Łódzkie ZOO

Spędziłem rok w łódzkim ogrodzie zoologicznym – na różnych działach i w różnych rolach, począwszy od wolontariusza, przez praktyki studenckie po etatowego opiekuna zwierząt. Zobaczyłem jak funkcjonuje od kuchni i przez to stałem się przeciwnikiem polskich ZOO. Łódzki ogród zoologiczny to siedlisko absurdów, w którym głównym poszkodowanym są zwierzęta. Dzisiaj opowiem Ci dlaczego.

 

1

 

Gwoli wyjaśnienia – zdecydowałem się o tym napisać głównie z 2 przyczyn.

1) Poruszony w tej notce aspekt jest czymś bulwersującym a ogół społeczeństwa nie ma o nim pojęcia. Zarządzający za to nie zauważają w nim nic złego i taki stan rzeczy będzie trwał dopóki ktoś w końcu nie krzyknie „Król jest nagi!”. Najwyraźniej padło na mnie.

2) Ktoś po lekturze moich notek o pracy w ZOO może uznać, że to świetna praca w świetnej instytucji i pójść tą drogą. Po czym się z rozczarowaniem odbić. A ja miałbym moralniaka.

 

2

 

Zacząć trzeba od tego, że zwierzęta zawsze były moją pasją – a szczególnie duże kotowate. Zawsze chciałem z nimi pracować i jedną z możliwych opcji było łódzkie ZOO, jako iż w pewien sposób w tym mieście akurat utknąłem.

Problem polegał na tym, że nigdy nigdzie nie mogłem natrafić na ogłoszenia o pracę w tamtym miejscu. Uznałem to jednak za wytłumaczalne – w końcu chodzi o opiekę nad dzikimi zwierzętami. Nad często bardzo niebezpiecznymi, do tego zagrożonymi, bezcennymi gatunkami. Wydawało się logiczne, że ZOO pracowników znajduje w środowisku branżowym, hermetycznym światku biologów, zoologów i ludzi z wysokimi kwalifikacjami, których jako człowiek z lekko zawirowanym życiem nie posiadałem.

Wiedziałem jednak, że istnieje metoda aby w tym środowisku zaistnieć, dać się poznać, i być może dzięki temu otrzymać tam zatrudnienie. Metodą tą był wolontariat, na którym spędziłem kilka miesięcy, a dzięki któremu ostatecznie udało mi się dostać etat na dziale ssaków drapieżnych, przy wymarzonych lwach, tygrysach i gepardach.

 

44

 

Przez cały okres wolontariatu i na początku etatu miałem różowe okulary. Wolontariat odbyłem na dziale dydaktycznym (o którym tutaj), a który jest działem dość odosobnionym od reszty ZOO i ma pod opiekę zwierzęta „dydaktyczne” – oswojone i dość pospolite. Dział ten jest najnormalnieszym w całym ZOO i jego kierownicy faktycznie się tymi zwierzętami przejmują, dlatego oprócz nielicznych czerwonych flag, nic nie zaburzało mi pozytywnej wizji tego ZOO, nadal jawiło mi się to jako enklawa pasjonatów, nibylandia, w której w końcu mogę spełnić marzenia.

Różowe okulary spadły mi po przejściu z działu dydaktycznego na dział ssaków drapieżnych. I nawet dokładnie pamiętam wydarzenie, po którym sobie uświadomiłem, że coś tu nie gra. To była sytuacja jedna z wielu, ale tę opiszę, bo była przełomowa.

Surykatkom zawiodły implanty antykoncepcyjne. Któregoś dnia po wejściu rano na wybieg znaleźliśmy małe, różowe fasolki – noworodki surykatek.

 

553

 

4 żywe i 3 martwe. U surykatek potomostwo może mieć jedynie dominująca samica – jeśli rozmnoży się któraś z niższych w hierarchii, to młode są zabijane przez samicę alfa a czasami również atakowane przez resztę stada.

Żywe były pod opieką samicy, ale nie wiedzielśmy czy to dominantka, czy nie. 7 młodych to za dużo jak na miot surykatki, dlatego możliwą opcją było to, że martwe były innej samicy. Miałem za zadanie co jakiś czas zaglądać do surykatek i badać sytuację.

Za którymś wejściem okazało się, że stado dorwało się do młodych – samica w swojej „budce” miała pod opieką tylko 2, a pozostała dwójka leżała na środku wybiegu, nie ruszając się.

Nie jestem weterynarzem, więc nie potrafiłem ocenić czy są już martwe, czy właśnie są na skraju. Były jeszcze różowe, leżały pod lampą grzewczą więc były ciepłe. Miały za małe ciałka żebym mógł ocenić czy unosi im się klatka piersiowa, nie mogłem też ocenić czy mają puls czy nie.

Wiedziałem, że o ich życiu mogą tu decydować minuty – zadzwoniłem więc do specjalistów, lekarzy weterynarii łódzkiego ZOO. Nikt nie odbierał. Jest to jeden z absurdów tego ogrodu – nie istnieje w nim coś takiego jak służbowe telefony komórkowe na działach. Są tylko stacjonarne. Jeśli veci są właśnie gdzieś w ZOO, to jedyne co można zrobić, to iść ich po tym ZOO szukać, często z niewielkimi szansami znalezienia.

Jeśli małe właśnie dogorywały, to szukanie vetów po ZOO odpadało. Zadzwoniłem do kierownika działu małp, który akurat zastępował kierowniczkę działu ssaków drapieżnych i przedstawiłem mu sytuację. Przekazałem mu też, że nie wiem czy są martwe, bo nie mam tu możliwości tego sprawdzić na 100%. W odpowiedzi usłyszałem:

„Nie kombinuj. Nie ruszają się? Czyli martwe”

Zamurowało mnie. Zapytałem co z młodymi, bo skoro te zostały zaatakowane przez stado, to pozostałe 2 też tak skończą prędzej czy później. W odpowiedzi usłyszałem, żeby je zostawić.

„Jeśli przeżyją, to przeżyją. Surykatek i tak mamy za dużo, nie ma sensu ich brać na sztuczny odchów”

Zszokowało mnie to. Ale też jestem realistą, jeszcze jakoś mogłem to przełknąć i zrozumieć. Jakkolwiek to sobie zracjonalizować. W młodych z godziny na godzinę gasło życie. Stado je odbierało matce, maltretowało, matka je zabierała z powrotem i tak w kółko. Było coraz bardziej wiadomo, że one po prostu nie przeżyją. W momencie w którym byłem tego pewny, zapytałem kierownika czy może je po prostu uśpić – nie przeżyją tego a przynajmniej skróci się im agonię. Odmówił.

 

2234234

 

Po tym wydarzeniu łudziłem się, że może to po prostu on. Że to jakaś czarna owca. Ale kolejne dni udowadniały mi, że nie. Że to nie tylko on.

Często w dyskusjach o zasadności istnienia ogrodów zoologiczny przejawia się argument, że zwierzęta są przecież pod dobrą opieką, pod okiem wykwalifikowanych opiekunów. Ale w przypadku łódzkiego ZOO nie może to być dalsze od prawdy.

Odkryłem po pewnym czasie jaki był powód tego, że nigdzie nie mogłem znaleźć ogłoszeń o pracę tam – łódzkie ZOO pracowników szuka w pośredniaku. I tylko w nim. Nie wybrzydza przy tym i oferując najniższą możliwą prawem płacę (~1200-1400 na rękę) bierze każdego, kto akurat jej szuka. Nie są to przy tym osoby, których marzeniem jest praca w ZOO, są to osoby kompletnie przypadkowe, które akurat szukają jakiejkolwiek pracy. I nie mówię tu o przypadkowości w sensie ludzie bez kwalifikacji – mówię tu o przypadkowości w sensie ludzi zdesperowanych, nie mogących znaleźć żadnej innej pracy. Biorących taką z braku laku.

Wyobraź sobie człowieka, który nie ma żadnego powodu żeby pracować w ZOO, którego pasją nie są zwierzęta, który jest tam zupełnie przypadkiem bo nigdzie indziej nie może znaleźć pracy. Idzie do zupełnie nie kręcącej go roboty, przerzucać kupy zwierząt za 1200 na rękę. I się tego trzyma, bo nigdzie indziej nie mógł się zaczepić, a tu jeszcze budżetówka i normalna umowa.

Zdecydowana większość opiekunów zwierząt w łódzkim ZOO to ludzie tego sortu.

Wiecie, kto razem ze mną opiekował się dużymi kotowatymi? Śmiertelnie niebezpiecznymi zwierzętami przy okazji bezcennymi gatunkowo jak lwy azjatyckie?

1. Były kucharz, którego po 3 miesiącach przerzucono na ten dział z ptaków. Skąd usunięto go za karmienie papug mięsem a orłów owocami. Który potrafił postawić pieniek do rąbania mięsa naprzeciwko klatki samca lwa, który jak widział mięso to dostawał szału. „Bo przynajmniej ma rozrywkę”.

2. Były ślusarz, który nie przyjmował do wiadomości, że istnieją inne metody nakłonienia zwierzęcia do przemieszczenia się niż stosowane przez niego darcie na koty ryja o treści „no idże ty sku*wysynie” przy jednoczesnym nawalaniu kijem w kraty. Który pewnego dnia bez oporów opowiedział o zamiarze porzucenia swojego domowego kota. W sensie wywiezienia gdzieś do lasu i zostawienia. „Bo jest nieznośny, skurwy*yn*”.

3. Długoletni pracownik działu, do którego wyczynów należało wypuszczenie pantery chińskiej na drugiego pracownika. Skończyło się szczęśliwie, bo tylko na naderwaniu ucha i bliznach na szyi. Ale wdała się infekcja i „ofiara” prawie się przekręciła. Nie wyrzucono go jednak ani przy tym zdarzeniu, ani gdy później zostawił otwarte drzwi na wybiegu panter gdy pantery na nim były. Drzwi prowadzące na ścieżkę dla zwiedzających. Oba wydarzenia zostały zmiecione pod dywan.

 

5235235

 

Dlaczego numer 3 nadal tam pracuje pomimo aż tak niebezpiecznych odpałów? Bo jest choć trochę rozgarnięty w porównaniu do reszty orłów. A teraz i tak jest w miarę dobrze – wg opowieści, jeszcze parę lat temu jak chciano się pozbyć kogoś niewygodnego, to w losowy dzień szło się do niego z alkomatem. Bo pili tam wszyscy. Opiekunowie śmiertelnie grożnych drapieżników.

W łódzkim ZOO większość opiekunów zwierząt to przypadkowi ludzie, którym bym nie powierzył pod opiekę chomika. Mimo że w samej Łodzi zapewne znalazłby się tysiąc osób które dałyby sobie ręce uciąć za możliwość pracy z tymi zwierzętami. Z pasji i dla doświadczenia.

Na palcach jednej ręki mogę policzyć osoby z tego ZOO, które się faktycznie nadają do pracy ze zwierzętami. Pasja to podstawa, ale potrzeba też wiedzy i pewnego zestawu cech, który u ludzi jest rzadki. I parę takich osób się tam znajdzie, ale dla dyrekcji tego ZOO znaczą tyle, co pracownicy Biedronki dla zarządu Biedronki.

 

asdasdasd

 

Są tak przyzwyczajeni do brania przypadkowych ludzi, że stało się to normą. O dobrych opiekunów zwierząt się tam nie dba – bo po co, skoro w pośredniaku jest kolejka przypadkowych osób na ich miejsce. W końcu chodzi tu tylko o sprzątanie kup i mycie boksów, prawda?

Ano nie.

Zwierzęta, którymi opiekują się osoby z przypadku, są regularnie stresowane. Na przykład drażnione dla zabawy tudzież lane wodą, żeby je przemieścić, bo skąd przypadkowy facet ma wiedzieć, że można to zrobić innymi sposobami, np. bodźcami zapachowymi? Regularny stres, zarówno u ludzi jak i zwierząt, powoduje problemy zdrowotne. Choćby osłabienie układu odpornościowego, ale i parę innych rzeczy.

