Koty wychodzące

Spędziłem kilka miesięcy w biednym kraju Ameryki Pd. i jednym z bardziej fascynujących widoków w miasteczkach były dla mnie wałęsające się, pozornie bezpańskie psy. Tylko pozornie, bo te psy wyglądały na zadbane i dopiero po kilku tygodniach zauważyłem, że ludzie je puszczają samopas w ciągu dnia, ot tak. A jak dowiedziałem się później, jest to ogólnie cecha krajów rozwijających sie i normalna sprawa w takich krajach, że psy są rano puszczane a na noc wracają do domu. Jak szokować może kogoś z naszych stron fakt „psów wychodzących” w tamtych rejonach, tak dla mnie osobiście równie szokujące jest, że sporo ludzi w krajach zachodu ma dość beztroskie podejście do kwestii kotów wychodzących i nie widzą w tym zagrożeń. Bo to jednak w pewien sposób to samo i różni się jedynie gabarytami.

Jestem opiekunem dwóch kotów domowych, które choć teoretycznie mają możliwość „wyjścia” 2 razy w tygodniu w warunkach tzw działkowych, to nigdy bym do tego nie dopuścił. Wyobraźnię mam dość plastyczną i zamykając oczy mogę z łatwością zobaczyć jak któryś z moich sierściowych przyjaciół wpada pod samochód, zostaje zastrzelony przez myśliwego w pobliskich lasach, wpada we wnyki kłusowników i ginie w męczarniach, czy też zostaje skatowany przez jakieś psychodzieci. Albo w wersji najmniej bolesnej ktoś go przygarnia (czyt: „kradnie) bo myśli, że to bezpański.

Moje koty nie wychodzą odkąd je mam i ktoś czytający tego bloga i obserwując moje działania mógłby teraz posądzić mnie o egoizm i zarzucić mi hipokryzję – bo jak to? Jestem przeciwny nieuzasadnionemu trzymaniu ssaków i ptaków gatunków nieudomowionych bo nie mogą zaspokajać w niewoli swoich instynktów, ale zarazem nie pozwalam moim kotom „zaznać wolności” bo… się boję?

Pozornie to egoizm i hipokryzja, ale tylko pozornie – bo jest zasadnicza różnica między instynktami i potrzebami gatunkowymi w/w zwierząt, a udomowionym gatunkiem „kot domowy” (Felis catus). Instynkty kota domowego zostały przytępione przez 10 tysięcy lat towarzyszenia człowiekowi, jego potrzeby gatunkowe zniewelowane i w czasach nowożytnych kot domowy, a tym bardziej jego wymyślne rasy, świetnie odnajdują się w 4 ścianach i póki ich przytępione instynkty są w tym domu realizowane, to nie odczują różnicy. Polowanie na wędkę czy losowy papierek w pełni zastąpi im polowanie na gryzonie i ptaki, drapaki rozsiane po domu (lub meble jak u mnie) zrealizują im instynkty terytorialne, a jeśli jeszcze mamy więcej niż jednego kota, to cała reszta im w zupełności będzie wystarczyć. Bo jest to kot domowy, gatunek udomowiony i znacznie zmieniony w stosunku do swoich dzikich oryginałów, choć fakt faktem nie w takim stopniu jak większość innych ssaków udomowionych.

Określanie zwierzęcia mianem „szczęśliwy” lub „nieszczęśliwy” często się bezzasadnie pojawia w takim kontekście, ale jest lekko oderwane od rzeczywistości i wybiega w zbędną antropomorfizację. Pojęciu „szczęśliwy” w odniesieniu do zwierząt najbliżej do stwierdzenia „może zaspokajać napędzające go instynkty a jego potrzeby gatunkowe są realizowane”. I tędy właśnie kot domowy żyjący w 4 ścianach będzie jak najbardziej „szczęśliwy”, tym bardziej, jeśli zostanie w takich warunkach odchowany, a w jego mniemaniu za drzwiami do domu będą się czaić tylko potwory w rodzaju psa sąsiadów i „zły” lekarz weterynarii. Choć oczywiście łatwiej w takich warunkach kota odchować od małego, niż kota wychodzącego przyzwyczić na powrót do siedzenia w domu, ale jest to wykonalne.

Trzymanie w domu żbika, manula, ocelota, kota nubijskiego i innych małych kotowatych gatunków nieudomowionych jest czymś na skraju znęcania się nad zwierzętami, i najbliżej temu do stwierdzenia „zwierzę nieszczęśliwe” ale kot domowy się w takich warunkach świetnie odnajduje jeśli tylko mu w tym pomożemy (choćby poświęcając czas na zabawy z nim).

