Ź: Oswojona puma a bezpieczeństwo

W poprzednich wpisach o pumie pomijałem dość ważny aspekt – pomijałem nieświadomie, bo jednak dla mnie było to oczywiste. A chodziło o niebezpieczeństwo wynikające z działalności opierającej się na umożliwianiu kontaktu przypadkowym ludziom, w tym dzieciom, z dużym, oswojonym kotowatym.

Odkąd zacząłem badać sprawę która jest przedmiotem ostatnich notek regularnie opadała mi szczęka. Opadła mi gdy zachwycona matka opisała na swoim blogu jak pozwoliła swojemu dziecku wejść na wybieg ~1,5 rocznej pumy i ustawić je do niej tyłem żeby zapozowało do zdjęcia.

http://www.justynakotowiecka.pl/2015/08/awantura-o-pume.html

 

Opadła mi, gdy zobaczyłem zdjęcie ~półtorocznej pumy w bezpośrednim otoczeniu małego dziecka:

https://www.facebook.com/WolontariatGAJUSZA/posts/930561707000122

https://www.facebook.com/WolontariatGAJUSZA/photos/pcb.930561707000122/930560317000261/?type=1&theater

 

Opadała mi przy okazji większości linków które zostały zawarte w poprzednim wpisie, a które ukazywały m.in. ucieszonego ojca pozwalającego swojemu dziecku pozować na tle pumy.

http://animalus.blog.pl/2015/08/15/puma-od-a-do-z-w-polewie-prawa-cyrkowego/

I przez długi czas nie mogłem zrozumieć jakim cudem Ci ludzie nie zadali sobie choć przez moment pytania „czy to bezpieczne”. Oczy tak naprawdę otworzyła mi dopiero wymiana zdań z autorką bloga zalinkowanego wyżej, a która znajduje się pod jej wpisem. Dopiero wtedy mnie olśniło – ci ludzie mają bezkrytyczne podejście najprawdopodobniej dlatego, że ich wiedza o zachowaniu zwierząt wzięłą się tylko z interakcji ze zwierzętami udomowionymi, takimi jak psy czy koty, a wiedza o dzikich zwierzętach i ich zachowaniu jest znikoma.

Utożsamiają oswojenie z udomowieniem, nie wiedzą, jaka jest różnica (o której tu: klik) i dla nich sprawa jest prosta – puma jest odchowana od małego, oswojona, czyli jest jak pies czy kot. A wg nich jej właściciel to przecież nie jest przypadkowy człowiek, bo ma pumę, więc niewątpliwie posiada dużą wiedzę w tym temacie i jeśli mówi im, że wpuszczenie dziecka na wybieg jest bezpieczne, to na pewno takie jest.

Czy można winić ludzi nieposiadających tematycznej wiedzy za takie podejście? Nie. To trochę tak jakby przypadkowy człowiek oferował ludziom przeloty swoim helikopterem, a jego strona na FB byłaby wypełniona zdjęciami z takiej działalności. Przeciętna osoba która nie ma pojęcia jak skomplikowy jest pilotaż helikoptera założy, że jeśli ten człowiek ma helikopter, lata nim, żyje, a do tego skorzystali z tych przelotów inni ludzie i miło to wspominają, to ryzyka nie ma. Można wsadzić dziecko na pokład, a później na blogu opisać z entuzjazmem jak pasjonat lotnictwa ma wspaniałe marzenia i umożliwia ludziom przygodę życia.

Mało która z tych osób podejdzie do tego krytycznie, a już nieliczne prześwietlą taką działalność na własną ręke – żeby ze zgrozą dojśc do tego, że właściciel helikoptera to człowiek który o pilotażu ma pojęcie nikłe, obsługi nauczył się metodą prób i błędów, pozwolenie na posiadanie i loty ma przez lukę w prawie a helikopter został zakupiony nie wiadomo do końca skąd.

Sytuacja w tym przypadku wygląda analogicznie. I jest o tyle groźniejsza, że puma to nie maszyna – nie można nad nią w pełni zapanować, pomijając już podłoże etyczne i prawne takiej działalności, bo o tym były poprzednie notki.