Świetnym przykładem jest tu niedawna inseminacja lwów azjatyckich. Obtrąbiona na wszystkie strony w mediach.

( choćby tu
http://lodz.gazeta.pl/lodz/1,35153,15651037,Inseminacja_lwow_azjatyckich__Pierwsza_taka_w_Europie.html
)

Sukces, pierwsza taka w Europie, wow. Świetna robota. Nigdzie tylko się nie wspomina, dlaczego samiec lwa ma problemy z potencją i nie mogło to zajść naturalnie. Dla kogoś kto to wie, ten „sukces” można porównać do sukcesu wstawienia komuś sztucznej szczęki po tym, jak mu się ją wybiło.

Samiec lwa w łódzkim ZOO jest zestresowanym, neurotycznym zwierzęciem. Pieniek od mięsa z przykładu wyżej to tylko wierzchołek góry lodowej. Ten lew potrafi być dla zabawy drażniony, bo, cyt: „fajnie się wku*wia”. A tak wygląda gdy nie jest wku*wiany.

 

MAX

 

Jest regularnie stresowany, więc i psychotyczny – nie za dobrze się dogaduje z samicami, więc nie mogą być razem na wybiegu. Skutkiem tego samiec jest na wybiegu raz na 2, 3 dni, resztę czasu spędza w małym boksie.

Dopuszczany jest do samicy tylko, gdy ta ma ruje. Problem tylko w tym, że zestresowany, neurotyczny lew kryć nie będzie – a nawet jeśli to jego nasienie może nie być za dobre.

Inna sprawa, że łódzkie lwy są wszystkie rotowane na wybiegach. Bo brak kogolwiek z wiedzą, kto mógłby z tymi lwami popracować i zmodyfikować ich zachowanie na tyle, żeby trzymały się razem. W efekcie są 3 lwy, duży wybieg jeden. Lew siedzi na wybiegu raz na 3 dni, resztę spędza w ciemnym, obskurnym boksie. „Ma problemy z libido”. No qrwa, nie nowina…

 

axczxcxz

 

Problem w tym, że takich rzeczy kierowniczce tego działu się nie dało wyjaśnić. A żeby zrozumieć dlaczego, muszę przytoczyć tu historię geparda, z którym zdjęcie mam w nagłówku. Oswojonego, uroczego kota. Gepardy są najpotulniejszymi dużymi kotami i Duma nie była wyjątkiem. Gdy miała kilka miesięcy, i wielkość rotweilera, kierowniczka działu drapieżnych wchodziła do niej w grubej, puchowej kurtce. W środku lata. Brała też obstawę pracownika któremu kazała mieć w rękach kij od szczotki.

W jej oczach ten młodziutki gepard był dzikim, drapieżnym zwierzęciem. Bestią, do której wchodzenie wiązało się z ryzykiem odniesienia ran.

A było tak zapewne dlatego, że o gepardach wiedziała tyle, ile wyczytała w książce do zoologii 30 lat temu – inaczej sobie tego nie potrafię wytłumaczyć

Zabawne jest też to, że mimo iż sama jest kobietą, na jej dziale mogą pracować sami mężczyźni. Powody nieznane. Tak jak powód, dla którego na tym dziale ta kobieta toleruje wspomnianych wcześniej ludzi.

 

wac111

 

Mam też takich historii więcej, ale dla ułatwienia powiąże je ze swoimi wcześniejszymi notkami.

Gepardzica Duma (notka) – pod odchowaniu jej od małego, z butelki, młodego geparda którego rozpierała energia wrzucono na oddzielony od zwiedzajacych wybieg. Stosunkowo niewielki, na którym jedyną rozrywką były 3 drzewka na krzyż do drapania i obgryzania. Ten kot się nudził, było to po niej widać. Kombinowałem na wszystkie sposoby jakby jej tu dostarczyć bodźców. Wysunąłem pomysł piłki – kierownik zatwierdził. Po 1 dniu piłkę trzeba było zabrać, bo odleciał od niej maleńki kawałek i bano się, że go połknie. Wysunąłem pomysł dyni – akurat był sezon, więc te dynie spokojnie mógłbym za swoje pieniądze kupować i co kilka dni je dawać do zabawy. Tak, jak dużym kotom daje się do zabawy na całym świecie. Nie dostałem pozwolenia. Powód? „Może sobie zrobić krzwydę przy zabawie dynią i wtedy zrobi się burza”. Krzywdę. Dynią. Burza. I tak mikroskopijne prawdopodobieństwo absurdalnego scenariusza wystarczyło, żeby kot dalej się nudził. Prosta droga do stereotypii.

Lemury katta (notka) – kierownik małp miał ambicje żeby je ze sobą połączyć. Robił to albo nie wiedząc albo olewając fakt, że katta w naturze tworzą stada, w których samce są na uboczu a samice trzymaja się razem i samce dopuszczają tylko w dni płodne. Czyli 2-3 dni w roku. On próbował te Katta z uporem maniaka łączyć w 2 małych boksach. Efekt był przewidywalny – nie dogadywały się ze sobą. Po tygodniu prób zaczęły się tolerować, ale po lemurzemu, czyli jak w naturze. Samice siedziały w swoim, dużym boksie, samiec w małym. Tak jak były umiejscowione przy zamkniętym włazie łączącym oba boksy.

Któregoś dnia jednak kierownik przy próbie łączenia stwierdził, żeby je zamknąć na noc w nieswoich – zamienił im boksy. Terytorialnym lemurom, które i tak się nie dogadywały. Następnego dnia przy próbie łączenia samice rzuciły się na samca – z agresją. Co było jak najbardziej przewidywalne, w końcu straciły na jego rzecz terytorium i w ich oczach był intruzem. Wystarczyło im zamienić na powrót boksy i problem rozwiązany, proste. Ale nie dla kierownika działu małp. Ten przez kilka dni kombinował czemu tak się dzieje i biedak wykombinować nie mógł. A sugestie, że to przez zamianę boksów olewał i trzymane były tak, jak zarządził. Że olewał, to było w pełnie zrozumiałe. Jak przez klikadziesiąt lat trafiają tam przypadkowe Mietki z pośredniaka, to z domysłu później każdego pracownika traktuje się tam, jakby nie miał pojęcia o czym mówi.

Sajmiri (notka) – małpy sajmiri na czas remontu swojego lokum zostaly przeniesione do zastępczego. Tam były pozbawione bodźców z uwagi na odizolowanie od zwiedzających i jedna z nich zaczęła mieć oznaki stereotypii. Czyli wielki, czerwony alarm, że szybko trzeba im bodźców dostarczyć, bo niedługo wszystkie będą je miały. Problem został zgłoszony kierowniczce drapieżnych. I całkowicie olany – bo to tylko jedna małpa.

Sajmiri były pod drapieżnymi, bo jak wspominam w notce o nich są nosicielami wirusa opryszczki sajmirzej (herpes saimiri). Kompletnie nieszkodliwy dla nich i dla ludzi, zabójczy dla innych małp. W praktyce zakłada się, że każda sajmiri jest jego nosicielem – te w niewoli także, bo żeby całkowicie wyeliminować ryzyko zarażenia, trzeba by noworodki natychmiastowo odbierać matkom. Czego się nie robi. Kierownik małp jednak z uporem maniaka upierał się, że są z niewoli, więc „pewnie” nie mają. I potrafił kazać pracownikom małp je odłapywać, gdy był na zastępstwie na drapieżnych. A potem chłopaki bez prysznica i zmiany ciuchów szli z powrotem pracować przy małpach, które ten wirus mógł zabić w 24 godziny. W 24 godziny mogła pójść cała lewa strona łódzkiej małpiarni – bo tak akurat są rozłożone tamaryny i marmozety w łódzkim ZOO, czyli małpy podatne za zarażenie. Ale dla niego jego „pewnie nie mają bo z niewoli” wystarczyło, żeby ryzykować wybicie połowy małpiarni. Czasami nie wiedziałem, czy to przez ignorancję, czy też to jest jakiś dziwny plan celowego ich wybicia. Bo jeśli ignorancja, to musiałaby być ogromna.

Samica fenka (notka) była odchowana z butelki, ręcznie przez człowieka. I na poddziale który zwierzęta wychowywał (a robili to kierownicy) latała sobie jak chciała. Full bodźców, codzienny kontakt z człowiekiem. Gdy podrosła została przeniesiona do osobnego boksu – oddzielona od zwiedzających i innych fenków. Zero bodźców. Nikt nie widział problemu i niebezpieczeństw z tym związanych.

I wiele innych. A to decyzje kierowników – to co robili zwykli pracownicy przerażało. Były kucharz na drapieżnych potrafił niedźwiedziom sprzątać odchody metalową szufelką, którą w chwilę później, nie myjąc, wybierał im z koryt resztki jedzenia. Z koryt, których później nie mył. Na sugestie, że może już pomijając mycie, może by chociaż zmienił kolejność sprzątania żeby im nie pakować ich własnej kupy do koryt, stwierdził „no ale po co”.

Małpom sajmiri regularnie wrzucali do misek jabłko jako bazę pokarmu – mimo że sajmiri jabłek nie jedzą. Mają również problemy z jedzeniem gdy miska jest na ziemi, bo i w naturze i w niewoli 98% czasu spędzają nad ziemią. Schodzenie na ziemię je stresuje – i liczby 98% nie wziąłem z kosmosu, tylko z opracowań behawioralnych, została wyliczona. Co mają jabłka z tym wspólnego?

Wrzucali im do misek jabłka, sajmiri miskę z jałbkami zrzucały z wysokości bo ich nie jedzą, jałbka się rozsypywały. Więc zaczęli im miskę kłaść na ziemi – „bo brudzą i trzeba sprzątać”. Jak u Barei. Nie wyłączenie jabłek z diety. Nie.

Niedźwiedzie malajskie są na noc zamykane do boksów – w starym, obrzydliwym budynku który służył jako bunkier w czasie II wś. W bunkrze jest kilka połączonych ze sobą maleńkich boksów. Niedźwiedzie siedzą tylko w 2, reszta jest pusta – w liczbie 5. Czemu nie są oddane im do dyspozycji pozostałe? „Bo za dużo syfu do sprzątania”.

Ślepej małpie kładziono ruchome robaki luzem, zakładając chyba, że sobie je znajdzie na słuch.

Dumie, która miała problemy z trawieniem dali kiedyś pokarm razem z sierścią, którym mogła się zapchać, co skończyłoby się tragicznie. I równolegle obok, dorosłym, zdrowym gepardom pokarm bez sierści. Bo po co się przejmować?
W pojemnikach na wodę zresztą regularnie znajdowałem resztki mięsa – odbarwione, leżące w nich od kilku dni. Bo pracownicy jedynie dolewali im wodę zamiast zajrzeć do kuwety i w razie potrzeby ją wymienić

Te wszystkie rzeczy wynikają nie tylko z braku wiedzy – wynikają ze zwykłego niedbalstwa. Jeśli do pracy ze zwierzętami trafia ktoś, kto nie szukał takiej pracy i traktuje ją jak „robotę” to nie będzie się opiekował zwierzętami tylko będzie odbębniał to, co jest do zrobienia, kompletnie nie mając na uwadze dobrostanu tych zwierząt.

 

adasd

 

Historie mógłbym mnożyć, dosłownie mógłbym o nich napisać książkę „1001 bulwersujących anegdot z łódzkiego ZOO”.

Dlaczego łódzkie ZOO to robi? Dlaczego bierze kompletnie przypadkowe osoby z pośredniaka, do bardzo odpowiedzialnej pracy o której marzą rozgarnięci ludzie z pasją?

Jednym z powodów jest zapewne to, że pośredniak płaci przez 3 miesiące pensje po zatrudnieniu. Ale powodem pobocznym może być właśnie to, że beton który zarządza ZOO siedzi jeszcze jedną nogą w PRLu. Beton, dla którego szukanie ludzi w pośredniaku do pracy ze zwierzętami to coś kompletnie normalnego i główny sposób szukania pracy, tak, jak było to w latach 90tych i wcześniejszych.