Z czego to dokładniej wynika szerzej tutaj:

http://animalus.blog.pl/2016/11/15/udomowienie-oswojenie/

Jedynym instynktem którego możemy mu w domu nie zaspokoić, to instynkt rozmnażania – to jednak bardzo łatwo zniwelować kastracją/sterylizacją, bo bez hormonów z jajników/jąder koty tej potrzeby mieć nie będą. I tu znowu ktoś mógłby próbować wbić szpilkę i powiedzieć: „Aha! Chcesz bez sensu okaleczać zwierzę tylko po to, bo nie chcesz go wypuszczać!”

Co znowu byłoby szpilką chybioną, bo fakty są takie, że zarówno koty wykastrowane/wysterylizowane jak i koty niewychodzące żyją dłużej i są na to odpowiednie badania, o czym za chwilę. Jeśli kot domowy nie jest dla Ciebie ozdobą tylko przyjacielem, to bardziej powinno Ci zależeć żeby miał dostatnie i długie życie, a nie umarł przedwcześnie, bezsensownie wychodząc w świat lub chodząc w domu sfrustrowany bez kastracji/sterylizacji.

Kot wychodzacy.jpg

w:User:Stavrolo [GFDL (http://www.gnu.org/copyleft/fdl.html) or CC BY 3.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/3.0)], via Wikimedia Commons

 

Jednym z ciekawszych badań pod tym względem, które choćby pokazuje różnice w średniej długości życia kotów wychodzących/niewychodzących jest przeprowadzone w UK badanie o przyczynach śmierci kotów, a podsumowane w publikacji:

„Longevity and mortality of cats attending primary care veterinary practices in England” (2015)

Dan G O’Neill, David B Church, Paul D McGreevy, Peter C Thomson, David C Brodbelt


https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/24925771

link „okołopubmedowy”:
http://researchonline.rvc.ac.uk/8438/1/8438.pdf 

podsumowanie:
http://skeptvet.com/Blog/2015/03/longevity-causes-of-death-in-pet-cats/

Z lecznic weterynaryjnych w UK poproszono o dane dotyczące przyczyn zgonów kotów domowych, z tego wybrano losową grupę 4009 kotów i pobawiono się w statystki.

Co z nich wynika? Choćby właśnie to, że wykastrowane/wysterylizowane koty żyją statystycznie dłużej (średnio 15 lat gdy u kotów niewykastrowanych jest to 11 lat).

Co z wychodzeniem/niewychodzeniem? Trochę liczb z tego badania:

Najczęstszą, określoną przyczyną śmierci kotów była śmierć w wyniku poważnych obrażeń, tzw „Trauma” (405/12.2%) z czego ponad połowa, 243, była w wyniku potrącenia przez samochód czy inny pojazd.

To 12,2% jako „najczęstsze” brzmi pozornie absurdalnie, ale dla ułatwienia tabelka o co chodzi – dane o potrąceniach przez samochód w publikacji.

 

Tabelka.jpg

Źródło: http://skeptvet.com/Blog/2015/03/longevity-causes-of-death-in-pet-cats/

 

Reszta tych urazów też zapewne nie powstała w bezpiecznym, domowym otoczeniu, choć wyjątkiem może być tu np upadek z okna czy zawieszenie się na oknie uchylnym – badanie już tego nie precyzuje, natomiast powyższe są łatwe do uniknięcia gdy jesteśmy odpowiedzialni.

Na drugim miejscu są „kłopoty” z nerkami – renal disorder po angielsku, ale nie chcę tego kalecząco tłumaczyć żeby mnie nie przeklnął jakiś lekarz weterynarii. Z czego natomiast te nerkowe „kłopoty” mogą wynikać to, oprócz złej diety, również np z zatruć chemikaliami lub roślinami jak również wynikać z fizycznych obrażeń kota, czyli również z rzeczy związanymi z wypuszczaniem kota samopas.

U kotów umierających przed 5 rokiem życia (516 przyp.), śmierć z powodu poważnych obrażeń to aż 47,3%, czyli 244. Na drugim miejscu są choroby zakaźne (tylko 6,6%), których też raczej kot niewychodzący nie złapie – to bardzo mało prawdopodobne.

