Wykształcenie, pośredniak, motywacja

Dzisiejsza prasa papierowa z regionu łódzkiego. Z której ucieszyłbym się, gdyby tak bardzo nie został w tych publikacjach wypaczony sens notki źródłowej. A na który to fakt zwróciła mi uwagę bardzo rozsądna osoba – dziękuję.

 

1

 

Nie wiem od czego zaczęło się stawianie chochoła, czyli argumentacja z tezami których w notce źródłowej nie ma. Czy były to pierwsze publikacje na portalach internetowych, czy nieszczęsna konferencja ZOO we wtorek, czy też dopiero te gazety. Nie wiem, ale mam niesmak i tą notką mam nadzieję lekko go zniwelować i masowo odpowiedzieć na naprawdę dziwne komentarze które zaczęły się dzisiaj pojawiać na blogu.

Chochoły:

Wykształcenie:

W notce o ZOO słowo „wykształcenie” nie pada ani razu. Pada we wszystkich serwisach, artykułach i zarzutach – ale w notce nie ma o nim ani słowa. Naprawdę, sprawdź.

Nie ma go z prostej przyczyny – pisząc o przypadkowych ludziach w łódzkim ZOO kompletnie nie miałem na myśli wykształcenia lub jego braku. Wykształcenie nie jest dla mnie czymś wartościującym człowieka, zwłaszcza w kraju w którym zaszła inflacja wykształcenia i teraz liczba osób z wyższym wykształceniem rośnie tym bardziej, im bardziej jakość tego kształcenia się pogarsza. Fabryki magistrów mają się dobrze, przez co w tym momencie jedynie ekstremalnie wysokie lub niskie wykształcenie może być jakimkolwiek wyznacznikiem przy ocenie drugiego człowieka.

Pisałem w notce źródłowej o ludziach w łódzkim ZOO, których uważam za świetnych opiekunów zwierząt – i naprawdę chętnie wskazałbym ich nawet palcem, ale nie mogę, bo w obecnej sytuacji mogłaby być to niedźwiedzia przysługa. Z grupy tych osób wyższe wykształcenie ma może 1 osoba.

Mało tego, mimo iż studiowałem kilka rzeczy przez piękną liczbę lat 9, (biologię, psychologię, ochronę środowiska) szukając kierunku który by się pokrywał z tym co chcę robić, to od tych studiów się odbijałem bo na studia poszedłem zgodnie z ich przeznaczeniem, czyli uczyć się czegoś co chciałbym w życiu robić. A te studia mi tego nie zapewniały. Dlatego technicznie sam mam średnie i musiałbym być kompletnym hipokrytą żeby uzależniać czyjeś zdolności czy wiedzę od tego czy ktoś ma papier magistra czy nie.

W notce źródłowej nie ma słowy o wykształceniu (jest za to ustep o ludziach po podstawówce jako przykład ekstremum), za to lata ten chochoł po wszystkich publikacjach o notce. Jak to się stało – nie wiem. W notce jest mowa o pasji, o wiedzy (która jest zdobywana w wyniku pasji), i o kwalifikacjach wynikających z tych dwóch rzeczy. Ale nie ma w niej mowy o wykształceniu – tym bardziej w rozumieniu ukończenia studiów wyższych.

Pośredniak.

Jakimś sposobem ustępy o pośredniaku zostały zrozumiane jako moje wartościowanie ludzi na podstawie ich korzystania z pośredniaka. Cięzko mi powiedzieć jaki ciąg myślowy mógł kogokolwiek do takiego wniosku doprowadzić, więc łopatologicznie:

Osoba która szuka pracy w ZOO nie będzie jej szukała w pośredniaku. Nie będzie siedzieć jako bezrobotna w pośredniaku przez rok, licząc na to, że może zwolni się jakiś etat w ZOO (a liczba opiekunów w łódzkim ZOO to ok ~50). Mało tego, osobie szukającej pracy w ZOO przez myśl nie przejdzie, że ZOO będzie opiekuna zwierząt szukało tylko i wyłącznie tam przy obfitości branżowych pism, forów czy stron na FB.

Dlatego szansa znalezienia kogoś kto faktycznie jest zdeterminowany do pracy w takiej instytucji i się do tego nadaje jest bardzo mała. Choć nie jest to niemożliwe, o czym też napisałem w notce źródłowej.

Za to w pośredniaku jest bardzo dużo osób które szukają jakiejkolwiek pracy, zwłaszcza po długim okresie bezrobocia, którzy jeszcze z radością powitają pracę w budżetówce i na normalnej umowie, choćby pensja była głodowa a praca dla kogoś bez pasji męcząca.

Dlatego szansa na znalezienie w takiej instytucji kogoś przypadkowego i nie nadającego się do pracy ze zwierzętami, jest bardzo duża. A już gigantyczna przy braku jakiegokolwiek sita przy zatrudnianiu.

Mam nadzieję, że teraz jaśniej.

