochronie przyrody i dbanie o las otwierają mi w kieszeni nóż. Bo są stekiem bzdur. Choć wędkowanie sprowadza się mniej więcej do tego samego, czyli hobby którego kwintesencją jest zabicie zwierzęcia, to wędkarze przynajmniej nie owijają w bawełnę i przyznają bez ogródek: „robimy to, bo to lubimy”. Postawienie sprawy jasno, bez wycierania sobie wąsatej twarzy ochroną przyrody.

 

16

 

Środowiska myśliwych jednak z uporem maniaka powołują się regulację liczebności, naprawę ekosystemów i wzmacnianie genów zwierząt. W które to działania z ich strony może uwierzyć pan Marian, przedsiębiorca, który odbębnił kursy przy wyrabianiu uprawnień. A który nie ma ani wiedzy, ani ochoty spojrzeć na to krytycznie.

 

19

 

Nie wiem czy wiesz, jak wygląda myśliwskie, błędne koło. A wygląda absurdalnie, jest to absurd, który można by nawet określić mianem pięknego. Do najczęściej odstrzeliwanych zwierząt należą sarny i dziki. Wymówka jest prosta – jest ich za dużo i oprócz „niszczenia” lasu przynoszą też szkody rolnikom. Więc w sezonie się je odstrzeliwuje. Odstrzeliwuje wg prawideł zarządzonych przez Polski Związek Łowiectwa, czyli są wytyczne dotyczące odstrzałów. Trzymajace się oczywiście kupy – powinno się odstrzeliwać osobniki słabsze, chorowite, a też nie matki z młodymi itp., itd.

Jak to wygląda w praktyce przedsmak możesz zobaczyć na filmie wrzuconym na początku notki. I tysiącu innych filmów na YT ze zbiorowych polowań – moment w którym można oddać celny strzał jest tak krótki, że myśliwi nie mają czasu ocenić i poddać analizie czy to co właśnie przebiega jest słabe i chorowite, czy rozstaw jego poroża mieści się w określonych granicach itp. itd.

Przy czym tu chodzi o polowania zbiorowe, w dzień. I tu jeszcze istnieje jakiekolwiek prawdopodobieństwo, że ktoś przed oddaniem strzalu chwilę się zastanowi.

Natomiast solo myśliwi polują w nocy. Gdzie nie ma już żadnej możliwości określenia czy ruchomy cień w który właśnie strzelasz mieści się w normach czy nie. Strzela się najpierw, później się myśli. Kary za odstrzelenie osobnika niewłaściwego na papierze oczywiście są. W praktyce myśliwy zgłasza, że wszystko jest w normie, jego kolega-myśliwy Bolek w kole łowieckim wpisuje w odpowiednią rubrykę, że wszystko w normie. Sprawy nie ma.

Jakakolwiek selekcja na polowaniach to mit. Nie ma na tą selekcje po prostu czasu.

Przychodzi zima, zaczyna się dbanie o dobrobyt zwierząt – dokarmianie ich w lasach. Dokarmianie zwierząt, które się odstrzeliwuje, bo jest ich za dużo. Dokarmianie polegające na tym, że do lasu trafiają tony kukurydzy, buraków czy innych rzeczy których naturalnie w lesie nie ma.

Dodatkowo myśliwi wysypują im te przysmaki chętnie, zawsze w to samo miejsce, żeby przyzwyczaić zwierzęta do przychodzenie w jedną, określoną lokalizację. W pobliżu której później można się zaczaić żeby je odstrzeliwać. „sport”.

Wysypuje się im więc te tony nienaturalnego dla nich pokarmu, pokarmu, do którego się przyzwyczajają. A jak dokarmianie się kończy, to dzik przyzwyczajony do dobrej i darmowej wyżery idzie w miejsce gdzie może je znaleźć. Do rolnika. Który zgłasza myśliwym szkody, a skoro dziki wchodza rolnikowi w szkodę, tzn, że jest ich jest za dużo. I trzeba je odstrzelić.

Przepięknie absurdalne koło, od kilkudziesięciu lat stanowiące wymówkę myśliwych.

W pewien sposób oczywiście występuje nadmiar dzików i saren – a stało się tak na skutek wytrzebienia w lasach naturalnych drapieżników. Wilków. Istnieje jednak ich substytut, nie ustępujący wiele oryginałom – a są to najwięksi wrogowie myśliwych, o możliwośc odstrzeliwania których toczą się burze. Są to zdziczałe psy.

Psy po zdziczeniu łączą się w watahy jak ich dzicy kuzyni. I strategie łowieckie przyjmują te same. Do tego, tak jak ich dzicy kuzyni i wszystkie inne drapieżniki, polują na zwierzęta najsłabsze – czyli najprostsze do upolowania. Nie tylko regulują nadmiar populacji, ale i faktycznie przeprowadzana jest naturalna selekcja. Po innych zresztą wytrzebionych drapieżnikach niszę przejęły zdziczałe koty – po żbikach.

Najbardziej zbliżony do naturalnego sposób na poradzenie z regulacją populacji, selekcją genów i naprawą ekosystemu. Pozwolenie na wypełnienie luki po wybitych drapieżnikach, przez inne drapieżniki – ich kuzynów. A przez to pozwolenie żeby ekosystem wyregulował się sam, co wychodzi mu dużo lepiej niż gdy miesza się w to człowiek.

Dla myśliwych jednak zdziczałe psy i koty to szkodniki. Szkodniki w sensie szkodzenia myśliwym. Więcej zwierząt upolowanych przez psy i koty to mniej zwierząt do odstrzału dla myśliwych. Ich pojęcie ochrony przyrody jest niepełne. „Ochrona przyrody dla myśliwych” – to jest bardziej zbliżone do prawdy.

Udajmy jednak, że wszystko to trzyma się kupy. Dokarmianie ich zimą kukurydzą, żeby później odstrzeliwać bo wchodzą w kukurydzę rolnikom, ergo jest ich za dużo. Załóżmy klapki na oczy i uznajmy, że ma to sens.

Natomiast strzelanie do ptaków nie ma już sensu najmniejszego i cała „eko” otoczka działalności myśliwych rozbija się o strzelanie do kaczek, gęsi, gołębi i innych ptaków.

 

dasd

 

Ptaki nie przynoszące szkód, ptaki często migrujące, więc nie dające się policzyć. A których rocznie odstrzeliwanych jest 140 tysięcy wg danych PZŁ, a wg szacowań organizacji ekologicznych około 500 tysięcy. Ich odstrzał nie ma żadnej podkładki o nazwie „ochrona przyrody” którą lubią się wspierać myśliwi. Tu już chodzi wyłącznie o hobby polegające na zabijaniu zwierząt. Dodatkowo dewastujące środowisko – do polowań na ptaki używa się ołowianych śrucin, które przy strzelaniu często lecą wszędzie, tylko nie w ptaki.

W efekcie do środowiska trafia rocznie, przy ostrożnych szacunkach ok 350 ton ołowiu. Myśliwi, strzelając do ptaków dla sportu wprowadzają rocznie do natury mniej więcej tyle samo ołowiu co przemysł, a jak działa zatrucie ołowiem to temat na książki. Na potrzeby tej notki krótko – bardzo źle.

Przy okazji polowań na ptaki wychodzi hipokryzja środowisk myśliwskich. Bo tu nie ma już żadnej wymówki, to już jest po prostu hobby bez jakichkolwiek przyrodniczych, choćby najbardziej absurdalnych podkładek.

 

15

 

Można by zresztą iść dalej – w Polsce stosunkowo dużą popularnością cieszą się polowania poza granicami naszego kraju. Koszty są niemałe, więc jest to rozrywka dla bogatych, ale i tak cieszy się to popularnością na tyle dużą, że dla firm z branży myśliwskiej organizowanie takich wyjazdów to np. działalność poboczna.

Jak dla tej, której główny profil to wypychanie zwierząt, ale na boku mogą Ci zoorganizować polowanie na słonia w Afryce.


http://www.preparator.com.pl/www/index.php?page=organizacja_polowan

Polecam kliknąć i odwiedzić żeby zanurzyć się w oparach absurdu. Bo pod ofertą znajdują się materiały reklamowe na DVD, na okładce których kilka osób otacza zabitego lwa, a podpis brzmi:

„Zapraszamy państwa do zapoznania się z pięknem południowej Afryki.
Zobaczycie przepiękne krajobrazy i zwierzęta tamtejszego kontynentu.
Który myśliwy nie marzył zapolować na czarnym lądzie na
przedstawicieli wielkiej piątki: bawołu, słonia, lwa, nosorożca, lamparta?”

Albo troche taniej, na antylopę. Jak np. pan z tego filmu, zaczynającego się słowami „5 rano, lekki kac”.

 

 

Przy czym wyprawa na „Czarny Ląd” żeby coś ustrzelić to w środowiskach myśliwskich już lekka ekstrawagancja i powód do zazdrości. Ci mniej majętni zadowalają się bliższymi regionami i w sieci jest sporo blogów myśliwych jeżdżących po różnych miejscach świata, gdzie poetycko opisują przygody z zabijania tamtejszych zwierząt.

Które czasami im nie wychodzi, jak w przypadku absurdalnej sprawy myśliwego-biznesmena, który pozwał organizatora wyjazdu „na słonia” za to, że słonia nie upolował.


http://poznan.naszemiasto.pl/artykul/sad-bez-odszkodowania-za-nieudane-polowanie-na-slonia,778542,art,t,id,tm.html

Zarówno sami myśliwi jak i organizatorzy bez oporów przyznają, że tutaj chodzi o przygodę. Przygodę polegającą na tym, żeby pojechać na drugi koniec świata i zabić tam zwierze. Ochrona przyrody w ramach pomocy dla „bratnich” państw? Nie, przygoda. Tak jak działalność myśliwych w granicach kraju nie jest jakąkolwiek „ochroną przyrody”, tylko jest zwyczajnym hobby mającym na celu miłe spędzenie czasu, odreagowanie stresu i załapanie kontaktów.

 

20

 

Myślistwo w Polsce to maskarada. Wrzucone w płaszczyk tradycji, kultury i ochrony przyrody strzelanie do zwierząt, samonapędzająca się rozrywka dla 110 tysięcy ludzi, z których część naprawdę wierzy w swoje ideały. Ludzi zrzeszonych w pozostającej poza kontrolą organizacji która jest reliktem PRLu, a którą pod swoimi skrzydłami trzyma 20% polskiego rządu. Ludzi, z których część może być potencjalnie niebezpieczna, a którym lekkomyślnie wydaje się broń. Absurd – w europejskim kraju, w XXI wieku.

I nic z tym nie można zrobić. Dialog z myśliwymi nie jest możliwy – nie zrozumieją zarzutów. Petycje i próba wpłynięcia odgórnie nie zadziała dopóki 20% rządu to myśliwi którzy wszelkie zmiany mogą zablokować. Póki są we wszystkich partiach, to nie ma też jak zbojkotować jednej, myśliwskiej.

 

fada

 

Być może z czasem przyjdą jakieś zmiany. Gdy już przeminie pokolenie pamietające PRLowską „elitarność” tego hobby, to być może dla przeciętnego człowieka myślistwo będzie obciachem, dziwaczną formą rozrywki. U ludzi młodych to już jest widoczne – dla nich to hobby już jest czymś nienormalnym. I być może kiedyś takie nastawienie do myślistwa będzie normą.

A ludzie którzy będą chcieli posiedzieć w lesie, poskradać się do zwierzęcia lub je zwabić, dostać się w jego bezposrednie otoczenie będą się zrzeszać w kółkach fotografów dzikich zwierząt. Bo pomiędzy myślistwem a fotografowaniem różnica jest tylko jedna – los zwierzęcia. Otoczka jest identyczna.

 

faaf

 

P.S. Zdarzają się myśliwi „nawróceni” – tacy, którzy w pewnym momencie sobie uświadamiają, że ich hobby jest jednak czymś nienormalnym. Wydali nawet książki dzięki którym można choć trochę zrozumieć, co dzieje się w głowie myśliwego, a które polecam jako lekturę uzupełniającą do tej notki.


http://www.nowy-swiat.pl/ns/?p=321

http://www.empik.com/farba-znaczy-krew-kruczynski-zenon,prod1150220,ksiazka-p

103 Komentarze

  1. Trafiasz w sedno. Mam w rodzinie myśliwych, ale dialog na temat zbrodniczości tego „hobby” jest niemożliwy, zawsze spokojnie wyjaśniają, że w rzeczywistości robią dobrze. Nie ma tu możliwości porozumienia, bo dyskutujemy z różnych platform, ba, z odrębnych światów – nie ma więc nawet wspólnego języka.

  2. „Psy po zdziczeniu łączą się w watahy jak ich dzicy kuzyni. I strategie łowieckie przyjmują te same. Do tego, tak jak ich dzicy kuzyni i wszystkie inne drapieżniki, polują na zwierzęta najsłabsze – czyli najprostsze do upolowania. Nie tylko regulują nadmiar populacji, ale i faktycznie przeprowadzana jest naturalna selekcja. Po innych zresztą wytrzebionych drapieżnikach niszę przejęły zdziczałe koty – po żbikach.” Jak przeczytałam to zwątpiłam w inteligencję autora tego tekstu. Pies nawet zdziczały należy do gatunku psa domowego. Miejsce tego gatunku jest w domu, przy człowieku bo to jest sztucznie stworzony gatunek. Zdziczałe psy nie boją się też ludzi ( wilki są dużo bardziej bojaźliwe). Mogą wyrządzić krzywdę jakiemuś dziecku bo się nie będą bały i będą miały łatwy cel. Takiemu zdziczałemu psu nie powinno się pozwalać na polowanie na sarny, dziki czy jelenie. Las, łąka, pole to nie jest ich miejsce, a zwierzęta mieszkające tam to nie jest ich cel. Zdziczałe psy powinno się karmić kulką i u nas prawo powinno na to zezwalać, a nie stwarzać sztuczne gatunki które „zajmują nisze” i jednocześnie mogą przeszkadzać w pojawieniu się naturalnych składników ekosystemu jakim są rysie i wilki. Dziwi mnie, że autor tak pozytywnie jest nastawiony do „zdziczałych psów i kotów”. Wręcz mnie to bulwersuje i jest niesmaczne.
    Myśliwi chronią przyrodę – akcja „ożywić pola” mówi ci to coś? Myśliwi dbają o zróżnicowanie gatunkowe na polach i łąkach. Żebyś tylko zaraz nie napisał, że chodzi im o wzrost populacji zwierząt łownych. No właśnie nie tylko- zależy im też na ptakach śpiewających i ptakach wodno-błotnych (na które się nie poluje). http://www.ozywicpola.pl/index.php
    Myśliwi którzy polują z ptakami łowczymi (czyli tzw. SOKOLNICY) uratowali od wyginięcia sokoła wędrownego, którego liczebność się zmniejszyła na wskutek stosowania DDT. Sokolnicy reintrodukowali sokoły wędrowne dzięki ptakom wyhodowanym przez siebie w niewoli. Obecnie populacja sokoła wędrownego w Polsce ciągle rośnie- mało tego : zadbano również nie tylko o odrodzenie się tego gatunku ale także o powrót jednego z jego ekotypów gnieżdżącego się w lasach.

    Gwoli sprawiedliwości- uważam że myśliwi w latach 70-tych i 80-tych przesadzili z polowaniem na dropie. Co do głuszca- tak się składa, że po objęciu go ochroną gatunkową i tak jego liczebność zastraszająco spada wskutek… utraty siedlisk.

    Co do polowań na ptaki- jedynym argumentem przeciw jaki mi się podoba to ten ołowiany śrut. Faktycznie robi wielką szkodę środowisku, kumuluje się w organizmach. Jednak śrut ołowiany można zamienić na stalowy.
    Argument ze śrutem jest też bez sensu w odniesieniu do sokolnictwa. Filozofem nie trzeba być żeby wiedzieć dlaczego.

    Poza tym tych myśliwych co znam i te diany co poznałam są normalnymi ludźmi, bez spojrzenia żądnego krwi.

    Pozdrawiam

    • „zdziczałe psy powinno się karmić kulką”.

      I to jest właśnie to o czym piszę w notce – gigantyczna różnica w postrzeganiu świata, która rozbija się o empatię. Tak gigantyczna, że cokolwiek bym nie odpisał to i tak ta dyskusja byłaby kompletnie bezpłodna, bo na zwierzęta patrzymy w zupełnie inny sposób. Ciebie zapewne nijak nie odrzuca myśl, że ktoś może z własnego wyboru, dla sportu czy hobby strzelać do zwierząt i je zabijać. Mnie tak.