Dla mnie to oczywiste, że nawet oswojona i odchowana butelką puma to nadal w głębi dzikie zwierzę, u którego prędzej czy później instynkty mogą przeważyć, a wtedy drugiego ssaka może potraktować tak, jak w naturze traktują je prowadzące samotniczy tryb życia pumy – albo jako konkurenta na swoim terytorium, albo jako pożywienie, albo jako partnera do rozmnożenia. I to będzie moment, akcja potoczyć się może błyskawicznie, a efektem będzie tragedia której ofiarą padnie nie tylko osoba postronna jak np. dziecko, ale też zapewne wtedy puma, która może zostać potraktowana tak, jak traktuje się agresywne psy.

Próbowałem z tymi ludźmi dyskutować. Tłumaczyć im, jaka jest różnica między zwierzęciem udomowionym a dzikim, jak wygląda kwestia instynktów, zwłaszcza mając na uwadze to, że naczelna zasada przy oswojonych, dużych kotowatych to „nigdy nie odwracaj się do nich tyłem”. Że już nie da się stworzyć przy tej pumie groźniejszej sytuacji, jak ustawić do niej tyłem dziecko, gdy ta jest na swoim wybiegu. Pomijając instykty kotowatych, jest to sytuacja tym niebezpieczniejsza, że istnieją materiały video pokazujące jak wyglądały zabawy właściciela z pumą – czyli pozwalanie jej na gonitwę za człowiekiem i rzucanie się na niego:

(00:42)
http://teleexpress.tvp.pl/16630827/puma-jak-mruczek


https://www.facebook.com/studiodowynajeciacom/videos/346382915572910/

Trafiałem w ścianę, ale już rozumiem dlaczego. Jestem dla nich przypadkowym człowiekiem z internetu. Choćby 100 osób zarzuciło komentarzami takich ludzi, czy fundacje zalinkowaną wyżej, to i tak ich to nie przekona – bo na drugim biegunie jeśli chodzi o tę argumentację i wiarygodność, jest właściciel pumy. I jeśli już dali mu się przekonać, że to bezpieczne, to nie zmienią zdania przez „opinię” przypadkowej osoby. Dlatego taka dyskusja jest bezpłodna i nie ma sensu.

Co ma sens, to zapytanie o opinię specjalistów – naukowców z uczelni tematycznych oraz dyrektorów i kierowników działów hodowlanych ogrodów zoologicznych.

Poprosiłem ich o odpowiedzi na 2 pytania:

1) Czy da się w pełni przewidzieć zachowanie pumy (Puma concolor) która od małego była odchowywana przez człowieka?

2) Jakie ryzyko wiąże się z zabieraniem takiej pumy w obce jej miejsca, nierzadko publiczne i/lub udostępnianie kontaktu z nią obcym jej ludziom, w tym m.in dzieciom.

Prosząc przy tym o zgodę na pulbikację oraz podpierając pytania przykładami zalinkowanymi wyżej, a pełna treść wysłanego maila w linku. Oczywiście jego forma różniła się w zależności od adresata:
http://i.imgur.com/G1a95Zm.jpg

Odpowiedzi które otrzymałem:

prof. SGGW dr hab. Tadeusz Kaleta, Kierownik Katedry Genetyki i Ogólnej Hodowli Zwierząt, Wydział Nauk o Zwierzętach Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie
Tematyka prac badawczych i zainteresowań: m.in zoobiologia, relacje człowiek – zwierzę, ssaki drapieżne.
http://www.sggw.pl/o_pracowniku&employee_id=1198606

1) Nie da się przewidzieć zachowania pumy. Nawet u psa domowego, który jest najstarszym zwierzęciem domowym nie da się przewidzieć całkowicie choćby reakcji agresywnych, o czym świadczą liczne pogryzienia ludzi wywołane przez psy . Tym bardziej nieudomowione zwierzę oswojone (nawet odchowane) może w sposób nieprzewidywalny reagować na bodźce, których nie jesteśmy w stanie kontrolować (zwłaszcza w przestrzeni publicznej). Tu trzeba dodać, że zwierzęta funkcjonują w sferze wrażeń często niedostępnych dla człowieka (np. dźwięki, zapachy).

