Black Jaguar – White Tiger, czyli koci biznes.

Mężczyzna leżący na podłodze otoczony małymi lewkami, przytulający się do jaguara i lamparta, czy bawiący się z małym lampartem w swoim domu. Pozornie przeuroczy obraz autorstwa człowieka, który od kilku miesięcy viralem trafia również w polskie rejony internetu. Być może również Ty w tym roku polubiłeś czy udostępniłeś jego materiał z dużymi kotami – i nie byłoby w tym nic dziwnego, bo takie zdjęcia bez kontekstu zawsze będą wydawać się słodkie i niesamowite.

Ludzie regularnie przeglądający Facebooka, Tumblra czy polskie agregaty linków (Kwejk itp) mogą nie kojarzyć imienia i nazwiska bohatera tej notki, zdjęcia czy gify jednak bywają rozpoznawalne:

 

2

3

1

 

Rozpoznawalna bywa również nazwa jego tzw fundacji: „Black Jaguar – White Tiger” (Czarny Jaguar – Biały tygrys). Materiały umieszczane do sieci są na tyle urocze, że od raptem stycznia 2016 roku z 500,000 lajków na jej FB zrobiło się w 7 miesięcy prawie 2 miliony, a liczba obserwujących na Instagramie przez 3 lata urosła do 5,5 miliona – co jest liczbą imponującą, tym bardziej, że główną formą zdobywania pieniędzy tego ośrodka są właśnie wpłaty od osób śledzących działalność BJWT poprzez media społecznościowe. W tym być może i jacyś ludzie z Polski, bo jak ta notka chodzi mi po głowie od miesiąca, tak iskrą do jej napisania było pytanie poprzez facebookowe PW – „co sądzisz o tej fundacji bo myślę, czy czegoś nie wpłacić”. I jeśli wczytać się w zawartość jej strony, pooglądać filmy i zdjęcia, to pomoc temu miejscu może na pierwszy rzut oka wydawać się dobrym pomysłem.

Czym jest „Black Jaguar – White Tiger”? Jeśli ktoś szuka informacji na bieżąco to po szybkim googlu trafi na ich stronę główną, w tym najważniejsze podstrony:


http://blackjaguarwhitetiger.org/about-us/


http://blackjaguarwhitetiger.org/faq/

Jak i na właśnie stronę FB:


https://www.facebook.com/jaguarandtiger

Co możemy wyczytać w tych źródłach? Streszczę: „Fundacja” to dzieło jednego człowieka, meksykańskiego biznesmena Eduardo Serio (to właśnie on jest na zdjęciach i filmach), a historia zaczęła się gdy w 2013 roku Serio uratował czarnego jaguara odkupując go ze sklepu ze zwierzętami. Po tym uświadomił sobie, że ma w życiu nową misję – ratowanie dużych kotów w Meksyku i zapewnienie im azylu, choć nie miał wcześniej żadnego doświadczenia w pracy z dużymi kotami. Przez 3 lata udało mu się wykupić (tzn „uratować”) z rąk hodowców, cyrków i prywatnych posiadaczy, 210 dużych kotów: jaguarów, lampartów, tygrysów, lwów rysi i pum. Eduardo nie sprzedaje później tych zwierząt ani nie przywraca do natury (bo to niemożliwe) – wszystkie przebywają na jego posesji, na terenie ok 30-50 akrów (0,12 – 0,20 km2, w różnych miejsach podaje różne liczby). Eduardo Serio nie sterylizuje/kastruje tych zwierząt, bo uważa, że to akt okrucieństwa i wg niego być może kiedyś płodność tych zwierząt się przyda do repopulacji. Zamiast tego, jeśli jest potrzeba, używa chemicznej antykoncepcji, lub oddziela samice gdy te są w rui (na terenie 0,12-0,20km2) Zwierzęta codziennie mają kontakt z nim i innymi ludźmi, do zwierząt zapraszani są tez celebryci jak Paris Hilton, rodzina Kardashian, sławni raperzy itp – w celu zrobienia rozgłosu żeby można było zebrać więcej pieniędzy na ratowanie zwierząt. „Black Jaguar – White Tiger” zawsze ma pod dostatkiem np małych lwów, bo, jak twierdzi Eduardo – są tanie i jest ich w Meksyku bardzo dużo, więc siłą rzeczy dużo do odratowania/wykupienia. Czemu koty nie atakują Eduarda? Jak czytamy w „FAQ”, dzięki sile miłości.