      Różnica jest taka, że jak ja potrafię sobie wyobrazić jak można bez żadnych emocji strzelić do zwierzęcia, tak ktoś kto to robi (albo temu sympatyzuje) nie jest w stanie sobie wyobrazić jak to jest mieć negatywne emocje po zabiciu zwierzęcia.

      Dlatego się nie dogadamy, i jak pisałem we wstępie, osoby które nie widzą nic dziwnego w strzelaniu do zwierząt nie będa miały pojęcia o co chodzi „drugiej stronie”. Zamiast tego będą próbować jakkolwiek to racjonalizować. Tak, jak robisz to Ty w swoim poście, prezentując przy tym skrajny ego- i antropocentryzm

      Ot choćby „Las, łąka, pole to nie jest ich miejsce, a zwierzęta mieszkające tam to nie jest ich cel.” Ale ludzi-myśliwych jest to już cel jak najbardziej, i w tym zapewne nie widzisz kompletnie niczego niewłaściwego, mimo różnicy w pobudkach i powodach. Zastanów się przez moment dlaczego jedne zwierzę poluje na drugie, i dlaczego dla hobby/sportu na zwierzę poluje człowiek.

      Sokolników nie wrzucam do tego samego wora co strzelających hobbystów-myśliwych. Chyba dobrze wiesz, że tacy właśnie to zdecydowana większość myśliwych, sokolnicy to ich mały ułamek.

      Zdziczałe psy i koty to nie jest dla mnie idealne rozwiązanie problemu regulacji nadmiaru, natomiast jest dużo naturalniejsze niż 100 tysięcy przypadkowych ludzi z bronią palną.

      Z „Ożywić Pola” przykro mi, ale mam mieszane uczucia. Brakuje tam szczegółowych raportów z działalności (zamiast tego występują ogólniki, „zasadziliśmy tysiące drzew”), za to cały projekt ma wydźwięk ocieplania wizerunku myśliwego w społeczeństwie. Biorąc na cel najmłodszych – dzieci które nie mają możliwości spojrzeć krytycznie i w pełni świadomie na myślistwo w Polsce.

      Pozdrawiam również, mimo twojego zwątpienia w moją inteligencję.

      • Cieszę się, że odpisałeś.

        Także jeśli chodzi o pozbycie się zdziczałych psów to już się opowiedziałam że jestem za. To jest element sztuczny, wprowadzony przez człowieka. Ani to ładne- nie to co ryś, wilk czy orzeł ani bezpieczne. Widzisz ja wolę zdecydowanie myśliwego, który nie będzie zabijał młodych saren, czy ciężarnych samic ( dobra zabijają samice ale myśliwi wolą samce i ich… trofea). Zdziczały piesek na pewno nie będzie miał tyle empatii co myśliwy i zabije młodziutką sarenkę, jelonka czy ciężarną łanię. Myśliwy może się posłużyć rozumem i empatią i nie zabijać młodych zwierząt. Jeśli chcesz aby psy polowały (bo widzę, że wykazujesz zrozumienie jeśli chodzi o psy) to zawsze można zalegalizować polowanie z chartami- wtedy zgadzam się na to żeby te charty polowały (pod nadzorem człowieka-myśliwego) na zwierzynę w okresie kiedy można na nią polować. Zresztą co tu dużo mówić – na filmie łajki gonią dziki. Nie jestem przeciwna żeby z psem polować/albo żeby pies polował ale pies to jest sztucznie wytworzony gatunek i nie jest składnikiem ekosystemu, więc powinien polować w asyście człowieka :)
        Nie powiedziałabym że patrzę na wszystko z antropocentrycznego punktu widzenia. Eksterminacja wszystkich naziemnych drapieżnych ssaków z Nowej Zelandii (no oprócz zwierząt domowych) byłaby korzystna z kiwi-centrycznego lub kakapo-centrycznego punktu widzenia, że się tak wyrażę. Ludziom z kolei nie bardzo chce się z tym cokolwiek robić co mnie trochę dziwi.
        Może i naturalniejsze to jest rozwiązanie niż myśliwi z bronią palną, ale zdecydowanie niż dzikie psy wolę wilki, rysie i orły. Dużo naturalniejsze w tym przypadku jest polowanie z ułożonym orłem przednim (w przeciwieństwie do psa to nie jest sztucznie stworzony gatunek i w naturze występuje) na zające, lisy i sarny. Poza tym dzikie psy mogą też szkodzić zwierzętom które są rzadkie i są pod ścisłą ochroną.
        Dlaczego człowiek poluje? Może dlatego że jest drapieżnikiem? Duży mózg i zręczne dłonie czynią z nas szczytowego drapieżnika na Ziemi. Jeśli ktoś lubi jeść dziczyznę to proszę bardzo niech sobie pójdzie coś upolować. Dla mnie taki ktoś jest dużo lepszy w tym sensie że nie jest hipokrytą, a uwierz mi, że moi znajomi co nie polują a jedzą schabowego twierdzą że nie mają na sumieniu zabijania zwierząt. Wiadomo jednak że to jest idiotyzm.

        Co do sokolnictwa- chcesz wsadzić je do osobnego wora niż myśliwi polujący z bronią, ale tak się nie do końca da. Żeby być sokolnikiem tb odbyć staż łowiecki, zostać członkiem PZŁ. Ta kampania o wykreślenie ptaków z listy zwierząt łownych uderzy też w sokolnictwo bo NIE MA odrębnych list gatunków zwierząt łownych na polowanie z bronią palną i polowanie z ptakiem łowczym, a jak wiadomo jeśli chodzi o sokolnictwo to wszystkie argumenty tej kampanii stają się…. Bezsensowne.

        Jeśli chodzi o fotografowanie to są myśliwi którzy lubią też robić zdjęcia dzikim zwierzętom zarówno łownym jak i chronionym :)

        Co do wątpienia w twoją inteligencję to cóż trochę się zagalopowałam (Przepraszam)ale wstrząsnęło mną to co napisałeś o dzikich psach  powiedzmy że mam traumę z dzieciństwa związaną z tymi zwierzętami, że już nie wspomnę o tym jak młoda sarna umarła wskutek pogryzień przez takiego pieska. Już się określiłam: ZERO TOLERANCJI DLA ZDZICZAŁYCH PSÓW

        Kampania „ożywić pola” nawet zasadzenie jakiś krzaków pośród monokultur rolnych wiele daje 
        Potrafię sobie wyobrazić jednak jak to jest mieć negatywne emocje po zabiciu zwierzęcia tylko czy negatywne emocje mają tu być argumentem przeciw polowaniu? Wiesz ja wiem, że wtedy się odbiera życie, które prawdopodobnie ma się tylko raz (prawdopodobnie bo każda religia/filozofia może uważać inaczej), ale śmierć jest częścią życia i zarówno ty oraz ja jesteśmy pogodzeni z tą myślą że kiedyś umrzemy.

        Pozdrawiam

        • Ta wymiana zdań jest zobrazowaniem tezy we wstępie do tego arytkułu.

          Jest to wymiana zdań inteligentna, kulturalna i z konkretnymi argumentami, ale jest tu ściana.

          Mógłbym się znowu odnieść do tez w twoim komentarzu, ale zamiast tego spróbuję Ci tą ścianę uzmysłowić, zadając pozornie niezwiązane z tematem 2 pytania:

          1) Czy wg Ciebie uzasadnione byłoby odstrzeliwanie ludzi w krajach w których występuje niesamowita bieda z powodu przeludnienia i ludzie umierają z głodu?

          2) Czy wg Ciebie uzasadnione byłoby odstrzeliwanie nielegalnych imigrantów z biednych krajów Afryki którzy próbują sforsować morze śródziemne albo granicę USA/Meksyk w celu dostania się do krajów bogatszych?

          Jeśli na te dwa pytania dwa razy odpowiesz nie, to zastanów się dlaczego? W końcu to niekontrolowany rozrost populacji i próba wdarcia się na tereny, gdzie moga „szkodzić”, zaburzając życie mieszkańców terenów bogatszych.

          Być może dzięki temu zrozumiesz, skąd ściana. Dla Ciebie odstrzelnie drugiego człowieku w celu rozwiązania problemów z populacją byłoby nie do pomyślenia (a przynajmniej mam taką nadzieję), ale ze zwierzętami już takiego problemu nie masz.
          Antropocentryzm.

          Przeświadczenie, że człowiek ma większe prawa i jest „uprzywilejowany”, oraz ma prawo decydować o losie innych organizmów.

          Zgadzam się, że jesteśmy najbardziej rozwiniętą formą życia na tej planecie. Zdominowaliśmy ją przez to. Ale wartościowanie innych organizmów na tej podstawie, jest dla mnie równoznaczne ze stwierdzeniem „hej, jestem silniejszy fizycznie/inteligentniejszy/sprawniejszy od drugiego człowieka, więc jestem lepszy i przez sam ten fakt mogę decydowac o jego losie”. Już rozumiesz skąd porównanie do imigrantów z biedniejszych państw?

          Bycie dominującym gatunkiem na tej planecie w moim odczuciu nie daje nam moralnego prawa do unicestwiania przedstawicieli innych gatunków dla hobby/rozrywki. Bo, nie oszukujmy się, zdecydowana większość myśliwych w PL ma gdzieś ekologie i kontrolę populacji, a na polowania jeździ „bo lubi”.

          Różnica między zwierzęciem polującym na drugie zwierzę, a człowiekiem polującym na zwierzę jest taka, że zwierzęciem kierują instynkty. Nie robi tego dla przyjemności, robi to, bo tak jest zaprogramowane. Człowiek ma świadomość, i jeśli świadomie wybiera zabijanie zwierząt jako formę hobby, to jest to dla mnie równoznaczne jakby pojechał na granicę USA/Meksyk strzelać dla przyjemności do ludzi forsujących ichni mur.

          Pozdrawiam

          • Ludzi się nie powinno zabijać gdy jest ich za dużo. Tylko widzisz gdy ludzi jest za dużo to można im wytłumaczyć że jest coś takiego jak antykoncepcja. Można zabronić np. in-vitro i propagować adopcję dzieci porzuconych, będących w domach dziecka.
            Nawet najmądrzejszemu jeleniowi czy sarnie nie powiesz żeby jakoś się zabezpieczał przed ciążą, bo i tak cię nie zrozumie.

            Co do odstrzeliwania imigrantów- też jestem przeciw. Jednak imigrantów wyznających islam (nie jest to religia tylko system polityczno-religijny, coś takiego jak nazizm) nie wpuszczałabym do krajów cywilizowanych pod groźbą ostrzału (spójrz co się dzieje w Zachodniej Europie).

            Człowieka nie mogłabym ot tak zabić bo człowiek w odróżnieniu od innych zwierząt ma wolną wolę, ma plany na przyszłość, marzenia, bardzo duże zdolności poznawcze, potrafi abstrakcyjnie myśleć. Z człowiekiem mogę wymienić poglądy poprzez rozmowę, albo pisanie .

            Nie uważam jednak, że człowiek jest lepszy od zwierząt (może tylko w myśleniu ale patrząc się na nasz rząd mam wątpliwości) że jest jakoś uprzywilejowany, ale fakty mówią same za siebie: polowaliśmy, polujemy i będziemy polować bo taka też jest nasza natura, podobnie jak taka natura jest wilka, rysia czy jastrzębia.

            Pozdrawiam:-)

          • Płodność zwierząt dzikich też można kontrolować. W przypadku zwierząt „miejskich”- przede wszystkim kotów przeprowadza się akcje sterylizacji. A zwierzętom leśnym można dodawać do pokarmu środki antykoncepcyjne.

            • „środki antykoncepcyjne” i co jeszcze? Może paczkę gumek dla samców? Żeby antykoncepcja zadziałała to dla każdego zwierzęcia musiałby powstać trochę inny preparat aby był bezpieczny (mogą być skutki uboczne: tycie, tworzenie zakrzepów itp.)
              No ale to i tak nie jest argument- ponoć dziczyzna jest smaczna, po co ją faszerować hormonami? :D

              • Natura jest na tyle inteligentna, że z nadmiernym rozrodem też sobie potrafi poradzić. Chociażby przykład (ostatnio na czasie) Łosia, który przy wysokim stanie populacji obniża swoją rozrodczość. Drugim argumentem już wielokrotnie wspominanym są drapieżniki, które ludzie skutecznie „ograniczają”. Kolejny to choroby, który populację ludzi także reguluje.
                Zwierzęta polują z głodu, a ludzie przynajmniej w tych „bardziej cywilizowanych” rejonach nie muszę tego robić bo robią to za nich hodowcy i ubojnie.

              • W życiu nie czytałam bardziej absurdalnej wymiany zdań. Autor wpisu o niebie, Ty o chlebie.
                Kobieto, poziom zaawansowania Twojego czytania ze zrozumieniem oraz myślenia abstrakcyjnego, nie różni się niczym od stopnia rozwoju powyższych umiejętności typowego dla dziecka 11-letniego.
                Twoje myślenie jest zero-jedynkowe, czarno-białe, jesteś tak zacietrzewiona w swoich poglądach, że nie jesteś w stanie nawet przyjąć do wiadomości, że ktoś mógłby mieć inne zdanie.
                Typowe dla dziecka zagranie – „nie zgadzam się z Tobą, więc jesteś głupi”. Typowe także dla Ciebie.
                Autor wpisuje wielokrotnie próbował porozmawiać z Tobą na właściwym poziomie, przedstawiał Ci również dla porównania inne sytuacje, w których miałaś za zadanie się odnaleźć.
                Nie odnalazłaś się. W Twoich wypowiedziach błąd logiczny błędem logicznym pogania.
                Piszesz, że zwierzęta NALEŻY zabijać, że „należy im się kulka w łeb” z powodu ich zbyt dużej liczebności, ludzi z powodu przeludnienia zabijać NIE MOŻNA (a przecież rozpatrywaliście to tylko poprzez pryzmat liczebności, przypominam), a na końcu strzelasz samej sobie w kolano, bo piszesz, że wcale nie jesteś za zabijaniem zwierząt.

                Czy Ty, Kobieto, masz jakieś zaburzenia poznawcze?
                Jestem zażenowana.
                Bez pozdrowień.

                • Widać Ty też masz problem ze zrozumieniem że ktoś może mieć inne zdanie, Ty lubisz schabowego z ubojni i drób z chowu klatkowego, a ktoś inny woli iść i upolować sobie coś naturalnego do zjedzenia, proste.. zwierzęta nie są i nie będą na równi z ludźmi a skandaliczne jest już same porównanie odstrzału zwierząt do odstrzału ludzi (zalecam odpowiednie badania psychiatryczne). Każdy człowiek ma wolną wolę i sam odpowiada za swoje czyny a Tobie to nic do tego.. jesteś przeciwnikiem zabijania zwierząt zacznij od siebie.. kim Ty jesteś żeby mówić jak ktoś inny ma żyć? Nie jedz mięsa i innych produktów przez które cierpią zwierzęta, przekonuj znajomych, rodzinę a dopiero później innych szanując ich zdanie i wolę.

                  • Tyle tylko że myśliwy w Polsce nie poluje dlatego, że jest głodny. Poluje, bo lubi zabijać.

                    • A skąd niby Ty to wiesz? Ludzie są różni i polują z różnych względów.. jedni polują bo chcą jeść naturalne mięso a nie naszpikowane chemią, jeszcze inni robią to dla tradycji, zamiłowania, pewnie też są tacy co robią to dla sporu ale nie wrzucaj wszystkich do jednego worka.. łowiectwo samo w sobie jest potrzebne gdyż człowiek osiedlając się, zarządzając lasami, łąkami zmienia naturalny charakter danego miejsca i często zbyt duża liczba zwierzyny jest problemem gdyż wchodzi w konflikt z interesem ludzi.. spróbuj porozmawiać z rolnikiem który ponosi szkody poprzez działalność dzikich zwierząt, jeśli nie myśliwi to ten sam rolnik weźmie sprawy w swoje ręce bo to on za to płaci nie Ty. W czasach gdy tak mało jest u nas wilków, rysi to człowiek pełni rolę drapieżnika i musi ją pełnić bo sami zmieniliśmy naturalny charakter tych miejsc.. gospodarka łowiecka jest zrównoważona i ma na celu regulację liczby zwierzyny a nie niszczenie gatunków, a relacja drapieżnik – ofiara jest naturalną częścią przyrody, oczywiście może się to komuś nie podobać ale taka jest prawda.

