Tresura w cyrkach

Jak nauczyć tygrysa skoku przez płonącą obręcz? Jak nauczyć słonia balansowania na kuli? Techniki tresury w cyrkach nie są wiedzą łatwo dostępną, wiedza ta jest jednak niezbędna żeby móc w miarę możliwości obiektywnie spojrzeć na zagadnienie zwierząt wykorzystywanych do pokazów – bez tego można utknąć w ogólnym pojęciu „znęcanie się”, które może nie oddawać pełni prawdy.

Pokazy dużych kotów w cyrkach są pod pewnymi względami imponujące jeśli stłumić empatię i spojrzeć na nie przez pryzmat behawiorystyki zwierząt. Już nauczenie domowego kota cyrkowych sztuczek może wydać się przeciętnej osobie czymś niemożliwym do zrobienia, w cyrkach jednak takie rzeczy robią nie domowe koty, a lwy i tygrysy. Drapieżniki które w swoim środowisku są na szczycie łańcucha pokarmowego – jak z takiego zwierzęcia zrobić posłuszną marionetkę?

1

2

tigers

 

Jak wspomniałem we wstępie, techniki cyrkowej tresury są czymś, czym cyrkowcy się nie dzielą. Nie prowadzą ogólnodostępnych pokazów ćwiczeń, nie opowiadają z detalami o technikach, nie wydają podręczników o tytule „Tresura dzikich zwierząt”. Żeby do takich rzeczy dotrzeć trzeba zostać treserem lwów samemu, lub dokładnie prześledzić historię cyrków – bo w tej można znaleźć odpowiedzi które od kilkudziesięciu lat są dość hermetyczną wiedzą. Kiedyś taką nie była, a w dalszej części notki pojawią się m.in cytaty z napisanej przez tresera lwów książki o tytule który już był wymieniony wyżej w formie przerysowania – czyli „Tresura dzikich zwierząt”. Książka wydana została w 1903 roku, dlatego dużą część notki muszę poświęcić historii cyrków i samej tresury dużych kotów, bo ta jest niezbędna do zrozumienia dlaczego m.in książka o tresurze napisana ponad wiek temu jest nadal adekwatna do zagadnienia współczesnych cyrków.

 

retro22

 

Cyrk w takiej formie w jakiej jest znany współcześnie powstał stosunkowo niedawno – w 1792 roku. Jego historia zaczęła się w Londynie, gdy Philip Astley, były kawalerzysta, po kilku latach urządzania pokazów jeździectwa na londyńskich placach, wybudował kolistą arenę specjalnie do tego celu. Arena była kolista nie bez powodu – pokaz w każdej chwili był widoczny dla każdego z publiczności, a siła odśrodkowa podczas galopu konia w koło pozwalała na bardziej skomplikowane techniki.

 

ast1

 

Astley, żeby widowisko było ciekawsze, zatrudnił również akrobatów, linoskoczków i żonglerów, a pokazom towarzyszyła muzyka. Później pojawili się naśladowcy i zaczęły otwierać się nowe cyrki – czego jednak w nich na początku nie było, to zwierząt egzotycznych. Te w cyrkach pojawiły się kilkadziesiąt lat później i stało się to na skutek pewnego rodzaju zbiegu wydarzeń, z których wyłonił się cyrk dokładnie w takiej formule, w jakiej funkcjonuje współcześnie.

 

retroleo

 

Lwy, tygrysy czy słonie były przetrzymywane w Europie na długo przed powstaniem cyrku – w przodkach ogrodów zoologicznych czyli menażeriach. Były to zbiory egzotycznych zwierząt, kolekcjonowane przez rodziny królewskie i arystokracje, a ich historia sięga początków średniowiecza. Funkcjonowały również w okresie narodzin cyrku, choć już jako przedsiębiorstwa które służyły do zarabiania pieniędzy, a nie prywatne kolekcje możnych. W tamtym okresie coś takiego jak „prawa zwierząt” było abstrakcją, stąd i np atrakcją w jednej ze słynniejszych angielskich menażerii, jeszcze w 1825 roku, były organizowane pokazowe walki lwa z psami.

 

lionbait

 

Menażerie, choć na mniejszą skalę, istniały również w USA, tam jednak funkcjonowały na innej zasadzie niż europejskie – były wędrowne. Z uwagi na rozrzut miast w USA zwyczajnie nie opłacało się prowadzić stacjonarnych przedsiębiorstw rozrywkowych, stąd zwierzęta w klatkach były wożone pomiędzy miasteczkami. W jednej z takich menażerii, w 1828 roku doszło do powstania nowego zjawiska – tresury lwów. Pracujący jako sprzątacz klatek w jednej z wędrownych menażerii Isaac A. Van Amburgh zaczął robić rzeczy, które wtedy wydawały się szalone. Wchodził do klatek lwów, wkładał im głowę do paszcz i ogólnie robił show, które dzisiaj kojarzy się właśnie z cyrkami.

 

ISaac1

 

Choć obraz powyżej ma swoisty, sielankowy urok, mniej go mają opisy zachowań Isaaca. Wg relacji występy często polegały na przebieraniu się Isaaca w strój gladiatora, wejściu do klatki i drażnieniu dużych kotów które następnie okładał łomem żeby wymusić dominację, a clue programu było zmuszenie np lwa do lizania Isaacowi butów. Udawało mu się to ponieważ potrafił skrajnie zagładzać zwierzety żeby były osłabione. Na krytykę Isaac odpowiadał cytując Biblię: „A wreszcie rzekł Bóg: «Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi!» „.

 

Isaac2

 

Tak jak dzisiaj cyrki znajdują swoją widownię, tak i wtedy na brak widzów Isaac nie narzekał – dorobił się sławy i sporych pieniędzy, a jego występy zbiegły się w czasie z przybyciem do USA koncepcji cyrków. Jak w Europie były to stacjonarne, murowane areny, tak w Ameryce musiały przyjąć formułę taką jak przyjęły tamtejsze menażerie, czyli wędrownych pokazów. Osoby prowadzące cyrki zauważyły również jak wiele widzów przyciągały występy Isaaca i zwietrzyły w tym interes. Zaczęło dochodzić do fuzji amerykańskich menażerii z cyrkami i mniej więcej od połowy XIX wieku po USA krążyły cyrki takie jakie znamy dzisiaj – mix pokazów akrobatyki z pokazami tresury dzikich zwierząt. Podobny proces zaszedł w europejskich cyrkach, m.in za sprawą tego, że do Anglii przeprowadził się Isaac A. Van Amburgh, gdzie cieszył się nie mniejszą sławą niż w USA.

 

ISaac3

ISaac4

 

Przełom XIX i XX wieku to rozkwit cyrków i tresury zwierząt. Doszło do pewnego rodzaju wygładzenia gustów widowni – ta nie różniła się za wiele od współczesnej publiki cyrków. Chciała pokazów zwierząt, rozkosznych kociaków, a nie pokazów w wydaniu Isaaca. Ewidentne męczenie zwierząt było czymś niepożądanym, tym bardziej, że oprócz rozkwitu cyrków nastąpił w tamtym okresie również rozkwit ruchów prozwierzecych. Pokazy musiały więc być delikatne, i takie też były – niewiele różniły się od współczesnych.

 

Morelli

r122

ret

rety5

 

W latach 30tych XX wieku nastąpił pewien regres pod kątem podejścia do zwierzat, a zarazem też jest to złoty okres cyrków. Cyrki stały się częścią kultury masowej w USA a ich wizyta w miasteczkach była praktycznie świętem.

 

fair1

fair2

 

Dla mieszkańców w czasach przed TV, których przez Wielki Kryzys nie stać było na jakiekolwiek rozrywki, wizyta cyrku była czesto wydarzeniem roku a nasłynniejsi cyrkowcy byli gwiazdami na skalę kraju. Tak jak być może najsłynniejszy „treser lwów” Clyde Beatty

 

Clyde1

 

Stereotypowa postać „pogromcy lwów” z biczem i krzesełkiem wzięła się właśnie od niego.