Kompletnie nieświadomi faktu, że w drugiej dekadzie XXI wieku pośredniak to już ostateczność. Że teraz pracy szuka się przez internet, ogłoszenia i znajomych. Że do pośredniaka idą kompletnie zdesperowani ludzie w sytuacjach w których wszystko inne ich zawiodło, często „cyfrowo niepiśmienni”, dla których Internet to czarna magia. Jeśli ktoś się nadaje do pracy ze zwierzętami i szuka pracy w ZOO, to pośredniak będzie ostatnim miejscem, o którym pomyśli, za to roi się w nim od ludzi którym nie powinno się powierzać zwierząt.

 

afasfafsasasf

 

Losowy człowiek mający komuś powierzyć swojego psa czy kota na miesiąc (bo np urlop) nie powierzy go przypadkowej osobie bez kompletnie żadnych kwalifikacji. A tym bardziej ludziom po podstawówkach, bo takich też w łódzkich ZOO da się znaleźć.

Czemu więc zwierzęta, urodzone w niewoli, bezcenne gatunki są powierzane pod opiekę pierwszym-lepszym ludziom z  pośredniaka?

 

zxczcas

 

Jednym z powodów może być to, że osoby decyzyjne w tym ZOO trafiają tam też z pośredniaka, albo są to byli pielęgniarze zwierząt – którzy byli na tyle bystrzy, że dochapali się pagonów. Jeśli więc osoba bez pasji i nienadająca się do pracy ze zwierzętami, traktująca je jak biologiczne maszyny, które mają dostać jeść, pić i mają być zdrowe żeby ładnie wyglądały i się rozmnażały (notka: tu), decyduje o tym, kogo przyjąć jako opiekuna zwierzęcia, to też będzie jej wystarczał ktokolwiek. System poroniony od góry do dołu, sprawiający, że te zwierzęta żyją w stresie, złych warunkach i pod marną opieką.

Tak jak wspomniałem, są w tym ZOO ludzie, którzy się do tego nadają – część też z przypadku, w pewien sposób się tam odnaleźli i gdybym kiedyś miał otworzyć prywatne ZOO, to bym ich zatrudnił, dmuchał na nich i chuchał. Bo ludzie nadający się do pracy ze zwierzętami to niewielki odsetek populacji.

Ale ZOO traktuje tych ludzi tak samo, jak traktuje przypadkowe osoby z pośredniaka. Jak śmieci, bo przecież łatwo ich zastąpić. Ludzie z pasją, chcący pracować np. z danym rodzajem zwierząt to dla nich abstrakcja, bo tacy do łódzkiego ZOO generalnie nie trafiają. Więc np. pracowników się na prawo i lewo rotuje, bez pytania ich o preferencje. I bezmyślnie. Na dział ptaków trafiła osoba z ornitofobią – i nie jest to przesada. Któregoś dnia dorosły facet rozpłakał się przed wejściem do klatki z orłanami. Na dział małp, gdzie przez idiotycznie skonstruowane włazy trzeba się do boksów prawie wczołgiwać, trafił facet o wzroście 2 metry. Jak tam wchodził – nie mam pojęcia.

I nie chodzi tu tylko o rotowanie opiekunów zwierząt – któregoś dnia utonąłem w oparach absurdu, gdy pan techniczny, człowiek od wbijania gwoździ i wymiany żarówek w ZOO, przy okazji rozmowy o lwach rzucił mi „pracowałem na drapieżnych przez 2 lata”. Pan techniczny z ZOO.

 

afasf

 

Czasami do tego ogrodu zoologicznego trafiają pasjonaci z wiedzą, często właśnie zaczynając od wolontariatu albo praktyk studenckich. Ale najczęściej się od tego miejsca odbijają. Tym bardziej, że wg osób decyzyjnych, przyzwyczajonych do przypadkowych ludzi z pośredniaka, każdy nowy pracownik jest w domyśle idiotą, który nic nie wie.

A rzeczy, które powinny być normą w takim miejscu są traktowane jak podejrzane dziwactwa. Ot choćby miałem sporo problemów przez to, że czasami wychodziłem z pracy pół godziny czy godzinę później. Bo przypadki z pośredniaka traktują tę pracę jak pracę w fabryce czy hipermarkecie, i choćby się waliło i paliło, to oni z pracy wychodzą punkt 15:30 i jest to w tym miejscu standard. Jeśli kiedyś będziesz w Łódzkim ZOO, to idź na tył budynku małpiarni o 15:25 – niedaleko jest wyjście dla pracowników. Zobaczysz falę wylewającą się ze wszystkich budynków, i z zegarkiem w ręku wychodzącą o 15:30. Łącznie z kierownikami działów.

Zostawanie tam dłużej, za darmo, było traktowane podejrzliwie, bo przecież czemu ktoś miałby „zostawać w robocie” dłużej niż przewidziany czas pracy. A to, że to robota ze zwierzętami, które pojęcia czasu nie znają i często wydarzało się coś losowego, przez co wypadałoby posiedzieć dłużej, wydawało się dla wszystkich abstrakcją.

 

dda

 

Dlatego ludzie nadający się do tej pracy prędzej czy później się od łódzkiego ZOO odbijają i jeśli mogą sobie pozwolić na zrezygnowanie, to rezygnują. A na ich miejsce wchodzi kolejny przypadkowy człowiek.

Nie wiem co by się musiało stać, żeby sytuacja się w tym ZOO zmieniła. Nie umiem sobie nawet wyobrazić, jak można by tam uzdrowić obecny stan rzeczy. Chyba jedyne co by go zmieniło, to wywalenie 90% osób z tego ZOO i zastąpienie ich innymi. Co jest rozwiązaniem utopijnym. Nierealnym.

Jedną z dróg jest wspieranie inicjatyw, które mają na celu jakiekolwiek zmiany w polskich ogrodach zoologicznych, jak np te dwie:

Szczecińska Inicjatywa na Rzecz Zwierząt BASTA!
http://www.basta.xand.pl/o-nas/

Nie chodzę do ZOO
http://www.polskiezoo.info/

Problem w tym, że ich działania niewiele dadzą dopóki sami zarządzajacy ogrodami zoologicznymi nie zrozumieją w czym jest problem. A problem jest m.in w przypadkowych ludziach na stanowisku opiekunów i często też kierowników – to leży u podstaw innych problemów jak brak bodźców dla zwierząt prowadzące do stereotypii, ich poziom stresu czy fatalne rozwiązania architektoniczne w postaci bezmyślnie skonstruowanych wybiegów czy ich elementów.

Za każdym razem jak widzę w dyskusjach o ZOO argument, że zwierzęta tam mają dobrze pod okiem fachowców, to chce mi się wyć. Ale teraz przynajmniej będę mógł dawać linka do tej notki.

Naocznie poznałem tylko realia łódzkiego ZOO. Ale myśląc o przeniesieniu się do innego zacząłem wnikać w sytuację w pozostałych ogrodach zoologicznych Polski, i jeśli wierzyć przekazanym mi opiniom, a im wierzę, to taka sama sytuacja jest w większości ZOO w tym kraju. Absurd. Bareja.

I tylko zwierząt szkoda.

 

 

UAKTUALNIENIE Maj, 2015: Powyższy tekst został napisany we wrześniu 2014 i wywołał spory szum. Sporo rzeczy się zmieniło w łódzkim ZOO od tamtego czasu, i wpis wyżej może być nieaktualny w momencie w którym go czytasz. Jeśliś ciekaw jak historia się potoczyła, to szum chronologicznie poniżej. Kliknij, żeby otworzyć nowy wpis.


http://animalus.blog.pl/2014/09/30/wstrzasy-wtorne/


http://animalus.blog.pl/2014/10/01/wyksztalcenie-posredniak-motywacja/


http://animalus.blog.pl/2014/10/03/zdalnie-sterowane-surykatki/

http://animalus.blog.pl/2014/10/23/zoo-epilog/


http://animalus.blog.pl/2015/01/07/wiatr-zmian/

Co zmieniło się po roku od notki wyżej: http://animalus.blog.pl/2015/09/29/czochraki-dla-swinek-czyli-lodzkie-zoo-po-roku/

245 Komentarze

  1. To jest właśnie zasługa państwa opiekuńczego czyli socjalnego, rozwiązanie jest proste – gdyby nie było pośredniaków – nie brałoby się bezmyślnych gamoni chętnych do pracy za minimal. Wtedy trzeba by było troszkę ruszyć głową jak znaleźć pracę. Tak działa każda struktura w Polsce czy to jest ZOO czy Urząd Skarbowy – zawsze kierownictwo stoi jedną nogą w PRL-u a pracę ma po znajomości lub dziedziczy ją po tatusiu czy ciotuni, która w PRL-u strzelała z ucha to zrobili ją kierowniczką. Ten kraj jest przegnity od podstaw. Dopiero jak całe pokolenie, które żyło w PRL-u wymrze to coś zacznie się zmieniać – przykre, ale niestety prawdziwe. Do tego czasu zarówno zwierzęta jak i ludzie będą się męczyć w tych warunkach.

  2. Czytam i płakać mi się chcę. A byłam taka dumna z naszego ZOO. Dobra robota chłopie. Musisz liczyć się z tym, że zacznie się na Ciebie nagonka, ale widać, że odważny z Ciebie facet. Trzymaj tak dalej, cała Łódź za Tobą stanie.

  3. Goraco Cie wspieram i oby wiecej ludzi takich jak Ty. Licze ze dobiorą się do tyłków wlasciwym osobom i ze zmieniona zostanie cala kadra zarzadzajaca Zoo. Trzymam kciuki.

  4. Powinien napisać Pan o tym do gazety, to jest temat na pierwszą stronę.
    Może wtedy coś by się posunęło w dobrym kierunku w tej sprawie.
    Pozdrawiam

  5. Jestem tego samego zdania co Animotka powinno to trafić do gazety i do mediów, żeby nagłaśniac to co tam się dzieje i zapewne w wielu miejscach w Polsce. Ja nigdy nie pójdę do zoo, bo dla mnie jest to miejsce, gdzie zwierzęta nie są szczęśliwe. Nie mam zamiaru pokazywać dziecku takiego życia dla tych zwierząt. Lepiej włączyć film kręcony w naturalnym środowisku tych zwierząt.

  6. To o czym napisałeś ciągnie się latami, a personel zarządzający placówką głęboko tkwi w zamierzchłych czasach… Nie oni pierwsi i ostatni, dla których zwierzęta to tylko pozycja w tabelce, przy której odhaczyć trzeba czynności do wykonania. Straszne to.
    Może jakaś petycja do Prezydenta Miasta o zbadanie sprawy. Wydaje mi się że sporo ludzi by się pod nią podpisało.
    Jako dziecko, strasznie lubiłam wycieczki do ZOO, teraz mam swoje potomstwo, z którym wielokrotnie odwiedziłam ogród przy ul. Konstatynowskiej. Za każdym razem chodząc alejkami, przypatrując się zwierzętom – szczególnie drapieżnikom kotowatym – widziałam po nich, po ich oczach, że brakuje im bodźców. Gepardy w tych ciasnych boksach, bo trudno to nazwać wybiegiem, leżą na „półce”…nuda!
    Dzięki Tobie już wiem, czemu lew jest sam na skarpie, a lwica w boksie…
    Pamiętam pawiany na pierwszym wybiegu zaraz przy wejściu do ogrodu zoologicznego – i tłum zwiedzających karmiący zwierzaki przekąskami typu chipsy, chrupki smakowe, paluszki. Kiedy zwróciłam uwagę grupie, że nie wolno, że inna dieta obowiązuje zwierzęta, o mało nie zostałam pobita…bezcenne powiedzenie głupich nie sieją – sami się rodzą.