    • Pozwolę sobie skomentować konkretne cytaty: „.. tych myśliwych co znam i te diany co poznałam są normalnymi ludźmi, bez spojrzenia żądnego krwi..” – czy na pewno? czy widzil/ a ich Pani/ Pan w momencie kiedy dają ‚upust swojemu hobby’? Czy wtedy nie ma w ich oczach żadnego szaleństwa?

      „..zależy im też na ptakach śpiewających i ptakach wodno-błotnych (na które się nie poluje)..” ??? czy na pewno?? bądźmy poważni, o tym że strzela się do wszystkiego co się rusza wiedzą wszyscy. a co do ptaków to we wspomnianym You tube jest wystarczająco dużo przykładów którym Pani/ Pan zaprzecza

      A w ogóle to myślistwo jest passe i tego się trzymajmy. fakt, że prl utrwalił wizerunek myśliwego jako człowieka sukcesu, niestety nadal się ten wizerunek utrzymuje, no i oczywisty argument, że każdy zjadacz kotleta jest cynikiem, bo je zamordowanego świniaka. A co, jeśli kotletów się nie zajada? Myśliwstwo jest wsteczne, z kiedyś , wstyd i siara, smierdzi starymi szmatami i nie przewietrzaną stęchlizną, jest beznadziejnie głupie i obrzydliwe. Na razie tyle

    • ‚Jedynym argumentem przeciw zabijaniu jest ołowiany śrut, który można zamienić na stalowy” jak ty kobieto masz takie poglądy, to jesteś tyle samo warta, co ci mordercy.
      Pusto w głowie i tylko myślisz o swojej przyjemności, samolubie.
      Cudze życie jest dla ciebie niczym. Wstyd !!

  3. zanim się zacznie pewne rzeczy komentować pasowałoby mieć elemantarną wiedzę-np na co poluje się w nocy!- nie pisać bzdur o szerokości poroża itp . wypowiadanie się na tematy o których się nic nie wie i nie wie na czym polega selekcja. DB

    • Wiem dokładnie na co można polować nocą i nigdzie w tym artykule nie napisałem, że nocą poluje się na zwierzęta z porożem.

      Wiem po którym fragmencie mogłeś odnieść wrażenie, że to zrobiłem. Ale przeczytaj go jeszcze raz, łącznie z kontekstem.

  4. świetny artykuł ! Zgadzam się z autorem w 200 %

    I mam nadzieję, że liczba myśliwych będzie malała z roku na rok właśnie dzięki takim ludziom jak autor. Bo jedyne co można zrobić to edukować edukować i jeszcze raz edukować :)

  5. Trochę mi zgrzyta pomysł zastąpienia wilków zdziczałymi psami. Niezbyt to bezpieczne. O ile wilk człowieka będzie unikał o tyle zdziczały pies może być zwyczajnie niebezpieczny. Wystarczy spojrzeć jakim problemem są watahy zdziczałych psów na wsiach i w małych miastach. Zamiast tego lepiej mnożyć wilki (których całe szczęście z roku na rok jest coraz więcej).

    • Oh, ale ja bym bardzo chciał żeby wilki wróciły do każdego polskiego lasu. Tylko jest to nierealne – zarówno PZŁ jak i mieszkańcy „okołeśni” by nie poszli na jakiekolwiek introdukcje.

      Nie twierdzę w tym artykule, że to rozwiązanie idealne, ani nawet dobre. Bardziej chodziło mi o wskazanie ironii, że zdziczałe psy, których nienawidzą myśliwi, tak naprawdę dużo lepiej prowadzą selekcję (polując na faktycznie słabsze i chorowite zwierzęta) niż przypadkowy pan Andrzej Hudefak ze strzelbą/sztucerem/karabinem.

      W sensie dużo zgrabniej mógłbym przełknąć sfory zdziczałych psów w lasach niż 100 tysięcy takich Andrzei.

      • Jeżeli mam być szczera, to wolałabym mieć w lesie pod domem wilki niż dzikie psy. Mniejsza szansa że mnie wpierdzieli.
        A żeby było weselej, czytałam kiedyś artykuł o hodowcach owiec w Bieszczadach. Nie pamiętam czyjego autorstwa, ale clou było takie- wilki hodowcom są na rękę. Bo jak wpierdzielą owcę, to taki gościu otrzyma odszkodowanie znacznie przewyższające wartość owcy. Więc cała nadzieja w ludzkiej pazerności.

  6. Autor napisał: „(…) są myśliwi, i są leśnicy. Dla tych drugich zabijanie zwierząt łączy się z pracą i stanowi często nikłą jej część.” Pragnę podkreślić, że nie każdy leśnik jest myśliwym!!! Dlaczego autor stwierdził, że dla leśnika zabijanie zwierząt łączy się z pracą? Mój mąż był leśnikiem 30 lat i zapewniam, że nigdy nigdy nie zabił żadnego zwierzęcia. Mało tego, jest wrogiem myślistwa. Pozdrawiam

    • Hmm, faktycznie, może źle to ująłem. Rozgraniczenie miało na celu podkreślenie, że leśnicy to coś zupełnie innego niż myśliwi, ale czesto ludzie te 2 rzeczy mylą – zakładając na przykład błędnie, że leśnik to taki myśliwy, tylko zawodowy.

      Dlatego chciałem na wstępie podkreślić, że choć u niektóych leśników występuje zabijanie zwierząt w ramach pracy (a i są leśnicy, którzy polują w ramach hobby), to jednak myślistwo dla hobby i zawód leśnika to są dwie zupełnie odmienne rzeczy.

      Lecz faktycznie, teraz widzę, że użyłem skrótu myślowego który może nie być oczywisty. Poprawiłem – dziękuję za zwrócenie uwagi i pozdrawiam.

      • Przede wszystkim – artykuł jest świetny! Jednak jako leśnik z kilkudziesięcioletnim stażem muszę powiedzieć, że nie ma w zawodzie leśnika sytuacji, w której musiałby kogokolwiek zabijać. Nie ma Pan racji twierdząc, że „u niektórych leśników występuje zabijanie zwierząt w ramach pracy”. Nie ma takiej sytuacji! Prawdą jest natomiast, że większość leśników poluje, ale nie „w ramach pracy”, a w ramach hobby, jako że są po prostu myśliwymi. Jeszcze raz podkreślę – leśnicy, którzy polują nie robią tego w ramach obowiązków służbowych, a jedynie dla „sportu” w ramach swojego chorego hobby. Pozdrawiam serdecznie.
        PS Chyba, że miał Pan na myśli sytuację, w której trzeba np. skrócić cierpienia zwierzęciu potrąconemu przez samochód lub zaplątanemu we wnyki lub siatkę ogrodzeniową – wówczas jednak zawsze istnieje pomoc weterynaryjna.

  7. Jako dodatek do notki polecam lekturę for myśliwskich. Można znaleźć „świetne” rzeczy, bo myśliwi wychodzą chyba z założenia, że nikt oprócz nich tego nie czyta. Zachowują się więc bardzo swobodnie, i lekturę ich tekstów można przyrównać do pójścia incognito na myśliwską „biesiadę”, gdzie bez zażenowania myśliwi opowiadają jak faktycznie wygląda to środowisko.

    Kilka perełek:

    1) Dyskusja o tym, jak walczyć z tzw. eko-propagandą. W której jeden z myśliwych rozumie, dlaczego ludzie są im przeciwni. Ale rozumie tylko on, i w pewnym momencie gdy próbuje innym tłumaczyć skąd się to bierze, to sam staje się obiektem ataków.

    http://forum.lowiecki.pl/read.php?f=11&i=446712&t=446712

    2) 2 tematy które ładnie prezentują, że „selekcja” to mit. Przy czym są wierzchołkiem góry lodowej, tematów takich jak te niżej są tam setki.

    http://forum.lowiecki.pl/read.php?f=11&i=447510&t=447510
    http://forum.lowiecki.pl/read.php?f=21&i=97179&t=97174

    3) o przyjemności płynącej ze strzelania do kaczek:

    http://forum.lowiecki.pl/read.php?f=11&i=450211&t=450200

    Jeśli ktoś naprawdę chce zrozumieć jak wygląda środowisko myśliwskie w Polsce, a nie ma dostępu do nich „na żywo”, to lektura ich swobodnych rozmów jest świetną ku temu drogą. Polecam.

  8. Rozsmieszył mnie fragment wpisu „Obywatelki”: ” Jeśli chodzi o fotografowanie to są myśliwi którzy lubią też robić zdjęcia dzikim zwierzętom zarówno łownym jak i chronionym :) ”
    - to tak oczywiste,ze nie warto pisać-przecież powyższy artykuł naszpikowany jest takimi ślicznymi zdjęciami ,Droga Obywatelko .
    Świetny [ i potrzebny] blog- będę tu zaglądać z wielka sympatią Animalusie :).

    • I oczywiście ten człowiek nie rozumie dlaczego sama idea takiego hobby to coś, co ludzi odrzuca. O tyle dobre, że przynajmniej nie owija w bawełnę, bezpośrednio odpowiada o co tak naprawdę chodzi w myślistwie. O rozrywkę.

      „Zadano mi pytanie, co jest najważniejsze w polowaniu. Odpowiedziałem, że towarzystwo: spotkanie z przyjaciółmi, poznanie nowych ludzi, a wszystko na łonie przyrody.”

      „To sposób na odreagowanie stresu”

      Tragikomiczne w tym wszystkim jest to, że wersja o ochronie przyrody idzie jako podpórka jedynie przy jakichkolwiek sporach z „przeciwnikami” myślistwa. Na swoich stronach i serwisach myśliwi zupełnie nie kryją tego, że polują dla emocji i przygody. I tylko po to.

      Polecam felieton na łowieckiej stronie o polowaniu w Kanadzie na niedźwiedzie: http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=330

      „Jest to polowanie, o którym polscy myśliwi wiedzą bardzo mało, a warto, żeby je bliżej poznali, ponieważ nie tylko jest emocjonujące, ale również może być dla nich dostępne (…)”

      A kwintesencją jest film na YT z tego felietonu. 20 sekund sesji z zabitym niedźwiedziem.

      https://www.youtube.com/watch?v=4VV-x1FoiCc

      • A zapytaj myśliwych o polowanie na ptaki…często unikają tematu bo wymówka selekcji i ochrony przyrody w tym przypadku to strzał w stopę.

        • Właśnie to jest w tym wszystkim najbardziej żałosne – zastawianie się rzekomą ochroną przyrody i propaganda mająca na celu zrobienie z siebie „strażników lasu”. Romantyczna wizja ludzi poświęcających swój czas, żeby dbać o regulację populacji i pomoc zwierzętom zimą. Którą wizję bez żenady sprzedają w każdym praktycznie sporze, chyba nie zdając sobie sprawy, że w epoce Internetu każdy po kilku klikach może wejść na ich serwisy i fora, gdzie już tej maski nie nakładają.

          To jest niesamowicie smutne, że żaden z nich nie ma jaj powiedzieć „Strzelam bo lubię – i mogę. Nic wam do tego”. Choć myśliwego który by tak stwierdził nadal uznawałbym za człowieka na którego lepiej uważać, to jednak w pewien sposób bym go szanował.

          Tak mniej więcej to wygląda w USA – tam tylko nieliczni sobie robią podkładkę „eko”, większość bez ogródek i oporów przyznaje otwarcie: „lubię polować, a że mogę, to poluję”.

          Za to w Polsce ubiera się to w maskę tradycji, kultury i ochrony przyrody, a teraz jeszcze uświadomili sobie, że trochę ich hobby zamiera więc realizują plan indoktrynacji najmłodszych za pomocą właśnie takich bajek – o co zresztą niedawno była burza, i na szczęście im się to utrudnia.

          Powodów dla których polują na ptaki nie ukrywają w swoim gronie:
          http://forum.lowiecki.pl/read.php?f=11&i=450211&t=450200

          „Kaczuchy – też na nie czekam. Nie żebym dużo strzelał, bo strzelam tylko 10 -12 w sezonie – tyle ile z rodziną zjem. Ale ta atmosfera, koledzy i ich stare i nowe psy, wysiłek nieporównywalny nawet z ciągnięciem dziczka 2km do samochodu, podchodzenie do bagienka przez pól godziny i jeden strzał lub nic – ta niepewność!!! No „nosi” mnie po prostu!”

          • Dokładnie, gdyby otwarcie przyznali
            się do takiego „hobby” to i w moich oczach zyskali by szacunek. Fakt, u nas historia myślistwa sięga bardzo daleko – w USA bardzo krótko. Poza tym Ameryka to olbrzymi obszar w porównaniu z Polską.

            Nawet zostawiając nawet już historię i tradycję w spokoju, to cały „system polskiego myślistwa” mnie przeraża. Sami sobie ustanowili prawo i sami się pilnują (troszkę to dziwne). Pamiętajmy także, że PZŁ to twór na odległość ziejący odorem komuny. Nawet nie chce mi się myśleć ile tam wałków idzie. Hermetyczne kółko wzajemnej adoracji.

            Pal licho, jak ktoś od urodzenia w „rodzinie myśliwskiej”, bo takich dzieci się już chyba nie da uratować (choć z pewnością są wyjątki). Właśnie indoktrynacja młodych, którzy nie wiedzą jak naprawdę wygląda PZŁ jest ogromnym zagrożeniem
            (z drugiej strony co mają myśliwi dzieciom powiedzieć w szkole, prawdę? „Ble ble ble….a przy okazji zabijamy zwierzęta bo to lubimy”).
            To by była dopiero afera…

            Ps. Na książkę Kruczyńskiego czaję się już od jakiegoś czasu ale nie wiem czy dam radę. Czytałeś może?

            • Myśliwi Kruczyńskiego nazywają renegatem, oszołomem, człowiekiem niezrównoważonym a czasami wręcz psycholem. Poczytanie ich opinii, a później przeczytanie książki (bo u mnie było to w tej kolejności) daje łądny ogląd jak na kompletnie innych falach nadają myśliwi. Książkę warto przeczytać.

              Przed książką zresztą polecam ten wywiad z Kruczyńskim – zamieszczony na łamach myśliwskiego czasopisma:

              http://www.braclowiecka.net.pl/archiwum/Ten_rozdzial_zamykam,artykul-832.html

  9. Mnie właśnie rozpieprza ta pseudoekologiczna otoczka. Zabijmy lisy, bo włażą do kurników i rolnicy płaczą. Za x czasu – wybijamy zające, króliki, ptactwo, bo za dużo i wchodzi w szkodę.

    Spoko.

    Czemu ludzie nie pomyślą, że właśnie dlatego, że min zabijają lisy rośnie populacja zwierząt, które stanowią dla tych lisów pożywienie? I że one, szukając żerowisk trafiają do naszych ogródków warzywnych, w „nasze” uprawy? (pomińmy fakt, że to MY zabieramy im miejsce do życia więc muszą sobie jakoś radzić). Dobrze więc, wybijmy zające i małe zwierzęta, żeby nie niszczyły upraw. A tu nagle… plaga lisów! Bo te, nie mając co jeść, a rozmnożyły się obficie, bo przez niedługi okres czasu miały dużo kuropatw i zajęcy, które nagle zniknęły, po prostu szukają łatwej zdobyczy – czyli na przykład kur, które nie są szczególnie szybkie, o braku zdolności do lotu nie wspominając. Łoooo plaga lisów! Zabijmy je! I błędne koło się zamyka.
    Nie należę do żadnych kółek myśliwskich, jestem zatwardziałą obrończynią wszystkiego, co żywe, jednak w pewnych granicach. Bawią mnie wszyscy pseudoekolodzy, od tych, za których uważają się myśliwi, aż do tych, którzy przykuwają się do drzew łańcuchami. Ani jedni ani drudzy nie mają własnego zdania – bo usłyszeli/powiedziano im/cokolwiek innego, że trzeba pomóc przyrodzie… więc próbują ją naprawiać.