 

milkosc.jpg

 

Tak, to wszystko możemy przeczytać na oficjalnej stronie. Jeśli masz jakąkolwiek wiedzę w dziedzinie przetrzymywania zwierząt w niewoli lub/i dużych kotów, to pewnie czytając to oficjalne przedstawienie działalności BJWT możliwe, że złapałeś się za głowę szepcząc „co k….?!”. I reakcja ta jest jak najbardziej prawidłowa. Fundacja ta jest na celowniku rzetelnych organizacji prozwierzęcych z USA, które niestety są bezsilne, bo „azyl” znajduje się w Meksyku. „Black Jaguar – White Tiger” to dzisiaj sztandarowy przykład na to, jak skupując duże koty można nałożyć płaszczyk „Azylu dla kotów” i pod pozorem „ratowania ich” robić biznes przy wykorzystaniu ludzi, którym zrobiło się kisiel z mózgu za pomocą codziennych zdjęć na których mizia się duże koty.

 

8

 

Oczywiście jest możliwość, że trafi tu ktoś, kto przeczyta streszczenie działalności wyżej i nie będzie widzieć w tym nic złego. Dlatego choć może się to wydawać oczywiste, to rozpiszę co tak właściwie sprawia, że „BJWT” jest złym miejscem.

Zacząć trzeba od samej formy „ratowania” zwierząt przez tę fundację – czyli skupywania ich od innych. Nawet jeśli ten człowiek ma dobre intencje, to wykupywanie ich jest najgorszą możliwą opcją. Wyobraź sobie, że masz w swoim cyrku hodowlę lwów – rodzi się miot, po czym przyjeżdża facet który bez gadania kupuje je wszystkie płacąc gruby $$$. Czy wtedy pomyślisz „ojej, rozmnażanie ich na handel jest złe, przestanę”? Nie, wiedząc, że on je kupi bez gadania i hurtem, rozmnożysz je znowu, tylko tym razem pewnie jeszcze więcej żeby więcej zarobić. Podaż – popyt. Nikt trzeźwo myślący nie będzie walczył z chorym systemem zasilajac go funduszami – bo to tak, jakbyś chciał zwalczyć kradzież kupując fanty od złodzieja. Serio Eduardo albo jest ignorantem któremu to nie przyjdzie przez myśl, albo skupuje te koty specjalnie ubierając to w łatki „uratowania”, żeby robić sieczkę w głowach ludziom na którego dotacjach opiera się jego biznes. Zresztą dosyć chyba prężny, skoro bez żenady chwali się publicznie zegarkiem za kilkadziesiąt tysięcy zł (w przerwach między zbieraniem kasy).

6 Hublot

 

Zwierzęta które Eduardo kupuje, a których obecnie jest 210 są upchnięte na ok. 0,12-0,2 km2 – czyli coś, co maksymalnie mogłoby być kwadratem o bokach 400x500m Jeślibyś na takiej przestrzeni prywatnie trzymał 210 kotów domowych czy psów, to już by było trochę chore – a co dopiero trzymać na niej duże koty. Duże kotowate w naturze wymagają terytorium nawet do kilkuset kilometrów kwadratowych – trzymanie dla zachcianki jednego tylko tygrysa na 0,2km2 jest już sadyzmem, a co dopiero 210 dużych kotowatych. Albo więc Eduardo jest zupełnym ignorantem, albo perfidnie skupuje te zwierzęta i trzyma w klatkach o wymiarach 3-3metry (co widać na filmach) bo wie, że im więcej zwierząt i sweetfoci, tym więcej datków. A biorąc pod uwagę, że nic nie mówi o historii któregokolwiek z 209 kotów (czyli skąd konkretnie są) i kwituje to tylko tekstem „uratowane”, to może kupować ich ile chce i bez dogłębnego śledztwa nikt nie jest w stanie zarzucić mu fałszu i maskarady. Piszę o 209 bo historia 1 kota, pierwszego, jest znana – kupił go od handlarza zwierzętami.