 

clip

 

Ciężko powiedzieć z czego wynikała zmiana oczekiwań publiki takich widowni – z typu „dżentelmen” przełomu wieków, w latach 30tych treser lwów zamienił się w poskromiciela lwów, macho który bardziej z tymi lwami walczy niż je tresuje. Była już to epoka w której rozpowszechnione było rejestrowanie obrazu, zachowały się więc materiały z występów Clyda:

 

 

 

 

Jeden z tych filmów, urywek z jego pseudoautobiografii „The Big Cage” (1933) pokazuje jak zdziczałe to były czasy pod kątem ochrony zwierząt i ich praw – a jest to walka tygrysa z lwem, do której nagrania trzeba było podejść kilkukrotnie, bo tygrysy były zabijane za szybko. Mówiąc prościej – na potrzeby filmu napuszczono na siebie lwa i tygrysa i kręcono aż udało się otrzymać satysfakcjonujący materiał. Zwierzęta pochodziły z cyrku Clyda.

 

 

Dopiero od lat 70tych daje się zauważyć większe uświadomienie społeczeństwa, a cyrki mniej więcej od tamtego okresu zaczynają być pod ostrzałem krytyki. Do tego dochodzi rozwój techniki – dla przeciętnego zjadacza chleba wzrosła potencjalna liczba rozrywek, stąd cyrki tracą swoją pozycję. Wtedy też urywa się ich pewnego rodzaju kontakt ze światem zewnętrznym – treserzy przestają publikować materiały takie jak autobiografie z detalami technik tresury, przestają rozpowiadać się o szczegółach swojej pracy itp, itd. Wiedza o tresurze zwierząt staje się wiedzą hermetyczną a dla osób z zewnątrz jedyną opcją na zapoznanie się z nią są jedynie materiały z lat 1900-1960, a w tym i te z początku wieku gdy pokazy wyglądały bardzo podobnie do tych współczesnych – efekt tresury był w sumie taki sam jak dziś, w przeciwieństwie do „poskramiania zwierząt” rodem z cyrku Clyde Bettyego.

 

rreeet

 

new1

 

Żeby zobaczyć jak wyglądają pokazy cyrkowe okiem przeciętnego odbiorcy nie trzeba już odwiedzić cyrku – materiałów jest na tyle dużo, że wystarczy odpalić Youtube.

 

 

 

Radosna oprawa muzyczna, uśmiechnięci treserzy. Sielanka. I nasuwające się pytanie „jak oni to robią”. Jak zrobić z lwa czy tygrysa marionetkę?

 

Mario

 

Odpowiedź na to pytanie jest dość prosta, bo i u samych podstaw prosta jest tresura. Jest tak naprawdę na tyle prosta, że gdy cyrki 150 lat temu raczkowały, to ludzie którzy czesto zaczynali od sprzątania klatek potrafili metodą prób i błędów dojść do tego jak sterować dużymi kotami.

 

Bona1.jpg

 

Tresura, czyli sprawienie, żeby zwierzę robiło dokładnie to co chcemy, nie jest również wynalazkiem nowożytnym – choćby z koni ludzie korzystają od ok 6 tysięcy lat i śmiem twierdzić, że skłanianie dzikich koni (a raczej ich przodków) do ich ujeżdżania było do wykonania cięższe niż skłonienie lwa do przeskoczenia przez obręcz.

 

horse1

 

Na temat behawiorystyki zwierząt i warunkowania ich (czyli tresury) powstają książki, więc żeby na potrzeby tej notki sprowadzić to do absolutnego minimum – zwierzę potrzebuje nagrody żeby zrobić to co chcemy, oraz kary żeby nie robić tego czego nie chcemy. Kara niekoniecznie musi być nieprzyjemnym bodźcem, może nią być choćby brak bodźca pozytywnego – choć zadziałać to może dużo słabiej oraz zależy od bardzo wielu zmiennych. Tak wielu, że brutalnie rzecz ujmując, kara w postaci negatywnego bodźca często jest w tresurze skuteczniejsza, a bodziec negatywny to najczęściej ból, choć nie musi być zadany w postaci ciosu. Może być zadawany np za pomocą kolczatki dla psów.

 

kolczatka.jpg

 

W tresurze psów odchodzi się obecnie od stosowania bólu ze względów etycznych, pytanie natomiast które zadałem sobie kilka miesięcy temu a które skłoniło mnie do grzebania, i w konsekwencji do napisania tej notki, to: czy jest możliwe, że cyrkowcy mają rację i przy tresurze lwów, tygrysów czy słoni nie stosuje się obecnie bólu.

happy1.jpg

 

Czy te kijki w dłoniach, a czasem bacik, które widać przy każdych pokazach faktycznie są tylko wykorzystywane do nagradzania jak twierdzą cyrkowcy?

 

bat

 

Wydana w 1903 roku przez tresera Frank C. Bostock książka „Tresura dzikich zwierząt” („Training of wild animals„) opisuje techniki tresury oraz życie tresera lwów. Ksiażka się mocno zdezaktualizowała, a wynika to choćby z tego względu, że w tamtym okresie zwierzeta do cyrków były głównie odłapywane z natury – przez co technika tresury wyglądała inaczej, choć ku mojemu zaskoczeniu np Bostock preferował tresować zwierzeta faktycznie dzikie, zamiast tych urodzonych w niewoli które od urodzenia przyzwyczojne były do kontaktu z człowiekiem. Czyli preferował coś teoretycznie trudniejszego.

 

Bostock.jpg

 

Choć czy techniki te się faktycznie zdezaktualizowały wiedzą jedynie cyrkowcy, ale nawet jeśli, to ta ksiażka, swoista autobiografia autora, jest dobrą drogą do poznania odczuć i myśli człowieka który „łamał” zwierzęta w tamtych czasach. Źródło to niestety też nie jest raczej do końca obiektywne, bo cyrki były poddawane krytyce już od momentu powstania, więc w miarę możliwości już wtedy starano się wygładzać ich wizerunek. I tak np już w samym wstępie od edytora książki możemy przeczytać:

„Rzeczą którą byłam bardzo zainteresowana, i na którą zwracałam szczególną uwagę, było to, że nigdy w czasie pokazów nie widziałam choćby najmniejszych oznak okrucieństwa”

Jak i również we wstępie od autora, który opisuje swoje rozterki dotyczące zasadności tego co robi i trzymania zwierząt w niewoli dla rozrywki. A których rozterek rozwianie opisuje tak:

„Pewnym jest, tłumaczyłem sobie, że lepiej tym zwierzętom ze mną; nigdy nie cierpią głodu, pragnienia, nie umierają w okrutny sposób, ani nie zadają innym śmierci (…) Tresura moich przygłupich kompanów nigdy nie jest okrutna, a patrząc na systematykę tresury można by uznać, że dużo okrutniejsze jest dyscyplinowanie niepokornych dzieci. Dobroć jest biczem używanym do kierowania zwierzetami. Bez niej żadne z nich nie zrozumiałby co ma robić.”(…) „

Choć podejście „lepiej zwierzęciu w niewoli bo na wolności jest niebezpiecznie” może wydawać się naiwne z punktu widzenia czasów współczesnych, to można zrzucić to na karb tamtego okresu, gdy prawa zwierząt były abstrakcją, a obowiązujące przekonanie było takie, że człowiek stoi bardzo wysoko nad światem zwierząt, czyli może z nimi robić, co mu się tylko podoba. Co też wyziera ze słów autora:

„Dzikie zwierzeta nie były tresowane przez naszych przodków. Dopiero postęp myśli ludzkiej i nasze zapanowanie nad zwierzetami pozwoliły, korzystajac z zachęty zarobku, utworzyć sztukę tresury, która rozwija się tym bardziej, im bardziej jest opłacalna, a każdy krok do przodu jest zasługą treserów przez ich wrodzone zamiłowanie do ryzyka i niebezpieczeństwa”

Co możemy przeczytać o samej tresurze? Niestety nie tyle, ile się spodziewałem po książce o takim tytule, ale znajdują się ustepy choćby poświęcone temu, jak ważne jest powtarzanie danych czynności.