Główną przyczyna przedwczesnej śmierci kota to wypadki związane z wychodzeniem poza dom a biorąc pod uwagę, że wg tego badania 90%, „pańskich” kotów domowych w Anglii to koty wychodzące, to patrząc na liczby wyżej każdy wypuszczający kota sporo ryzykuje, a robi to jeszcze bardziej jeśli kota nie szczepi na wszystko co możliwe i go nie sterylizuje/kastruje. Beztroscy opiekunowie kotów mogą właściwie rzucać monetą, czy kot dożyje starości, czy też umrze przedwcześnie. Wg badania wyżej mediana długości życia kota domowego mającego opiekunów to w UK 14 lat wliczając w to również sporą liczbę śmierci przed 5 rokiem życia, jak i dożywanie kotów do 25 lat itp, itd.

To średnie 14 lat w badaniu z UK w przypadku kota domowego to tak naprawdę niewiele – dożycie kota trzymanego w domu, kota zdecydowanie tzw „szczęśliwego”, do wieku lat 20 nie jest czymś wyjątkowym – i do tego powienien zmierzać każdy, kto traktuje to zwierzę jako swojego przyjaciela, a przy kocie wychodzącym będzie to trudne.

Drugie badanie na mniejszej grupie z podobnymi wnioskami.

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC1476412/pdf/canvetj00001-0065.pdf

Samo powyższe powinno już wystarczyć do zasadnych twierdzeń, że kot nie powinen opuszczać 4 ścian naszego domostwa, jeśli nam na nim zależy – co jednak dochodzi do tego jeszcze, to spustoszenie jakie wychodzące koty sieją w ekosystemach i krzywda innych zwierząt jaka wiąże się z wypuszczeniem kotów domowych. Koty nawet najedzone będą polować (bo takie mają instynkty) a ich łupem będą padać zwierzęta które ginąć będą bez sensu, bo kot „wychodzący” ich zjadać generalnie nie będzie. Ktoś mógłby próbować to zbijać argumentem „ale przecież koty zabijają szkodniki”, i pozornie trzyma się to kupy, póki nie spojrzymy na badania w tym temacie – bo po tym okaże się, że duża część, jak nie znaczna większość ich ofiar to nie są „szkodniki” tylko np. małe, urocze ptaszki.

Badania dotyczące zdolności łowieckich wychodzących kotów domowych opierają się najczęściej na ankietach o treści: „co państwa kot przyniósł do domu i czy możemy określić tego gatunek”. Tych badań jest sporo i wszystkie wskazują na to, że domowe koty wychodzące sieją spustoszenie w ekosystemach, i choć sporą częścią ich zdobyczy są gryzonie, to nie są to gryzonie tzw „szkodliwe” – czyli np szczury wędrowne czy myszy domowe. Są to gryzonie które zasadniczo człowiekowi nie wadzą a do tego bywają gatunkami chronionymi – i tak np badanie poniższe przeprowadzone w Bristolu UK wykazało, że w tamtej okolicy, jeśli chodzi o gryzonie, to koty najczęściej polowały na myszarki zaroślowe (Apodemus sylvaticus) czyli gryzonie, które np u nas są pod częściową ochroną. Drugą w kolejności grupą po względem kocich zdobyczy są małe ptaki.


https://www.songbird-survival.org.uk/Handlers/Download.ashx?IDMF=cba81a60-0d24-4a41-a85e-496ad524e7ed

Jedno z najbardziej przystępnych i czytelnych badań w tym temacie (dla osób z zewnątrz), zostało przeprowadzone od 1 kwietnia do 31 sierpnia roku 1997 w Wielkiej Brytanii – jak większość takich badań.


http://www.mammal.org.uk/wp-content/uploads/2016/03/Domestic-Cat-Predation-on-Wildlife.pdf

Zostało przeprowadzone na grupie 986 wychodzących kotów z 618 domów, i te koty przez 5 miesięcy przyniosły do swoich domów 14370 drobnych zwierząt, przy czym należy pamiętać, że nie wszystkie zdobycze kot do domu przyniesie.

Z tej zdobyczy 69% to były ssaki, 24% były ptakami, 4% to płazy, 1% to gady, a pozostałe 2% to owady, pajęczaki i niezidentyfikowane szczątki.