Na filmach i zdjęciach można zobaczyć zwierzęta latające po jego posesji luzem – sterylizacja i kastracja w takich warunkach jest musem dla trzeźwo myślącej osoby, tym bardziej, że chemiczna antykoncepcja to coś, co nawet u domowych kotów po długotrwałym stosowaniu prowadzi choćby do ropomacicza. Zostawianie ich płodnymi na „wypadek repopulacji” jest bzdurą, bo nie można do środowiska wprowadzać ssaka z przypadkowego rozrodu – do tego niewiadomego podgatunku. Czemu nie to temat na zupełnie inną, szeroką notkę. Specjaliści o tym doskonale wiedzą, ale Eduardo Serio albo jest ignorantem i tego nie wie, albo jego twierdzenia są fałszem mającym dać mu przykrywkę do rozmnażania w przyszłości swoich zwierząt.

Dopuszczanie ludzi do aż tak bezpośrednich interakcji z dużymi kotami, zapraszanie celebrytów i puszczanie w eter takich zdjęć jakie idą z „BLWT”, czyli przytulanie się do dużych kotów to prosta droga do wytworzeniu w odbiorcach prostej myśli „te zwierzęta są jak duże domowe koty! Chciałbym!”. Pomyśli tak większośc z milionów jego odbiorców, i tu już tylko się można domyśleć, ile osób po takim praniu mózgu będzie miało chęć i środki żeby sobie samemu takie zwierzę sprawić (wspominałem, że trzymanie dużego kota w warunkach domowych to sadyzm?). Żadne rzetelne sanktuarium nie puszcza takich materiałów w eter bo wie, że bez kontekstu, idąc viralem, takie zdjęcia mogą mieć opłakane skutki. Eduardo Serio albo tego nie wie (i jest ignorantem), albo doskonale wie, że zdjęcia zapasów z tygrysem, miziania lwa czy przytulania lamparta to coś, co zaowocuje kolejnymi lajkami, followersami i płynącą z tego kasą. A jeśli jeszcze na swoim FB czy Instagramie zdjęcie z któryms z jego kotów wrzuci u siebie Paris Hilton czy <któraś tam> Kardashian, to nagle licznik lajków robi wielkie „jeb!”.

Możesz mieć wrażenie, że robię niezrozumiałe halo w kwestii odbioru w mediach społecznościowych – ale to właśnie jest podstawa działania tego miejsca. „Black Jaguar-White Tiger” zarabia w prosty sposób i robi to właśnie na bazie FB i Instagrama. Gdy masz kilka milionów ludzi którzy są tobą zauroczeni, a nie daj Cthulhu ludzi o dobrym sercu ale z niedoborami wiedzy, to wystarczy, że do tych kilku milionów skierujesz raz na miesiąc prośbę – prześlijcie mi choć 1 dolara na ratowanie tych biednych kotów. Niech choć jeden procent czy nawet promil z tych milionów raz na miesiąc wyśle Ci tego dolara (a raczej wyśle więcej bo 1 dolar to „wstyd”), i nagle zaczynają się robić z tego sumy które pozwalają zrozumieć, jak cyniczna jest to fundacja jeśli Eduardo Serio nie jest ignorantem, tylko działa z rozmysłem. Pomijając, że za opłatą (słoną jak na polskie warunki) możliwe jest odwiedzenie „BJWT” i pomizianie kotów samemu, choć celebryci mają oczywiście pierwszeństwo.