  7. Hej, chciałem tylko przekazać, że nie w każdym ogrodzie zoologicznym tak jest. Nawet nie jestem do końca przekonany, że w większości. Jestem byłym pracownikiem ogrodu zoologicznego w Gdańsku Oliwie. Pracowałem tam na 2 działach, najpierw kopytnym pól roku, potem trzy lata na dziale drapieżnym. Fakt faktem, większość pracowników tam zatrudnionych to czyiś znajomi, rodzina etc. ale dużo osób odnalazło się w tej roli i większość pracowników, którzy tam pracują, jak najbardziej nadają się do tej roli. Ja także dostałem się do tej pracy dzięki bratu i dopiero w zoo pokochałem tą pracę, zwierzęta i pracę z nimi. Tam odkryłem że chcę się zajmować tresurą zwierząt (gdyby wymagane byłyby studia wyższe z biologii etc. to nie poznałbym swojej pasji). Obiekcje mogłem mieć jedynie do kilku osób i wybiegów a całe zoo, które jest ogromne. Dodam, że bywałem parę razy w zoo we Wrocławiu i tam także spotkałem się z poświęceniem i pasją u wielu pracowników, również nie wszystkich, ale nie ma ideałów. Do wielu rzeczy można się przyczepić i ten system nie jest idealny, ale zdecydowanie nie można generalizować i wrzucać wszystkich do jednego worka.
    Dodatkowo jestem wielkim przeciwnikiem akcji „nie chodzę do zoo”, z prostej przyczyny, jeżeli ogrody będą miały mniejsze zarobki to nie będą mogły zapewnić lepszych warunków dla zwierząt a wiele osób wewnątrz ogrodów, walczy o środki na poprawę warunków dla zwierząt. Jeżeli celem tej akcji jest zamknięcie ogrodu, to też gratuluje, gdyż skazujecie te wszystkie zwierzęta na śmierć lub przeniesienie do innych ogrodów, przez co zrobi się zbyt ciasno. Zwierzęta żyjące w ogrodach, nie są przystosowane do życia na wolności i dla wielu z niech jest już za późno na takie przystosowanie. Więc zamiast akcji nie chodzę do zoo. Proponuję złożyć podanie do miasta w przypadku publicznych ogrodów lub do zarządu zoo w przypadku prywatnych ogrodów, o przekazanie większej ilości pieniędzy na poprawę jakości życia zwierząt… i większej ilości pieniędzy na wynagrodzenia dla pracowników, nie można mieć wymagań jeżeli nie stać cię na opłacenie ich.
    Na koniec też tylko dodam, że wiele razy spotkałem się z „fanatykami” zwierząt, którzy nie do końca rozumiejąc psychikę i potrzeby zwierząt, myślał, że pomaga a robił więcej szkód dla ogrodu i zwierząt. Zatrudnianie takich osób, skończyło by się bardzo źle dla ogrodów zoologicznych. Więc bardzo bym uważał na wszystkie organizacje na rzecz zwierząt, które zazwyczaj wypełnione są fanatykami, zamiast racjonalnie myślącymi osobami. Zawsze warto sprawdzić, czy osoba wypowiadająca się posiada odpowiedni zakres wiedzy behawioralnej i fizjologicznej o zwierzętach, a także zna przepisy polskie i unii europejskiej.

  8. „Robił to albo nie wiedząc albo olewając fakt, że katta w naturze tworzą stada, w których samce są na uboczu a samice trzymaja się razem i samce dopuszczają tylko w dni płodne.” – już nawet nie będę odnosił się do literatury – wystarczy pooglądać kilka programów przyrodniczych. Większych bzdur nie czytałem… Lemury katta Tworzą grupy rodzinne, podobnie jak Surykatki. Samce żyją z samicami – to one są odpowiedzialne w głównej mierze za ochronę i obronę stada w przypadku walk międzygrupowych o terytorium. Nie wiem czy „olewa” Pan ten fakt, czy też go Pan nie przyswoił. W większości ogrodów zoologicznych lemury żyją właśie w takowych grupach i proszę mi wierzyć – samce nie trzymają się na uboczu. W Warszawskim Zoo na wyspie lemurów można zaobserwować jak samce opiekują się młodymi.
    Proszę najpierw samemu być odpowiednio przygotowanym by móc wytykać błędy innym…

  9. ciesze sie ze to przeczytalam i wiem jak jest w naszym zoo – sytuacja wyglada tragicznie przeraza mnie fakt ze ze zwierzetami pracuja ludzie którzy nie tylko nie maja pojecia o hodowli i opiece ale tak po prostu maja to gleboko w dupie tylko byle by odpieprzyc robote i zmyc sie do domu. szkoda mi tych zwierzat bo to na nich odbija sie cale to gowno a one cierpia podwójnie nie dosć ze sa w niewoli to jescze człowiek gotuje ich taki los. dobrze ze o tym napisałes i mam nadzieje ze odbije sie to szerszym echem!!! powinno sie to sprawe nagłośnić !!!

  10. Mój Drogi… Jestem w szoku, bo do dzisiaj wierzyłem że jednak nie wszystkie zoo posiadają tak złe warunki i istnieją takie, gdzie zwierzaki są pod naprawdę dobrą opieką, oraz mają dobre warunki – teraz? Zacząłem w to szczerze wątpić. Jestem wdzięczny za tą notkę i czy nie myślałeś aby iść z tym gdzieś do gazet? Ochrony praw zwierząt? Aby to rozgłosić i uratować te zwierzaki? Oraz powywalać na zbity pysk tych prostaków traktujących zwierzęta jak COŚ co niby żyje ale wcale nie czuje. etc. Nawet jeśli ten artykuł trafi do sfer wyższych to świetnie! Dobrze by było, gdybyś zawalczył, bo wiać że odważny i inteligentny z Pana gość. Pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję.

  11. Szkoda pisać do gazet – bo tylko gazety na tym zarobią a zwierzakom się nie polepszy. Szkoda, że ludzie z pasją wypalają się w tym kraju na idiotycznych decyzjach.

    Walcz dalej, kiedyś coś uda się w końcu zmienić.

    Po 10 latach w ‚budżetówce’ powiem tylko, że czasem się udaje przeforsować jakieś zdrowe pomysły. Czasem.

  12. Jest mi przykro :(
    Chciałam pracować w ZOO ale nie wiedziałam jak można dostać etat ….zostałam w szpitalu jako sanitariuszka …
    teraz wiem …będę bezrobotną ZOO da mi pracę …wstydźcie się
    Jestem miłośnikiem zwierząt mam w domu dużo i jestem wolontariuszką w FUNDACJI i nie wyobrażam sobie to co przeczytałam jak można się zachowywać do nich… Nie ogarniam …Dobrze że rzuciłeś temat na świat i pokazałeś twarz …to jest wiarygodne …co piszesz od tamtej strony … …tak nie może być .MASAKRA

  13. Potwierdzeniem tego o czym Pan pisze wydaje mi się pomysł realizowany w naszym ZOO, aby na wybieg sępów (o ile się nie mylę) wpuszczać ludzi. Był już tam jakiś incydent z rozdrażnionym ptakiem, a mnie jako laikowi – ale miłośnikowi zwierząt – wydaje się, że wpuszczanie zwiedzających na wybieg musi być mocno stresujące dla takiego ptaka. Kto to wymyślił, nie wiem, ale chyba miał gorączkę wtedy. Pozdrawiam Pana i wszystkich prawdziwych opiekunów zwierząt w Łódzkim ZOO.

  14. Maćku dobra robota:) Pewnie będą Cię ganić za to co napisałeś, ale uważam, że wszyscy powinni poznać prawdę. Byłoby świetnie jakby Twój artykuł pomógł zrozumieć ludziom, że o zwierzę trzeba dbać tak samo jak o człowieka i, że powinna to być praca dla ludzi wrażliwych, którzy kochają zwierzęta i chcą się nimi opiekować. Wszystkiego dobrego, pozdrawiam:)

  15. Przerażające i chore. Wierzyć się nie chce. Po tym artykule już moja noga w zoo nie postanie, w końcu popyt kształtuje podaż…

    • jak słusznie ktoś zauważył. Popytu nie będzie to zwierzęta stanął się zbyteczne. Albo trafią do innych ogrodów zoologicznych, gdzie nie ma dla niech miejsca, albo zostaną zabite. To nie o ludzi chodzi w tym artykule ( i nie o naszą wrażliwość), ale o zwierzęta. Warto walczyć o ich byt a nie odwracać się do nich plecami.

  16. to jest straszne i choc zwierzeta kocham to do zoo nie chodze. dla mnie wyjscie jest jedno. petycje do wladz. jesli nie o zamkniecie zoo to o przesortowanie kierownikow i obsadzenie stanowisk ludzmi kompetentnymi.

  17. Popieramy Cię w stu procentach. Rety! Czytamy i czytamy aż nam się wierzyć nie chce. To nasze łódzkie ZOO… To ZOO do którego chodziłyśmy zawsze szczęśliwe, bo myślałyśmy, że zwierzęta są pod dobrą opieką… A tu takie coś, taki wstyd… Makabra! Trzymamy z całego serca kciuki, że wygrasz tę sprawę i że w przyszłości dużo zmieni się naszym łódzkim ZOO a także pochylą się nad innymi ZOO w Polsce i wprowadzą obowiązkową kontrolę dobrobytu zwierząt a także zatrudnionych pracowników.

    Pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję za otworzenie mi oczu! Wszyscy stoimy za Tobą murem!

  18. Jestem Ci wdzięczna za ten tekst.
    Byłam przekonana o tym, że W ZOO pracuje wyspecjalizowana i wyselekcjonowana kadra. To co opisałeś wprowadza w osłupienie, naprawdę trudno uwierzyć,że takie sytuacje mają miejsce.
    Siła mediów jest ogromna, może dzięki Tobie również w tej sprawie coś się zmieni gdy odpowiednio duża ilość osób zapozna się z Twoim wpisem. Oby.
    Gratuluję postawy i dobrego serca

  19. Nie wiem co Cię tak wkurzyło , tymczasem ja też miałam przyjemność pracy w Łódzkim Zoo i tak się składa, że mniej więcej w tym samym czasie. Połowa z tego co napisałeś to bzdura. Z działu drapieżnych poznałam tylko jednego pracownika, i choć nie miał doktoratu i Bóg wie jakich kwalifikacji, to zwierzęta po prostu go kochały i tuliły się za każdym razem gdy podchodził, a on głaskał je bez obaw. Sama pracowałam w małpiarni, każdy pracownik był tam po biologii lub zootechnologii i całą uwagę poświęcali zwierzętom, bardzo się martwiąc, gdy raz lemur był ranny (sprzeczka w stadzie, która nie powinna dziwić żadnego zoologa czy hodowcy).
    Łódzkiemu zoo można zarzucić złe warunki dla zwierząt, ale to się zmienia. Stare, zniszczone i małe klatki są zastępowane przez duże wybiegi atrakcyjne dla zwierząt jako siedlisko i zwiedzających jako tło.