„Nie chodzę do ZOO”

Kilka notek na tym blogu zrobiło swego czasu szum. Świątynia tygrysów, woloturystyka w Afryce, myślistwo, etc. I zawsze w trakcie szumu zadawano mi pytania „ok, ale co ja mogę zrobić oprócz bulwersowania się przy monitorze”. Dlatego tym razem podałem w notce linki do takich inicjatyw, bo są to być może jedyne działalności które ogrody zoologiczne biorą pod lupę i starają się nieprawidłowości w nich nagłaśniać.

Nie jestem zwolennikiem zamknięcia ZOO – ale jestem ich przeciwnikiem w takiej formie, w jakiej obecnie funkcjonują. Nie zgadzam się również z wieloma tezami spod znaku „nie chodze do ZOO”, ale nie muszę się z nimi zgadzać w 100% żeby móc ich polecić. Innych takich działalności zdaje się nie ma, a jeśli są to proszę o uświadomienie mnie w komentarzu.

I mały FAQ, czyli dziwnie często stawianie zarzuty.

„Notka jest z zemsty bo zwolnili”

Zwolniłem się z ZOO sam, w listopadzie zeszłego roku. Sugerując, że robię to z zemsty po tym jak zwolniłem się sam 10 miesięcy temu trzeba mieć naprawdę wielką wyobraźnię. Albo jej brak.

„Czemu dopiero teraz artykuł”

Bo m.in. nie chciałem go pisać mając natężenie emocjonalne które zaburzyłoby mi odbiór sytuacji. Na chłodno i bez osobistych animozji chciałem przemyśleć czy taka notka nie przyniesie więcej szkód niż pożytku. Przemyślałem, wrzuciłem, a pewnym impulsem była również burza wokół ZOO w Poznaniu i Warszawie.

„Łamałeś przepisy BHP i byłeś problematyczny!”

Nawet przyjmując wersję, że tak było, to ZOO sukcesywnie przedłużalo ze mną współpracę dopóki sam nie rozwiązałem umowy. Albo więc nie przeszkadzają im pracownicy którzy to robią, albo jest to naciągany atak personalny który ma na celu zdyskredytowanie mnie doprowadzając tym samym do rozmycia problemu. Mój przebieg pracy w łódzkim ZOO nie ma żadnego znaczenia w kontekście tego co opisałem, natomiast skupianie się na nim jest tanią i zapewne zamierzoną socjomanipulacją.

„Dlaczego nie zgłosiłeś tego pracując tam?”

Zgłaszalem do mojej bezpośredniej przełożonej, która na tym ZOO zjadła zęby (+40 lat stażu) i w tamtym okresie traktowałem ją jak autorytet i swojego rodzaju mentora. Na moje zgłaszanie nieprawidłowości wzdychała i wzruszała ramionami używając słów „Panie Macieju, sam pan wie jak tu jest – co ja mogę zrobić?”. Dlatego uznałem wtedy, że system jest jaki jest i skoro ta kobieta nie może go zmienić, to moje zgłaszanie tego jest walką z wiatrakami. Sugestia, że miałbym to zgłaszać do naczelnik ZOO jest absurdalna i można ją przyrównać do interwencji salowej dyrektorowi szpitala, że inne salowe mają gdzieś dobro pacjentów a w szpitalu funkcjonuje skostniały system rekrutacji. Bądźmy poważni.

Koniec chochołów i FaqU

Jest tego oczywiście więcej, ale żeby poruszyć i naprostować wszystko, musiałbym każdy materiał który ta notka wywołała rozłożyć na czynniki pierwsze. Nie ma sensu. Dlatego drodzy komcionauci którzy zostawiacie komentarz bez czytania notki źródłowej – uprasza się o zapoznanie się z notką pod którą komentujecie.

A do dziennikarzy którzy na podstawie notki produkują swoje artykuły z chochołami wyżej – przeczytajcie materiał źródłowy uważnie. Bo tworzy się mutacja idei, która coraz bardziej jest oderwana od sensu artykułu źródłowego.

Ja ze swojej strony przy okazji kontaktów z mediami będę od dzisiaj wymagał autoryzacji przed publikacją materiału – tylko tyle, i aż tyle mogę.

9 Komentarze

  1. Ja szczerze mówiąc jestem totalnie zaskoczona. Nie spodziewałam się że kamyk w postaci notatki na blogu wywoła aż taką lawinę.

  2. ja także się takiej burzy nie spodziewałem ale dzięki temu jest duża szansa na jakiekolwiek zmiany – tą notką wzbudziłeś masę emocji ale też i dyskusję na wyższym szczeblu. Jak dla mnie same plusy, ale jako autor zbierasz nie tylko pochwały ale i ataki ze strony przeciwnej (kolorowa prasa niestety może w tym pomagać „wypaczając sens notki źródłowej”).
    Pozdrawiam

  3. Nie zdawałam nowej matury z języka polskiego, więc mogę mieć problemy z czytaniem ze zrozumieniem, ale przyznam szczerze, że czytając przeróżne komentarze, czy słuchając pani naczelnik zoo, wydaje mi się, że to wszystko było nie tak. Zamiast skupić się na tym, co w tej notce było najważniejsze: motywacja, chęć do pracy i nauki, zrozumienie i wykazywanie odrobiny empatii względem zwierząt, skupili się na jakimś syfie, żeby nie daj Boże nie wyciągnąć właściwych wniosków. Zadają głupie pytania z serii „a czemu tak późno”, „a czemu nie reagował w trakcie”, „a czemu…”, „a czemu…” a pomijają przyczyny.