 

6

 

Jakie są szanse, że Eduardo Serio jest ignorantem, człowiekiem o wielkim sercu ale małym rozumku, który chcąc pomagać szkodzi? Wg mnie małe – a wynika to z faktu, że rzetelna krytyka na jego FB czy instagramie jest wykasowywana, blogi na których się pojawia są odwiedzane przez Eduarda który straszy prawnikami (i stąd niektóre analizy są już dostępne tylko w formie kopii na innych serwisach), a jeśli to nie pomoże, to Eduardo żali się na swoich platformach i na autorów krytycznych serwisów ruszają „zdalnie” tysiące najgorliwszych fanatyków „BJWT”. Przy czym Sam Eduardo nie kryje co myśli o ludziach mających „małe” zastrzeżenia co do jego działalności – publicznie nazywa ich idiotami, hejterami i zazdrośnikami którzy mogą go pocałować w tyłek. To nie hiperbola:

 

Insults.jpg

 

Krytycznych opinii ostało się sporo, i ta notka to pewnego rodzaju skrót zarzutów. Jeśli angielski nie jest Ci obcy to poniżej artykuły w które warto się wczytać:


http://www.ifaw.org/united-states/news/pseudo-sanctuary-frequented-celebrities-sends-wrong-message


http://www.thedailybeast.com/articles/2016/01/07/hollywood-s-favorite-sham-petting-zoo.html


https://www.yahoo.com/celebrity/celebs-favorite-animal-sanctuary-raises-serious-004456713.html


http://www.gizmodo.com.au/2016/01/this-celebrity-studded-instagram-petting-zoo-is-a-disaster-waiting-to-happen/


https://projecticarus2015.wordpress.com/2016/01/04/black-jaguar-white-tiger-the-jim-jones-of-the-conservation-world/


https://www.change.org/p/black-jaguar-white-tiger-black-jaguar-white-tiger-show-us-proof-of-your-rescues

Zjawisko którego symbolem stało się „Black Jaguar – White Tiger” jest zjawiskiem przerażającym. W kraju o liberalnych, dziurawych lub nieistniejących prawach dotyczących dużych kotów można stworzyć biznes, który w oparciu o ich krzywdę będzie opłacalny i znajdzie wielu zaślepionych fanatyków i zmanipulowanych ludzi którzy będą go finansowo wspierać. Eduardo Serio osiągnął na tym polu sukces, i nie można mu zrobić absolutnie nic, bo mało kto z tych milionów obserwatorów będzie miał chęć i czas wczytać się np w kilka stron A4 – dla przeciwwagi wystarczy 5 mizianych kotów z tekstem „A te uratowałem wczoraj” żeby wyłączyć człowiekowi krytyczne myślenie. Tak naprawdę można taki biznes zmontować na najbardziej bezczelnych kłamstwach, których nie sprawdzi nikt jeśli ten biznes będzie się mieścił np w Meksyku i odpowiednim organom się posmaruje czy je zmanipuluje. Niestety jest to przykład, gdy bezmyślne „zamiłowanie do zwierząt” u odbiorców może prowadzić do przynoszącego kokosy interesu, i bardziej do nich będzie trafiać sweetfocia z dużym kotem, niż kilkustronicowa analiza od ludzi z faktyczną wiedzą.

Jeśli jesteś stałym czytelnikiem tego bloga, to czytając o Eduardo Serio mogłeś mieć małe deja vu. Zakupione duże koty przez amatora, nakręcanie PRu i kasy na interakcji z nimi, działania które fachowcom jeżą włosy na głowie, kasowanie rzetelnej krytyki a jeśli się nie da, to wzmianki o procesie poprzetykane tekstami o hejcie i zazdrości. Tak, to deja vu nie jest przypadkowe, charakterystyczny sposób działania który znają osoby śledzące pewien cykl sprzed roku. BJWT jest przestrogą i przykładem na to, jak nawet najbardziej bezczelny biznes można ubrać w „pomoc dla zwierząt” i zarabiać kokosy na ignorancji ludzi, a ignorowanie takich zjawisk gdy jeszcze są w zarodku prowadzi do perfidnej machiny której nie da się zatrzymać. Tak jak teraz nie ma już jak zatrzymać Eduardo Serio w Meksyku i jego 7 milionów potencjalnych darczyńców z całego świata – być może było to możliwe gdy w 2013 zaczynał z jednym dużym kotem i kilkoma tysiącami followersów.