„Tresura jest efektem lat cierpliwego wysiłku, bo w praktyce oznacza narzucenie zwierzeciu zwierzeciu zachowań które są sprzeczne z ich instynktami, a doprowadzenie tresurą u zwierzęcia do zwycięstwa spokoju nad intynktem jest jednym z największych dowodów na wyższość człowieka nad dzikimi zwierzetami.”

„Zwierzę uczy się przez skojarzania. Choć powszechnie uważa się, że strach jest przyczyną uległości przed treserem, to jest to nieprawda. Nawyk i ignorancja jest przyczyną dla których zwierzę staje się potulnym uczniem kierowanym przez tresera. Zwierzęta stają się przyzwyczajone do robienia ciągle tych samych czynności, a ich nieświadomość własnej potęgi utrzymuje je w stanie podporządkowania”

„Nie można pozwolić zwierzęciu na regres. Każde ćwiczenie wykonane jednego dnia musi być wykonane następnego dokładnie w taki sam sposób; od tej reguły nie ma odstępstw. To jest powód dla którego przy każdym pokazie treser wymusza identyczne zachowania od zwierząt. Siła nawyków jest tak duża, że odpuszczenie zwierzęciu dzisiaj może doprowadzić do jego krnąbrności jutro”

Są również ustępy poświecone kijkom które do dziś są obecne w występach, a które w książce z 1903 roku są jak najbardziej powiązane z zadawaniem zwierzęciu bólu.

„Na tym etapie Jack Bonavita zawsze ma dwa dębowe kijki, po jednym na każdą rękę. Kijek w prawej używany jest błyskawicznie, a lew który został nim ukarany i nie zna przeznaczenia kijka w lewej, zaczyna się go również obawiać”

„Czasami na kijku umieszczane jest mięso, dzięki temu zwierzę jest stopniowo przyzwyczajane do jego bliskości.”

„Wtedy właśnie kijek opada błyskawicznie, ten sam który służył do nagradzania i dostarcza przyjemnych wspomnień. Tym razem jednak opada szybko i szczwanie w czubek nosa, który dla lwów jest najbardziej wrażliwym miejscem. Uderza ponownie i szanse są 10 do 1, że dwa ciosy kijkiem w nos wystarczą. Kijek nie jest jej jedyną bronią – ma jeszcze jedną. Żelazny, ciężki kolec na dłuższym kiju. Cieńki i tępy na tyle, żeby nie przebić skóry uderzeniem, ale na tyle ostry, żeby zwierzę zrozumiało, że złym pomysłem jest atakowanie tresera.”

Bostock daje świadectwo przeznaczenia kijków i bata – służyły zarówno do bicia, czyli kary, jak i podawania zwierzęciu za jego pomocą kawałków mięsa, nagrody. Zasady tresury była prosta: zwierzę po zrobieniu czegoś pożądanego było nagradzane, po zrobieniu czegoś niepożądanego było karane zadaniem mu bólu poprzez uderzenie kijkiem, czyli mówiąc wprost: było karane biciem. Czy coś się z biegiem lat zmieniło? Zagłębiając się w książki z okresów późniejszych można dotrzeć do biografii cyrkowych potentatów z USA, braci Ringley. Czy raczej autobiografii, bo została napisana przez jednego z właścicieli cyrków „Ringling Bros.”

 

ring1

 

Wydana w 1960 roku książka „The Circus Kings: Our Ringling Family Story” o samej tresurze zwierząt mówi skąpo, ale jeden fragment jest bardzo istotny w kontekście tego, jak wyglądała tresura oczami człowieka który na prowadzeniu cyrku zjadł zęby i którego ciężko posądzić o tendencyjne i emocjonalne podejście anytcyrkowe. Bohaterem ustępu jest Alfred Court, jeden z najsłynniejszych treserów XX wieku – między wierszami można wyczytać jak wyglądała kwestia tresury w cyrkach tamtych lat

„Najważniejszym wydarzeniem które wiązało się z powrotem Johna było najęcie Alfreda Courta i jego asystenta, Damoo Dhotre z Indii, którzy prowadzili autentycznie przerażające pokazy zwierząt. Pokaz składał się z trzech rzędów wymieszanych zwierząt: lwów, tygrysów, pum, czarnych lampartów, różnego rodzaju niedźwiedzi, psów i pięknej pantery śnieżnej.”

 

Court1

 

„W moim odczuciu Alfred Court jest największym treserem dzikich zwierząt jakiego widział świat. Wiem, że brzmi to jak gadanie impresario cyrkowego, ale jest to prawda. Nie jest to typ osiłka-tresera z pejczem i pistoletem, który udaje, że naraża się na niesamowite niebezpieczeństwo i ułagadza koty brutalnością i swoim twardym spojrzeniem. Court działa inaczej, a przy tym jest tak ułożony i delikatny, że jego tresura nosi znamiona lekcji baletu.

Alfred Court, smukły mężczyzna z twarzą o ostrych rysach, wszystkie swoje zwierzęta tresuje sam, choć oczywiście ma też asystentów. Zazwyczaj patrzenie na ćwiczenia dużych kotów nie są przyjemnym widokiem. Jeśli są dorosłe to są w stanie bez problemu zabić tresera, więc ten stosuje zabepieczenia. Gdy zaczyna, wszystkie są umieszczone na swoich stołkach a szyje mają spętane linami które w razie krnąbrności je duszą. Używane sa wszystkie rodzaje brutalizmów które wymuszają na zwierzęciu posłuszeństwo, dzięki któremu można nauczyć je sztuczek. Motywacją tych zwierząt do pracy jest strach. Ale Alfred nie stosuje takich metod. Zaczyna od tego, że zwierzęta są przywiązane do swoich podestów, ale w miarę rozwoju ćwiczeń zaprzyjaźnia się z nimi.

Zaczyna trening mając pod ręką skórzany worek z kawałkami wołowiny. Nadziewa mięso na koniec kijka i podaje je każdemu zwierzeciu. Rozmawia z nimi, stopniowo zmniejsza dystants, kończy głaskaniem kota. Oczywiście zajmowało to kilka dni.

Po tym oswobadzał zwierzę z uwięzi i uczył je pierwszej lekcji – zaznajomienie je ze swoim podestem, na który zawsze będzie musiał wrócić po pokazaniu swojej sztuczki. Jak zawsze powtarzam, dzikie zwierzę jest zawsze w głebi duszy krwiożercze. Relacja z człowiekiem jest wbrew jego naturze, więc niebezpieczeństwo jest zawsze obecne. Ale Court, dzięki swojej cierpliwości i systemowi nagród sprawił, że zwierzęta szanowały go i nie było to podszyte strachem.”

Czy mamy tu z przypadkiem opisu tresury opartej tylko na nagrodach? Czy Alfred Court był faktycznie treserem który opanował sztukę bezbolesnej tresury, a być może nawet od niego rozpoczął się nowy trend wśród treserów? Nie, a odpowiedzi udzielają następne zdania z tego akapitu.

„Oczywiście, gdy w grę wchodziło uczenie zwierząt bardziej skomplikowanych sztuczek musiał używać bata, a miał do tego najlepszą rękę jaką dane mi było widzieć – ciosy przez niego zadawane były bardzo silne i miały fenomenalną celność. Jeśli zwierze nie podporządkowywało się w pełni, uderzał je w najbardziej wrażliwe miejsce w które można uderzyć czy to samca czy samice. Uderzał, ale tylko dlatego, że zwierzę popełniło pomyłkę i musiało być tego świadom w tej samej sekundzie w której do niej doszło. Jeśli jednak zwierzę poprawnie wykonało zadanie było nagradzane równie błyskawicznie. Dzięki takim metodom, zwierzęta Courta zawsze prezentowały się wspaniale.”