    Prawda jest taka, że przyroda pozostawiona sama sobie potrafi się wyleczyć, ekosystemy powoli i mozolnie odbudować, nawet, jeżeli zamiast rodzimego żbika pojawią się zdziczałe koty (oczywiście, nie mówię, że wypieranie jednych gatunków przez te inwazyjne jest dobre…ale…), to będą one zajmować podobną, jeżeli nie tę samą niszę. Będzie równowaga, czasem zachwiana, bo tak naprawdę niczego w równowadze utrzymać się nie da, ale będą to wahania mieszczące się w normie. Najlepszym przykładem jest Czarnobyl. Tam nie ma ludzi, a jedynie naukowcy itp, którzy niewiele mogą i chcą tam robić. Pomijając fakt, że prędzej czy później stopień promieniowania w drapieżnikach typu wilki osiągnie poziom, który przyczyni się do śmierci gatunku, to nic ponad to im nie zagraża. Są wilki, zdziczałe koty, konie Przewalskiego… nikt na nie nie poluje, chyba, że aparatem lub kamerą.

  10. Nooo…. Autor jako klasyczny przykład Syndromu Bambi (czego oczywiście nie jest świadom i z dużą dozą prawdopodobieństwa świadom być nie chce), czyli fenomenu socjologicznego zgłębianego przez naukowców od przeszło 20 lat, klasycznie posuwa bzdety. Ich zagęszczenie na cm2 ekranu jest tak duże, że faktycznie – trudno dyskutować.

    Wypadałoby zacząć od podstaw.

    Czym jest Syndrom Bambi?

    To emocjonalny stosunek do przyrody, charakteryzujący się jej moralizowaniem i infantylizowaniem oraz idącą za tym polaryzacją na „dobrą naturę” i „złego człowieka”. Przyroda jawi się jako coś czystego, pięknego, harmonijnego, perfekcyjnego i bezbronnego, czego absolutnie nie można ani ranić, ani zabijać. Analogicznie wszystko co ludzkie i ręką człowieka stworzone postrzegane jest jako niszczycielskie zło, skierowane przeciwko Matce Naturze.

    Mniej więcej. To jest wielce zniuansowany i ciekawy temat. Dlaczego tak się dzieje? Dłuższa historia. W każdym razie już z powyższego można się domyślić jak klasyczny Bambista może zapatrywać się na łowiectwo i myśliwych.

    Pikantnym jest, że Animalus, będąc człowiekiem cywilizowanym pisze swoje bzdury z mieszkania/domu, czyli komfortowego, dobrze skomunikowanego ze światem zewnętrznym betonowego kokonu. Jednak ten komfort ma swoją cenę. Na zachcianki i potrzeby Animalusa pełną parą robi cały przemysł. Przemysł, z powodu którego zwierzęta tracą swoje siedliska i są zabijane. Prawda jest niestety brutalna. Czy się to Animalusowi podoba, czy nie, każdy m2 ziemi w warunkach krajobrazu kulturowego (Animalus i jego czytelnicy se wygooglują co to jest) ma swojego właściciela. A każdy właściciel ma własne interesy. Reperkusje? Z cywilizacyjnego punktu widzenia dzikie zwierzęta to szkodniki. Mniejsze lub większe. I w takich oto warunkach, z hasłami o „samoregulującej się przyrodzie”, „łaskawca” Animalus ze swojego komfortowego betonowego kokonu wpada na pomysł, aby na te zwierzęta napuszczać jeszcze psy i koty. Których najwyraźniej nie chce mu się pilnować. Czy to jest racjonalne? Czy tak powinien zachowywać się zdeklarowany miłośnik zwierząt?

    Niestety podobnych ohrońcuff będzie przybywać. W tym miejscu wypada więc zgodzić się z wypowiedzią Animalusa.

    Ale… Czym jest zatem współczesne łowiectwo? Czy Animalus mógłby w ramach zadania domowego tak W JEDNYM ZDANIU to określić? Zawierając w tymże mechanizm łowiectwa?

    • Aha, czyli skoro nie godzę się na zabijanie dla zabawy to powinnam mieszkać w jaskini i jeść korzonki? Gratuluje czarno-białego światopoglądu.

      • Czyżby Koleżanka też była zwolenniczką napuszczania domowych psów i kotów na sarenki o pięknych, migdałowych oczętach? W imię miłości do przyrody ojczystej?

        Czyżby nie była w stanie dać przykładu, by kosztem własnego komfortu ratować dzikie życie?

        Symptomatyczne. Zwłaszcza dla typowych ubijaczy piany w Internecie.

        Choć tutaj rozchodzi się raczej o pojmowanie złożoności rzeczywistości, która nas otacza. Chciałem zauważyć. Z czym niektórzy najwyraźniej mają problemy. Jak Autor tego bloga i jego parafanie, którzy ograniczeni własnymi betonowymi kokonami, nie rozumiejąc problematyki, na bazie fałszywych przesłanek zbudowali sobie obraz łowiectwa i myśliwych. Oczywiście prafffdziwy.

        Tymczasem… wystarczy nieco szerszy ogląd i uruchomienie 2 komórek mózgowych, by zrozumieć co w otaczających nas realiach robi gość w zielonym kapelusiku z piórkiem.

        Ale przyjrzyjmy się owemu zarzutowi „zabijania dla zabawy”, którego zadaniem jest trywializowanie czynności zwanej polowaniem w wykonaniu hobby-myśliwych. I za którym kryje się również przekonanie o „wyższości” polowania w wykonaniu zawodowców, które to gawiedź jest skłonna zaakceptować. I akceptuje.

        No wienc, proszem Państwa, czym jest zabawa? To wszyscy wiemy. Ale spójrzmy na jej cechy (Wiki):
        1) dobrowolność,
        2) wyodrębnienie, zamknięcie w określonych ramach czasu i przestrzeni,
        3) zawieranie elementu niepewności,
        4) bezproduktywność,
        5) ujęcie w normy,
        6) fikcyjność.

        Z powyższych cech można przypisać polowaniu zaledwie 4 (1,2,3,5). Natomiast polowanie nie jest ani fikcyjne, ani bezproduktywne. Produktem polowania są mięso, narogi, skóra, tłuszcz, poroża/rogi i inne, które można w różny sposób zagospodarować. Produktem polowania jest realizacja zadań z zakresu administracji publicznej, które w wykonaniu hobby-myśliwych przynoszą Skarbowi Państwa nie tylko zysk, ale przede wszystkim oszczędności w postaci miliardów złotych rocznie (które to musiałoby Państwo wydać na utrzymanie „łowieckiej służby” złożonej z zawodowych myśliwych i administracji).

        Wypadałoby spytać: to w końcu jak? Polowanie jest zabawą czy nie? Z pewnością nosi pewne znamiona zabawy, ale… właśnie. Warto na te znamiona spojrzeć też w nieco szerszym świetle.

        Czy „polowanie na żarcie” w supermarkecie jest zabawą czy nie? Przecież jest dobrowolne (nikt nikogo nie zmusza do kupowania mięsa), jest zamknięte w określonych ramach czasu i przestrzeni, zawiera też element niepewności (albo łosoś będzie, albo nie), wreszcie jest ujęte w normy (z reguły za zakupy trzeba zapłacić). Ale nie jest ani bezproduktywne, ani fikcyjne. Czyli zupełnie podobnie jak uganianie się za dziką świnią po kniei.

        A jednak nikt nie określa wypadów do supermarketu mianem zabawy. Właściwie dlaczego?

        Bo za tym kryje się pewne złudne przekonanie. Przekonanie o tym, że zwierzęta z supermarketu muszą zginąć. Taka jest „twarda konieczność”. Tymczasem tam na zewnątrz biegają sarenki i latają ptaszki, symbole „wolności, piękna i pokoju”, „dzieci” uciśnionej Matki Natury, których broń Boże nie należy krzywdzić. To przekonanie naukowcy nazwali z kolei Efektem Bambi.

        Jednak nie ma ono nic wspólnego z rzeczywistością. Jest totalną bzdurą.

        Zwierzątka ze sklepowych półek wcale ginąc nie muszą. Na cholerę tyle rodzajów mięs? Tyle gatunków ryb? Owoców morza? Innych żyjątek? Przecież tę śmiertelną listę wystarczyłoby zawęzić do kilku gatunków i wsio. Jednak nikt o to szat nie rozdziera! Dlaczego???

        Ano z prostej przyczyny. Choć jeść musimy, to przede wszystkim kierujemy się tym, co jeść LUBIMY. Decyduje nasze widzimisię. LUBIMY ZABIJAĆ DLA NASZEJ PRZYJEMNOŚCI. Lubimy BAWIĆ się jedzeniem.

        Tylko, żeby powyższe dostrzec, należałoby puknąć się we własną, pełną hipokryzji czaszkę. I ją zresetować. Co w przypadku Autor i jego parafian może okazać się niewykonalne.

        DLACZEGO WIĘC LUDZIE ZABIJĄCY DLA PRZYJEMNOŚCI, PO TO, ŻEBY JEDZENIE BYŁO „FUN”, A NIE BĘDĄCY MYŚLIWYMI OBRZUCAJĄ TYCHŻE GOOOWNEM? ZARZUCAJĄC WŁAŚNIE ZABAWĘ I CZERPANIE PRZYJEMNOŚCI Z ŁOWÓW?

        Ciong dalszy nastompi (o ile Autor tego bloga nie wyrzuci Wojciechusa na zbity ryj)

        • Bez obawy, nie wyrzuci. Produkując takie rzeczy jak wyżej myśliwi strzelają sobie w stopę – dlatego czytam twoją twórczość z masochistyczną przyjemnością. Chyba, że przekroczysz granicę, a balansujesz na niej obrażając, delikatnie ale jednak, swojego rozmówcę.

          I też za koleżankę odpowiem jeśli chodzi o mięso z supermarketu. Zarzucane przez myśliwych hipokryzji komuś, kto kupuje mięso w hipermarkecie jest wtopą wynikającą z pomieszania analogii. Błędem logicznym.

          Przeciwnicy myślistwa są przeciwni traktowaniu tego jako rozrywki. Hipokryzję mógłby myśliwi zarzucić rzeźnikowi, który zabija zwierzęta z pasji, a który miałby pretensje do myśliwych. W innym przypadku analogia jest chybiona.

          Zarzut hipokryzji wobec ludzi kupujących mięso w hipermarkecie można by zarzucić jeśliby ktoś miał problem z tym, że ktoś kupuje w supermarkecie dziczyznę.

          Widzisz tutaj różnicę?

          Jakby się okazało, że w ubojniach pracują ludzie „z pasji”, i płacą za możliwość zabijania tam zwierząt, i że jest ich 100 tysięcy, to też podniosłoby się larum.

          Poza tym nie wiem czemu zakładasz, że osoba do której kierujesz te dziwaczne zarzuty je mięso?

          A o reszcie już ci odpisałem w innym komentarzu.

          • Wybacz… ale bełkoczesz… będąc żywym przykładem hipokryzji właśnie. Jakie ma znaczenie to, że w supermarkecie nie ma dziczyzny? Równie dobrze można napisać, że w lesie nie ma owoców morza. Za Odrą obok tych owoców morza można tę dziczyznę na sklepowej półce znaleźć. Ale co z tego, kiedy WSZYSCY jesteśmy użytkownikami odnawialnych zasobów przyrody (pod postacią sarenki lub bydła)? Zasobów Mamusi Natury – jednej i tej samej. Co za różnica, który jej element trafi na patelnię? I kto to zrobi?

            Tę różnice oczywiście dostrzegają bambiści. Ciekawa i złożona sprawa. Niebawem się pobawimy. :))

            • Nie rozumiem czemu robisz z życia w cywilizowanych warunkach zarzut. Jest wręcz przeciwnie. Wyszliśmy z jaskiń i dotarliśmy do etapu w którym nie ma żadnej racjonalnej przesłanki do polowań. Jesteśmy tak rozwinięci gospodarczo (mówię tu o naszym kręgu kulturowym, nie o Indianach z Amazonii) że jesteśmy w stanie zapewnić sobie wystarczająco pokarmu mięsnego i roślinnego. Skóry i poroża? No proszę… nie ma powodu do ich używania, mamy wystarczająco skór zwierząt hodowlanych aby się obszyć i obuć. Poroże też dzisiaj do niczego nie jest używane na większą skalę. Słowem, myślistwo to dzisiaj fanaberia wąsatych Januszów którzy lubią sobie powalić ze sztucera do wszystkiego co się rusza. W dodatku niedorobionych Januszów, bo ustrzelenie dzika czy lwa ze współczesnej broni nie wymaga praktycznie żadnych umiejętności.

            • Dla ciebie naprawdę nie ma różnicy pomiędzy konsumentem supermarketowego mięsa a człowiekiem który dla rozrywki własnoręcznie zabija zwierzę?

              • Jak widać wyżej, udowodniłem, że polowanie to taka sama „rozrywka” jak włóczenie się od jednej sklepowej póki do drugiej. To raz. Dwa, ludzie polujący w marketach to zabójcy, tyle, że na kierowniczych stanowiskach, kryjący się za regałami z estetycznie zapakowanym i efektownie oświetlonym mięsiwem z muzyką w tle. Zabójcy, dla których śmierć jest dziełem prymitywów, godnych pogardy i potępienia potomków australopiteków. Ci nawet, zamiast pójść do hipermarketu, gotowi są zabić własnoręcznie kurę lub inną sarenkę i wrzucić je do gara. To się nazywa pogłębianiem dystansu między produkcją a konsumpcją.

                Twój problem polega na wąskim horyzoncie myślowym. Nie potrafisz na całość spojrzeć z szerszej perspektywy, Klasyczny bambizm.

                • Nie, nie udowodniłeś. Rozpisałeś się jedynie analizując słowo „zabawa” czepiając się z braku laku semantyki i porozwodziłeś się przyrównując konsumpcję mięsa przez przeciętnego Kowalskiego do zabijania zwierząt dla rozrywki przez grupę 100 tysięcy osób. Migając się od odpowiedzi na jasno postawione pytanie.

                  Zadam Ci w takim razie łatwiejsze, choć takie samo – czy dla ciebie nie ma różnicy pomiędzy konsumentem dziczyzny w supermarkecie, a kimś, kto chodzi za darmo do ubojni żeby zabić dla przyjemności krowę czy świnię?

    • Prześliczna analiza. Z ciekawości – przeczytałeś cokolwiek na tym blogu innego, czy tą analizę mojej osoby przeprowadziłeś na podstawie jednej notki? Śmiem twierdzić, że nie przeczytałeś choćby pobieżnie nic więcej. Dlatego twoją analizę można o kant tyłka obić. Od A do Z, od Bambistyki do betonowego kokonu.

      I ten nieszczęsny Syndrom Bambi. Ehhh.

      Trąbisz o nim od paru lat, czy to na swoim blogu, czy na forum łowiecki.pl. Tylko oczywiście wśród łowieckiej braci, nie znalazł się nikt, kto by powiedział „sprawdzam”.

      Zrobię to ja – podaj mi choć jedno naukowe źródło, z zakresu socjologii czy psychologii, w którym jest to wprowadzone, używane i zaakceptowane.

      Uprzedzam, dr. Rainer Bramer jest fizykiem i jego dywagacje mają taki sam sens, jakby miały moje gdybym terminem „efekt Pocahontas” określił jakieś zjawisko w fizyce kwantowej. Kompletnie jej nie rozumiejąc. Też wtedy pisałbyś, że w nauce się tego terminu używa? Wątpię.

      Nie masz pojęcia o czym piszesz, a na anegdotycznym sformułowaniu opierasz swój do bólu protekcjonalny wywód, w którym kompletnie omijasz clue tej notki. Co jest o tyle zabawne, że czy to na swoim blogu, czy to w swoich postach na forum łowieckim, http://forum.lowiecki.pl/search.php?f=11&search=Wojciechus&globalsearch=1&match=10&date=0&fldauthor=1 zdajesz się jednak rozumieć w czym problem. A problem leży dokładnie w tym, przez co w Holandii wzięli myślistwo za ryj (zresztą bardzo słusznie):

      „przeciwnicy łowiectwa w Holandii od dawna opierają się w swoich atakach na rekreacyjnym aspekcie łowiectwa. Ich podstawowym zarzutem jest całkowity sprzeciw wobec sytuacji, w której ktokolwiek czerpie jakąkolwiek przyjemność z polowania“.

      Dzikie zwierzęta to szkodniki jedynie w rozumieniu ludzi z takim światopoglądem jak myśliwi. Żyjący wg zasady „jestem wobec czegoś silniejszy ergo lepszy ergo mogę z tym robić co chcę”. Jest pewna, bardzo brzydka ideologia która opiera się na tej samej zasadzie. „Se wygoogluje” jaka.