  20. Jest Pan zadufanym w sobie człowiekiem myśli pan ,że zjadł wszystkie rozumy . Opisuje pan tylko częściowo prawdę. Swoją prawdę !
    Oburza mnie pańskie podejście do człowieka . Człowiek z kulturą szanuje
    wszystkich ludzi bez względu na wykształcenie . Pańskie stwierdzenie ,że ludzie z pośredniaka są gorsi od takich którym rodzice zafundowali np.
    prywatną uczelnię są oburzające . Jak może pan wypowiadać się o szacunku do zwierząt gardząc ludźmi ! O stosunku do zwierząt stanowi nie wykształcenie lecz bycie człowiekiem. Współżycia ze zwierzętami nie uczą na żadnej uczelni to przebywanie z nimi i umiejętność ich rozumienia która przychodzi z czasem stanowi o tym czy człowiek nadaje się do pracy z nimi.Pan ma przerośnięte ego po roku przebywania
    w Zoo ocenia pan innych. To nieprawda ,że pracownicy bez względu na sytuację wychodzą z pracy . Wiele razy trzymałam po kilka godzin obiad na gazie w oczekiwaniu na powrót mojego męża z pracy . wiele nocy
    spędził w Zoo jak była taka potrzeba .Pozostanie po godzinach bez wiedzy przełożonego to złamanie regulaminu . Jeżeli o odpowiedniej godzinie nie opuści pan stanowiska pracy może to świadczyć o tym iż się coś się panu stało( bo to niebezpieczna praca ).Twierdzenie ,że byli pielęgniarze dochrapali się stanowisk to wierutna bzdura ,żaden taki w Łódzkim ZOO nie pracuje.To o czym pan pisze czyli szukanie pracy poprzez znajomych to kumoterstwo i w ten sposób nieodpowiedni ludzie trafiają na nieodpowiednie stanowiska. To prawda ,że długoletni pracownicy z dużą wiedzą są niestety niedoceniani.Że kierownicy nie znają się na zwierzętach , ale są kierownikami bo mają skończone studia ( nie koniecznie kierunkowe). To prawda ,że przyjmuje się ludzi znajomych z ukończonymi studiami i to właśnie ci ludzie nie nadają się do tej pracy. To prawda ,że pielęgniarze nie mają czasu na stymulowanie zwierząt bo po utworzeniu zarządu zieleni muszą wykonywać inne prace np. sprzątanie terenu ogrodu.Ogród Zoo jest jednostką budżetową i tyle można zrobić ile jest pieniędzy z budżetu . Głównym błędem zarządu jest
    właśnie to iż na stanowiskach kierowników zatrudnieni są ludzie po studiach bez żadnego doświadczenia. Jedną postawą do awansu na stanowiska kierownicze powinno być doświadczenie i znajomość zwierząt lecz nie ta książkowa. Jest źle bo rządzą tacy ludzie jak pan.Skończyli studia i wiedzą wszystko najlepiej i nie doceniają wiedzy i doświadczenia . Fachowiec to człowiek z wiedzą i praktyką. I tak było za zgniłej komuny , najpierw ciężka praca przy obsłudze zwierzą poznanie ich zachowań bo każdy osobnik nawet z tego samego gatunku jest inny.
    Pan zdaje się pozjadał wszystkie rozumy i posiadł całą wiedzę przez rok niby pracy w zoo . Nie chcę być źle zrozumiana nie jestem bezkrytyczna w stosunku do ZOO łódź , ale myślę ,że mam większą wiedzę poprzez wieloletni związek z człowiekiem pracującym w tej instytucji na tym samym stanowisku od czterdziestu lat , z wielkim zaangażowaniem i poświęceniem , uważam niedocenionym ( wykształcenie średnie zawód rzeźnik ) .Uważam ,że jego wiedza o zwierzętach jest o niebo większa niż pańska .Radzę trochę ciężko popracować , a potem krytykować.

  21. płockie zoo różni się od opisywanego. mam tam zaliczony i wolontariat i kilkunastoletnią praktykę na etacie i zaręczam, że zwierzętami zajmują się ludzie z PASJĄ, nie zawsze z wykształceniem kierunkowym – nie przeczę, ale zawsze z ogromną dozą miłości i szacunku do zwierząt, którzy potrafią właczyć internet i poczytać o gatunku, a jeśli nawet nie, to materiały dostają od kierownika i w ten sposób ich wiedza się poszerza. i nie muszą zostawać po godzinach, gdyż umieją tak zorganizować sobie pracę, by wyjść zgodnie z regulaminem. pozdrawiam.

  22. Niestety podobne sytuacje dzieją się w białostockim schronisku dla zwierząt… Mój kolega miał tam.. hmmm nazwijmy to przymusowy wolontariat i opowiadał mi takie rzeczy się włos na głowie jeży :( zwierzęta są karmione ścinkami ze sklepów mięsnych: resztki wędlin, stare parówki, inne rzeczy po terminie, zgniłe, zepsute… Naprawdę tak było, widziałam zdjęcia. Do nakarmienia wszystkich potrzeba było kilka taczek takiego ‚jedzenia’ które trzeba było obrać z folii, sznurków i innych opakowań. Ale nie zawsze się chciało… więc dostawały nieobrane! Świeża woda? Czyste miski? Dobre sobie. Smród niesamowity podobno, syf i spanie na własnych odchodach…. Agresywne psy (oczywiście z agresją nic się nie robi bo po co?) zamykane w boksach o powierzchni blatu od biurka…. a teraz najlepsze. Tydzień pracy ma 6 dni. Także w niedzielę nikogo nie ma. Zwierzęta nie dostają jeść. Nikt ich nie dogląda. MASAKRA! LUDZIE CO Z TYM ZROBIĆ??

  23. Witam ponownie. Cieszę się że jest ten blog bo jeśli wywoła dyskusje lub też jakieś działania, które przyczynią się do poprawy warunków w Łódzkim Zoo to bardzo dobrze. Zarówno zwierząt jak i pracowników.
    Uwierzcie mi wszyscy oburzeni, medal ma dwie strony. Nuda skraca życie zwierząt ale paradoksalnie w tej nudzie zwierzeta dożywają więcej niźli na jakże interesującej wolności. Nie jestem fanem ogrodów zoologicznych może dlatego że w tym trochę pracowałem a odwiedziłem kilkadziesiat innych gdzie widziałem wiele ciekawych rzeczy, które u nas „nie przechodzą” min. Kopenhaski. Słoń ma chorobę sierocą? ma, to efekt życia w niewoli i nuda…wszyscy chcą nowej słoniarni ale dopóki żyje jedyna słonica musimy z tym zyć. Kto przyjmie słonia u schyłku wieku? Odpowiedzcie sobie sami zwłaszcza że słonie tolerują tylko kilka osób a swojego opiekuna bedą pamiętały po czterdziestu latach. A bierzcie pod uwagę że nie wszyscy pracownicy są wieczni. O ile w latach sześćdziesiątych modernizowano wiele rzeczy w naszym zoo to słoniarnia wtedy była mierzona innymi kryteriami dotyczącymi powierzchni. Takie wtedy były standardy i choć zrobiono wybiegi dla drapieżników, które i obecnie spełniają wspólczesne normy z nawiązką to ze słoniami tak jest i możemy sie teraz oburzać.
    Chciałbym jeszcze napisać że nie ma podziału na pielęgniarz i opiekun. To jedno i to samo. KIedyś był pielęgniarz ale obecnie jako odpowiednik zookeepera przyjęło się opiekun, choć pielęgniarz funkcjonuje wciąż. Prawdopodobnie pochodzące od Animal Nurse doczycące obojga płci :D
    Nie mam zamiaru atakować autora bloga bo cieszę się że on jest, ale litości dział dydaktyczny nie jest stricte działem hodowlanym ..choć pasożytuje na nim :D

  24. Świetna robota!!! Jesteś profesjonalistą pełną gębą, bardzo odważny i z dobrym sercem. Cała Polska się za Tobą wstawi… Tą książkę o której wspominałeś możesz wydać w formie e-book lub zrobić jakąś dużą akcje internetową przy okazji zarobić kasę i przeznaczyć ją na pomoc dla zwierząt… Chociaż wydaje mi się że już tą wypowiedzią zrobiłeś swoje ale może watro iść za ciosem….Pozdrawiam

  25. generalnie w zoo i wszelakich przytuliskach dla zwierząt pracują ludzie ,którzy tak naprawdę nie powinni tam pracować ,zatrudniać kogos z przypadku z pośredniaka do opieki nad zwierzętami to paranoja ,to co przeczytałam przed chwilą o łodzkim zoo to poprostu makabra!!!Gdzie jest jakiś nadzór w postaci Inspekcji Weterynaryjnej,Powiatowego Lekarza Weterynarii!!!????
    Te zwierzęta mają być chronione ,a nie zaszczuwane ,zróbcie coś do cholery !!!Ci wszyscy pracownicy łącznie z Wetami powinno się wywalić mordą na pysk!!!!!Cholera

  26. Obawiam się, że w Polsce WSZYSTKO trzeba by sprywatyzować, żeby takich sytuacji było mniej… Oczywiście „prywaciarze” nie są lekiem na cale zło, niejeden pewnie chciałby tylko zarobić na ludziach i zwierzętach, których ma pod opieką, ale np, w przypadku ZOO nie pozwoliłby, żeby cenne zwierzęta narażać na choroby i śmierć z powodu niedbalstwa pracowników – nie ze względu na własna wrażliwość (choć może i to – skoro dyrektorem ZOO byłby ktoś, kto wybrał taki zawód, a nie pociotek, którego trzeba obsadzić na intratnym stanowisku, to większa byłaby szansa na człowieka z pasją), ale przynajmniej ze względu na koszta… Niestety, praca w oświacie, opowieści znajomych i rodziny pracujących w budżetówce (stabilny etat za cenę utraty godności) i ten wpis przekonały mnie ostatecznie, że w państwowych przedsiębiorstwach króluje bylejakość, nepotyzm, mania kontroli połączona z idiotycznymi wymaganiami, marnotrawstwo zasobów, bezsensowne oszczędności (ot, paradoks), biurokracja, niekompetencja i absolutny brak zamiłowania do wykonywanej pracy, niezależnie od tego, czy jest to państwowe przedszkole, szpital, ZOO, muzeum, dom dziecka czy PKP… Wiem, Ameryki nie odkryłam, po prostu przytłacza mnie to coraz bardziej…

  27. Kilka rzeczy mnie zastanawia. Może poruszył pan istniejący bądź nieistniejący problem, jednak czytając kilka artykułów na tym blogu nie potrafię stwierdzić, że jest pan do końca wiarygodny. Z tekstów i komentarzy wynika, iż w ogrodzie pracują przypadkowi ludzie, niedouczeni kierownicy i niezainteresowana problemami kadra kierownicza. To chyba lekka przesada. Poddaje pan krytyce decyzje osób z większym doświadczeniem a w kilku przypadkach (wg mnie) były uzasadnione. Podawanie jedzenia małpom sajmiri na ziemi stresuje je nie więcej niż pukanie w szybę. Podpiera się pan badaniami behawioralnymi i uważa za eksperta w dziedzinie każdego gatunku. Trochę to zabawne bo nie ukończył pan żadnego z rozpoczętych kierunków studiów przyrodniczych. Ostatnia sprawa: nie ma pan dowodów na swoje oskarżenia. Natomiast znalazłem tutaj film, który dowodzi, że jak twierdzi druga strona nie przestrzegał pan zasad bhp. Może warunki w zoo nie są idealne ale pana zarzuty wyglądają na personalny konflikt.
    I szczerze życzę Panu powodzenia w znalezieniu zatrudnienia, bo może być z tym kłopot.

    • 1) To nie lekka przesada.

      2) Badań dokładnych o kolokwialnie ujmując „ilości” stresu czy ze schodzenia na ziemię, czy pukania w szybę dokładnych nie ma i możemy sobie gdybać rozmywajac problem – a ten w przypadku sajmiri był taki, że tego stresu można było prosto uniknąć zaprzestając wkrajania im jabłek. To nie miało sensu, a jest przykładem na olewactwo i braku kojarzynia dwóch prostych rzeczy do których nawet nie trzeba wiedzy.

      3) Nie uważam się za eksperta w dziedzinie każdego gatunku.

      4) Nie ukończyłem ich, bo patrząc w pewnym momencie na program studiów nie było tam już nic przydatnego dla mnie jeśli chodzi o pracę ze zwierzętami, a papier dla samego papieru w zamian za poświęcenie 2 czy więcej lat to dla mnie absurd. Nie wiem jak Ty, ja swój czas szanuję.

      5) Jaki dowód by przekonał np Ciebie?

      6) Co ma moje przestrzeganie zasad BHP do rzeczy które opisałem w tym artykule? Jakkolwiek je zmienia? Pomijając też, że do tego geparda się wchodziło, i zezwala na to sam regulamin wewnętrzny działu drapieżnych tego ZOO – tylko trzeba wchodzić w 2 osoby. Prosze do nich zadzwonić, może dadzą Ci kopię regulaminu.

      7) Minęło 10 miesięcy odkąd wypowiedziałem w tym ZOO umowę. Personalny konflikt my ass.

      8) Możesz mi wierzyć, że z tym kłopotu nie będzie. Ale szczerze dziękuję za troskę.