Czyli jednak standardowa tresura mieszana, w której znowu mowa jest o zadawaniu zwierzęciu bólu, czyli biciu zwierzęcia, w celu wyeliminowania zachowań niepożądanych. Alfred Court jednak opisywany jest jako ten „delikatny”, człowiek który obchodzi się ze zwierzętami z szacunkiem (choć czasem bić „musi”), w przeciwieństwie do „osiłków” z pejczem i pistoletem. Court również opisał swoje wspomnienia w wydanej w 1954 roku książce „Dzikie, cyrkowe zwierzęta” („Wild Circus Animals”). I biorąc pod uwagę co w niej można znaleźć, to ciężko wyobrazić sobie jak wyglądała wtedy tresura w cyrkach skoro Court jest opisywany jako „delikatny treser”. Fragmentami z tej książki podpierała się w Indiach specjalna komisja która zadecydowała o wprowadzeniu zakazu wykorzystywania w cyrkach zwierząt, a której dokument znajduje się tutaj:


http://ns2.intrasectech.com/node/6403

Alfred Court, „delikatny treser”:

„Jesli zwierzę zaatakuje, kara zadana mu powinna być tak silna, żeby zrozumiał, że nie jest potężniejszy od człowieka.”

„Zacisnąłem dłoń na pałce i uderzyłem go w głowę całą swoją siłą. Trafiłem niedźwiedzia tam, gdzie celowałem – zaraz nad nosem, pomiędzy oczami. Krew zaczęła lać mu się z pyska, łapy zadrgały i osunął się na ziemię.”

„Miałem 26 zwierząt – w trakcie ćwiczeń musiałem pozbywać się tych sprawiających zawód, a każde zwierzę które zostało zabite lub poważnie okaleczone było wymieniane”

„Tygrys od razu otrzymał 4 czy 5 uderzeń batem. Zrozumiał, że nie jest w stanie uniknąć ciosów.”

„Chwyciłem jeden z cięższych taboretów i z całej siły uderzyłem zwierzę w głowę – zostało błyskawicznie znokautowane”

„Nadeszła moja kolej żeby być brutalnym, ekstremalnie brutalnym i takim też byłem. Wszystkie pałki które pozostały w klatce jedna po drugiej zostały połamane na głowie tygrysa; ciosy spadały na niego jak lawina, każdy z nich odciskał się głęboko w jego sierści.”

„Wykonałem szeroki zamach rączką od bicza. Rączka wzmocniona miedzianymi pierścieniami była twarda jak metalowy pręt.”

Metalowym stołkiem uderzyłem go mocniej niż planowałem łamiąc mu nogę.”

Przez 6 miesięcy pantery próbowały się przeciwstawiać. Jedna została zabita, 5 pozostałych udało się okiełznać. Pozostaję więc przy swoim twierdzeniu, że jawajskie pantery nie mogą być obłaskawione tylko za pomocą miłych gestów.”

Nie ma absolutnie żadnych wątpliwości, że już od początku cyrków duże koty były w nich traktowane brutalnie, bo opisują to sami treserzy. Zachowania niepożądane były eliminowane za pomocą zadawania bólu – czyli bicia. Jak jest obecnie? Cyrkowcy już nie wydają swoich wspomnień w takiej formie w jakiej robili to kiedyś. Dzisiaj jedynie przesłanki i nagrania z ukrytych kamer mogą nam dostarczać informacji o tym, że nadal przy tresurze wykorzystywane jest bicie. Często są to materiały bardzo dosadne, jak np świeża sprawa tresera zwierząt Michalea Hackenberga, przez którego wytresowany tygrys był wykorzystany choćby w filmie „Życie Pi”.

 

Hacken1

Hacken2

 

Ten pozornie ciepły, starszy pan ukazał swoje techniki treserskie w nagraniu z ukrytej kamery – tłumaczy tajniki tresury, jak np powiązanie trzaśnięcia batem z bólem, przez co później na wystepach nie jest konieczne uderzenie zwierzęcia przy publiczności – wystarczy sam trzask żeby zwierzę zostało zdyscyplinowane. Poleca również kijek, który choć jest bardzo niepozorny, to uderzenie nim w nos jest bardzo bolesne i zarazem „efektywne”.


http://www.dailymail.co.uk/news/article-3371053/Horrifying-moment-Life-Pi-animal-trainer-caught-camera-savagely-beating-young-Siberian-tiger-face-body-whip.html

Być może ten człowiek jest czarną owcą i tresura jednak może być prowadzona bez bólu? Być może. Ale już nagrania z samych pokazów każą twierdzić, że nie – choć nie ma w nich ewidentnych przykładów bicia zwierząt, to znając techniki „kijkowe” można się domyślać, co dzieje się za kulisami. Nie potrzeba nawet rzekomo wyrwanych z kontekstu fragmentów gdzie zwięrzeta są uderzane kijkami. Wcześniej podlinkowane zostały dwa filmy z pokazów – polecam obejrzeć je jeszcze raz, tym razem jednak biorąc pod uwagę co już zostało opisane do tej pory o technikach tresury i wykorzystaniu kijków.

 

 

 

Sami cyrkowcy mogliby łatwo się odciąć od oskarżeń o brutalne traktowanie zwierząt przy tresurze. W dzisiejszych czasach banalne byłoby udokomentowanie od A do Z procesu tresury lwa i tygrysa, od małego kota do dużego , wystepującego na arenie cyrkowej. Wystarczyłoby zamontowanie kamery z obrazem dostępnym LIVE z tresury żeby każdy mógł na własne oczy codziennie widzieć jak taka tresura przebiega i czy faktycznie możliwe jest zrobienie ze zwierzęcia marionetki tylko i wyłącznie za pomocą systemu nagród. Już jeden wytresowany przy takim podglądzie i udokumentowaniu lew czy tygrys byłby potężną bronią dla cyrkowców – ale choć taka opcja technicznie jest wykonalna od dobrych 15 lat, to żaden z cyrków jeszcze tego nie zrobił. Dlaczego?

 

tech1

 

Żeby oddać sprawiedliwość, jeden z treserów podjął taką próbę – na swoim kanale YT umieścił kilka filmów z tresury które pokazują ją przy użyciu tylko wzmocnień pozytywnych.



Choć należy docenić intencje, to przynajmniej mnie nie przekonuje pięć kilkaminutowych filmów, bo w przypadku takiego tematu bardzo łatwo wyrwać z kontekstu tylko i wyłącznie wzmocnienia pozytywne. Treningi takich zwierząt muszą być przeprowadzane codziennie po 2-3 godziny. Kilka minut nagrania z takiej tresury nie udowadnia absolutnie niczego, tym bardziej, że dla kogoś ze znajomością zachowań zwierząt jest w nich parę rzeczy które nie trzymają się kupy. Chyba najważniejsza z nich w tym pokazanym wyżej następuje w momencie 2:20, gdzie treser stwierdza, że teraz po raz pierwszy nauczą lwa leżeć na zawołanie. Treser przykłada kijek do ziemii, lew się kładzie, po czym następuje triumfalne „nauczyliśmy”. Co jest moim zdaniem kompletną ściemą biorąc pod uwagę, że na kijku nie było akurat nadzianego mięsa, ani ta „pierwsza lekcja” nie była wzmocniona nagrodą, ani lew bez wcześniejszego skojarzenia czy odpowiedniego bodźca nie mógłby wiedzieć czego właśnie treser od niego wymaga. Albo więc jest to manipulacja polegająca na przypadkowym położeniu się, albo lew już tego był nauczony. Czym jednak nie byłoby to przekłamanie to w pewien sposób kompromituje ten film jako dowód na to, że tresowanie lwa do występów cyrkowych może odbyć się tylko i wyłącznie za pomocą wzmocnień pozytywnych. Jedyne co mnie osobiście mogłoby przekonać to właśnie pełna dokumentacja video tresury od samego jej początku. I coś mi mówi, że żaden cyrk nigdy czegoś takiego nie zrobi.