2) Tu przechodzimy do drugiej kwestii. Takie działania, jak zawarte w pytaniu są obarczone dużym ryzykiem dla postronnych ludzi, w szczególności dla dzieci (często traktowane przez duże koty jako potencjalne ofiary).

Najwięcej danych dotyczących wypadków z dzikimi kotami trzymanymi przez człowieka odnotowano w USA, bo Amerykanie mają też najbardziej liberalne przepisy (choć są one zróżnicowane w zależności od określonego stanu). Badałem to w swoim czasie. Udokumentowane wypadki dotyczyły głównie lwa i tygrysa, bo też one są najchętniej w USA trzymane zarówno jako pet animals, jak i źródło zarobku (np. filmy, reklamy itd.). Inne koty mogą być jednak także bardzo niebezpieczne. Generalnie, liczne i nierzadko tragiczne w skutkach wypadki z kotami wynikały przede wszystkim z niedostatecznej kontroli zwierząt, umożliwiające ich ucieczki, oraz niefrasobliwości obcych dla zwierząt ludzi, próbujących dotykać, głaskać itd. Wydaje się także, że , co gorsza, wielu właścicieli dzikich kotów ma daleko niewystarczającą wiedzę dotyczącą ich biologii, zachowania się, potrzeb, co dodatkowo może sprowokować niepożądaną reakcję zwierzęcia.

Uważam, że casus amerykański jest znamienny. Wskazuje on, że trzymanie dużych i niebezpiecznych dzikich (to znaczy nieudomowionych) zwierząt w warunkach domowych jest bardzo ryzykowne zarówno dla właściciela, jak i otoczenia. Pomijam całkowicie konieczność zapewnienia dobrostanu zwierzęcia, a więc zaspokojenie potrzeb, ograniczenie stresu itd. Trzeba mieć także świadomość, że wszystkie dzikie koty są w większym lub mniejszym stopniu gatunkami zagrożonymi  w środowisku naturalnym.

 

Dr. Andrzej G. Kruszewicz, Dyrektor miejskiego Ogrodu Zoologicznego w Warszawie

1) Nie, bo np. podczas rui może się zmieniać, dziwnie reagować na nowe zapachy itd.

2) To jest niedopuszczalne!

 

mgr inż. Grzegorz Garbuz, Dyrektor Ogrodu Zoologicznego im. Stefana Milera w Zamościu

1) Nie jest możliwe pełne kontrolowanie pumy nawet odchowanej na smoczku przez człowieka. W ogrodach zoologicznych najwięcej wypadków ma miejsce zwłaszcza z udziałem takich zwierząt ponieważ ich opiekunowie są przekonani, że w pełni są w stanie przewidzieć zachowanie zwierzecia. Niestety natura czesto wygrywa z wychowaniem i skutki bywają tragiczne.

2) Niebezpieczeństwo niekontrolowanej agresji zwiększa się w przypadku eksponowania zwierzecia w obcym otoczeniu dlatego uważam,że umozliwianie zwłaszcza dzieciom bezpośredniego kontaktu z takim zwierzęciem to przejaw lekkomyślności i braku odpowiedzialnosci.

 

p. Andrzej Malec, kierownik działu hodowlanego Śląskiego Ogrodu Zoologicznego

1) Jest to niemożliwe. Indywidualny charakter zwierzęcia, chwilowe warunki otoczenia, pogoda, obecność innych osób niż opiekunowie, obecność innych zwierząt domowych, zapach po spożyciu alkoholu itp. mogą indukować nieprzewidywalne reakcje.

