3 Komentarze

  1. Też miałem okazję opiekować się małym gryzoniem, tyle że wiewiórką. Przynieśli ją parkowcy, a mnie naszła taka straszliwa wena, że nazwałem go… DaM DAM dam: Wiewiór. Tak… No więc, wiewiór żył sobie w domu ( w środku lasu), zajadając się biszkoptami, orzechami włoskimi i kozim mlekiem, ale pewnego dnia uciekł. Dzień później przyniósł go TPNowiec, od którego usłyszałem, jak Wiewiór naruszył prywatność klientów herbaciarni w dolinie strążyskiej, bowiem ponoć skoczył na jakąś sz. Panią, biegał po garnkach z bigosem, oraz pił herbatę komuś z kubka. Później uciekł na stałe, a jak podejdzie się do punktu biletowego w dolinie strążyskiej, latem można spotkać natręta, który jest karmiony orzechami laskowymi przez biletera i turystów :D

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.