 

tren1

 

Kwestia współczesnej tresury lwów czy tygrysów jest udokumentowana stosunkowo słabo –  inaczej sprawa wygląda ze słoniami w cyrkach. Tu już jest mnogość materiałów, zarówno pochodzących z ukrytych kamer od wtyk organizacji prozwierzęcych jak i od byłych pracowników placówek tresujących słonie. Jednym z takich byłych pracowników był Sam Haddock. Spędził łącznie 30 lat w placówce należącej do cyrku, która rozmnaża słonie służace do występów. Jak wygląda tresowanie małego słonia? Pełne zeznanie w języku angielskim znajduje się tutaj (link) i jest za długie żeby je wkleić w całości – poniżej skrót ze zdjęciami Sama. Zdjęcia przedstawiają proces przyzwyczajania małego słonia do pokazów i potrafi trwać to kilka miesięcy.

Dla przypomnienia, mały słoń w naturze wygląda tak:

 

natur

 

A tak wygląda życie małego słonia który ma trafić do cyrku.

Słoniątke odbierane sa matkom, robi się to przy użyciu „słonia-przewodnika” – przywiązuje się do niego liną małego słonia, żeby można było go odciągnąc od matki i zaprowadzić do stajni.

 

slon1

2

3

 

W niej małe słonie przez 20 godzin dziennie trzymane są w jednej tylko pozycji – ma je to przyzwyczaić do spokojnego stania w miejscu, w ciągu dnia lub gdy cyrk podróżuje.

 

4

 

Ruch i próby wyrywania się są ograniczane przez liny – walka z nimi wywołuje ból. Po kilku miesiącach mały słoń wie, że chodzić może tylko wtedy, gdy się tego od niego oczekuje.

 

5

 

Poniżej przedstawiony jest trening jakiemu poddaje się je kilka razy dziennie. Za pomocą lin, prętów zakończonych hakami (tzw” bullhook„) które wbijane są we wrażliwe miejsca, oraz małych paralizatorów (tzw „hotshot„) słoń jest łamany tak, żeby robił tylko i wyłacznie to, czego oczekują trenerzy.

 

6

 

Co bardzo istotne, również w kontekście tresury dużych kotów – pręty stosowane przy tresurze są dużo masywniejsze niż te wykorzystywane przy występach. Ten trick stosuje się żeby publiczność miała wrażenie, że „kijki” służą tylko do komend.

 

7

 

Wg zeznań Sama, widok z zewnątrz odgradza płot a cały dzień w ośrodku gra głośno muzyka żeby zagłuszyć krzyki małych słoni.

 

8

9

10

12

13

14

15

17

18

19

20

21

22

23

27

28

 

Gdy słoń dorasta jego dni polegają na ~20 godzinach stania w miejscu, i kilku godzinach powtarzania ćwiczeń. Które wyglądają tak:

 

 

Choć to w zalezności od trenera. Bo może się np trafić taki:

 

 

Dla przypomnienia jeszcze raz, jak wygląda mały słoń w naturze.

 

naturele2

 

Materiałów pokazujacych brutalne traktowanie zwierząt w cyrkach jest masa, za to same cyrki zdają się nie rozumieć skąd bierze się wzrastajaca niechęć społeczeństw do takiego wykorzystywania zwierząt. Starają się jak mogą żeby zwalczyć łatkę „znęcanie się nad zwierzętami” i odnoszę wrażenie, że Ci ludzie mogą naprawdę nie uważać tresury polegającej na zadawaniu zwierzeciu bólu za znęcanie się. Wyraźnie to widać choćby już w książce Francka C. Botock, gdzie we wstępie jest zaznaczone, że edytor książki nie był świadkiem żadnego okrucieństwa wobec zwierząt, przed czym wzbrania się również jej autor. Który opisuje później bicie zwierząt – co już dla niego okrucieństwem nie jest. Zapoznając się również z obecną opinią cyrkowców i ich zwolenników wyłania się przedziwny obraz – „znęcanie się” wg nich najprawdopodobniej miałby miejsce tylko gdyby zadawanie zwierzętom bólu było zupełnie nieuzasadnione. Jeśli w trakcie tresury uderzy się zwierzę to nie jest to wg nich znęcanie się, jest to po prostu tresura i dyscyplinowanie. Póki jest ku temu cel, to wg nich wszystko gra, zwierze można bić, a zwierzęta w cyrkach „mają dobrze”.

 

slon1

 

Czego nie potrafią zrozumieć środowiska cyrkowe to też tego, że nawet jakby nie było elementów bólu w tresurze, to nadal taka forma wykorzystywania zwierząt miałaby wielu przeciwników. Tresura zwierząt to tylko element tego, co z cyrkami jest tak właściwie nie tak – a nie tak jest już sam sens istnienia cyrku. Cyrk nie niesie za sobą absolutnie żadnej wartości edukacyjnej – dzieci siedzące na widowni nie otrzymują wiedzy o zwierzęciu tylko pokaz cyrkowych sztuczek.

 

slon22

 

Cyrk nie ma również żadnej wartości konserwacyjnej – te zwierzęta często nie wiadomo do końca jakich są gatunków, a w razie wyginięcia w naturze np tygrysa sumatrzańskiego nie można tak po prostu losowego tygrysa z losowego cyrku użyć jako zasobu genów, tym bardziej bez bardzo rozległego rodowodu żeby w razie rozmnażania wyeliminować ryzyko chowu wsobnego czyli rozmnażania osobników spokrewnionych. Tradycja też jest niepoważnym powodem biorąc pod uwagę, że pokazy zwierząt w cyrkach to coś, co liczy sobie raptem 150 lat. Jedynym powodem dla którego istnieją cyrki to kwestia zarobkowa dla właścicieli cyrków, oraz rozrywka dla osób które nie mają pojęcia z czym wiąże się ich tresura, lub wiedzą i mają to gdzieś. Choć zapewne nie mieliby gdyby ktoś im zaproponował, że ich pies czy kot miałby od dzisiaj spędzać 90% dnia w małej klateczce, przez resztę wykonywać dzień w dzien, miesiąc w miesiąc te same czynności w ramach utrwalania tresury, być czestowany codziennie dawką bólu (czyli biciem) a to wszystko po to, żeby raz na jakiś czas wyszedł te sztuczki porobić dla rzeszy rozradowanej publiki w ramach zarobku dla właściciela cyrku.

 

circusmaster

 

Cyrki to jarmarczna rozrywka rodem z XIX wieku, redukująca zwierzęta bólem do roli marionetek ku uciesze gawiedzi.