  28. Z artykułu wynika że ZOO prowadzi niewłaściwą politykę zatrudniania, oraz samo zarządzanie Ogrodem kuleje. Szczerze mówiąc wcale mnie to nie dziwi, skoro szereg innych państwowych instytucji zajmujących się ludźmi, a nie zwierzętami ma się jeszcze gorzej. Przytaczanie historii każdego zwierzaka z osobna dodatkowego wrażenia na mnie nie robi. W końcu sztuczny i bezsensowny twór jakim jest Ogród Zoologiczny został wymyślony przez człowieka nie po to by dbać o zwierzęta tylko o własną próżność. Więc logiczne jest że dopóki będzie, dopóty będzie się w nim źle działo. Można jednak udać się do szeregu instytucji sprawujących nad nim kontrolę, choćby do Urzędu Miasta – Wydziału Ochrony Środowiska. Ale problemu się nie zlikwiduje dopóki ludzie będą kupować bilety do Zoo.
    A teraz bardziej refleksyjnie:
    Chciałbym podkreślić że trzeba zrozumieć, że skoro mamy do czynienia z patologicznym tworej jakim jest ZOO, to nie można oczekiwać że pracujący tam ludzie stworzą coś co nie będzie przypominało patologii. Nawet jeśli będą mieć dyplomy biologów. Ponieważ nikt żadnym najbardziej przemyślanym zachowaniem nie zmieni faktu że dla zwierząt nie będzie to nigdy naturalne środowisko, nawet dla tych urodzonych w niewoli.
    Kilka lat temu byłem w tym ZOO (nie kupiłem biletu, wszedłem na zaproszenie dyrektora) Urodził się wtedy mały lewek. Zapytałem dyrektora po co na siłę rozmnażają zwierzęta. Odpowiedział że muszą, by ludzie chcieli przychodzić, płacić i dzięki temu można było utrzymać te zwierzęta które już są. Tak więc błędne koło. Prościej by było wszystkie zwierzęta uśpić i zlikwidować interes. Straty dla miasta by nie było, w końcu powstają co rusz nowe atrakcje dla dzieci. A zwierzęta można obejrzeć w internecie. Pewnie ktoś by powiedział że to nieludzkie. Tak, owszem, podobnie jak to co teraz tam się dzieje.

    Uwaga techniczna: proponuję zmienić czcionkę którą pisany jest blog na jakąś normalną.

  29. Bulwersujace…
    Niestety to nie powinno znalezc sie tu a byc zgloszone do odpowiednich organow ochrony zwierzat zeby cos sie zmienilo.
    Tak wiec skoro czujesz sie na tyle odpowiedzialny zeby pisac tak zatrwazajace historie na swoim blogu, wez pelna odpowiedzialnosc i to zglos.

  30. Jako studentka biologii (w Krakowie), która obrała taki kierunek nie z innego powodu jak z miłości do zwierząt jestem zdruzgotana tym, co zostało przez Pana napisane. Tą sprawę należałoby rzeczywiście nagłośnić, może ktoś zareagowałby dla dobra tych niewinnych zwierząt. Trzeba mieć świadomość, że od jednego takiego człowieka jak Pan może zacząć się lawina, którą trudno będzie zatrzymać czy „przypudrować”. Nie jestem wrogiem ogrodów zoologicznych, jestem dumna z tego co udało się osiągnąć nam w Krakowie, choć i tu nie uniknięto pewnych absurdalnych zdarzeń, o których nie ma sensu wspominać. Myślę, że cała Polska się za Panem wstawi, bo przecież (a przynajmniej mam taką nadzieję) nie ma Pan interesu oczerniać swoich pracodawców. Proszę się trzymać i nie poddawać, nie jest Pan sam.

  31. Witam!!!
    Gratuluję odwagi takich ludzi się ceni! w życiu nie powiedziałabym że w ZOO pracują niekompetentni ludzie … Biedne zwierzaki aż płakać się chce… Ja bym to dała nawet do telewizji UWAGA czy coś i do gazety ktoś powinien to zmienić. Zwierzęta głosu nie mają i przez to poskarżyć się nie mogą! Jesteś wielki!

  32. Proszę, nie ograniczaj się do tej jednej notki. Daj to prasie, nawiąż kontakt z jakimiś inicjatywami społecznymi. Tego nie można tak zostawić.

  33. Sprawę należałoby przedstawić gdzieś w TV…chętnie zajmą się sensacją a może dzięki temu wyniknie z tego coś dobrego.

  34. Mam do pana gorącą prośbę- proszę napisać artykuł w gazecie!! niech wszyscy ludzie o tym poczytają. Gazeta chętnie taki artykuł i nowość wezmie i z checią wydrukuje.
    Moze wtedy coś się pozmienia….

  35. Bardzo dobrze ze te realia opisales, niestety w tym kraju jedynym rozwiazaniem jest naglasnianie takiego bestialstwa i moze w koncu cos sie zmieni skoro ‚zwykli’ ludzie wiedza. Mam nadzieje ze gazety ich teraz beda czesto odwiedzac i przepytywac.

  36. Proszę Pana! Łódź to nie wyjątek (niestety). Poznań to kuriozum. Nasze ZOO szczyci się „Wspaniałym” wybiegiem dla tygrysów, dla słoni. Tylko nikt nie widzi, że wybieg dla tygrysów jest tak zarośnięty krzakami i chaszczami, biedaki nie mają już po czy za bardzo chodzić – wygląda to jak więzienie. Słonie mają piękny pustynny wybieg. Wszystkie są w depresji – gdy byliśmy latem dwa słonie przez ponad pół godziny stały w piekącym słońcu łbami opierając się o jedyne w dodatku suche drzewo na wybiegu. Ptaki w klatkach nie mogą rozłożyć skrzydeł – tak klatki zachaszczone krzakami – niejednokrotnie ptaków w tych krzakach nie widać. ZOO w Poznaniu jest naprawdę na cudnych terenach – co z tego, jak ich wykorzystanie jest fatalne, a prowadzenie opieki pod wszelką krytyką. Sama opuściłam ten „ogród” z depresją i igła w sercu. Lubi Pan duże koty – polecam książkę Kevina Richardsona „Zaklinacz lwów” – tam jest fajnie opisany problem aktywizacji zwierząt w niewoli. Dzięki za ten wpis – widzę, że jest nas więcej pozytywnie zakręconych. Pozdrawiam serdecznie.

  37. Niech ktoś to wyśle do redakcji faktów. W dzisiejszych czasach gazet się nie czyta, najlepiej byłoby zrobić o tym reportaż
    !

  38. Byłam na praktykach a potem przez jakiś czas na wolontariacie w Warszawskim ZOO. I niestety tam sytuacja jest bardzo podobna…. W małpiarni przebierałam owoce – zapleśniałe i zgniłe? Nie ważne, podawać! Żeby uciszyć wyjące pawiany panowie opiekunowie wrzeszczeli na nie i polewali zimną wodą z węża. W kuchni pracownicy podkradali (sic!) jedzenie które było rozwożone dla zwierząt. A nadmiaru tego jedzenia nie było więc na podkradaniu cierpiały zwierzęta. W dziale herpe martwy żołw leżał cały dzień na ekspozycji bo pracownikowi się nie chciało go wyjąć. Opiekunowie w przeważającej większości to osoby bez żadnego przyrodniczego wykształcenia. Na kilka działów w których przyszło mi poznawać wszystko ‚od kuchni’ tylko w jednym spotkałam opiekunów z pasją którzy naprawdę znali się na zwierzętach którymi się opiekowali… Ostatnio ukazał się artykuł w którym była pracownica Warszawskiego ZOO opowiada jaki koszmar tam panuje. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że osoby komentujące ten artykuł nie uwierzyły w ani jedno słowo bo ”przecież zwierzęta są takie zadbane, a dyrektor to taki sympatyczny człowiek”. A artykuł ten ukazuje samą prawdę.

  39. Szczerze gratuluję Ci odwagi. Z tego co się orientuję sporo ludzi wie jak sprawy się mają i zna z autopsji sytuacje opisane przez Ciebie w notce. Ale oni nie byli w stanie opisać tego ludziom, dopiero Ty to zrobiłeś. Szacun, wielki szacun. Trzymaj się i walcz o słuszne idee!

  40. Zastanawiam sie co można realnie zrobić by to zmienić, czy próbowałeś już zrobić reportaż na własna rękę lub ukryta kamera i udać sie z tym materiałem do ogólnopolskiej (nie łódzkiej !) telewizji ? Choć może zabrzmiec to komicznie należało by zrobić dużo szumu wokół tej tragedii aby coś zmienić
    I może cię to zdziwić ale twój świetny artykuł wysłałbym rownież do Joanny Krupy. Chodzi o to ze ta osoba publiczna ma rosglos i jeżeli realnie możesz coś zmienić to w sposób taki gdyż zwrócisz na siebie dużo uwagi!!!
    Załączam mój e-mail, może po połączeniu sił damy radę coś zmienić . Przydałaby tez sie petycja z lista podpisów żeby iść z czymsc oprócz reportażu do mediów
    Nie podawaj sie ! Bo jeżeli nie ty nic sie nigdy nie zmieni
    Agata

  41. Jestes niesamowity, jestem pelna podziwu wobec takich ludzi jak ty,ktorzy sa wrazliwi na cierpienie zwierzat. Warunki sa straszne, pewnie w innych Zoo nie lepsze. Jak mozna pomoc to naglosnic i przyczynic sie do poprawy warunkow tych zwierzat???

  42. Aż się popłakałam, nawet nie widzę tego co piszę.
    Niedawno byłam w ZOO i z perspektywy nas, odwiedzającym, nie wygląda to, aż tak tragicznie. Widziałam jak opiekun zreumatyzowanej Madzi o nią dbał, gładził, masował.
    Tylko ten jej wybieg.. zostawia dużo do życzenia, tak jak i lwa, którego nie dane mi było zobaczyć, no bo gdzie ma wyjść,do tej klateczki?
    Tak bardzo by się chciało pomóc.. zróbmy coś z tym, działajmy w kierunku zamknięcia zoo!

  43. Jesteś super gościu! Do telewizji z tym trzeba iść -wszędzie.Niech tym nieludzkim zachowaniom nastąpi kres! Wywalić ich w tym zarządzie!!!!!!!!!!!!!! Rączka rączkę myje-koniec z tym!!! Niech się pojawi więcej takich bohaterów jak Ty,niech wreszcie ludzie mają odwagę mówić o tak nagannym zachowaniu,a nie siedzieć jak mysz pod miotłą !!!!

  44. Ja też chciałam kiedyś pracować w zoo. Kocham zwierzęta i długo szukałam ofert pracy z gdańskiego ogrodu zoologicznego. Niestety, bezskutecznie. Wygląda na to, że lepszą metodą byłoby pójście do pośredniaka…
    Artykuł na piątkę!