      Co do psów i kotów – dzikie zwierzęta w w Polsce nie znalazły się tu przypadkiem (oprócz gatunków obcych, którym też jest bażant) – żyły tu i świetnie sobie radziły od tysięcy lat, gdy wilków i żbików było zatrzęsienie. Ale dla myśliwych i innych którym wydaje się, że mają obowiązek panować nad przyrodą i modelować ja wg swojego widzimisię i chorych żądz, zdziczałe psy i koty to doprowadzające do spustoszeń, najgorsze szkodniki lasów. Zapytam retorycznie – czy wg ciebie psy i koty są lepszymi łowcami od wilków i żbików?

      One faktycznie polują na zasadzie doboru naturalnego. Dzik, sarna czy jeleń które dają się upolować sforze zdziczałych psów są w jakikolwiek sposób wybrakowane. To jest faktyczna selekcja i usuwanie osobników nienajlepszego sortu. Łącznie z regulowaniem pogłowia. To co robią myśliwi, to zupełne przeciwieństwo naturalnego doboru i dbania o jakość genów. O regulowaniu pogłowia już sobie odpuszczę, bo to argument bzdurny i dobrze o tym wiesz.

      Odpowiadając na twoje pytanie końcowe:

      „Współczesne łowiectwo to rozrywka sfrustrowanych ludzi na którą nie będzie w przyszłości przyzwolenia”.

      Holandia to dopiero początek.

      • Dzienkujem. Za pochwale. Naprawde. Choć analiza była bardzo pobieżna. Jednak zapewniam, że potrafię się zagłębić.

        Mam tłumaczyć się za Rainer’a? Osobie, która na tym blogu występuje w roli domorosłego psychologa z patentem na empatię? Osobie przekonanej o świętości swoich racji, która próbuje podważać badania lekarzy psychiatrów poprzez stosowanie zabiegów z rodzaju „powszechnie wiadomo, że…”? Wypadałoby spytać GDZIE wiadomo. Ale to już podpadałoby pod znęcanie się…

        Tymczasem… Uniwersytet w Marburgu najwyraźniej nie poznał się na Twoich obiekcjach. Wręcz przeciwnie. Rainer siedzi w badaniach socjologicznych szmat czasu, zaś socjologia ochrony przyrody to wciąż bardzo młoda dziedzina. I ciekawa. Jak widać. Oczywiście, rozumiem co może czuć Animalus, gdy okazuje się, że pewien naukowiec zainteresował się dlaczego Animalus ze swoim stadkiem cykają w kwestiach przyrody tak a nie inaczej. I jeszcze śmie twierdzić, że ci są oderwani granatem od rzeczywistości. Też byłoby mi to nie w smak. Jak więc widzisz empatia nie jest mi obca. :)))

        Dzikie zwierzęta to szkodniki z cywilizacyjnego punktu widzenia. Możesz się zaklinać, że je kochasz, ale co z tego, kiedy przemysł pracujący na Twój komfort zdaje się temu przeczyć? Możesz ignorować rzeczywistość, ale nie możesz ignorować skutków ignorowania rzeczywistości.

        Te „zdziczałe” psy i koty domowe – jak sama nazwa wskazuje – powinny być w domu. A nie napuszczane przez Twoje chore pojmowanie świata na zwierzynę. Jakiś czas temu opublikowano wyniki amerykańskich badań, wedle których kotek domowy jest w stanie zabić rocznie 1000 różnych żyjątek. Chronionych, łownych itd. Po raz kolejny wypada Ci pogratulować.

        Bajki o doborze naturalnym i wybrakowanych ofiarach psów wraz z wyższością ich polowania nad ludzkim zostaw se na opowieści ogniskowe dla dziatwy z przedszkola. Możesz im przy okazji wyjaśnić w jaki sposób wybrakowana jest locha prowadząca, która odbija od młodych, w celu ich ratowania a sama pada ofiarą. Lub co nieco o wybrakowanej cielnej łani, wybrakowanych sarnach, które po gonitwie padają na zap. płuc. Jako zapalony teoretyk z pewnością dasz radę. :))

        Swoją drogą, skoro już sięgnąłeś do mojego bloga, wiesz również, że w drugiej części tekstu o przyjemności zabijania postawione są pewne pytania. Pytania m.in do Ciebie. Na które z pewnością odpowiesz… W każdym razie do nich wrócimy. :)

        • Tak, masz się z niego tłumaczyć jeśli przewodnią tezą twojego sążnistego posta jest jego teza.

          Nazywasz mnie domorosłym psychologiem, podpierając się przy tym psycho-socjologicznymi tezami fizyka. Gratuluję.

          To może ja się podeprę tezami psychologa, który na psychologii zna się zapewne lepiej od fizyka z Marburgu.

          http://latarnia-morska.eu/index.php?option=com_content&view=article&id=123%3Awojciech-eichelberger-dlaczego-mczyni-zabijaj&catid=38%3Arozmowy-latarni&Itemid=57&lang=pl

          „Syndrom Bambi”

          vs

          „W tej chwili myślistwo to nic innego, jak zabijanie dla przyjemności. Nie ma na to żadnego innego, uczciwego uzasadnienia.”

          Zwierzęta domowe są domowe więc powinny być w domu? Ale już człowiekiem z mechanicznym urządzeniem rażącym na odległość to coś do lasu pasującego idealnie. Tia… Zresztą co ma zabijanie zwierząt przez napędzane instynktem wychodzące koty do świadomego zabijania zwierząt przez ludzi w celach rozrywkowych? Sugerujesz, że myśliwi to bezwolne istoty których jedyną wyznacznią jestestwa są ślepe instynkty? Hmmm, w sumie może coś w tym być.

          Co do dziatw z przedszkola to akurat myśliwi ostatnio tu przejawiają wielkie parcie na bajki dla nich. Ale co mi tam, odpowiem – natura jest brutalna i ta łania jest tak samo wybrakowana jak cielna łania zabijana przez wilki, tudzież cielna impala zabijana przez lamparty. W naturze istnieje dobór naturalny, a jak wygląda strzelanie do zwierząt i „selekcja” w wykonaniu myśliwych, to może każdy zobaczyć choćby na filmie z notki. I tysiącu innych na YT. Oczywiście na papierze wygląda to inaczej, są ładne wytyczne. Znasz, czy wkleić?

          Nie chce mi się nurkować po twoim blogu więcej niż to konieczne – chcesz mi zadać jakieś pytania, to je wklej tutaj.

          Szczerze jednak uprzedzam – jeśli w twoim następnym komentarzu będzie więcej inwektyw od merytoryki tak jak w tym, to niestety się pożegnamy.

          • Tak wienc, proszem Szanownych Animalusowych Parafian, skoro już taplamy się w błotku rozrywkowej hipokryzji, warto byłoby pochylić się nieco nad przyczynami jego powstania.
            Dlaczego akurat polowanie w ramach hobby wywołuje takie emocje, podczas gdy ta sama czynność wykonywana przez zawodowca już nie bądź niekoniecznie?

            Problem jest złożony. Z jednej strony mamy do czynienia z kompleksem śmierci, który wyewoluował ze zmian, jakie na przestrzeni ubiegłego wieku zaszły w społeczeństwach. Polskim też.
            Po pierwsze, 5 przykazanie, które pierwotnie regulowało stosunki międzyludzkie i ludzko-boskie rozszerzono na wszystkie istoty. Potępienie zabijania z etycznych pobudek jest stosunkowo młodym, typowym dla współczesnej cywilizacji zjawiskiem. Po zabetonowaniu znacznych obszarów, wyprostowaniu rzek, opanowaniu przestworzy, kosmosu itd., nadszedł czas na ułożenie relacji z Mamusią Naturą – czyli przeniesienia zasad obowiązujących w społeczeństwie na styk człowiek/przyroda. Generalnie zabijanie stało się niehumanitarne i może mieć bardziej lub mniej niehumanitarny – do przełknięcia – charakter. Pierwszy kanon prawny związany z przykazaniem „nie zabijaj” został wydany w tysiącletniej Rzeszy przez, przynajmniej oficjalnie, brzydzącego się zwierzęcym mięskiem Adiego Hitler’a. Niemiecka ustawa o ochronie zwierząt z 1933 roku (Reichstierschutzgesetz) kompleksowo przyznała prawa braciom mniejszym – tym samym przestały być „rzeczami”.

            Po drugie, śmierć, stała się tabu i została zinstytunalizowana. Czyli, po chłopsku rzecz ujmując: wykopuje się teściową do szpitala, gdzie z bezpiecznej odległości może dogorywać – a rodzina zamiata temat pod dywan. Tradycyjny, publiczny charakter schodzenia z tego padołu zanika: śmierć jest delegowana nie tylko do szpitali, ale również do weterynarza, ubojni etc. Zatarciu ulega żałoba, pogrzeb staje się coraz bardziej dyskretny, pojawiło się eufemistyczne słownictwo – „droga, nieobecna teściowa”, „teściowa odeszła” „po długiej i ciężkiej chorobie” itp. A wszystko podlane sosem sekularyzacji, osiągnięciami współczesnej medycyny i wiążącymi się z nimi nadzieją oraz frustracją– bo ta śmierć, mimo znacznego odłożenia jej w czasie, nadal jest nieunikniona, nieodwracalna, nieładna. Nikt nie uczy jak się z nią mierzyć. Zostaje więc pakiet dużego śmiertelnika: miotełka, dywanik i…

            Kolejnymi elementami układanki są Syndrom Bambi i powtarzany do znudzenia stereotyp myśliwi = zabijanie dla przyjemności = godne szczególnego potępienia.

            Czy do powyższego obrazka pasuje statystyczny, 80-letni buc w zielonym kapelusiku z piórkiem i podagrą, który publicznie chwali się zaciukaniem bydlątka, eksponując jego części na ścianie?

            Raczej nie. Radosne podnoszenie kurtyny, za którą kryją się niewygodne i nieprzyjemne fakty związane ze śmiercią zwierząt budzi oburzenie i odrazę. A myśliwi starają się z całych sił – myślą, mową i uczynkiem – podsuwać gawiedzi obrazki, których ta nie bardzo chce oglądać ani o nich wiedzieć. Cóż więc robi zbambizowana i zakompleksiona na punkcie śmierci publiczka?

            Domaga się profesjonalizacji hobby-myślistwa. Tym samym nastąpiłaby „cudowna” przemiana: godne pogardy i potępienia prymitywy w zielonych kapelusikach przestałyby być mordercami, stając się gruncie rzeczy czymś pożytecznym. Jak rakarz. Niezbyt sympatyczny, lecz akceptowalny.

            I właśnie w tym miejscu dotarliśmy do clou programu, na scenę wchodzi wykreowany przez publiczkę mityczny zimnokrwisty zawodowiec, który w ramach czynności służbowych zabijałby zwierzątka. Taki zawodowiec nie chwaliłby się fotkami z ubitą zwierzyną, lecz po cichu załatwiałby temat. Znów śmierć zostałaby oddelegowana, tym razem w leśne ostępy i znów publiczka miałaby czyste sumienie. Popuszczając pasa po konsumpcji panierowanego kotleta cielęcego. Może nawet dziczyzny?

            Warto nieco przyjrzeć się owemu mitowi bezemocjonalnego/zimnokrwistego profesjonalisty. Przede wszystkim nie istnieje coś takiego jak bezemocjonalne/zimnokrwiste zabicie zwierzęcia. Człowiek jest konglomeratem emocji, ambiwalentnych emocji. Akt odebrania życia zawsze spotka się z reakcją ze strony naszego, ludzkiego organizmu. Reakcją w postaci emocji.

            Niektórzy to rozumieją. Ale tylko poniekąd, bowiem ich wyobrażenia o owym mitycznym zawodowcu dryfują w kierunku emocji jednowymiarowych. Oczywiście negatywnych. Wg ich pojęcia, strzelec koniecznie MUSI odczuwać nieprzyjemność przy zabijaniu. To MUSI być wykonanie wyłącznie smutnego obowiązku.

            Tymczasem… nie rządzą nami emocje jednowymiarowe, lecz mieszane. Psychologia nie jest gładka. Tak funkcjonuje nasza samokontrola – jesteśmy w stanie przeanalizować i uzasadnić nasze działania. Tylko u radykalnych, ideologicznie zaślepionych ludzi ów uczuciowy miszmasz zostaje sztucznie, przez pranie mózgu ujednolicony.

            Czyżby zatem publiczka z Animalusem na czele życzyła sobie, aby nabór na zawodowych myśliwych przeprowadzić wśród członków Al-kaidy?

            Oczywiście z badań prof. Heubrock’a z Uniwersytetu w Bremen wynika, że zdecydowanej większości myśliwych przy zabijaniu towarzyszą owe mieszane, ambiwalentne uczucia. Radość przemieszana z żalem. Co rezultuje refleksją. Różnie to też wygląda w różnym wieku.

            Jednak, wracając do wymuszania przez publiczkę pewnych zachowań, co bardzo ładnie widać we wpisie Animalusa, warto postawić pewne pytania: dlaczego zabijanie musi być nieprzyjemne? Jeśli celem określonej działalności – np. udziału w wojnie, polowaniu czy pracy w ubojni – jest właśnie zabijanie, to dlaczego nie cieszyć się ze zniszczenia wrogiego tanku, zastrzelenia taaaakiego dzika lub odwalenia szychty, w której uśmierciło się więcej świniaków niż zwykle? Przecież wszystkie te rzeczy są legitymizowane, dozwolone, pożyteczne. Żadna z powyższych grup nie porusza się poza marginesem. Więc o co tak naprawdę chodzi? Jakie są racjonalne przesłanki do dyskredytowania tej czy innej działalności, wymuszania określonych zachowań? Czy żołnierz, myśliwy, rzeźnik i inni zajmujący się zabijaniem, muszą odczuwać nieprzyjemność? Czy dotyczy to wyłącznie myśliwych?

            Animalus z pewnością odpowie na te pytania.

            Ciong dalszy nastąpi…..

            • 1) Znowu obrażasz czytelników tego bloga.
              2) Stosujesz prymitwne psychomanipulacje wrzucając wzmianki o Hitlerze i wiążąc to z obrońcami przyrody. No i Prawo Godwina…
              3) Próbujesz przyrównywać myśliwych, osoby które same wybierają sobie hobby i robią to w 100% z własnego wyboru do zawodów takich jak rzeźnik czy żołnierz.

              Kompletnie przy tym olewając merytoryczne argumenty, przy użyciu dziwacznej techniki zalania rozmówcy masą ogólnikowego tekstu najwyraźniej próbujesz przeforsować tezę, że zabijanie dla przyjemnosci to tak naprawdę coś fajnego i nikt nie powinien mieć z tym problemu.

              Sorry, ale albo jesteś słabym trollem, albo kompletnie oderwanym od rzeczywistości grafomanem. Uprzedziłem dwa razy. Dlatego „ciong” dalszy jeśli nastąpi, to już raczej na twoim blogu.

            • Minęło dużo czasu odkąd wyszliśmy z jaskiń i zaczęliśmy budować coś, co nazywamy cywilizacją. A współczesna cywilizacja oparta jest na kilku podstawach. Jedną z niej jest humanitaryzm (tak, wiem. Trudne słowo, zwłaszcza dla myśliwych). Humanitaryzm zakłada niezadawanie nikomu zbędnego cierpienia. Dlatego zakazano u nas uboju rytualnego. Dlatego powstały konwencje zakazujące stosowania pewnego rodzaju broni. Dlatego mamy też przepisy karające za okrucieństwo wobec zwierząt. A jeżeli ktoś dla przyjemności zabija zwierzęta? No to cóż, to oznacza, że coś jest nie tak z tym człowiekiem. I ja nie mam zamiaru tego tolerować. Tak jak nie mam zamiaru tolerować ludzi którzy dla przyjemności topią kocięta.

  11. Bzdura. Artykuł nawet zapowiadał się dobrze, ale na koniec okazało się, że jego celem jest oczernienie myśliwych. Nikt bardziej niż myśliwi nie dba o dzikie zwierzęta. Pozdrawiam. Myśliwy i leśnik. A moślistwo to dla leśników takie samo hobby jak dla innych ludzi. Tyle tylko, że trochę lepiej się na tym znamy.

    • Tzn co konretnie jest bzdurą? Któryś konretnie fragment, teza, argument?

      Czy tak po prostu uświadomiłeś sobie w trakcie czytania, że nie będzie to tekst myśliwych przychylny, i przez to z automatu poszedł do zakładki „bzdura”?