Która tygrysa:

 

tiger

 

bólem redukuje do tego

 

tigerredo

 

Słonia:

 

majestslon

 

bólem redukuje do tego:

 

reduslon

 

Lew,

 

lewmajest

 

bólem redukowany jest do tego

 

redulew

 

A niedźwiedź:

 

redodzwiedz

 

przy użyciu bólu do tego:

 

bearredo

 

W Polsce również są cyrki wykorzystujących zwierzęta. Choć obserwuje się coraz mniejsze przyzwolenie społeczeństwa dla tego typu działalność, to nadal daleko nam do krajów które zakazały cyrkom pokazów zwierząt, a co dzieje się od kilkunastu lat na całym świecie. Choć istnieją inicjatywy sprzeciwiajace się cyrkom (jak np zrzeszenie organizacji prozwierzecych „Koalicja cyrk bez zwierząt”:
https://www.facebook.com/koalicjacyrkbezzwierzat
/ ) i pojawiają się próby przeforsowania takiego zakazu u nas, jak choćby kilka miesięcy temu, to nie udaje się to i mam wrażenie, że przyczyną zeszłorocznego niepowodzenia jest zbyt duży zestaw proponowanych zmian które próbowano przeforsować w pakiecie. Jesli w jednym zestawie znajdzie się propozycja zmian ustawy jeśli chodzi o łowiectwo, cyrki i masa innych rzeczy, to prawdopodobieństwo przeforsowania czegoś takiego jest dużo, dużo niższe niż gdyby małymi krokami, po kolei próbować je forsować.Zaczynając np od cyrków. Brakuje też moim zdaniem porządnego raportu na ich temat – takiego, jakie opracowują organizacje prozwierzecę na zachodzie, a którego dobrym przykładem jest choćby ten z USA dotyczący słoni, w którym temat został wyczerpany od A do Z:


http://www.kerulos.org/wp-content/uploads/2014/05/Bradshaw_ASI-Elephant_Policy-2007.pdf?d5f849

Cieszą ostatnie inicjatywy władz poszczególnych miast, jak Słupska, Łodzi, Wrocławia czy Opola, cieszą demonstracje pod cyrkami, pozytywne są również petycje, jak np ta najświeższa:


https://secure.avaaz.org/pl/petition/Sejm_Rzeczypospolitej_Polski_Wzywamy_do_wprowadzenia_zakazu_wykorzystywania_zwierzat_w_cyrkach/?sHoTNib

Co wg mnie jednak jest niezbędne i co może znacznie przyśpieszyć wprowadzenie zakazu wykorzystywania zwierząt przez cyrki na terenie Polski, to grupa choć kilku osób w rządzie która faktycznie będzie rozumieć dlaczego cyrki powinny mieć zakaz wykorzystywania zwierząt – bo tylko rozumiejac w pełni na czym polega problem z cyrkami będzie odpowiednio zdeterminowana żeby działać w tym kierunku. A takiej grupki uświadomionych osób nie będzie, póki ktoś ich nie uświadomi – najlepiej właśnie odpowiednim raportem. Bez choć kilku takich osób w rządzie, bez ruchu odgórnego (wespół z oddolnym), który byłyby w pewien sposób głosem w tej sprawie, wszystkie inicjatywy będą się odbijały a przeciwnicy cyrków będą mieć utrudnione zadanie i petycje obawiam się niewiele tu zmienią

Dlatego co ja mogę i mam zamiar zrobić, i do czego zachęcam każdego czytającego tę notkę, to działania które są normą na zachodzie – czyli bezpośredni kontakt zwykłego, przeciętnego człowieka z osobami z rządu, które powinny być uświadomione jak naprawde wygląda sytuacja w cyrkach. Poniżej zamieszczam liste maili i adresy stron FB posłów którzy za poprzedniej kadecji i  byli członkami Parlamentarnego Zespółu Przyjaciół Zwierząt oraz tych którzy sa w niej obecnie.

Jeśli pod wpływem choć jednego maila,  choć jeden z tych ludzi szczerze przejmie się sprawą po zrozumieniu jak wygląda tresura zwierząt w cyrkach, to być może będzie to odpowiedni zaczyn do odgórnego działania, który wespół z innymi działaniami oddolnymi (petycje, demonstracje, edukacja) przyniesie ostateczny sukces jakim byłoby wprowadzenie zakazu wykorzystywania zwierząt przez cyrki w Polsce. Lista:


http://sejm.gov.pl/Sejm7.nsf/agent.xsp?symbol=SKLADZESP&Zesp=97


http://www.sejm.gov.pl/Sejm8.nsf/agent.xsp?symbol=SKLADZESP&Zesp=307

Suski Paweł
(Stanowisko zajęte) |
http://www.polskieradio.pl/9/302/Artykul/1466607,Cyrk-bez-zwierzat-to-nie-cyrk

Suski Marek
(Stanowisko zajęte) |
http://www.polskieradio.pl/9/302/Artykul/1582935,Czy-ustawa-o-ochronie-zwierzat-wymaga-zmian

Wielichowska Monika
monika.wielichowska@sejm.pl |
https://www.facebook.com/Monika-Wielichowska-481447125226247/

Dunin Artur
artur.dunin@sejm.pl |
https://www.facebook.com/Artur-Dunin-136817083076969

Czernow Zofia
zofia.czernow@sejm.pl |
https://www.facebook.com/z.czernow

Drozd Ewa
ewa.drozd@sejm.pl |
https://www.facebook.com/ewa.drozd.792

Kochan Magdalena
magdalena.kochan@sejm.pl |
https://www.facebook.com/kochan.magdalena

Młyńczak Aldona
aldona.mlynczak@sejm.pl |
https://www.facebook.com/aldonamlynczak

Niedziela Dorota
dorota.niedziela@sejm.pl
biuro@dorotaniedziela.com |
https://www.facebook.com/dorota.niedziela.1

Nowak Tomasz Piotr
biuro-po-konin@tlen.pl
tomasz.nowak@sejm.pl |
https://www.facebook.com/tomaszpiotr.nowak

Szczerba Michał
michal.szczerba@sejm.pl |
https://www.facebook.com/posel.szczerba

Trybuś-Cieślar Aleksandra
Aleksandra.Trybus@sejm.pl |
https://www.facebook.com/aleksandra.trybus

Szczypińska Jolanta
biuroposelskie.jszczypinskiej@op.pl
jolanta.szczypinska@sejm.pl |
https://www.facebook.com/Jolanta-Szczypińska-254367477916796

Nykiel Mirosława
miroslawa.nykiel@sejm.pl
miroslawa.nykiel@gmail.com |
https://www.facebook.com/Mirosława-Nykiel-Posłanka-na-Sejm-RP-150873051654314

Niemczyk Małgorzata
malgorzata.niemczyk@sejm.pl |
https://www.facebook.com/MalgosiaNiemczyk/

Nemś Anna
anna.nems@sejm.pl
biuroposelnems@wp.pl |
https://www.facebook.com/anna.nems

Hanajczyk Agnieszka
biuro@hanajczyk.pl
agnieszka.hanajczyk@sejm.pl |
https://www.facebook.com/hanajczykagnieszka

Czabański Krzysztof
Krzysztof.Czabanski@sejm.pl |
https://www.facebook.com/czabanski.krzysztof

Gierada Artur
Artur.Gierada@sejm.pl |
https://www.facebook.com/artur.gierada

Lenartowicz Gabriela
Gabriela.Lenartowicz@sejm.pl |
https://www.facebook.com/gabriela.lenartowicz.strona

Leszczyna Izabela
Izabela.Leszczyna@sejm.pl |
https://www.facebook.com/izabelaleszczyna

Lieder Ewa
(Stanowisko zajęte) |
https://www.facebook.com/ewa.lieder.gdansk/posts/1742792525940765

Rutkowska Dorota
Dorota.Rutkowska@sejm.pl |
https://www.facebook.com/dorota.rutkowska.921

Zachęcam do wysłania im maila przynajmniej raz na miesiąc, żeby ta fala się nie rozmyła. Maila chłodnego, rzeczowego, bez emocji, podpartego jakimkolwiek wyjaśnieniem jak wygląda tresura zwierząt w cyrkach i z prośbą o przyjrzenie się sprawie i zajęcie oficjalnego stanowiska. Zdaję sobie też sprawę, że wysłanie kilkunastu maili to nie jest robota na 5 minut, więc w razie braku czasu a mimo to chęci zachęcam do wybrania losowo kilku osób z listy wyżej i wysłanie im prośby o przyjrzenie się sprawie, a po miesiącu kilku innym, losowo wybranych z listy. Oczywiście w razie zajęcia jakiegokolwiek stanowiska przez którąkolwiek z tych osób, choćby poprzez media społecznościowe, zostanie to oznaczone na liście a adres e-mail zostanie usunięty, bo nie będzie sensu zarzucać człowieka mailami gdy już ze sprawą się zapoznał i określił.