  45. Trafiłam na ten artykuł całkiem przypadkiem, nie wiem co pokierowało mną gdy wciskałam niebieski link może to iż wiedziałam, że to temat związany właśnie z niedbalstwem i krzywdą. Jeżeli chodzi o ,,syf,, w ogrodach zoologicznych to wiele takich miejsc w Polsce powinno zostać w jakiś sposób karanych. W poznańskim zoo, starym zoo dziś o ile się nie mylę już parku … nie raz człowiek zwracał uwagę na zzieleniałe miski od wody czy sterty odchodów na wybiegu co nie wyglądało na świeże. Koń do przykładu przynajmniej z tego co sama zauważylam u swoich zwierzat nie wypije z brudnego wiadra, a już napewno nie wsadzi łba do koryta pełnego siana bezmyślnie wrzuconej na oślep kostki i bedzie sie doszukiwal dna. Zwierzeta ktore sa obrzucane owocami i warzywami np lemury gdzie widoczny jest zakaz nie sa kontrolowane. Kinia słonica śp także na swój wybieg miała wrucane co popadlo dzieciaki rzucaly batony, ciastka, i inne słodkości. Całe swoje biedne spedzone w niewoli i stresie zycie zawdzieczala opiekunowi gdzie zasady ? Chyba takie zwierze jest karmione, ma swoja diete i zapotrzebowania. Bywaly dni gdy odwracala sie na stopie i odchodzila bo miala dosc rzucania z kazdej strony ,,odpadkow,, przez zachwycone dzieciaki. Wybieg dla slonia ktory zycie spedza na tysiacach ha byl zastapiony byc moze 40m2 wstyd. Dzis stoi pusty a pan ktory za dziecka wozil dzieci kucykami zostal zastapiony dzieciakami ktore nie wiadomo co robia tam ze swoimi konikami … raczej zbijaja baki. Pamietam tez za dziecka czarna pantere i lwa dzis boksy stoja puste a ich betonowy wybieg pamietam jak dzis … drewienko i podest do wskakiwania jak w Twoim opisie. Czyli czysta niewola i znerwicowane zwierzeta. I hipcia w swoim plytkim 10m baseniku z betonu tez pamietam… czlowiek ktort odwiedza taki ogrod na pierwszy rzut oka nie widzi jaka dzieje sie im krzywda, z biegiem lat dostrzega to po wlasnie takich wpisach czy jako dorosly czlowiek zdajacy sobie sprawe z ryzyka na jakie sa wystawione… np sytuacja majaca mieksce w tatrach konie wystawione na calodzienny skwar, pracujace do ostatniego klienta. Ostatecznie padajace na udar … rok czy dwa temu pamietam mini konika ze zrebaczkiem na wybiegu bez schronienia w upalny dzien dzis laczac dwa fakty uswiadamiam sobie ze to zle i bezmyslne. Rozumiem dlaczego konie u mnie na wsi zawsze eypuszczane byly wczesnie rano a nie o 12 w pelne slonce. Czlowiek musi dorosnac i wiele w zyciu zobaczyc. Podziwiam Cie za odwage i zycze wymarzonej pracy oby wiecej takich ludzi, mlodych i zdolnych z pasja i cieplem tragialo na odpowiednie stanowiska.

  46. Witam
    Zawsze miałem wątpliwości co do jakości łódzkiego zoo, ale po tym co przeczytałem moja rodzina już tam nie zawita. Szkoda zwierząt :(

  47. Byłam w Łódzkim ZOO w ubiegłym roku i rzeczywiście zrobiło na mnie bardzo przygnębiające wrażenie. Zwierzęta smutne, szczególnie słonica( samotna w swoim wybiegu), brak wody w fosach, zaniedbane trawniki na wybiegach, wszędzie chwasty , w fosie u tygrysów leżało zgniłe mięso z pięknym rojem much, a zwierzaki kompletnie nie były już tym mięsem zainteresowane. Nie idźcie tam, wyjdziecie smutni i przygnębieni.

  48. Szok! Do zoo chodzę głównie z powodu dużych kotów, uwielbiam je, aż serce pęka podczas czytania… Zdjęcie lwa w boksie – aż chce się płakać. Sama marzę o pracy z kotami, mimo że nie kierowałam swojej edukacji w tę stronę i wiem, że przez to mogę sobie jedynie pomarzyć, a tutaj czytam takie rzeczy. Myślałam, że zwierzęta są pod opieką wykwalifikowanego personelu, ale widać nie można było mylić się bardziej. Twoich ‚kolegów’ chętnie zamknęłabym w klatce z lwem czy tygrysami za niesłychaną głupotę…
    Dziękuję za ten artykuł i za uświadomienie mi prawdy, nie spojrzę już tak samo na te zwierzaki. Koszmar! Myślę, że sprawa powinna być nagłośniona, aby uświadomić ludziom, co naprawdę dzieje się w tym miejscu. Nie każdy ma możliwość oglądania tego od środka, a jak sam piszesz reszta personelu to znieczulica mająca zwierzęta gdzieś. Oby to co napisałeś trafiło do jak najszerszego grona odbiorców, cudowne, że są ludzie, którym los zwierząt nie jest obojętny!

  49. Skandal!!!!
    Kocham zwierzęta, posiadam zwierzęta i zawsze chciałam pracować ze zwierzętami.
    Na pracę we Wrocławskim zoo nie było szans….. chyba już wiem dlaczego.
    Może jednak przez nagłaśnianie sprawy coś się wydarzy, aby te biedne stworzenia miały lepiej.
    Warto próbować. Idz do telewizji, radia gdzie tylko się da…

  50. Facet sam sobie zaprzeczasz! Nie neguje, że wszystko w łódzkim zoo działa idealnie, ale to jak ono się zmienia i rozwija też trzeba zauważyć. Chciałabym stanąć tutaj w obronie łódzkiego zoo i wyrazić swoją opinię głównie dotyczącą fragmentu Pańskiej pracy na dziale drapieżnym. Po pierwsze jak sama nazwa wskazuje jest to dział zajmujący się zwierzętami niebezpiecznymi, a Pan wchodząc na wybieg geparda złamał przepisy BHP oraz naraził się na atak Dumy, która mimo, że może wydawać się oswojona i łagodna pozostaje tylko zwierzęciem, mogącym zrobić ogromną krzywdę człowiekowi, dlatego sądzę, że nie może Pan nic zarzucić ani złego słowa powiedzieć o Pani Dyrektor zoo, która wchodząc do pomieszczenia z gepardem wolała zachować pewne środki ostrożności i dystans w odniesieniu do drapieżca, który jak wiem nawet jako młode zwierze ma ogromną siłę. Chciałabym również odnieść się do zarzutów Pańskich na sposób w jaki zwierzęta „zachęcane” są do np. przemieszczania się między pomieszczeniami na zapleczu i propozycji zastąpienia starych metod, panujących w zoo bodźcami zapachowymi, które według mnie są absurdalne, gdyż tak samo woda i hałas jak i szczucie zwierzęcia zapachami może je drażnić i wywoływać stres ( który zasugerował Pan jako prawdopodobny powód problemów lwa z rozmnażaniem ). Tak samo myślę, że nie może Pan mieć pretensji, że łódzkie zoo zatrudnia tylko osoby z pośredniaka, jeżeli Pan, jak i wiele innych osób po wolontariacie dostało w tej placówce pracę. A jeżeli miał Pan zastrzeżenia do organizacji pracy w zoo, myślę, że powinien Pan je zgłosić wcześniej Dyrekcji, bądź po prostu ingerować wcześniej, niż po upływie niespełna roku od odejścia z pracy. Uważam również, że nie powinien Pan wypowiadać się o wydarzeniach jakie miały miejsce w zoo wiele lat temu, kiedy Pan w nim nie pracował, a o całych zdarzeniach dowiedział się Pan po latach, od osób trzecich ( z plotek ).

    • Padłaś ofiarą taktyki obranej przez naczelnik tego ZOO która opiera się o dyskredytowaniu mnie i ma odwracać uwagę od problemów które w tym ZOO są. Moje rzekome łamanie BHP to zasłona dymna, a do wszystkich kwestii które służą rozmywaniu problemów odniosłem się tutaj (w tym do kwestii pośredniaka, „wykształcenia” i innych dziwnych tez których nie postawiłem, a które się wkłada mi w usta i robisz to też Ty): http://animalus.blog.pl/2014/10/01/wyksztalcenie-posredniak-motywacja/

      I choćby dlatego, że do tego o czym piszesz już się odniosłem to mógłbym Twój komentarz z czystym sumieniem przenieść do spamu. Ale tego nie zrobię, bo być może coś z tej wymiany zdań wyniesiesz.

      Gepardy z uwagi na swój charakter, w normalnych placówkach wykorzystywane są do dydaktyki. Poszperaj trochę, a na zachętę łap zdjęcie: http://i.imgur.com/pP1HSig.jpg

      To niesamowicie łagodne duże koty, efektem tego nie ma udokumentowanych przypadków zabicia człowieka przez geparda, a faktycznych ataków tych zwierząt na ludzi jest tak mało, że są to jednostkowe przypadki policzalne na palcach jednej ręki.

      Dla osób decyzyjnych w tym ZOO jednak wiedza o gepardach sprowadza się do tego, że jest to duży kot, czyli śmiertelnie groźna bestia. Mam wrażenie, że dla Ciebie też, ale może ten mój komentarz będzie impulsem, żebyś jednak w temat trochę wniknęła bo to trochę zmieni Twój punkt widzenia.

      O zdarzeniach „po latach” o których pisze nie dowiadywałem się z plotek od osób trzecich, a od osób drugich i nierzadko pierwszych.

    • Czy spotkała się Pani kiedyś z określeniem „polactwo”? Pani wypowiedź jest podrecznikowym przykładem takiego zachowania. Cos,w powyższym artykule, strasznie Panią musiało zirytować, ponieważ na siłę, szukała Pani argumentów. Słowo drapieżnik, nic nie sugeruje. Wydra jest drapieżnikiem, żadna jeszcze nie zabiła człowieka. W moim odczuciu czytała Pani ten artykuł „po łebkach”. Po pierwsze, cała kwestia Dumy odnosiła się do Kierowniczki działu, nie dyrektorki ZOO. Kobiety która ma pod sobą jeden, konkretny dział, sama chodźby przyzwoitość wymaga, żeby na temat swojej specjalizacji, coś wiedzieć. Po drugie, autor po wolontariacie, odbył w wyżej wymienionym ogrodzie zoologicznym praktyki studenckie, więc chyba raczej historii, czy prawa nie studiował. Odpowiedzni kierunek ukonczył lub też nie, osobiscie nie wiem, ale to znaczy, że pdpowiedznia wiedze posiada (udowodnił to też w tym artykułe) i,że akurat nie wspomniał, że czasem po staży czy praktykach zdarza się zatrudnienie, Pani skrzętnie musi to odnotować jako kłamstwo „autor pisał tylko o pośredniakach!”. Radze zastanowić się, zanim umieści Pani jakiś komentarz w internecie, czy aby na pewno nie wzbudzi on uśmiechów politowania. Autorowi gratuluje odwagi, chętnie poznałbym, więcej takich osób jak Ty.

    • prosze pani co pani opowiada o jakims szczuciu zwierzat zapachami ? Widac , ze nie ma pani w ogóle zadnego pojecia o tym jak funkcjonuje organizm zwierzecia , czlowieka pewnie tez.Zeby szczuc zapachem nie wpadlabym na taki pomysl choc bym myslala 100 lat. Widac , ze ma pani podejscie negatywne do zwierzat , pani natury zwierzecej i pewnie ludzkiej tez nie rozumie . Jest pani tylko bojacym sie urzednikiem. Prosze pani zwierze nie straszy sie zapachem , tylko przyciaga sie zapachem . Kladzie sie mieso , czy jakis przysmak , cos przyjemnego dla zwierzecia , w drugiej czesci boksu i zwierze automatycznie idzie za tym ulubionym zapachem i przemieszcza sie w drugie miejsce , nie trzeba na niego krzyczec. Podobnie pewnie tego pani nie wi , albo nie stosuje w praktyce , ze wszelkie zwierzeta , a szczególnie owady , ryby pewnie tez reaguja na swiatlo. Tak wiec , zeby wygonic muche z pokoju , to wystarczy zostawic na noc otwarte okno i mucha czy osa sama wyleci podazajac za swiatlem. Nie trzeba machac i nie trzeba wyganiac. Widac , ze rzeczywiscie kompletnie pani nie czuje biologii , nie rozumiejac jej boi sie jej pani i po co pani sie tam tak meczy. Pewnie odczuwa pani ciagly strach i stres widzac te zwierzeta. Makabara. Ostroznosc oczywiscie tak , ale bez jakiegokolwiek szczucia . Czy pani chcialaby byc szczuta ? Zwierzeta sa bardzo podobne do ludzi , tak samo jedza , tak samo spia , tak samo sie rozmnazaja , tak samo opiekuja sie potomstwem , karmia je , dbaja o cieplo potomstwa – otulaja skrzydlami i tylko maja nieco zawezony sposób spostrzegania w stosunku do ludzi.

  51. Hmm, szkoda tylko, ze przez tą ‚odwagę’ w notce już nigdy pracy w ZOO nie znajdziesz (żaden kierownik nie lubi, jak się na niego pluje). Co za tym idzie? Już nigdy nie będziesz miał szansy pomóc zwierzakom w ZOO. A z tego co widzę, takich ludzi jak Ty bardzo potrzebują.