    Bulwersujące jest dla mnie stwierdzenie odnośnie surykatek, że nie zostały zabrane, bo w naturze też spotkałby je taki los. Do jasnej cholery, te zwierzęta nie żyją w swoim naturalnym środowisku, a skoro jako ludzie, uważamy się za Panów Życia i Śmierci podległych nam stworzeń, bądźmy nimi na 100%, a nie wymigujmy się „naturą”. W naturze zwierzęta nie żyją w klatkach, nie muszą jeść zepsutego mięsa, bo mają brudne miski itp, itd.

    Maciek, niestety osoby nadzorujące zoo nie widzą w niczym problemu, bo tak przecież było zawsze i zamiast pomyśleć co zrobić, żeby było lepiej (organizować szkolenia wewnętrzne, wyjaśniać dlaczego dane stworzenie ma dostawać takie a nie inne jedzenie w takiej a nie innej formie, żeby nikt nie miał wątpliwości) będą się teraz czuć pokrzywdzeni, zaatakowani, bo ty się mścisz i tyle.

    Banda kretynów.

    Przepraszam.

    • Tyle dobrego że ta banda kretynów zdaje się brać pod uwagę Opinię Publiczną („Nie dostałem pozwolenia. Powód? „Może sobie zrobić krzwydę przy zabawie dynią i wtedy zrobi się burza”” – z poprzedniej notki). I choćby dlatego nagłaśnianie jak wygląda ZOO od strony zaplecza ma sens.

  4. Dokładnie. Zamiast pochylać się nad pierdołami, ludzie powinni szerzej rozpatrywać sprawę zwierząt, bo jakiś szacunek i zainteresowanie im się przecież należy, tak? W ogóle to właśnie dzięki panu ludzie zaczęli dostrzegać negatywy łódzkiego ZOO, a i dobrze. Ale jeszcze lepiej, gdyby mieli więcej chęci na zmiany, więcej pokory i empatii do zwierząt, bo o to właśnie walczymy. Dziękuję jeszcze raz panu za poruszenie makabry łódzkiego ZOO. Miejmy nadzieję, że wygra pan sprawę, a zwierzęta będą lepiej żyły…

  5. Pismaki masakra zawsze muszą coś poprzekręcać!!! czytałam notkę źródłową i przeraziło mnie to co czytałam.
    Uświadomiłam sobie, że zapewne w innych ZOO może być bardzo podobnie! Od dawna nie odwiedzam ZOO, powód 1 i aż 1. Odwiedzając pawilon z płazami i gadami zobaczyłam ogromnego żółwia który zamknięty był w terrarium, które było tylko 2 razy większe od żółwia, Biedne stworzenie nie było w stanie normalnie się poruszać bo jego ciało zajmowało 1/2 pomieszczenia! Szyba była porysowana od skorupy i nie było to kilka rys, Nie mam zbytniego pojęcia o żółwiach ale jeśli nawet wspomniany żółw miał jakiegoś rodzaju kontuzję i miał zalecony ograniczony ruch to czy powinien przebywać w takich okropnych warunkach przez bardzo długi czas? Byłam tam po wielu miesiącach i nadal przebywał w za małym terrarium. Słowo terrarium to też przesada bo było to pomieszczenie, którego połowa była płaska a druga połowa miała zagłębienie jak się domyślam miało to służyć za miejsce do kąpieli… było to bardzo dawno temu i nie wiedziałam co z tym zrobić. Dziś mogę się tylko domyślać dlaczego tak było…. Gdyby w zoo pracowali tacy ludzie jak Ty zwierzęta były by kochane i nikt nie traktowałby ich jak przedmioty. Zapewne jesteś jedną z niewielu osób, które postanowiły powiedzieć jaka jest prawda i wierze, że inni również to zrobią! Wierzę że zapoczątkuje to zmiany w instytucji zawnej zoo, mam nadzieję że rozpęta się burza, której nikt już nie zdoła pozamiatać pod dywan !!!

  6. To jest tak zwane RZETELNE DZIENNIKARSTWO. Które nie ma na celu nagłośnienie sprawy, tylko manipulację i włożenie kija w mrowisko.
    Dodawanie coś od siebie, przekręcanie, naginanie – i wkraczamy w świat bajkopisarstwa.

  7. Nie tłumacz się! Obrażają się ci, którzy zamiast dostrzec sedno postu szukali nie wiem czego, widocznie mają problemy z poczuciem własnej wartości :-/ 3maj się! Oby te zwierzęta doczekały się opiekunów z prawdziwego zdarzenia!

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.