To całkiem spore badanie i ekstrapolując te dane zakłada ono, że teoretycznie, w trakcie tego badania 9 milionów kotów żyjących w UK mogło przynieść do domu 57 milionów drobnych ssaków, 27 milionów ptaków, 5 milionów płazów i gadów. W trakcie 5 miesięcy, nie roku, a ile do domów nie przyniosły po upolowaniu można już gdybać. Część tych zwierząt może i była w jakimś sensie „szkodnikami”, ale napewno nie były nimi ptaki, płazy czy gady – i te zwierzęta zginęły bez sensu. Nie zginęły będąc posiłkiem jakiegoś naturalnego drapieżnika – zginęły, bo opiekunowie domowych kotów wychodzących mają do tego podejście „bo kotek musi sobie polatać”.

A w bonusie badanie z zawartymi ankietami do ludzi wypuszczających koty, gdzie 60% ankietowanych nie zgadzało się ze stwierdzeniem, że ich kot ma szkodliwy wpływ na środowisko naturalne. Część reszty się zgadzała, ale miała to gdzieś i nie wiem co jest gorsze w sumie:


https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC4541982/

Kot domowy jest zwierzęciem którego instynkty zostały przytępione w procesie udomawiania, doskonale odnajduje się w 4 ścianach naszych domów, i żyjąc w takich warunkach jest zwierzęciem „szczęśliwym”. Tym bardziej, jeśli jest wykastrowany/wysterylizowany. Do tego trzymany w domu nie będzie mu robiło różnicy czy poluje na papierek zwinięty w kulkę, czy na żywy organizm – trzymanie go w domu jest zarówno dla jego dobra, jak i dla dobra innych zwierząt, a te są przez koty dosłownie przetrzebiane jak niektóre gatunki ptaków żyjących w miastach.

Nie ma właściwie żadnych logicznych i podpartych czymkolwiek argumentów na wypuszczanie kota domowego z domu – są tylko dowody anegdotyczne i zachcianki ludzi, którzy albo mają problemy z zapewnieniem kotu dobrych warunków, albo którym nie chce się poświęcić mu czasu. I tym właśnie różnią się „miłośnicy kotów” (w cudzysłowie) od ich odpowiedzialnych opiekunów. Kot domowy nie jest zwierzęciem które musi wychodzić z domu w celu zaspokajania instynktów, a wypuszczenie mieszkających w domach kotów nie różni się wiele od wypuszczania samopas psów w krajach rozwijających się.

P.S

Ta notka nie powstała by bez inspiracji człowieka, który w różnych internetowych dyskusjach o tym zagadnieniu niesie kaganek oświaty „miłośnikom zwierząt”, choć bywa to syzyfowa praca. Dzięki niemu zacząłem sam wczytywać się w temat i początkowo ta notka miała być prostym wklejeniem kilku jego postów z fejsa (za jego wiedzą i zgodą) – jakoś jednak powstało to wyżej. Piotra Piliczewskiego pewnie kojarzą stali czytelnicy tego bloga, bo pisze mądrze i nawet jak czasem różnimy się delikatnie poglądami to bardzo lubię z nim konwersować – niżej jego post na FB gdzie jest troche więcej o zamieszczonym wyżej badaniu w Bristolu, a jeszcze niżej ogólnie w temacie udomowienia kotów domowych. Dzięki Piotrek!

Linki:

https://www.facebook.com/piotr.piliczewski/posts/1459118010767254

https://www.facebook.com/faeriel/posts/10212545444783841

14 Komentarze

  1. „Na drugim miejscu są choroby zakaźne (tylko 6,6%), których też raczej kot niewychodzący nie złapie – to bardzo mało prawdopodobne.”- no nie do końca-patrz wirus panleukopenii. Wystarczy kontakt z samym wirusem utrzymującym się w środowisku,a może on zostać przeniesiony na ubraniu, na butach, na rękach itp., dlatego warto szczepić koty niewychodzące.

    • Jak najbardziej masz rację, to był skrót myślowy z mojej strony – chodzi mi o to, że dużo bardziej prawdopodobne jest załapanie czegoś zakaźnego przez kota wychodzącego (zwłaszcza jak ma kontakt z innymi „obcymi” kotami) niż przez kota niewychodzącego.