Przykłady z naszej praktyki :

- odchów 2 małych pum . W okresie karmienia mlekiem i początkowym okresie przechodzenia na pokarm stały bezproblemowy kontakt z opiekunami zwierząt i osobą wykonującą dokumentację fotograficzną. Po osiągnięciu wieku ok. pół roku samiczka stała się agresywna dla opiekunów i zaprzestano bezpośrednich kontaktów, trwała nadal pełna tolerancja dla fotografa z którym miała kontakt od urodzenia ale sporadyczny. Samiec upodobał sobie jednego opiekuna, chodził z nim na spacery, w pełni tolerował jego obecność na wybiegu, drugi opiekun, którego znał od urodzenia stał się obiektem nieprzyjaznych „polowań”.

- odchów tygrysów syberyjskich. Przyjazny odchów na butelce, zabawy z opiekunami , spacery. Po osiągnięciu wieku ok. pół roku stały się zbyt silne do symulowanych zabaw, siłowania i ataków. Uderzenia łapą mogło wyrządzić poważną krzywdę , zabawa mogła zamienić się w polowanie. Pozostała nam „szorstka przyjaźń”

Przykład z RPA w Afryce. Odchowano geparda na butelce na farmie zawodowych hodowców zwierząt. Córka właścicieli codziennie biegała z gepardem w terenie. Pewnego razu biegnąc obok zwierzaka chciała sprowokować go do szybszego biegu i nagle przyspieszyła wyprzedzając go. Gepard zaatakował ją i dotkliwie poranił. Nagła ucieczka „obiektu” wyzwoliła w nim odruch polowania i ataku.

2) Istnieje ryzyko indukcji naturalnego odruchu polowania w przypadku gwałtownego zachowania, szybkiego ruchu, symulowania ucieczki, innych tego typu „działań” mających na celu sprowokowanie zwierzaka do reakcji. Puma atakując zazwyczaj chwyta za kark uszkadzając kręgi i rdzeń kręgowy. Z danych opisujących ataki pum na ludzi w USA najczęstsze są urazy głowy i szyi, najbardziej narażone na ataki były dzieci.

 

dr Robert Maślak, Uniwersytet Wrocławski, Instytut Biologii Środowiskowej Zainteresowania badawcze: m.in etologia, w tym szczególnie zoopsychologia i dobrostan zwierząt dzikich w niewoli

1) Nikt nie jest w stanie przewidzieć do końca zachowania zwierzęcia, ale o ile w przypadku małego i łagodnego gatunku nieprzewidziane zachowanie nie przyniesie ze sobą dużych szkód, o tyle w przypadku tak dużego i potencjalnie niebezpiecznego zwierzęcia jak puma, konsekwencje mogą być tragiczne. Mała puma odebrana matce stosunkowo łatwo się oswaja i ma często dobry kontakt z opiekunem. Także okres młodości takiego osobnika jest stosunkowo bezpieczny dla otoczenia. Puma, jak każdy kociak, lubi zabawę, pieszczoty i kontakt z człowiekiem, którego traktuje jak matkę. Problemy zaczynają się zwykle wraz z osiągnięciem dojrzałości płciowej, niektóre pumy pozostają łagodne, inne staja się agresywne lub miewają okresy rozdrażnienia. Podobnie jak u wielu innych inteligentnych ssaków zmienność w zachowaniu pomiędzy osobnikami jest ogromna. Najgorzej jest, gdy dojdzie do sytuacji lękowej, z którą puma nie umie sobie poradzić. Najlepiej widać to u osobników zbiegłych z hodowli. Pomimo wychowywania się blisko człowieka, w warunkach stresu ich zachowanie jest trudne do przewidzenia. Szacuje się, że w ciągu ostatnich ponad 30 lat aż 2/3 ataków pum na ludzi w USA jest spowodowana właśnie przez osobniki zbiegłe z domów i hodowli.

2) Z tym pytaniem wiążą się dwa aspekty. Jeden dotyczy dobrostanu, drugi bezpieczeństwa. Z częstym przemieszczaniem wiąże się często stres oraz konieczność uwięzienia zwierzęcia w ciasnej klatce czy na smyczy. Trudno uznać to za komfortowe dla pumy. Zwiększa to także ryzyko ewentualnej ucieczki kota. Poważniejsze jednak wydaje się potencjalne niebezpieczeństwo dla ludzi, którzy mają kontakt z pumą. Trzeba powiedzieć wprost, dorosła puma może być bardzo niebezpieczna, wystarczy jakaś nieprzewidziana okoliczność, aby zwierzę poczuło zagrożenie i stres. Nie musi to być od razu wybuch petardy, ale obcy zapach, dźwięk czy po prostu zmienny nastrój związany z cyklem rozrodczym. Wtedy droga do ataku na człowieka jest bardzo krótka. Konsekwencje mogą być tragiczne, a siła i szybkość działania kota zaskakująca nawet dla właściciela.