 

Follow

25 Komentarze

  1. Z jednym nie mogę się zgodzić: 0,2 km2 to kwadrat o boku 447 m2. Kwadrat 200×200 to 0,04 km2. Co oczywiście nie zmienia istotnie wymowy tekstu.

    • 0,2 km2 to 200.000 m2, czyli bardziej obrazowo 20 hektarów. Dla porównania – warszawskie ZOO ma 40 hektarów. To nie jest wcale taki mały skrawek ziemi i to jednak troszkę zmienia wymowę tego fragmentu tekstu.

      • Lada moment i stanie się.
        Któryś z dużych kotow, sfrustrowany zbyt ciasnym terytorium, nabuzowany hormonami, zaatakuje swojego „chlebodawcę”. Co wtedy z resztą kotów? Pewnie pójdzie do odstrzału, jak znam życie.

      • @Bolek
        Co to konkretnie zmienia w obliczu tego, że te koty wymagają w naturze terytoriów od kilkudziesięciu do kilkuset km2? Mówimy tu 210 dużych kotach w prywatnej menażeri która przedstawia się jako „azyl”. Pomijając też już, że on sam pisze o terenie 30 akrów (0,12km2) poświęconym „dla kotów”, a ja pisząc o 30-50 dorzucam do tego jeszcze jego dom i miejsce na klatki które widać na zdjęciach.

        • Miałem dokładnie to samo tu odpowiedzieć. Mam jeszcze jedOgólnie jestem pełen negatywnych odczuno pytanie – facet trzyma te koty w sposób umożliwiający kontakt? Tygrys z lwem, pumą i rysiem?! Albo zagryzą się wzajemnie, albo zagryzą tego idiotę. Szkoda zwierząt.

  2. Rzeczywiście, byłam bardzo szczęśliwa na początku, że ten facet ratuje zwierzęta, ale potem zdałam sobie sprawę z wielu rzeczy, o których tu napisano. Jednocześnie on podczas swoich show ze zwierzętami, sugeruje, że buduje cały czas coś większego, chciałbym nadal wierzyć, że chce im pomóc…ale prawda trochę dobija. Strasznie smutne.

    • Też początkowo byłam przekonana, że on to robi, aby ratować zwierzęta, ale teraz mam wątpliwości. Nie wygląda to rozsądnie. A chwalenie się zegarkiem tym bardziej utwierdza mnie w tym, że robi to dla popularności. A szkoda, bo mogła to być fajna inicjatywa, żałuję, że nie została dokładniej przemyślana.

  3. Ech, szkoda, że nie znasz hiszpańskiego, żeby przeczytać status fundacji i sprawozdania finansowe na stronie ministerstwa Meksyku (dotacje państwowe to kilka procent, dotacje od osób prywatnych to ok. 20, sklep przynosi 10, resztę finansuje on sam lub z dotacji firm) :> polecam lekturę, bo uwala połowę twojego tekstu. Druga połowa jest uważana w linkowaniu stron związanych z big Cat rescue. Serio jest kontrowersyjny, bo się nie pierdoli i jest krewki, ale jego sanktuarium jest prowadzone pod patronatem meksykanskiego rządu i gościu robi dużo dobrego. I większość jego zwierząt nie jest wykupiona, tylko zostaje mu przywieziona po przejęciu przez weterynarza narodowego Meksyku z nielegalnych hodowli czy przemytu albo zakazych w Meksyku cyrk ów ze zwierzętami (w tym też miał swój udział Serio). Zobacz też, kto wchodzi w skład fundacji, i się okaże, że jest kilku naprawdę dobrych weterynarzy o światowej renomie. Odrób lekcję lepiej, najlepiej po Hiszpańsku na oryginalnych, ogólnie dostępnych dokumentach, a nie blogach opiniotwórczych z USA ;>