      Jako, iż jesteś jednym z nielicznych myśliwych który skomentował ten artykuł, to przy okazji zapytam o coś. Tak z naukowej ciekawości: co czujesz w momencie oddawania strzału do zwierzęcia? Tak szczerze.

      „Nikt bardziej niż myśliwi nie dba o dzikie zwierzęta”

      Tia… Dbają, bo jakby nie dbali, to byłoby ich mniej i mniej mieliby do odstrzalu. Proszę mi tak szczerze napisać, jako leśnik myśliwy – po co strzela się do migrujących ptaków? I po co myśliwi jeżdżą strzelać do innych krajów?

      • Bo taką mają pasję. Jedni wędkują, drudzy fotografują, a trzeci polują. A jeszcze inni piszą blogi. Cały system łowiecki jest ogólnie, pomimo kilku wad, dobrze skonstruowany i zapewnia, że zwierzyna nie wyginie do póki bedzie obiektem zainteresowania łowieckiego. Gdyby nie myśliwi i ich „rządza mordu” już byśmy prawdopodobnie nie mieli zajęcy i kuropatw. Co w Twoim tekście jest bzdurą? Przeczytaj choćby co napisałeś o drapieznikach synantropijnych. Z resztą nie tylko to. Ogólnie próbujesz przypisać myśliwym jakąś filozoficzną łatkę, której nie ma. Łowiectwo to hobby jak każde inne. Nie ma w nim żadnego podwójnego dna. A jak czytam wpisy ludzi o poglądach antyłowieckich to mam wrażenie, że jestem członkiem jakiegoś tajnego bractwa… ;)

        • Jeżeli dla pasji zacznę strzelać do ludzi to też napiszesz, że to tylko hobby i trzeba to zrozumieć? Albo jeżeli zostanę miłośniczką wydłubywania kotom oczu i łamania psom łap?

        • O tyle dobrze, że przynajmniej nie ukrywasz, że zabijasz bo lubisz. Chyba, że chodzi też o całą otoczkę przed oddaniem strzału – ale w takim razie dlaczego nie fotografia? Otoczka jest ta sama. No chyba, że polujesz tylko i wyłącznie dla mięsa a wszystko to co upolujesz zjadasz. W sensie mięsarz.

          Piszesz o roli myśliwych w konserwacji, o zającach i kuropatwach. Biorąc pod uwagę ich spadjącą liczebność może ty umiesz wyjaśnić, dlaczego nadal się na nie poluje, zamiast relokować osobniki z obszarów o dużych zagęszczeniach do obszarów o zagęszczeniach niższych?

          http://src.pzlow.pl/hodowla-gospodarka-polowanie/statystyki-lowieckie/odstrzal-wazniejszych-zwierzat-lownych-w-sezonie-20112012-z-dnia-31-03-2012/

          I chodzi mi głównie o te, bo poruszanie tematu konserwacji w przydku najczęściej zabijanych przez myśliwych zwierząt (sarny, dziki, jelenie) to absurd i mam cichą nadzieję, że zdajesz sobie z tego sprawę.

          Wiem co napisałem o drapieżnikach synantropijnych i podtrzymuję tezę, że w roli reduktorów i regulatorów są lepsi niż myśliwi. Zabijanie zwierząt przez nie to selekcja naturalna. Zabijanie zwierząt przez myśliwych to selekcja „medalowa”, służąca myśliwym a nie naturze. Już pomijajac, że zwierzyna drobna nie wyginęła i miała się dobrze gdy lasy były pełne wilków i żbików – do których zdziczałe psy i koty się nie umywają pod względem efektywności.

          Łowiectwo to nie jest hobby jak każde inne – to hobby polegające na krzywdzeniu rozwiniętych kręgowców w celach rekreacyjnych. Zabijanie dla rozrywki i przyjemności. Analogicznego hobby brak.

          W pewien sposób to było „tajne bractwo” do czasu rozpowszechnienia Internetu. Przed tym jak ludzie otrzymali dostęp do waszych filmów z polowań i sweetfoci z padliną to wasze „hobby” faktycznie mogło się ogółowi jawić w takiej formie, w jakiej próbujecie je sprzedawać – czyli dobroduszny pan z piórkiem dbający o dobrostan zwierząt w lesie.

          Stąd m.in rosnąca coraz bardziej burza wokół waszego „hobby” – myśliwska propagadna po prostu nie wytrzymuje konfrontacji z tym, jak to faktycznie wygląda.

          • 1. Lubie polować, jakbym lubił zabijać wykształciłbym się na rzeźnika, a nie leśnika.
            2. Fotografia też, jedno drugiego nie wyklucza, wręcz przeciwnie. A otoczka jest inna. Łoiwectwo to cała kultura, w fotografii nie ma nic takiego.
            3. Konserwować to sobie możesz blachy w samochodzie. W Polsce mamy ochronę przyrody. Dlaczego na kuropatwy i zające się poluje? Bo stan populacji na to pozwala dzięki staraniom myśliwych. Ze zwierzyną grubą było podobnie po IIWŚ.
            4. Miejsce drapieżników synantropijnych jest na podwórku ich właściciela, a zwierzeta w stanie wolnym stanowią własność skarbu państwa czyli wszystkich obywateli, a nie właściciela psa. My myśliwi dzierżawimy obwód od społeczeństwa, zeby w nim polować, a nie utrzymywać czyjeś psy.
            5. Nie brak. Jeste jeszcze wędkarstwo.
            6. Łowiectwo nigdy nie było tajnym bractwem. Wstęp do PZŁ jest wolny i destępny dla każdego.

            Teraz ja Ci zadam pytanie. Co zrobiłeś dla przyrody, że ośmielasz się obrażać i pomawiać pasjonatów dla których często przyroda to cały świat?

            • „Łowiectwo to hobby jak każde inne”

              Zapomniałeś o bardzo istotnej rzeczy: Uprawiając wasze „hobby”, w ciągu roku ginie lub zostaje postrzelonych kilka osób (często postronnych, nie biorących udziału w polowaniu) – wskaż mi proszę inne, podobne hobby w którym giną osoby.

              Nie mówiąc już o takich sytuacjach:
              http://www.rp.pl/artykul/33,944586.html

            • Szkoda, liczyłem na ciekawą dyskusję a znowu wyszedł skrajny antropocentryzm i lekka bucerka. Czyli standard u myśliwych. Dla przyrody robię wystarczająco, i zawsze są to rzeczy na przeciwnym biegunie do zabijania zwierząt. Przy czym zadanie tego pytania na tym blogu to już lekki tragikomizm :0

              1. Domyślam się, że nie polujesz bo „lubisz zabijać”. Nawet mam o tym notkę. Oh, wait…
              2. Skoro tak bardzo podoba Ci się kultura i nie masz nic przeciwko fotografii, to może po prostu rób to wszystko co robisz jako myśliwy, ale z aparatem? Czego nie zrobisz, bo moment oddawaniu strzały do zwierzęcia jest nieporównywalny do zrobienia mu zdjęcia. Nie lubisz zabijać – lubisz moment uśmiercenia zwierzęcia. Oh, wait…
              3. Ojej, czepiamy się słownictwa – to już ten etap gdy brakuje argumentów? Dzięki staraniom myśliwym w pierwszej kolejności doszło do przetrzebienia. Jakby wam faktycznie zależało na „Ochronie przyrody”, to nadwyżki tych zanikających kuropatw i zający nie byłyby odstrzeliwane tylko relokowane. Ale myśliwska logika daje tu znowu o sobie znać: „z roku na rok jest ich coraz mniej, ale gdyby nie my to by wyginęły, dlatego je zabijamy”.
              4. Ahh, no tak. Zapomniałem, że lasy są „wasze”. Nie zwierząt i natury – wasze. Czyli konkurencja to jest główny powód dla którego za bzdurę uznałeś wątek o zdziczałych psach i kotach? Nie jestem zaskoczony.
              5. Brak. Wędkarstwo od myślistwa różni się na tyle, że brak.
              6. A czy ja gdzieś pisałem o wstępowaniu? Pisałem o odbiorze myśliwstwa przez osoby nie będące myśliwymi, i jak wielka jest różnica pomiędzy waszą propagandą a rzeczywistością.

  12. Kiedyś ludzie polowali, bo musieli. Teraz…
    Ja nie widzę w tym sensu – mamy zwierzęta hodowlany, z których „czerpiemy” korzyści, po co wchrzaniać się z powrotem w przyrodę? Najpierw sami coś popsujemy, a potem „bo trzeba regulować liczebność”. Regulowałaby się sama, gdyby nie czyjeś brudne rączki.
    Tak samo mierzwi mnie uwalnianie z ferm np. norek zwierząt do środowiska. No one mają być wolne. Cholera, eko-oszołomy, które wypuszczają do środowiska nadwyższkę potencjalnych szkodników i mutantów genetycznych.
    Te norki są tak wolne jak np. psy teraz. Wypuścić stado yorków na wolność… D:

    A poza tym – jak już polować, to może wyrównajmy szanse? Zwierzęta nie biegają z bronią. Co to za „przygoda” jak się ma taki sprzęt, że dwa kilometry pod wiatr jak się wystrzeli to nadal rozsadza zwierzaka na strzępy ;]?

  13. Bez wątpienia najlepszy tekst jaki kiedykolwiek czytałem dotyczący „sportu” myśliwych. Nie ma w nim ckliwych wątków godnych rozhisteryzowanych nastolatek, ani szafowania wzniosłymi hasłami. Zero patosu, zero emocji, czysta krytyka. Do tego tak wciągający, że nawet nie spostrzegłem kiedy dotarłem do końca.

  14. szacunek, popieram Pana wypowiedź w 1000%; kiedyś nadejdzie taki piękny dzień, że myślistwo zostanie zdelegalizowane

  15. „ożywić pola” widziałem w TVP -program edukacyjny z mysliwymi : buduje się sztuczne nory na lisa a później psy „wyrzucają” lisa z nory prosto pod lufę .. ileż w tym zabawy i emocji !
    tylko dla kogo ?
    Sam byłem świadkiem dokarmiania bażantów w jednym miejscu, by potem kilku gości z bronią siedząc na stołkach mogło zabić dla sportu ze 100 200 bażantów . No, lis tylko by popsuł zabawę .
    Wracając do Afryki okazuje się ,że rządy mogą wiele np w Australii wprowadzono zakaz przywozu ” trofeów” myśliwskich z Afryki ,Można pogonić myśliwych ? Można !

  16. Mięsko jecie? Serdeczny autorze ,czy jadasz mięso? Wieprzowinke czy wołowinke wcinasz?Czy rozkoszujesz się smakiem drobiu? Gdybym mógł wybrać,to jadłbym tylko dziczyzne. nie tylko ze wzgledu na walory smakowe. Świnie trzymane całe zycie na betonie bez dostepu do naturalnego światła. Trzymane w małych boksach,bite metalowymi pałkami i faszerowane chemią by jak najszybciej rosły. Kurczaki karmione paszą by rosły tak szybko by serducha im nie wytrzymywały , płuca nie wyrabiały ze swoja prace przez co zwierzęta te się duszą . Tak,takim mięsem się żywimy,a przeszkadzają nam myśliwi ktorzy owszem mordują,zabijają,odbierają życie innemu stworzeniu. Sarna,jeleń,dzik….Te zwierzęta cieszą się nieograniczoną wolnością,zróżnicowanym pokarmem ,ale niestety konczą jak ich udomowieni kuzyni. Jednak naprawde szczerze wolałbym aby było wiecej mysliwych,a mniej rzeźni czy innych zwierzęcych obozów zagłady. Uwielbiam Twoje artykuły,jednak ten świadczy o dosyć małej wiedzy na temat myślistwa. Sam mysliwym nie jestem. Sam uwielbiam przyrode i kontakt ze zwierzętami ,ale staram się być obiektywny,czego i Tobie życze.

    • Polowanie tylko dla mięsa jest w środowisku myśliwych traktowane z pogardą. Jeśli myśliwi by polowali tylko i wyłącznie dla mięsa, to wierz mi, że działa w nich wymierzone miałyby dużo mniejszy kaliber.

      Sednem problemu jest to, że łowiectwo to hobby i strzelanie do zwierząt dla rekreacji pod płaszczem „ochrony przyrody”.

      W czym konretnie objawił się zarzucana mi przez Ciebie mała wiedza o myślistwie? Chętnie podyskutuję jeśli wskażasz konkretne rzeczy w których teoretycznie się mylę. A jeśli faktycznie w czymkolwiek się pomyliłem to będę szczerze wdzięczny za wytknięcie.

  17. Przykre jest to, że opisujesz tylko skrajną, najgorszą stronę myślistwa. Ani słowa o hodowaniu i wypuszczaniu zajęcy w tereny, gdzie jest ich za mało. Ani słowa o wyciąganiu zwierząt z wnyk i leczeniu takich osobników, często prywatnie, na własny koszt. Ani słowa o patrolach terenu łowiska, usuwaniu rozstawionych przez kłusowników sideł, akcjach sprzątania lasu, liczenia populacji (Tak, tak! To nie tylko leśnicy!).
    Zgadzam się z Tobą, że regulacje są marne, przez co odsetek „kłusowników z uprawnieniami myśliwego” jest duży i to należy zmienić. Większy nacisk na badania i edukację.
    Nie zgodzę się jednak, że przeciętny myśliwy to osoba pozbawiona skrupułów i empatii, traktująca zwierzę jako „mięso na nogach”. Zbyt wielu ich poznałam i mam do tych ludzi ogromny szacunek. A oni mają szacunek do przyrody. Mówię o prawdziwych myśliwych, z powołania.

    Ciekawi mnie też nagonka na myśliwych, podczas, gdy o kłusownictwie się milczy. Ba, zrównuje się ich! Czemu? Czy śmierć z rąk myśliwego jest gorsza, bo krwawa? Śmierć głodowa w porzuconych wnykach jest „czysta”, więc nie ma o czym mówić? A co ze zwierzętami rzeźnymi? Czy produkcja (bo to już nie jest hodowla) świń na betonie, w ciasnych klatkach, skarmianie nafaszerowaną antybiotykami paszą jest lepsze, bo dzieję się za zamkniętymi drzwiami w sterylnych warunkach?

    • Czy taka skrajna to bym dyskutował – tym bardziej, że notka skupia się na ogólnym opisie tego „hobby”. Zdaję sobie sprawę, że są myśliwi którzy robią coś więcej niż naładowanie kukurydzy do lasu żeby później odstrzelić dzika, natomiast tutaj pytanie do Ciebie – jak myślisz, jaki % myśliwych robi właśnie coś więcej niż to, i przejawia aktywność w działalności o której piszesz? Tylko spójrz na to z dystansem, a nie przez pryzmat myśliwych których poznałaś. Ja jednak śmiem twierdzić, że właśnie tacy myśliwi to pewnego rodzaju skrajność w gronie tych 110 tysięcy ludzi, a również zdarzyło mi się kilku „przyzwoitych” myśliwych spotkać.

      Osobną kwestią jest to, że Ci przyzwoici mogliby robić to o czym piszesz nie strzelając do zwierząt. Mimo to strzelają. Bardzo chciałbym kiedyś poznać myśliwego który strzela do zwierząt z tzw cieżkim sercem, z poczucia jakiegoś rodzaju misji, który by tego nie traktował jako rekreacji. Ale jeszcze takiego nie poznałem i wątpię, że tacy istnieją.

      Strzelanie do zwierząt usprawiedliwiając się później postawą „strzelam, ale przecież też pomagam” możnaby przyrównać do wolontariusza w schronisku który później dla rekreacji uczestniczy w walkach psów. Przecież oprócz tego pomaga, więc w czym problem? Sorry, ale dla mnie hobby w postaci zabijania zwierząt (czy sprawiania im krzywdy) jest jednak przejawem braku empatii.

      O kłusownictwie się nie milczy, ot świeżynka: http://www.rp.pl/artykul/531602,977589-Klusownicy–po-polsku.html – wnioski do przemyślenia.

      Kłusownictwo jest złe – nie ma tutaj żadnych wątpliwości. Ale gdybym miał się całkowicie wyzbyć emocji i spojrzeć na zagadnienia czystym, chłodnym rozsądkiem to jednak bardziej jestem w stanie zrozumieć kogoś, kto zwierzę zabija dla zarobku czy miesą, niż kogoś, kto to robi w ramach hobby, rekreacyjnie.