 

p. Maja Szymańska, kierownik działu ssaków drapieżnych Ogrodu Zoologicznego w Poznaniu

Nie da się w 100% przewidzieć zachowania dzikiego kota. Trzeba wielu, wielu lat pracy z dzikimi zwierzętami, by nauczyć się tego co dzieje się głowie danego zwierzęcia. Że każdy wydawany przez nie dźwięk, ruch ogona, mimika pyska, postawa ciała, sposób w jaki jeży sierść zdradza nastroje zwierzęcia. A i tak jego reakcję trzeba zawsze rozpatrywać na poziomie konkretnej sytuacji. I trzeba zawsze pamiętać o tym, że dzikie zwierzęta są mniej przewidywalne niż zwierzęta domowe. Te ostatnie były od wielu pokoleń, selektywnie hodowane pod kątem pewnych, pożądanych przez człowieka cech, min. łagodności i braku agresji w stosunku do istoty ludzkiej. W przypadku dzikich zwierząt nie ma mowy o takim procesie.

Młode pumy, podobnie jak i kocięta innych dużych kotów są słodkie i „przytulaśne”. Ale to może się zmienić gdy osiągną dojrzałość płciową. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że pojawi się u nich agresja i chęć realizacji naturalnych instynktów np: przedłużenia gatunku. A gdy małe kocięta wychowane przez człowieka, tzn. nie znające naturalnego wzorca zachowań charakterystycznego dla własnego gatunku, urosną, mogą zachowania seksualne przenosić na człowieka.

Wyraźnie podkreślę, że żyjąc i pracując z dzikimi kotami musimy zawsze mieć na względzie fakt, że drzemie w nich instynkt drapieżnika-zabójcy i przed tym nie uciekniemy. I że ten instynkt może zawsze się obudzić, w każdej sytuacji. Może go wywołać dźwięk klaksonu samochodowego, sygnał syreny alarmowej, wystrzał fajerwerków, jakiś drażniący zapach. Jest wiele czynników, które mogą zwierzę rozdrażnić, przestraszyć i wywołać u niego nieprzewidywalną reakcję. Zatem zabieranie takiego kota, w zupełnie obce dla niego miejsce, pełne obcych dźwięków i zapachów, może wywołać u zwierzęcia atak agresji. A nawet jeżeli mamy do czynienia z osobnikiem o wyjątkowo łagodnym usposobieniu, to proszę pamiętać, że jest to drapieżnik, wyposażony w kły i pazury które służą mu w naturze do zabijania innych zwierząt. Dlatego udostępnianie ludziom, w tym dzieciom, kontaktu z dużym drapieżnikiem niesie ze sobą ryzyko podrapań, pogryzień, a w skrajnych przypadkach nawet śmierci.

Zrzuty ekranu maili:
http://imgur.com/a/XbJrI

Odpowiedzi nie pozostawiają miejsca na wątpliwości. Nie da się w pełni przewidzieć zachowania pumy odchowanej „od małego”, a umożliwianie kontaktu z nią osobom postronnym (jak i opieka nad nią) jest czymś niebezpiecznym. Jak w praktyce wygląda atak oswojonego, dużego kotowatego na człowieka który następuje gdy przeważą instynkty? Jest to moment, rzadko kiedy poprzedzony jakimkolwiek ostrzeżeniem, a idealnie został przedstawiony na gifie niżej, i w szerszym kontekście w materiale filmowym pod gifem.


http://i.imgur.com/JFuQsmZ.gifv



 

Sesja zdjęciowa, ewidentnie oswojony, młody lew, 2-3 sekundy w trakcie których instynkty przeważyły nad oswojeniem. Efekt? 4 połamane żebra u ofiary, a to i tak szczęśliwie biorąc pod uwagę okoliczności. „Trenerzy” zapewne też przed sesją uspokajali, że będzie wszystko ok. Pumy tylko pozornie są mniej groźne niż lwy – to zbitki mięśni, potrafiące skakać kilka metrów wzwyż i polujące w naturze na zwierzęta większe od siebie. Jak wygląda ich strategia unieszkodliwiania ofiary – na filmie niżej.