    • Nawet nie wiem gdzie zacząć, więc może w punktach:
      1) Chętnie ten status przeczytam tylko dziwi mnie trochę, że się na niego powołujesz a linka już nie wklejasz – jeśli jednak jest tak jak piszesz, tzn, że w zdecydowanej większości utrzymuje się własnie z dotacji (sklep z gadżetami to też ich forma). Jeśli np Ja będę chciał się otoczać psami, kupię sobie z najgorszych pseudohodowli 200 np husky, wrzucę je na swoją działkę, a później będę twierdził, że je „uratowałem” i żył z datków od ludzi, firm i się na tym lansował, to też uznasz, że wszystko ok i robię dużo dobrego?
      2) Serio nie jest kontrowersyjny – jest szczwany, wyrachowany i oparł swój biznes na wykorzystywaniu ludzi którzy nie mają wiedzy żeby spojrzeć na trzeźwo na to co robi.
      3) Jego „pomoc” przy likwidacji cyrków to coś, na co się on sam powołuje ale na co konkretnych dowodów generalnie brak – znane są za to jego powiązania z partią zielonych w Meksyku (której zresztą skorumpowanie jest legendarne) i też pewnie dzięki temu te kilka procent dotacji od Państwa o których piszesz wyżej.
      4) Zdefiniuj „światową renomę” tych meksykańskich lekarzy weterynarii bo chyba mamy inne kryteria
      5) Skoro tak jak piszesz, większość jego zwierząt nie jest wykupiona tylko „odratowana”, to czemu głośno nie chwali się szczegółową historią rzekomego odratowania każdego z tych zwierząt? Przeciez takie „portfolio” z udowodnionymi „odebraniami” by zamknęło usta większości krytyków i przysporzyło przysporzyło donacji od ludzi. Czemu tego nie robi i głośno nie trąbi skąd i dokładnie jak znalazły się u niego zwierzęta? To pytanie retoryczne.
      5) Ja lekcje odrobiłem i odrabiam odkąd Serio zaczął „błyszczeć” – może z kolei Ty zacznij myśleć samodzielnie a nie tylko powtarzasz to, co twierdzi sam Serio.

      „;>”

    • To ta osoba która pisze ten artykuł nie zdaje sobie z wielu aspektów sprawy i zwyczajnie zazdrości Ediemu a on na prawdę odwala kawał dobrej roboty kocha te zwierzęta mocno i jest oddany temu co robi w 100% a ja podziwiam go za to bardzo bo jest ciężka praca..

      • Jego ciężka praca polega na kupowaniu sobie zwierząt i zrobieniu prywatnej menażerii oraz ssaniu kasy z ludzi którzy nie mają pojęcia o co chodzi w pracy faktycznych azyli dla np dużych kotów. To jakbyś kupiła sobie kilkanaście rasowych psów, a później utrzymywała się z datków „wiernych” podsycanych sweetfociami które wrzucasz. Jest pewnie jakaś grupa która go za to podziwia, ale sugerowanie, że duże organizacje z US zajmujące się tym osobnikiem robią to, bo są zazdrosne, jest tak głupawe, że nie chce mi się nawet tłumaczyć dalej.

  4. Jako osoba, która nie zna się na zwierzętach, ale lubi słit focie: dużo bardziej słodkie są IMHO zdjęcia zwierzaczków na tle dzikiej przyrody.

  5. Widzialem rózne pokazy z tygrysem czy lwem czy puma z udziałem pana. Za kazdy filmik ze zwierzakami pan ma takie same ubranie (czarne) gdy pewnie maja zapachy od kontaktu zwierzat. Niech pan rozbierze bez ubrań tylko w majtce czy nie zaatakuja zwierzaki do pana.