    • Zanim napisze Pan kolejny artykuł tego typu , proszę przeczytać książkę Petera Wohllebena „Duchowe zycie zwierząt”.
      Może da to Panu trochę do myślenia.
      Pan wspiera swoje tezy dziwnymi pomysłami typu wędka i papierek .
      Oczywiste jest ,że koty powinny wychodzić, tylko ludzie są na tyle mało rozumni albo leniwi,że im w tym nie pomagają.
      Jesli Pan sie tak boi o swojego kota, trzeba było od kociątka nauczyć chodzić go na smyczy. I nie szukać teraz usprawiedliwień.
      Odchodząc na chwilę od tematu, powiada sie: brudny jak świnia. A któż to spowodował jak nie człowiek, który trzyma te czyste , inteligentne zwierzęta w obrzydliwych warunkach, które sam im stworzył?
      Pan idzie podobną drogą ,próbujac udowodnić coś czego się nie da udowodnić.
      Kończąc – mieszkam w parterowym mieszkaniu dużego osiedla i mój kot wychodzi od 10 lat 2 razy dziennie na spacer. Przeważnie wieczorem ,zeby jednak było mniej samochodów.
      Ale po jakichś dwu godzinach przybiega na wołanie i grzechot suchej karmy.
      I taka to mądra bestia.
      Pozdrawiam

      • Akurat książki Wohllebena, zarówno ta o zwierzętach jak i o drzewach to książki bardzo popularnonaukowe, w których autor czesto popada w fantazje bez podparcia ich czymkolwiek.

        Fakty są takie jakie są a z badaniami naukowymi można dyskutować tylko innymi badaniami, nie książką Wohllebena. Analogicznie: zanim napisze Pan kolejny komentarz tego typu, proszę przeczytać na czym polega metoda naukowa, co to jest „dowód anegdotyczny” i dlaczego jest bezwartościowy w obliczu statystyk i badań.

  2. Z jednej strony zgadzam się z powyższym dotyczącym chorób z drugiej jednak należałoby spojrzeć bliżej na mentalność naszego kraju. Bardzo wielu właścicieli kotów iewychodzących nie widzi sensu w regularnych szczepieniach. Ci natomist, którzy swoje koty z jakichkolwiek powodów wypuszczają mają je przeważnie zaszczepione na wszystko. Dlatego nie do końca zgodzę się z wnioskami artykułu.
    Kolejna sprawa: badania, o których mowa, odbyły się w UK. Kraju, który słynie z kotów wychodzących. Większość behawiorystów/kocich psychologów tego kraju popiera i propguje wypuszczanie kotów. Biorąc pod uwagę, że nasze krajowe kursy/szkoły wzorują się głównie na „ichnich” to wychodzimy na hipokrytów, nie uważacie ?:)
    Nie, nie uważam, że kot aby być szczęśliwym musi wychodzić. Tak, da radę zapewnić mu wszystko w domu. Jednak nie zawsze jest to możliwe to raz. Dwa: kłuje mnie straszliwie obłudna nagonka na wszystkich ludzi zajmujących się kotami z możliwością wychodzenia i wmawianie im, że zapewne nie kochają „swoich” podpopiecznych (wtf?). Trzy: to, że nasz kraj jest pełen zagrożeń (auta to tylko jedno, zwyrodnialcy to drugie i silne źródło), nie oznacza, że kot wychodzący jest nieszczęśliwy, zgadza się?
    I kot owszem jest udomowiony od tysiącleci. Jednak ze względu na jego specyficzną naturę nie był tak dobitnie przystosowany do życia z człowiekiem jak to miało miejce w przypadku psa. Dlatego porówywanie tych dwóch zwierząt towarzyszących jest po prostu bez sensu.
    Pozdrawiam.

    • Cóż, dużo łatwiej o nieszczęśliwego kota wychodzącego niż tego wychodzącego z jednego prostego powodu- opiekun a zerową kontrole nad stanem kota. Ilość wypróżnień, ich jakość, to co kot je- jak to kontrolować kiedy kot przesiaduje większość życia poza domem? To samo tyczy się problemów behawioralnych- po wypuszczeniu kota one nie znikają, a jedynie stają sie mniej uciążliwe dla opiekuna.
      A jeśli chodzi o przystosowanie kota do życia w dom w porównaniu z psem- to w samym przystosowaniu kot jest porównywalny (wszelkie zmiany domestykacyjne, komunikacja werbalna z człowiekiem, zmniejszenie potrzeb przestrzennych, zdecydowanie większa tolerancja do życia w grupie) ale podstawowa różnicą jest użytkowość. Większa różnorodność pomiędzy rasami psów wynika przedewszystkim z ich uzytkowości, a moze w sumie „wynikała z ich użytkowości” bo kwestia ta ulega zatarciu w ostatnich latach. Za to kot, jako zwierze towarzyszące nigdy nie było hodowane przez selekcje na rzeczy inne nizeli ładny wygląd czy łagodny charakter. Kot nigdy nie był hodowany w kierunku współpracy z człowiekiem, dlatego nie współpracuje z nim tak chętnie jak przykładowo border colie,