 



 

Pumy to zwięrzeta polujące z zasadzki. Nie dają sygnałów ostrzegawczych (tak jak nie robi tego żaden atakujący drapieżnik), wszystko rozgrywa się błyskawicznie, a ofiara jest zabijania poprzez obrażenia rdzenia kręgowego i/lub uduszenie. Biorąc pod uwagę wszystko co zostało powiedziane wyżej i materiały filmowe, jedynie osoba zupełnie pozbawiona wyobraźni mogłaby stwierdzić, że udostępnienie oswojonej pumy postronnym ludziom nie wiąże się z żadnym ryzykiem.

Jak zostało wspomniane w opiniach wyżej, problem niebezpieczeństwa związanego z przetrzymywaniem dużych kotowatych jest szczególnie widoczny w USA, z uwagi na dużo liberalniejsze prawo w tym względzie. I tam, organizacje zwalczające takie zjawisko, publikują konkretne dane dotyczące ataków oswojonych kotowatych (w tym pum) na ludzi.


http://bigcatrescue.org/children-killed-and-mauled-by-big-cats/


http://bigcatrescue.org/big-cat-attacks/

W Polsce duże kotowate posiada prywatnie więcej niż jedna osoba – ale tylko jedna osoba publicznie chwali się swoją działalnością polegającą na stwarzaniu zagrożenia dla pobocznych ludzi którzy nie są świadomi ryzyka. Czy pomijając względy etyczne i prawne, można by przymknąć oko na trzymanie na swojej posesji dużego kotowatego, wzruszyć ramionami i powiedzieć „nie moja sprawa”? Nie wiem. Natomiast wiem, że nie może być zgody na działalność przedstawioną w linkach na początku notki, i udokumentowaną we wpisie poprzednim. Tragedia jest kwestią czasu – tak, jak potencjalni naśladowcy którzy dostają gotową receptę jak można legalnie nabyć i przetrzymywać pumę, oraz którzy dostają przekaz „po zalegalizowaniu wolno mi wszystko”. Przy bierności, za 10-15 lat możemy mieć przez to sytuację jak w USA.

Niestety ze swojej strony jedyne co mogę, to nagłaśniać sprawę i próbować edukować potencjalne ofiary lekkomyślności przedstawionej w cyklu wpisów o ogródkowej pumie.

P.S. Na stronie www działalności opisanej w tych notkach widnieje dokument z Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie, mówiący o nawiązaniu współpracy:
http://projektpuma.kylos.pl/WordPress/zakresy-dzialalnosci/dzialalnosc-naukowa/

Zapytalem osobę której podpis i pieczątka widnieje na dokumencie, jak ta współpraca wygląda i poprosiłem o zgodę na publikację. „Współpraca” wygląda tak, jak podejrzewałem:

prof. dr hab. Leszek Drozd
Wydział Biologii i Hodowli Zwierząt
Zakład Hodowli Zwierząt Towarzyszących i Dzikich
Uniwersytet Przyrodniczy w Lublinie