  6. Zgadzam się z tobą, że nie podeszli do tej sprawy w sposób najlepszy z możliwych. Jednak być może lepiej, żeby te koty były u tego pana niż w cyrkach i innych miejscach, które je wykorzystują w nieodpowiedni sposób?
    W dzisiejszym świecie bardzo często mamy zły wybór między większym i mniejszym złe. Teoretycznie nie chcemy ani jednego, ani drugiego, ale w praktyce decydujemy się na któreś.
    Może naciski ze strony obrońców zwierząt wywrą wpływ na tego gościa i poprawi się życie tych zwierząt.

    • „Być może jednak lepiej żeby ludzie kupowali psy i koty z pseudohodowli niż żeby te psy i koty siedziały w pseudohodowlach?” Wrzucanie w taki system pieniędzy jest napędzaniem tego systemu.

      To, że te tygrysy, lwy, lamparty czy jaguary są np z cyrków, to już twierdzenia Serio – niepodparte niczym oprócz zdawkowych wpisów na jego profilu FB.

      Jak reaguje na naciski ze strony faktycznych azyli dla dużych kotów jest ładnie pokazane na jednym z obrazków w notce.

  7. Ależ kretyński tekst. Nie ma lepszego sposobu na uratowanie gatunku niż utworzenie mody na zwierzątko domowe lub hodowane dla zysku! Ale jak ktoś ma trociny we łbie to tego nie rozumie. Tak to jest ze wszystkimi eko-świrami …

    • Tia… Powiedz to np gepardom które są teraz przetrzebiane w naturze bo przez modę na Bliskim Wschodzie właśnie na nie w roli domowych maskotek są odłapywane z natury (i większość nie przeżywa transportu). W konserwacji nie liczy się ilość tylko jakość – 100 tygrysów z domów oszołomów jest genetycznie warte tyle, co jeden np z ZOO. Ale czemu tak jest i dlaczego robienie mody na zwierzęta nieudomowionych gatunków jest niebezpieczne dla gautnku, to już niestety trzeba trochę poczytać i rozumieć te zjawiska. Ale niedokształcenie to niestety domena ludzi używających zwrotu „eko-świr” w roli obelgi.

    • Nie tyle co z nią, tylko to chyba najsłynniejsza organizacja działająca w tej sferze w USA, więc jej zdanie jest nagłośniejsze. Żadna poważna organizacja nie przyklaskuje takiej działalności jaką prowadzi Serio – a takich jest w samym Meksyku kilkadziesiąt (i z kilkaset w USA), tylko nie odniosły „sukcesu”. A co sądzę o Big Cat Rescue? Przykłąd jak można rzetelnie prowadzić azyl dla faktycznie odratowanych, dużych kotów – do tego starają się jak mogą żeby ograniczyć prywatnym i przypadkowym ludziom dostęp do tych wymagających zwierząt.

  8. Miałam okazję wpadać przypadkiem na ten blog kilkukrotnie. Za każdym razem trafiasz w mój sposób widzenia [może dlatego, że wychowałam się z głosem Czubówny w telewizorze?] i całkowicie popieram stawiane przez Ciebie tezy i światopogląd. Co prawda, w przeciwieństwie do Ciebie, miałam do czynienia tylko z małymi kotami [w porównaniu do tych z artykułu], pewne schematy zachowań i instynkty są bardzo zbliżone dla wielu grup zwierząt. Zgodzę się, że tych zwierząt nie można już wypuścić do ludzi, ani ich potomstwa, które nie wyuczy się instynktu od rodziców, którzy już pewnych zachowań nie przejawiają. Tutaj kastracja byłaby konieczna, jeśli nie pozyskuje się na przykład materiału genetycznego do sztucznej reprodukcji w rezerwatach otwartych np. w Afryce. Wówczas mamy rozwiązanie na przykład na repopulację danego terenu, ale i nową gałąź biznesu dla tego pana. Podobnie zgodzę się z viralem i chęcią posiadania zwierzaków, wbrew warunkom, jakie można im zapewnić. Uważam, że masz wiedzę i piszesz z sensem i to bardzo ważne, że piszesz o tym konkretnym temacie, bo sama zakochałam się w niektórych .gif-ach z internetu z udziałem tego pana.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.