      Też dlatego nie ma sensu porównywać myślistwa (hobby) do tego, co dzieje się w rzeźniach. Byłby sens gdyby w rzeźniach pracowało za darmo, dla rekreacji, 110 tysięcy zapaleńców którzy zabijaliby te krowy i świnie z własnego wyboru, w wolnym czasie i jeszcze za to płacąc. To byłaby sytuacja chora, prawda? A myślistwo właśniej na takiej zasadzie funkcjonuje. W rzeźniach jest tragicznie – to fakt. Ale to 2 osobne światy i różnice w motywacji i przeznaczeniu, których nie ma sensu porównywać.

      • Myśliwi również robią to dla zysku i mięsa. Mięso z dziczyzny nie ma sobie równych, a skóry, pazury, poroża i futra idą na sprzedaż. Jak dawniej – nic się nie marnuje. W przeciwieństwie do kłusowników, którzy często zapominają gdzie zastawili sidła i zwierzyna się, brzydko mówiąc „marnuje”.

        Nie wiem, jak wyglądają proporcje między „normalnymi” myśliwymi, a „psychopatami”. Nie wiem, bo nie należę do Koła, a w tym, w którym się poruszałam (niewielkie, około 30 osób) nie stwierdziłam ani jednego skrzywionego. Harmonogram był ściśle ustalony i uczestniczyli wszyscy członkowie, zarówno w polowaniu, patrolach, relokacji zwierzyny, liczeniu etc, etc.
        Jak to wygląda w innych, większych Kołach, nie wiem. Jeśli uda Ci się przeniknąć do takiej społeczności i udowodnisz, że Twoje oskarżenia są słuszne, będę pierwsza, aby takie koło rozwiązać i wprowadzić restrykcyjne testy kwalifikujące na myśliwego.

        Dlaczego strzelają, dlaczego zabijają? Tego chyba nie zrozumie nikt, kto na polowaniu nie był… Sama byłam tylko dwa razy, raz w dzieciństwie (chociaż oczywiście broni do ręki nie dostałam!) i raz już w wieku dorosłym, chociaż strzelałam tylko do puszek, ale towarzyszyłam myśliwym z aparatem. Tego uczucia, tropienia, zakradania się do zwierzyny… tego się nie da opisać. To wyzwala w człowieku coś pierwotnego, dzikiego, budzi się to coś, co sprawiło, że człowiek stał się drapieżnikiem… Mogę się tylko domyślać, że celny strzał to dla myśliwego niemal ekstaza.

        Nie potrafię tego potępiać. Może oprócz, wspomnianego przez Ciebie, odstrzału ptaków migrujących, które nie wynika z potrzeby regulowania liczebności zwierzyny.
        Twoja krytyka wynikają głównie z niezrozumienia, tak mi się wydaje, a z niezrozumienia, co można obserwować na wszystkich płaszczyznach życia, rodzi się niechęć i nienawiść…

        Tak jak moja rodzina nie potrafi pojąć, dlaczego przeniosłam się z centrum Łodzi na wieś i jak mogę hodować (i zabijać, pewnie to też świadczy o moich skłonnościach sadystycznych) kury i króliki, skoro mam 5km do Tesco, a w nim „świeże” jajka i filety. Po co mi ogromny warzywniak na pół ogrodu, zamiast kwietnika, skoro wszystko jest na rynku.
        Nie rozumieją, bo myślą innymi kategoriami. Czy to oznacza, że któraś strona jest normalna, a druga psychopatyczna? Jeśli tak, to która?

        Katolik nie zrozumie ateisty, mięsożerca wgetarianina, miastowy wieśniaka. No i dobrze. Tylko dlaczego usilnie będziemy się przekrzykiwać, krytykować, obrażać, wyśmiewać, zamiast po prostu dyskutować, a przy braku kompromisu odpuścić?
        Taka chyba nasza natura.

        Pozdrawiam,
        Ecate

        • Myśliwi polujący dla zysku i dla mięsa to w środowisku tzw. „mięsaki” – traktowani z pogardą. Zapytaj – powiedzą Ci. Bardziej dla tych „normalnych” liczy się polowanie z innych wzglęgów, ale o tym właśnie notka. Sama piszesz czym dla myśliwego jest oddanie celnego strzału. Strzału do odczuwającego emocje organizmu. Jeśli dla Ciebie to jest OK, że ktoś poświęca własny czas i pieniądze żeby zaspokjać się emocjami płynącymi z oddania do zwierzęcia strzału, to nie mam pojęcia jak wchodzić w tę dyskusję. Ściana.

          Wierz mi, że rozumiem co czują myśliwi, rozumiem skąd to wynika i skąd się to bierze. Ale przez to, że to rozumiem nigdy z mojej strony nie będzie usprawiedliwienia do zabijania zwierząt w celach rekreacyjnych.

          • W tej kwestii nie osiągnięmy porozumienia, mamy inne doświadczenia i poglądy, więc nie ma co rozbijać głową muru.
            Pisz częściej, bo nawet jeśli nie we wszystkim się zgodzę, to zaglądam tu z przyjemnością.
            Pozdrawiam serdecznie,
            Ecate

  18. Autorze, intryguje mnie dlaczego uważasz wędkarstwo za coś tak bardzo różnego od myślistwa. Czy chodzi o to, że wędkarzowi łatwiej jest bronić tezy: „zabijam zwierzęta żeby mieć co jeść” , o to że – jak śpiewał Kurt Cobain – „It’s okay to eat fish ‚Cause they don’t have any feelings” czy o coś jeszcze innego?
    Od razu przyznam że Twój nieantropocentryczny światopogląd wydaje mi się bardzo egzotyczny. Co dokładnie od zakłada? Że takie samo prawo do życia jak ludzie mają – zwierzęta, czy tylko kręgowce, albo tylko czworonogi?

    • Wędkarstwo u sedna jest tym samym co myślistwo – krzywdzeniem zwierzęcia w celu rekreacji i/lub preferencji kulinarnych.

      Do wędkarzy jednak mam stosunkowo obojętne podejście (w porównaniu do mojego podejścia do myśliwych), bo ci nie próbują do tego dorabiać ideologii, nie pchają się do szkół żeby sprzedawać dziwne historie najmłodszym, nie chodzą ze śmiertelnie groźnym mechanizmem nad brzegami jezior, rzek, stawów i innych zbiorników wodnych. Do tego choć nadal rybę to rani, to coraz bardziej popularne staje się wypuszczenie jej po złapaniu, a tu już jakaś różnica jest. W myślistwie jego efektem jest zawsze śmierć zwierzęcia. Lub postrzałek.

      Jeśli myśliwi kiedyś zaczną chodzić na polowania ze sprzętem do paintballa, przestaną kreować się na poczciwych panów z piórkiem i przestaną wpychać swoją upiększoną wizję ich hobby ludziom, tylko po prostu szczerze przyznają „strzelamy bo lubimy” to ja zacznę mieć do nich podejście jak do wędkarzy.

      Nieantropocentryczny światopogląd być może jest egzotyczny – myślałem żeby zrobić notkę i się o tym rozpisać, ale odkryłem, że ktoś to zrobił za mnie. Polecam lekturę: http://zeszytyprawzwierzat.org.pl/wirus-antropocentryzmu/

      • Dziękuję za odpowiedź i zacytowanie lektury. Wybacz, że kierowana egoistyczną ciekawością robię Ci tu offtopic, ale chcę się dowiedzieć czegoś, czego Pan Stanisławski nie opisał, a mianowicie: czy w nieantropocentryzmie istnieje hierarchia? Czy np. czworonogi są uprzywilejowane, a tkankowce już nie? Czy to zależy od stopnia świadomości/inteligencji organizmu? No bo jeśli nie, to czemu nie rozszerzyć żądanego równouprawnienia na wszystkie organizmy żywe – przecież takie poglądy też pewnie istnieją. Zachęcam Cię do napisania notki, która zawierała by postulaty Twojego poglądu.

  19. Nie masz pojęcia o czym piszesz drogi autorze,a czytając trochę Twoich wypowiedzi i stwierdzając,że wychodzisz z założenia,ze ty wiesz najlepiej nawet nie chce mi się wchodzić w dyskusje. Pokory Ci życze i wiedzy oj tak,życze Ci wiedzy!

    • Zakładam, że wg Ciebie, Ty tą wiedzę masz skoro wypowiadasz sie z aż tak wysokiego konia o imieniu „Protekcjonalizm. Może więc oświeć mnie gdzie w tym tekście są błędy i co konkretnie wg Ciebie wskazuje, że nie mam pojęcia o czym piszę.

      Jeśli prześledzisz resztę komentarzy wyżej, to zauważysz, że nie omijam dyskusji przy konkretnych zarzutach dotyczących tego (i innych) tekstów. I jeśli zarzut lub sugestia faktycznie jest trafna, to jestem wdzięczny za zwrócenie uwagi.

      Niestety bez konkretnych zarzutów, przy tak sformułowanym komentarzu jak Twój, jedyne co mogę Ci odpisać, to:

      „Nie masz pojęcia o czym piszesz drogi komentatorze,a czytając Twoją wypowiedź i stwierdzając,że wychodzisz z założenia,ze ty wiesz najlepiej nawet nie chce mi się wchodzić w dyskusje. Pokory Ci życze i wiedzy oj tak,życze Ci wiedzy!”

      Czyli innymi słowy „rzucę kupą unikając wyjaśniania czemu to robię i ucieknę”. Classy.

  20. Nie,po prostu pare osób już Ci kiedyś napisało,że jestem snobem. A skad wiem to i owo?Skad wiem,że piszesz brednie o myśliwych i myślistwie? Skad? Bo sam jestem myśliwym,a mimo tego pasjonatem przyrody. Nie mam zamiaru cytować Twoich wypocin bo naprawdę mi się nie chce. Mam nadzieje,że przez ten szum co robisz dookoła siebie dojdziesz w koncu do celu i ktoś zaproponuje Ci etat w jakimś zoo czy Bóg wie czym. Się trzymaj mądralo.

    • Nie przypominam sobie, żeby ktokolwiek kiedykolwiak pisał mi, że jesteś snobem. A tym bardziej, żeby to było parę osób. Zastanawiam się, czy nie pomyliłeś bloga lub mnie z kimś innym :0

      Bardzo liczę na to, że jako, iż jesteś myśliwym jednak się zmotywujesz i te rzekome bzdury wypunktujesz. Bez tego ta wymiana komentarzy jest bezpłodna. Tylko sprawdź najpierw w dyskusji wyżej, czy nie zostały już przewałkowane, bo kilku myśliwych tu również trafiło.

      Etat w ZOO już miałem. Dziękuję, więcej nie chcę. To w większości złe miejsca.

      DR

      • Autor stawia wspaniałą tezę na samym początku,że z myśliwymi nie da się prowadzić dialogu, ,,bo nie wiedzą co czynią”.Jestem czynnym myśliwym i stwierdzam to samo- nie ma sensu polemizować z autorem, bo nigdy nie zrozumie sensu i sedna Łowiectwa. Pozdrawiam

  21. Kolego Wolny- napiszę tutaj bo tam to się jakiś poemat robi zamiast normalnego tekstu.
    Po pierwsze- nie znam w Polsce myśliwego który poluje dla mięsa. Zresztą, wbrew pozorom mięso takiej ustrzelonej łani czy dzika wcale nie jest bezpieczne do spożycia. Dzikie zwierzęta niestety ale masowo chorują, mają pasożyty etc.
    Po drugie- nic tak nie zaburza gospodarki leśnej niż banda podpitych Heńków z dubeltówkami. I nic tak jej nie równoważy jak zostawienie jej w świętym spokoju. Zające podgryzają rolnikom warzywa? Wystarczy trochę poczekać, zaraz pojawią się lisy i zrobią porządek. Lisy wyżrą wszystkie zające? To się wyniosą albo z głodu powyzdychają.
    Zresztą, oboje wiemy że to świeże mięsko i gospodarka leśna to pic na wodę.

    • Miałem nie umieszczać wpisów na tym blogu,ale ponieważ wypowiada się tu nie tylko Animalus,ale również inni nie do końca wyedukowani internauci,wpiszę coś jeszcze. Animalus nie jest (jak wydedukowałem z tekstu) obrońcą zwierząt li tylko przeciwnikiem myśliwych,bo w/g niego zabijają oni dla przyjemności. Moje pytanie brzmi: jaka jest różnica między mordercą, który zabija dla przyjemności (patrz przypadek w Norwegii), a mordercą,który chce się wzbogacić i zabija rodzinę,dlatego że chce okraść jej dom,dobytek i wyczyścić konto bankowe? Przekładając to na problem łowiectwa, czy w/g was(nie Animalusa – bo jego zdanie znam) zabicie zwierzęcia z chęci zysku (pozyskania mięsa) jest usprawiedliwione? Oczywiście podniosą się głosy,że myśliwi nie zawsze zjadają upolowane sztuki. To prawda,ale zawsze odstawiają je do punktu skupu dziczyzny,żeby ktoś inny mógł zjeść efekt ich polowań. Uprzedzam pytanie,co dzieje się ze zwierzyną łowną nie nadającą się do konsumpcji ( tj. lisy,jenoty,norki amerykańskie czy szopy pracze). Otóż ja strzelam lisy dla futra podobnie jak borsuki czy jenoty. Ktoś w tym momencie może skomentować,że mogę sobie w to miejsce kupić czapkę,czy futro ze sztucznej skóry i będzie miał rację,tylko jest jeszcze (o czym wielu moich rodaków zapomina) słowo TOLERANCJA!! amówi ono: skoro lubię nosić czapkę z lisa,czy rękawiczki z jenota,a mam prawo jako myśliwy to robić,to pozwól mi na to tak jak ja pozwalam Ci na bycie wegetarianinem,obrońcą zwierząt, czy przeciwnikiem łowiectwa. Miej swoje zdanie, ale nie narzucaj go innym. Bądż TOLERANCYJNY jako i ja jestem.Nara!

      • Ależ pierwsze zdanie jest piękne. Aż na jego podstawie zbuduję swoje rozpoczynające: Miałem nie komentować tego wpisu bo nie jest skierowany do mnie, ale ponieważ odpowiedź na Twoje zagadnienie mogą przeczytać również „inni nie do końca wyedukowani pasjonaci myślistwa”, to jednak skomentuję.

        Nie wiem jak wg Ciebie wygląda tolerancja, ale moja kończy się tam, gdzie ktoś z premedytacją i pełną świadomością krzywdzi istoty odczuwające ból i strach, mając przy tym poczucie spełnienia, przyjemności czy cokolwiek co czuje myśliwy strzelając do zwierzęcia. Tolerancja to nie jest olewanie zupełnie tego co robią inni – mylisz ją z obojętnością.

        Jeśli rdzenny lud Amazonii wyjdzie do dżungli upolować świnię żeby przeżyć, to jest to dla mnie zrozumiałe. To samo w przypadku generalnie wszystkich społeczności, które faktycznie muszą polować żeby przetrwać (Innuici, itp)

        Jan Kowalski ze sztucerem który w niedzielę jedzie na zbiorówkę nie robi tego żeby przetrwać, ani nawet na tym zarobić. Jeśli Ty akurat utrzymujesz się ze sprzedaży lisich, borsuczych i jenocich futer niczym traper z Alaski XIX wieku, i bez tego nie przeżyjesz zimy, to ok, rozumiem. Ale wątpię w taki scenariusz, bardziej tu wyziera racjonalizowanie Twoich popędów.

        Podstawiając analogię do ludzi zabijajacych innych ludzi, dzięląc ich na tych zabijających dla przyjemności i tych dla zysku – dla czystego zysku zwierzeta zabijaja kłusownicy. A myśliwi zabijają zwierzęta jeszcze do swojego „hobby” dokładając.

        P.S. Zdefiniuj proszę „obrońcę zwierząt”, bo mam wrażenie, że jest tu jak w przypadku Twojego błędnego pojmowania tolerancji.