Pan Kamil S. zwrócił się do mnie w lecie ubiegłego (2014) roku z zapytaniem czy nie jestem zainteresowany współpracą w zakresie badań behawioralnych nad pumą, która jest w jego legalnym posiadaniu. Ponieważ mój Zakład prowadzi badania nad zachowaniem się zwierząt wyraziłem zgodę. Warunkiem umowy ustnej była możliwość prowadzenia obserwacji przez moich współpracowników i studentów pumy w miejscu jej przebywania. Pan Kamil S. poprosił mnie czy nie mógł bym skierować do niego stosowne pismo co też uczyniłem. Na jesieni 2014 roku i początku 2015 roku pan Kamil S. był ze swoją pumą na spotkaniu ze studentami (na jego prośbę) kierunku „behawiorystyka zwierząt” Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie. Na spotkaniach tych spotkał z merytoryczną i uzasadnioną krytyką swoich działań. Po tych spotkaniach chciałem żeby pan S. potwierdził, kiedy będzie można przeprowadzić z naszej strony obserwacje behawioralne pumy w celu określenia, jak to zostało ujęte w moim piśmie, w zakresie adaptacji i dobrostanu dzikich zwierząt. Interesowało nas porównanie behawioru pumy utrzymywanej w warunkach domowych z naszymi wcześniejszymi badaniami prowadzonymi nad dzikimi kotowatymi w warunkach ogrodów zoologicznych. Po tych prośbach nasze kontakt urwały się i uznałem, że na tym nasza „współpraca” została zakończona. Działalności cyrku pana S. nie śledzę ponieważ jestem gorącym przeciwnikiem wykorzystywania zwierząt w tego typu działalności.

http://i.imgur.com/vdZHHbs.jpg

6 Komentarze

  1. Więcej dodawać nie trzeba.

    Obawiam się, że dopiero właśnie jakaś tragedia zmieni pewnym ludziom myślenie…

    Jestem ciekawa, jak mój profesor z uczelni odpowiedziałby na te pytania ;).

  2. Najbardziej obawiam się, że najbardziej ucierpi to piękne zwierze. Znając życie, przy najmniejszym „wypadku” najnormalniej zostanie zastrzelone. Ku*wa, facet chciał mieć pumę, kupił ją, nie bije, dba i karmi. Po ch*j się tym chwali, wozi po zakładach i innych instytucjach publicznych. Teraz jest „na widelcu” i „pod lupą”. Do tego jego bezmyślność i ignorancja wcześniej lub później doprowadzą do wypadku (oby nie śmiertelnego). Jakby go pogryzła jego własna „legalna” 50 kilowa kicia, to pół biedy, może nawet oboje by przeżyli. Ale jeśli kicia rzuci się na dziecko, to dziecko raczej szans nie ma, kicia zresztą też – przyjedzie „szeryf” i ulży swojej frustracji zabijając Nubię bez mrugnięcia okiem. A skąd frustracja? Bo do bandytów w tym kraju strzelać nie wolno.

    • Tak w ogole to do „wypadku” nie trzeba agresji ze strony zwierzaka. Mam w domu dwa koty, slodki, udomowione zwierzaki, ktore nie okazuja agresji, ale czasem w zabawie zamiast w wedke trafia mnie w reke. A teraz wyobrazilam sobie, ze bawie sie z pantera… Zwierze moze nawet nie chciec atakowac – koty uzywaja sporo przemocy w zabawie, to jest naturalne zachowanie, gorzej jak zamiast bawic sie z druga pantera trafia na 5latka…

  3. świetne wpisy, wszystkie przeczytałam i bardzo dziękuję Panu za to, co próbował Pan dla tej biednej pumy zrobić.
    Puma nadal wynajmowana jest do fotek, widać po filmach, w jak skandalicznych warunkach przebywa (małe pomieszczenia, „zabawy z małymi psami, które wyraźnie ją męczą), wypadek jest tylko kwestią czasu.

    Niestety Pan Kamil kupił pumę nie z miłości do zwierzęcia, ale dla zarobku. Puma pracuje i to ciężko, tylko wmawia się nam, że „uwielbia pozować — jasne, jak każde dzikie zwierze. po to się wszakże rodzą (dla Pana Kamila informacja, bo ma poważne problemy z czytaniem ze zrozumieniem – to powyżej, to SARKAZM). Reasumując, król jest nagi, chodziło tylko o zabawkę i o kasę, być może o rekompensatę jakichś braków, to już oczywiście spekulacje ;)

    Pozdrawiam gorąco i dziękuję za świetną robotę!
    Basia

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.