Co wysyłam ja wklejam poniżej:

Szanowny Panie Pośle

Zwracam się do Pana z uwagi na Pana udział w Parlamentarnym Zespole Przyjaciół Zwierząt – udział w nim sugeruje, że los zwierząt nie jest Panu obojętny, dlatego jako zwykły obywatel chciałbym prosić o zwrócenie uwagi na działalność cyrków, metody tresury zwierząt oraz sam sens istnienia takich przedsiębiorstw.

Jak pokazują materiały z całego świata, przy tresurze cyrkowych zwierząt stosowane są zarówno nagrody ale i oparte na bólu kary które mają eliminować niepożądane zachowania, czyli mówiąc prościej, zwierzęta są bite żeby wymusić na nich posłuszeństwo. Podaję link do opracowania jak przedstawia się historia cyrków oraz tresury zwierząt jeśli chciałby Pan poznać detale:
http://animalus.blog.pl/2016/01/14/tresura-w-cyrkach/

Zwierzęta wykorzystywane przez cyrki spędzają życie w małych klatkach, w tresurze wykorzystywany jest ból i przemoc, a jedynym powodem dla którego tak się dzieje jest chęć zarobienia przez właścicieli cyrków na pokazach.

Cyrki nie są polską tradycją (pokazy zwierząt cyrkowych to raptem 150 lat historii głównie w USA). Cyrk nie niesie za sobą wartości edukacyjnej – ludzie siedzący na widowni nie otrzymują wiedzy o zwierzeciu tylko pokaz cyrkowych sztuczek. Cyrk nie ma również wartości konserwacyjnej tak jak np ZOO ponieważ w razie wyginięcia w naturze tygrysa sumatrzańskiego nie można tak po prostu losowego tygrysa z losowego cyrku użyć jako zasobu genów, tym bardziej bez bardzo rozległego rodowodu żeby w razie rozmnażania wyeliminować ryzyko chowu wsobnego.

Nie istnieją inne powody oprócz zarobkowych dla których zwierzeta takie jak słonie czy lwy miałyby być poddawane bolesnej tresurze oraz spędzać życie w niewoli.

Choć cieszą niedawne inicjatywy poszczególnych miast (m.in Łódź, Słupsk, Wrocław czy Opole) dotyczące tego zagadnienia, to niestety są to jedynie półśrodki a jedynym rozwiązaniem które zakończyłoby ten archaiczny proceder są odpowiednie zmiany w ustawach, których wprowadzenie będzie bardzo trudne bez poparcia ludzi takich jak Pan.

Ogólnopaństwowy zakaz wykorzystywania zwierząt w cyrkach udało się w wprowadzić w krajach na całym świecie, łącznie z tak egzotycznymi jak kraje Ameryki Południowej czy Indie, a z europejskich udało się tego dokonać choćby Grecji czy Cyprowi.

Działania zmierzające ku temu u nas w Polsce zostaną niewątpliwie odebrane z sympatią przez miłośników zwierząt, niezależnie od ich poglądów politycznych. Również z radością przez organizacje prozwierzece i ich sympatyków powitane zostałyby chociażby deklaracje Pana nastawienia względem tematu cyrków nawet jeśli zamieszczone byłyby tylko za pomocą mediów społecznościowych.

Z poważaniem”

Nie jestem naiwny i zdaję sobie sprawę, że nie ma co przyjmować za pewnik, że ten przekaz trafi tam gdzie ma trafić. Śmiem zresztą wątpić, że maile na te adresy posłowie odbierają osobiście – pewnie robią to asystenci. Stąd szanse są niewielkie, ale jeśli uda się zainteresować tematem choć jedną osobę z tej listy i ta osoba faktycznie zapozna się z tematem i stanie się zdeterminowana żeby cokolwiek w kierunku zakazu działać, to będzie to sukces. A najbardziej optymalnym scenaruszem będzie grupa takich zdeterminowanych osób na górze która może znacząco przyśpieszyć proces prowadzący do ogólnopolskiego zakazu wykorzystywania zwierząt przez cyrki – zwłaszacza dużych kotów, słoni czy niedźwiedzi.

Notka zaczęła się od historii cyrków i zakończę ją czymś również z początków ich istnienia – fragment mowy którą wygłosił dla rządu Angli w 1913 roku prozwierzęcy działacz, John Galsworthy podczas obrad w sprawie wykorzystywania tresowanych zwierząt do pokazów. Pochodzi z okresu rozkwitu cyrków, 100 lat temu, i niestety jest nadal aktualna.


https://archive.org/stream/treatmentofanima00gals/treatmentofanima00gals_djvu.txt

„Wszystko sprowadza się do definicji zwrotu „niepotrzebne cierpienie”. Trzeba głośno powiedzieć: każde cierpienie które rodzi się dla naszej przyjemności, rozrywki czy wręcz wygody, a które nie jest niezbędne dla naszego przetrwania, jest niepotrzebne i niedopuszczalne. To, że takie cierpienie jest zadawane stworzeniom które nie mogą się obronić same, czyni to jeszcze gorszym. Raz przyznając, że mamy prawo zadać żywej istocie niepotrzebne cierpienie, choćby była to mucha, zniszczymy podstawę ludzkiego społeczeństwa”.

 

standingonlion

12 Komentarze

  1. Wow. Naprawdę przygotowałeś się do tego tekstu. Mam nadzieję, że otworzy on oczy niektórym ludziom.
    Jednak zabrakło mi czegoś. Skupiłeś się na dzikich zwierzętach, ale przecież cyrk jest złym miejsce także dla zwierząt udomowionych. Życie w ciągłym ruchu, a co za tym idzie – w klatkach, harmider, ostre światła, głośna muzyka, brak odpowiedniej dawki ruchu – te rzeczy szkodzą wszystkim zwierzętom. Szkoda, że o tym nie wspomniałeś.

    • Rozważałem opisanie sprawy również pod tym kątem, ale jak zobaczyłem w szkicu ile ta notka zajmuje to musiałem trochę się ograniczyć. Wyszłaby książka gdybym rozpisał isę o wszystkim o czym miałem ochotę.

      • Szkoda też, że nie odniosłeś się do polskich cyrków. Nasze cyrki zaklinają się, że akurat one są inne i ich zwierzęta nie są bite. Mimo, że jest mnóstwo dowodów na to, że to nieprawda.
        Ale rozumiem, że zajęłoby to za dużo miejsca. A może o polskich cyrkach zrobisz oddzielną notkę. :)

      • I może o to właśnie chodzi. Nigdy nie byłam w cyrku – to świadoma decyzja, gdyż słyszałam o znęcaniu się nad zwierzętami. Jednak była to dla mnie całkowita abstrakcja. Czytając ten artykuł, a zwłaszcza oglądając tresurę małych słoni – świetnie, że pokazał Pan dla kontrastu słonie na wolności, zjeżyły mi włosy na głowie. Nie jest to zły pomysł aby docierać do posłów, jednak jest osobiście uważam, że nie do końca skuteczny. Świadomość to coś co trzeba kształtować od dołu, czyli należy postawić na „pracę u podstaw”. Pana artykuły są szalenie ciekawe, jednocześnie pisze je pan przystępnym językiem, podpierając się dobrze przygotowanym materiałem „dowodowym”. To co może zrobić każdy z nas, to ściągnąć to na sojego FB aby kształtować dalej ludzką świadomość. Jednak Pan nie powinien na tym poprzestać. Uważam, że ma Pan absolutnie wszystkie narzędzia i kompetencje do tego aby napisać taką książkę – myślę, że dotrze ona do wielu ludzi. Czasem trwała zmiana postawy społeczeństwa zachodzi po cichutku – aż dochodzi do odpowiedniego poziomu – takiego, że posłowie będą już tylko wisienką na torcie. Jeśli wytworzy się modę na omijanie cyrku, jeśli nie będzie wypadało się pochwalić, że yło się w cyrku to podpisanie ustawy jest już formalnością. Ale najpierw trzeba zmienić mentalność – a tu potrzebne są kampanie, np. 1% na ochronę zwierząt cyrkowych itd, itp. Życzę powodzenia w pisaniu książki :-)