        • Jeśli chodzi o obrońcę zwierząt to w moim subiektywnym odczuciu jest to każdy przeciwnik zabijania zwierząt właśnie. Każdy kto nie chce aby ginęły tragicznie.
          Oczywiście ja jako myśliwy z moim ,,popędem” jak raczyłeś to nazwać, będę wrogiem dla tych ludzi i w pełni to rozumiem.
          Dlaczego nie przestanę więc polować, a nawet żeby być dosłownym jak tego pragniesz – zabijać – zabrzmi teraz twoje pytanie; właśnie dlatego, że nie jestem obrońcą zwierząt.
          Co do tolerancji -Tolerancja – termin stosowany w socjologii, badaniach nad kulturą i religią. Słowo oznacza w tym kontekście „poszanowanie czyichś poglądów, wierzeń, upodobań, różniących się od własnych”[1] W różnych językach indoeuropejskich przybiera ono niuanse, np. w angielskim w odniesieniu do ludzi oznacza on „postawę wykluczającą bigoterię lub srogości w osądzaniu innych”[2] lub ich dyskryminację Może oznaczać również „wyrozumiałość”, „akceptację” lub „chęć zaakceptowania uczuć, zwyczajów lub wierzeń innych niż własne”
          Jeśli twoja kończy się tam gdzie wspomniałeś,to dlaczego tolerujesz zabicie zwierzęcia z powodu głodu?
          Czyżby ta świnia z Amazonii nie czuła bólu i strachu? A czy szczury i myszy nie czują bólu gdy są trute w blokowych piwnicach?
          Nie rozumiem dlaczego to akurat tolerujesz?
          Dlaczego według Ciebie nie mogę zastrzelić (zabić) dzika, wypatroszyć go, poćwiartować jego mięso, przyrządzić z niego zdrową i pyszną potrawę i ją ze smakiem zjeść? Dlatego, że mogę kupić mięso w masarni? Pomijam już fakt, że dzik smakuje mi bardziej, zwrócę Ci tylko uwagę, że zwierzę , którego mięso można nabyć w sklepie, też czuło ból i strach, więc również nie powinieneś w twoim subiektywnym odczuciu tolerować jego śmierci nieprawdaż?

          • Oprócz tolerancji współczesne społeczeństwo wypracowało jeszcze coś takiego jak empatia i humanitaryzm. Zakładają one niezadawanie zbędnego cierpienia. Dlatego w rzeźniach ogłusza się zwierzę przed ubojem, i dlatego rzeźnie halal/koszer uważane są za barbarzyńskie. Różnica między panem a indianinem z Amazonii jest taka, że w Polsce mamy mnóstwo białka zwierzęcego dostępnego z innych źródeł niż polowanie (swoją drogą, czy to nie paradoks że myśliwi z jednej strony utrzymują, że zabijają tylko osobniki stare i chore a z drugiej zajadają się szyneczkami i kiełbasami z dzika?).

            • Mój drogi (lub droga) Archeoziele.
              Jestem myśliwym, ale nie mówię nigdy, że strzelam (pozostanę przy tym nazewnictwie, bo choć jest to zabijanie,to wyjaśnia jego sposób) osobniki chore i słabe. Jest wręcz przeciwnie.
              Większość zwierząt strzelam latem i jesienią. Po pierwsze z uwagi na kalendarz polowań, a po wtóre wtedy zwierzyna łowna jest w najlepszej kondycji. Dziki np. są wówczas tłuste i dobrze odżywione.
              Natomiast co się tyczy humanitaryzmu – cytuję za ustawą ,,Prawo Łowieckie” i Regulaminem Polowań – Myśliwy powinien uśmiercić zwierzę w sposób możliwie szybki i oszczędzający mu niepotrzebnych cierpień.
              Ty jednak w tym momencie (o ile dobrze zrozumiałem) tolerować będziesz zabicie przeze mnie dzika po uprzednim ogłuszeniu?
              Mam zatem najpierw strzelić do niego środkiem usypiającym i wszystko będzie ok??
              Mój ojciec hoduje kury i króliki. Kurom ucina głowy siekierą, a króliki zabija uderzeniem w kark. Potem razem je konsumujemy w różnej postaci. Czy w/g Ciebie jest to dopusdzczalne i humanitarne? Czy potrafisz to zaakceptować i tolerować? Proszę o szczerą odpowiedż.

              • Może należałoby zacząć od kwestii elementarnej. Nie wiem jak się na to zapatruje Autor Bloga, ale dla przeciętnego zjadacza mięsa w tym kraju, takiego jak ja, zwierzęta dzielą się na dzikie i domowe. Różnica polega na tym, że te pierwsze człowiek powinien zostawić w spokoju. Tak rozumiana „dzikość” zwierząt jest traktowana jako nasze, wspólne dobro. Rozum niezmącony regulaminami PZŁ
                domaga się, aby strzelanie do dzikich zwierząt było czymś wyjątkowym. Wymagającym szczególnego uzasadnienia, argumentów niewątpliwych, potrafiących wyjaśnić na czym dokładnie polega konieczność takiej ingerencji. Konieczność stanowi ostateczny i nieprzekraczalny punkt wyjścia. Tylko z niej można wywieść upoważnienie do uprawiania polowania (winno być: odstrzału redukcyjnego czy sanitarnego).

                Na drugim biegunie mamy rozum myśliwski. Tutaj upoważnieniem są chęci, możliwości. Słowem, myślenie w kategoriach partykularnego interesu. Strzelam do kaczek bo „korzystam sobie z odnawialnych zasobów przyrody”. I wystarczy.

                I dlatego każdy myśliwski propagandysta rezygnuje z rozróżnienia na dzikie i domowe. Chce koniecznie rozmawiać o kurach i królikach.

                • Kochany Rolniku!
                  Wspomniałem o kurach i królikach, ponieważ nasza szanowna przedrozmówczyni uznała, że rozumie zabijanie zwierząt z powodów konsumpcyjnych, a mimo to nie godzi się na zabijanie zwierząt łownych.
                  Szanuję Twój podział na zwierzęta ,,dzikie” i domowe. Dla mnie jednak trąci to Orwellowskim ,,Folwarkiem zwierzęcym” gdzie dzielono zwierzęta na równe i ,,równiejsze”.(nota bene ciekawa lektura choć polityczna). Pozwól, że dla mnie wszystkie zwierzęta pozostaną równe i zabijanie kór i królików będę traktował na równi z zabijaniem dzikich kaczek,dzików,saren,zajęcy, szczurów,much,pająków itd… Uważam skromnie, że takie stawianie sprawy jest bardziej uczciwe, sprawiedliwe i humanitarne. Swoją drogą jeśli jesteś rolnikiem, to czy nie przeszkadza Ci, że zwierzęta ,,dzikie” zjadają i niszczą pracę Twoich rąk i pozbawiają Cię części dochodów? Nie trakyujesz ich jak szkodniki?

  22. @Sterubek
    Istnieje ogromna różnica pomiędzy zabiciem zwierzecia z pewnego rodzaju konieczności, a zabiciem go wynikającym z chęci i zrobienie tego z przyjemnością. To jest zasadnicza róznica i powód dla którego człowiek nie skażony propagandą myśliwych odbiera ich hobby jako barbarzyństwo. Możesz zahaczać tu o semantykę, filozofię, etykę i gospodarkę zasobami, ale to naprawdę jest bardzo proste – chodzi o wybór i motywację z powodu której dochodzi do zabicia zwierzęcia. Dla myśliwych to hobby i przyjemność.

    • Obiecuję,że to mój ostatni wpis.Nie jestem łowieckim propagandystą.Moje wypowiedzi nie miały na celu obronę myśliwych. Ja też uważam, że zabijanie zwierząt dla przyjemności to barbarzyństwo i sadyzm. nieważne, czy zabija myśliwy, rzeźnik,deratyzator czy ktokolwiek inny. Jeżeli czerpie z zabijania przyjemność, to po prostu sadysta.
      Wiem, że nie przekonam Was do moich racji, dlatego nie będę wyjaśniał moich pobudek, dla których zostałem myśliwym, tym bardziej, że jest to moja bardzo osobista i intymna sprawa o której nie wypada pisać publicznie.
      Chcę tylko abyście nie wrzucali mnie do jednego worka z ,,pijanymi Heńkami strzelającymi do wszystkiego co się rusza”, bo ja nie poluję pod wpływem alkoholu (oprócz tego, że to zabronione, prawdopodobnie po pijanemu nic bym nie trafił) i nie strzelam do wszystkiego, przestrzegając planów łowieckich i kalendarza polowań. Nie spotkałem na swej drodze myśliwego, który po pijanemu jedzie na polowanie.
      Nie twierdzę, że to niemożliwe. Zdaję sobie też sprawę, że w środowisku myśliwych mogą trafiać się sadyści, którzy zabijają dla samej przyjemności odebrania życia zwierzęciu. Ja jednak nie nazwałbym ich myśliwymi, a już na pewno nie moimi kolegami po strzelbie.
      Proszę tylko abyście nie uogólniali Waszych poglądów i zapatrywań na łowiectwo przez pryzmat kilku odsetek pijanych o sadystycznych skłonnościach myśliwych.
      Wasze opinie przypominają mi ogólnik typu – skoro pijany kierowca wjechał na przystanek i zabił kilka osób, tzn. że wszyscy kierowcy, to pijacy i mordercy. Podobnie z z kibicami piłki nożnej, lekarzami karetek pogotowia itd…
      Nie wyrabiajcie sobie zdań o jakiejś grupie społecznej na podstawie niewielkich incydentów spowodowanych przez jej członków. Siema!

      • Tu nie chodzi o pijanych Heńków i „czarne owce”. Wyobraź sobie, że losowy Heniek w centrum miasta nagle zaczyna „polować” na wolnożyjące koty albo gołębie. Wstaje w niedzielę rano, zabija kilka („humanitarnie”) a potem na FB wrzuca foty pełen samozachwytu ze szczątkami tych zwierząt.

        Załóżmy, że to alternatywna rzeczywistość w której ten Heniek robi to w zgodzie z prawem, a po pewnym czasie coraz więcej osób to robi, zaczynają się łączyć w grupy, i nagle budzisz się w rzeczywistości w któej na bezdomne koty dla „sportu i tradycji” poluje 100 tysięcy osób w skład których wchodzi też bardzo duża liczba osób w rządzie.

        Ew. wyobraź sobie zrzeszenie które idzie na deal z ubojniami i płaci ubojniom za możliwość zabijania u nich krów i świń. Dla sportu i żeby czerpać z tego jakieś dziwne spełnienie. Oczywiście racjonalizując to sobie na wszystkie strony i przedstawiając to jako swojego rodzaju pożytek. Który nawet jeśli jakiś wydumany by był, to nadal Ci ludzie z własnej woli, wyboru i dla rekreacji zabijaliby zwierzęta i płacili za możliwość robienia tego.

        To byłyby chore sytuacje. A myśliwi się dziwią, że ktoś się czepia ich hobby.

        Ja naprawdę już prościej nie potrafię wyjaśnić dlaczego hobbystyczne myślistwo to coś, co dla człowieka nie traktującego zwierzęta przedmiotowo, jest barbarzyństwem. A w Polsce dodatkowo zupełnym absurdem biorąc pod uwagę autonomię PZŁ i wpływy myśliwych w rządzie.

      • Ps. Podbudował mnie dziś swą wypowiedzią mój osiemnastoletni syn, który chciał wbić się na kompa i widząc wpisy na blogu skomentował to w swój nastoletni sposób: ,,Po co Ty czytasz tych debili?”
        Cała nadzieja w normalnej młodzieży!!!

        • Normalnej czyli wypranej z empatii, tak?
          Kolego Sterubek, kogo Ty chcesz okłamać pisząc, że nie polujecie dla przyjemności? Masz nas za naiwniaków nie potrafiących korzystać z internetu czy co? Wystarczy wejść na pierwsze lepsze forum myśliwskie żeby napatrzeć się na Heńków z uśmiechami na twarzy pozujących nad stosami ubitej zwierzyny. I poczytać stosy wpisów typu- to był dobry dzień bo ustrzeliłem tyle a tyle zwierząt i od razu mi lepiej.

        • O, w końcu wyszło szydło z worka. Na tym Sterubek dyskusję zakończymy i się pożegnamy, choć jestem lekko zawiedziony – zaczęło się dosć przyjemnie i rzeczowo.

          Pozdrawiam potomstwo, ma zadatki na otwartego, wartościowego i „normalnego” człowieka.

  23. Nie dawno słuchałem dyskusji w radiu, z myśliwym, wyglądała tak:
    - dlaczego zabijacie ptaki ?
    - bo robią szkody rolnikom (sic),
    (…)
    - a bażanty ?
    - lubię rosół z bażanta !
    - a cieszy się pan jak zastrzeli bażanta ?
    - ja się cieszę od rana, cały czas, na ten rosół…

    Jaśnie Wielmożny Panie Sterubku, uprzejmie wyjaśniam, że niektóre zwierzęta dzikie, które zjadają moje plony, traktuję rzeczywiście jak szkodniki. Ba, nawet sam stawiam zwyżki. Tylko że ostatnio te zwyżki stoją puste, na co mnie smutek ogarnia. Tak się dziwnie składa, że jak miłośnicy rosołu z bażanta rozpoczynają te swoje „introdukcje” , to myszołowy gdzieś znikają.

    • Jak pan wspomnial o myszolowach, przypomina mi sie klusownictwo gamekeeperow w UK na ptaki drapiezne, a w szczegolnosci na myszolowa, ktory wg gamekeeperow zmniejsza poglowie bazantow. I nie tak dawno DEFRA planowala tepic myszolowy celem ochrony bazantow. Co bylo podwojnie bladysynskie, bo 1) to najgorsza forma ochrony (zabijanie jednego gatunku celem ochrony drugiego), a 2) myszolow w UK jest rodzimym gatunkiem, a bazant jest obcym, w zasadzie inwazyjnym szkodnikiem. Na szczescie Brytole wybili ten debilny plan z glowy (sadze, ze problem szarogesienia osob pochodzenia imigracyjnego ma z tym zwiazek).

      • Tez sluchalem tej audycji. Z poczatku koles mowil sensownie i wykazal normalne podejscie do lowiectwa (tak, lubie polowac. Poluje dla miesa i tylko te, które mi smakuja), ale potem tak gadal bez sensu, zaprzeczal sam sobie, kiepsko argumentowal niektore sensowne dzialania mysliwych i tak sie gubil, ze az szkoda mi go bylo.

  24. Jestem w szoku to co zobaczylam i przeczytalam ,to okropne i juz teraz wiem dla czego tak duzo ustaw dotyczacych myśliwych lądowało w koszu lub nie podpisywał ich prezydent ,gdyz on sam bral udzial w polowaniach ,teraz sie ciesze ze nie wygral wyborow ,dla mnie to jest bardzo niski poziom ludzi strzelających do niewinnych zwierząt ,bandyta jak przeskrobie to ma wyrok w zależności od popełnionego czynu ,a za co wyroki smierci mają zwierzęta ,jeżeli tylko chcą zyć ??????

  25. Świetny artykuł, głębokie zrozumienie tematu. I zgodnie z treścią, myśliwi nic nie pojęli…ale walczą ;-)
    Cóż „gdyby głupiec zrozumiał, że jest głupcem to musiałby przestać nim być…” ale nie zrozumie, bo jest głupcem.
    Pozdrowienia, będę zaglądać.

  26. Drogi Animalusie! Chcę Ci podziękować. Za Twój upór i cierpliwość. Za próby merytorycznej dyskusji, której nie da się prowadzić z myśliwymi, o czym się osobiście również przekonałam. Mam jednak wiare, że kropla drąży skałę, a przede wszystkim, że ludzie coraz częściej opowiadają się za ochroną, a nie regulacją. Życie jest prawem niezbywalnym. Serdecznie pozdrawiam

  27. 1lisek wydusił 20 kur i 30 kaczek za 1 noc… jedną tylko porwał i zjadł. dokarmiać liski żeby nie zabijały dla przyjemności. Życie jest prawem niezbywalnym. lisek morderca !!!!!!!!!!!!!!!!!!!! i co wy na to???????????

  28. proponuje ekologom dokarmiać zwierzynę zimą wiosną latem i jesienią żeby nie chodziły głodne. płacić rolnikom odszkodowania za zniszczone uprawy, wybudować siaki zabezpieczające drogi, paśniki itp. – ze swojej kasy! policzyć ile potrzebują pożywienia dla zwierzyny w tym roku, pomnożyć to razy 3 lub 5 lub 8 na następny rok, i tak co roku bo zwierzyny będzie przybywało – zwierzyna nie redukowana rozmnaża sie bardzo szybko. wsiąść sie do roboty a nie gadać jak to im zwierzątek szkoda zajadając sie przy tym schabowymi. na początek proponuję każdemu przygarnąć pod dach gniazdo szerszeni bo to też zwierzątka, a jak nie to po niedźwiadku małym. rok lub dwa i skończy się biadolenie – ekolodzy zaczną sami strzelać do zwierzątek…….

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.