  52. Również miałam okazję pracować w tym zoo, jako wolontariuszka na dziale dydaktycznym. I te parę miesięcy, które tam spędziłam (warunki, w których żyły zwierzęta i stałych pracowników przede wszystkim) wspominam bardzo negatywnie.

    • Przeczytalem dosc uwaznie twoj wpis,jak rownież (może troche mniej dokladnie )Baste i Polskiezoo. Oprócz tego kilka innych wpisów z twojego bloga. Oczywiscie mozna dyskutowac o sensie istnienia instytucji typu zoo ( z jednej strony ogrody w jakimś sensie ratuja zagrożone gatunki z drugiej, trzymaja zwierzeta, ktore spokojnie moglyby przeżyc na wolnosci). Taka dyskusja toczy sie od wielu lat i z mojego punktu widzenia jest skazana na porażke, poniewaz czlowiek zawsze bedzie chcial zobaczyc na wlasne oczy, przyslowiowego tygrysa. Tak po prostu bylo,jest i prawdopodobnie bedzie. Co do opieki, którą mają zwierzaki w zoo, prawdą jest, że często nie jest najlepsza, super wykwalifikowana, zmotywowana. Wynika to z prostej przyczyny- w żadnym zawodzie, żaden fachowiec z prawdziwego zdarzenia, nie będzie chciał pracować za 1200 zł!!! Gdyby było inaczej, to by tacy pracowali. Nie jest prawdą, że pasjonaci nie mają szans pracować w zoo; gdyby tak było, to autor bloga również nie dostałby etatu. Dostał i co ciekawsze z niego zrezygnował, po- zdaje się- 3 miesiącach. Może nie starczyło pasji.

      • Dzięki za ten komentarz z którym zresztą się zgadzam.

        Nie jestem przeciwnikiem ZOO jako takiego – jestem przeciwnikiem ZOO w takiej formie, w jakiej jest w w łódzkim. Czyli przeżarty biurokracją z nieodpowiednimi ludźmi na szczeblach decyzyjnych co skutkuje tym wszystkim co jest w notce. Płace to też część absurdu, ale wynika własnie z nastawienia dyrekcji – pielęgniarz zwierząt to wg nich ktoś, kto jedynie sprząta klatki i kroi jedzenie, więc nie zasługuje na dobra płacę, bo teoretycznie może to robić każdy.

        Ta notka miała za zadanie naświetlić problem, niestety, być może z uwagi na skróty myślowe, oddźwięk poszedł w złą stronę, której nie miałem na myśli. Czyli w szeregowych pracowników zamiast osoby za to odpowiedzialne – dyrekcję i kierowników. Ale za kulisami dzieje się sporo i są realne szanse na jakiekolwiek zmiany.

  53. To, co piszesz jest absolutnie przerażające. Sprawą powinny zająć się media i fundacje działające na rzecz zwierząt. Zawsze byłam przeciwniczką zoo – jak można trzymać jakiekolwiek stworzenie w klatce? Idea zoo jest dopuszczalna tylko, jeśli w grę wchodzi utrzymanie gatunków zagrożonych wyginięciem… choć i to mnie przeraża. Mam nadzieję, że to, co napisałeś nie zostanie zlekceważone. Jestem ciekawa Twojej opinii na temat koni z Morskiego Oka. Poruszam ten temat w najnowszym poście na moim blogu.

    pozdrawiam,

    Joanna

  54. Ciekawa jestem, jak jest we wrocławskim zoo. W sumie jak byłam ostatnio to wyglądało na zadbane, cały czas coś rozbudowują,polepszają. Byłabym wdzięczna jakbyś ktoś się orientował jak jest „za kulisami”. Szkoda mi tych zwierząt z łódzkiego zoo.

  55. Domyślałam się, że jest źle – pamiętam 2 metrowy „basenik” (?!!) dla niedźwiedzia polarnego i wolierę z ptakami – kondor ledwie mógł rozprostować skrzydła w chorzowskim zoo – ale nie sądziłam, że aż tak :///
    Nie chodze do zoo, delfinariów (delfiny i orki w niewoli to zgroza, polecam film „Black fish”). Mam nadzieję, że na Twoim artykule sprawa się nie skończy. Uderz do mediów – może coś się ruszy i los zwierząt poprawi się choć trochę…

  56. Witam!!

    Moja propozycja jest taka – Łódź ma ZOO ale ma też Filmówkę, założę się, że masa tamtejszych studentów miałaby ochotę nakręcić jakiś dokument. Pewnie nawet za darmo, zacząłeś od BLOGA – ja na niego trafiłam, udostępnię go, ale czy wszyscy moi znajomi (tylko 250 osób) go przeczyta w całości – WĄTPIĘ .

    W dzisiejszych czasach do ludzi trzeba niestety docierać wizją, albo przynajmniej fonią.

    Pozdrawiam, udostępniam i mega mega szacunek za Twój wpis!!

  57. tak przykro się to czyta..
    miałam zoo po drugiej stronie bloku, w którym mieszkałam z rodzicami. sytuacja miała miejsce jakieś 10 lat temu. przechodząc przez park zobaczyłam ojca z synem, który rzucał patykami w kasztanowce. pech chciał, że strącił małego gołąbka. wzięłyśmy go z koleżanką przez jakiś materiał czy torebkę, bo pomimo że chce się pomóc, to było wiadomo – dzikie ptactwo = choroby, wracałyśmy ze szkoły – pieniędzy nie miałyśmy na weterynarza. chodźmy do zoo, tam przecież pasjonaci, będą wiedzieli co zrobić, a jak cały gołąb połamany, to chociaż uśpią biedaka.
    jak się w końcu „dobiłyśmy” do chatki pracowniczej i ktoś nam otworzył, to słysząc naszą historię popatrzył na nas jak na ostatnie-nienormalne, bo kto to słyszał- pomagać dla jakiegoś przypadkowego ptaka. kazali gołębia zabrać, nam też kazali się stąd zabierać.
    ostatecznie poszłyśmy po kasę do domu – ja do swojego, koleżanka do babci blok obok, z kilkudziesięcioma złotymi poszłyśmy do weterynarza, którego pierwsze zdanie brzmiało ‚ale za darmo to ja tu nic robić nie będę, mogę co najwyżej spojrzeć!’, i ostatecznie – nawet nie jestem pewna – ale chyba go uśpili. oczywiście na naszą kasę.
    kasy nie żałowałam, ale poczułam się jakbym została oblana wiadrem zimnej wody. jak widać znieczulenica się szerzy w całym kraju …

    podpisuję się pod pomysłem zgłoszenia sprawy wyżej. piszesz o absurdach na poziomie nie mycia rąk pracując na kuchni. koszmar.
    cieszę się, że naświetliłeś problem. nie poprzestawaj na jednym wpisie, spróbuj to rozpowszechnić. inaczej będziesz kolejnym, który mogąc zrezygnować – zrezygnował. Dzięki Tobie może poprawić się zdrowie małp, Duma będzie dostawała lepsze kąski, terytorium misiów, itd. jest o co walczyć, prawda? :)

  58. Świetny artykuł, chociaż poruszone w nim problemy nie są zaskakujące. Każdy kto posiada choć trochę empatii po jednej wizycie w ZOO może zaobserwować, że nie niektóre zwierzęta są po prostu przybite i dobrze im za tymi kratami nie jest. Imponująca wiedza na temat postępowania z różnymi gatunkami zwierząt :) Widać że jesteś prawdziwym pasjonatem.

  59. Wiedziałam, że w ogrodach zoologicznych jest nienajlepiej, ale to co przeczytalam zupełnie mnie podłamało. Takie „insider’s story” jak Twoje powinno być nagłośnione, pewnie jest więcej takich osób które miały praktyki w zoo w innych miastach Polski i tam też podobnie się dzieje, też miałyby dziesiątki takich historii. Smutne. Czy są jakieś przyjazne zwierzętom zoo, gdziekolwiek? : (

  60. Szczerze wiele ludzi takich jak ja nie zdaje sobie sprawy co tam sie dzieje i powiem szczerze ze ja bym wszystkich zwolniła choćby za zmowę i milczenie jakie panuje w tej instytucji. Zamknijmy ich wszystkich w klatce i traktujmy tak jak oni te zwierzęta. Jak można ZATRUDNIAĆ TAKICH NIEDOŚWIADCZONYCH D****I ???!!! Jestem godna podziwu Dla Ciebie że masz odwagę i trzeba cie wspierać i zmienić to co tam się dzieje i do TV powinno to trafić!!!

  61. Będąc ostatnio w łódzki ZOO (tego lata) natknęłam się na lwa, który miał bardzo mocno zranioną przednią łapę. Kawał „mięsa” wisiał w powietrzu, cierpiał machając nią i ją liżąc. To był bardzo przykry widok. Pomoc przez długi czas nie nadchodziła. Miejmy nadzieje, że dzięki Twojej opowieści ZOO zmieni się na lepsze, lub ktoś to zauważy i sprawiedliwie ukarze tych wszystkich „orłów”

  62. Brak mi słów… To samo mam wrażenie ma miejsce w Schronisku dla Zwierząt w Łodzi, w którym jestem wolontariuszką… I tak jest dużo lepiej jeśli chodzi o warunki, o dopuszczenie w ogóle możliwości, jaką jest wolontariat, ale mówię tu o dobór opiekunów… Na palcach jednej ręki można policzyć tych, którzy są tam, bo chcą zwierzętom pomagać. Pozostali są zatrudnieni do sprzątania kup i mycia boksów. Takie jest moje zdanie. I wiem, że nie tylko moje. I tylko zwierząt żal…

    • Jednym z powodów czegoś takiego sa głodowe pensje w takich miejscach. Nie oszukujmy się, mało kto może sobie pozwolić na zakotwiczeniu w miejscu, w którym dostanie 1200-1400 na rękę. I póki to się nie zmieni, to niestety większość ludzi w takich miejscach będzie z przypadku.

      Zasadnicza różnica miedzy schroniskiem a ZOO to jednak są wolontariusze. W schronisku jest ich armia, i oprócz realnej pomocy brutalnie rzecz ujmując patrzą pracownikom na ręce. ZOO to pewnego rodzaju enklawa i „pańśtwo w państwie” a wolontariusze to jednostkowe przypadki, i to takie, które najczęściej tam trafiają na kilka tygodni i to na ściśle określony dział – przez co często sami mają różowe okulary. Tak jak ja przez kilka miesięcy.

  63. Super artykuł ! Bardzo chciałabym pracować w zoo , jestem miłosniczką zwierzat i poswieciłabym się tej pracy całym sercem . Ta gorzka prawda bardzo smuci że tacy ludzie tam pracują a Ci którym zależy na losie zwierzą nie maja na to szans !

  64. tak chyba jest w Zoo. smutne to fakt. ale mój syn ogląda „pingwiny z magadaskaru” i tam tez frau opiekujaca sie zwierzetami jest..niemiła.

    • Sprawa została nagłośniona, a to, jak się rozwijała, było opisywane na bieżąco w notkach.

      To mi zresztą przypomniało, że muszę napisać aktualizację w tej :0

  65. Witam
    jedno nam pytanie do autora, które nie daje mi spokoju. Jak osoba ktora deklaruje miłość do zwierzaków moze patrzeć na cierpienie i nic nie zrobić? Pracowaĺam ze swierzętami i wiem, że zawsze trzeba działać a nie narzekać po czasie i zmianie pracy. Ja orzy kierowniku zawiadamiałam służby, że chore świnki morskue usypia się wkładając do zamražarki (bo usną – cytat kierownika) Bo jeśli przełożony jest nieempatyczny i myślący to trzeba go zweryfikować i doksztalcić. A co mi kize zrobić? Zwolnić? To dopiero woda na mój młyn. Pozdrawiam ja i moje stadko kotów – potworów.

  66. Witam, można otrzymać jakiś kontakt z twórcą tematu, bardzo chcialbym zostac wolontariuszem również w Łodzkim zoo, i chcialbym uzyskac kilka informacji od osoby która ma doswiadcznie w tym zoo :)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.