  2. „czy faktycznie możliwe jest zrobienie ze zwierzęcia marionetki tylko i wyłącznie za pomocą systemu nagród.”
    Nie. Nawet z psami – szczególnie ras pierwotnych – jest problem i w szkoleniu ich coraz częściej wraca się do systemu nagród i szkoleń zrównoważonych – to znaczy i kij i marchewka. Widziałam rzeczy, których nie chcę opisywać, ale powiem tak – jest lepiej, jednak wciąż nie jest dobrze.
    Jestem zachwycona artykułem, przy najbliższej okazji poślę go dalej w świat – jak zwykle u Ciebie, spotkałam się z dawką rzetelnej wiedzy, faktami i logicznym rozumowaniem.
    Uwielbiam to!

  3. Dzień dobry.
    Prosiłbym o przeczytanie do końca.
    W tekście natknąłem się na zdanie, mówiące o tym że tresura z lat 60-70,niczym się nie różni od pokazów w naszych czasach. Z tym się nie zgodzę, gdyż cyrk POLSKI tak jak każda inna dziedzina ewoluuje. Dlatego też na polskich areanach nie zobaczymy już wielu numerów np.: słonia balansującego na piłce, dzikego kota skaczącego przez PŁONĄCĄ obręcz, tańczących niedźwiedźi itd. Chciałbym zachęcić też do zapoznania się z metodą pozytywnych wzmocnień, która jest używana przez licencjonowanych trenerów zwierząt i nie tylko (moim zdaniem to właśnie tylko oni powinni trenować zwierzęta). Emma Pinder (wraz z rodzeństwem to licencjonowani trenerzy, pracujący dla jednego z polskich cyrków) za każdym razem powtarza iż tylko z miłością można podchodzić do zwierząt, gdyż one są naprawde inteligętne i „czują” więcej niż człowiek, dlatego zwierzęta przyzwyczjone do tego że człowiek darzy je miłoscią,podchodzą do ludzi i dają się „dotykać”. Mówiła również iż zwierzak musi mieć w sobie to „coś” by móc występować na arenie. Możecie mi nie wierzyć, lecz dla polskich trenerów zwierze to nie tylko partner do pracy, ale i członek rodziny. Zwierzak rodzi się w cyrku i w nim odchodzi, mając przez całe życie profesjonalną opieke: trenerów, opiekunów i weterynarzy (dodam iż zwierzęta w cyrku żyją dłużej niż np. W zoo i naturalnym środowisku.
    Pani Lidia Król Pinder mówi otwarcie o tym iż jest za karaniem osób krzywdzących zwierzęta, lecz nie chce by wszystkie cyrki były wrzucane do jednego worka, dlatego też wraz z dyrektorami innych polskich cyrków złożyła pierwsze pozwy do sądu oskarżające włodarzy miast (prawnicy otwarcie mówią iż to cyrki mają ogromne szanse na wygraną).
    Dziękuje za uwage. Dowidzenia.

    • Dzień dobry.
      Przeczytałem, ale nie jestem pewien, czy Ty przeczytałeś artykuł. Nie widze w nim zdania, że tresura z lat 60-70 niczym się nie różni od pokazów w naszych czasach. Być może opacznie zrozumiałeś to zdanie niżej które w tekście występuje, a którego sens jest zupełnie inny.

      „Wiedza o tresurze zwierząt staje się wiedzą hermetyczną a dla osób z zewnątrz jedyną opcją na zapoznanie się z nią są jedynie materiały z lat 1900-1960, a w tym i te z początku wieku gdy pokazy wyglądały bardzo podobnie do tych współczesnych – efekt tresury był w sumie taki sam jak dziś, w przeciwieństwie do „poskramiania zwierząt” rodem z cyrku Clyde Bettyego.”

      Notka nie jest tylko o cyrku POLSKIM, co chyba wręcz z niej wyziera. Mało tego, specjalnie nie wskazuję paluchem konkretnych polskich cyrków (choć mógbym), gdyż obiektywnie patrząc istnieje za mało materiałów w porównaniu do cyrków wschodu czy zachodu. Wiem dobrze czym jest metoda pozytywnych wzmocnień (a nawet jest o tym w notce więc znowu przesłanka, że przeczytałaś ją niezbyt dokładnie), natomiast musiałbym być naiwny żeby sądzić, że na wschód od Polski jak i na zachód od niej stosuje się w cyrkach metodę mieszaną, natomiast my jesteśmy jakąś cudowną wyspą która stosuje w cyrkach jedynie pozytywne. Jeśli jednak tak jest, to jak najszybciej powinny polskie cyrki zacząc dzielić się wiedzą ze wschodem i zachodem bo wyelimionwanie z tresury bodźców bólowych byłoby rozwiązaniem dość sporego problemu który z cyrkami moją „zwykli” ludzie.

      Jak najbardziej wierzę, że treserzy potrafią podchodzić do zwierząt z „miłością” – temu też zreszta służyły cytaty z książek w notce. Mówiące dokładnie o tym, jak treserzy w pewnych ustępach rozpisywali się z czułością o swoich „podopiecznych” żeby na stronach następnych opisywać bicie ich. Nie wątpię, że jest to jakiś rodzaj miłości, ale raczej ten z tych toksycznych i jeśli treserzy stosujący metodę mieszaną przyrównują tresowane zwierzęta do członków rodzi, to boję się myśleć jak wygląda u nich sytuacja domowa. A poza bólem i tak pozostaja być może najważniejsza kwestia – czyli trzymanie i wykorzystywanie zwierząt nieudomowionych gatunków tylko i wyłącznie dla zarobku poprzez dostarczanie rozrywki widowni która śmiem twierdzić nie ma pojęcia co wiąże się z tresurą zwierzęcia.

      Poproszę również o odpowiednie dane i statystyki wykazujące, że zwierzęta w cyrku żyją dłużej niż te w ZOO, bo skoro wytaczamy takie działa to przydałby się jakiś konkret. Jesli takiego nie masz, to ja równie dobrze mogę teraz napisać „nie, żyją krócej” i wyjdzie bardzo bezpłodna dyskusja.

      Dziękuję również.

  4. Uważam , że cyrk nie powinien w ogóle istnieć .Mówcie sobie co chcecie ale tam ZNĘCAJĄ SIĘ NAD ZWIERZĘTAMI I JESZCZE ZA TO DOSTAJĄ PIENIĄDZE. Spójrzcie na te słoniątka— to przecież horror. Co to za debile i jak tak można robić jeszcze przy tym głupio się uśmiechać. Niech tak jeden z drugą przywiążą się sznurami i stoją bez ruchu 20 godzin, bo ja tak bym im zrobiła a innych trzaskała batem czy kijem. Gdzie są ci co mają chronić zwierzęta, zwłaszcza te nad którymi znęcają się ludzie ? Oślepli czy zgłupieli ? Cyrk to idealny przykład ZNĘCANIA SIĘ NAD NIMI. NIE WSTYD WAM DO JASNEJ……….. bo ja ze wstydu zapadła bym się do samego jądra Ziemi

  5. Tego typ tresura jest obrzydliwa i poniżej jakiegokolwiek poziomu. Dlatego popieram wszelkie akcje nie wpuszczania cyrków do miast (oczywiście tych z dzikimi zwierzętami, trzymanymi w fatalnych warunkach).

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.