  3. Jak słusznie zauważa ~wadera, w artykule niepotrzebnie został użyty shaming właścicieli kotów wychodzących. Sama mam koty wychodzące i czekałam na tę notkę z dużym zainteresowaniem, gdyż nie widziałam argumentów przeciw wypuszczaniu kotów na dwór, a wręcz przeciwnie. Niepotrzebnie nastawiasz tych „złych” właścicieli przeciwko sobie, bo może chcą Cię wysłuchać i przyjąć Twój punkt widzenia, a nie zacietrzewiać się w swoich przekonaniach :)

    Ponadto, na dzień dobry zapaliła mi się czerwona lampka, kiedy to pojawiło się porównywanie kotów do psów. Równie trafne byłoby napomknięcie o chomiku, choć w kontekście przykładu biednego kraju mogę poniekąd zrozumieć ten punkt widzenia.

    LECZ – najważniejsze! – argumenty o istotnej różnicy w żywotności kota oraz szkody w ptakach i gryzoniach bardzo do mnie przemawiają. Naprawdę. Nie spodziewałam się, że dywagacje na temat wypuszczania kotów mogą coś zmienić w moim postępowaniu, a jednak udało Ci się poddać je pod wątpliwość. Nie sądzę, bym przekonała rodzinę do haltowania kotów przed wyjściem, ale gdy będę mieć kota „na swoim”, na pewno skłonię się ku opcji niewychodzącej.

    Na koniec, jak zwykle, należy Ci się pochwała za rzetelność i dociekliwość oraz dobre umocowanie na źródłach. Bardzo to szanuję.

    Pozdrawiam :)

    • Fakt, może za ostro pojechałem, dzięki za zwrócenie uwagi.

      Porównanie do psów jest z tej przyczyny, że brak bliższej analogii. Reszta ssaków gatunków udomowionych nie poluje na inne zwierzęta, więc nie ma sensu porównywać wypuszczania kota do puszczania luzem konia, kozy czy kawii. One nie narobią tyle szkód innym zwierzętom co puszczane luzem koty czy psy.

      Psy to analogia najbliższa, choć ofc nie idealna. Ale lepszej brak.

      Dzięki, pozdrawiam.

      • Porównanie kotów do psów nie jest bez sensu. W odróżnieniu od innych gatunków udomowionych koty i psy np. mają sygnały służące tylko do komunikacji z ludźmi, mało tego, miauczenie kota jest dopasowane do zakresu słuchu CZŁOWIEKA, żeby było najbardziej skuteczne ;) Jeśli porównamy kota z psem to wyda nam się że koty się mało zmieniły, ale jeśli porównamy kota np. z fretką, kozą, kawią domową – to okaże się że tych zmian jest jednak relatywnie dużo. Psy są po prostu ponadprzeciętnie różnorodne i najprawdopodobniej po prostu mają większą plastyczność fenotypu, nie uda się pewnie nigdy doprowadzić np. do takiego zróżnicowania wielkości kotów bo nie ma odpowiednich genów i odpowiednich ich mutacji, tak samo jak nie ma np. kotów podpalanych ;)

  4. Witam,
    Nie dokonca sie zgadzam z ta opinia ponieważ z mojego doświadczenia wynika zupełnie coś innego. A mianowicie posiadam 2 koty, które są różne jeden kocha wychodzić a drugi prawie wcale. Mam je od maleńkiego teraz mają jedn 9 ta wychodząca a druga 7 lat. Są zaszczepione zachipowane i wysterelizowane. Mieszkam w domu z ogrodem od 6 lat wcześniej mieszkałam w bloku i kotki spędzaly dużo czasu siedząc na balkonie odkąd mieszkam w domu z ogrodem nie wychodzą z niego latem, zimą nie garną się na wyjścia. Ale latem widze ze koty żywią się owadami i wcale ich nie porzucają zabitych ale je zjadaja (widocznie mają zapotrzebowanie na coś czego nie jestem wstanie im dostarczyć z pokarmem)a nie oszczędzam na moich kotach poniewaz sa częścią naszej rodziny.Nigdy nie upolowaly ptaka…wieksza czesc dnia leżą sobie na trawie lub między drzewami w upalne dni i obserwują pieski chłodzące z właścicielami na spacery. Odwiedzają nas koty sąsiadów również moje koty wychodzą po za ogrodzenie ale nigdy nie chodzą dalej niż w obrębie domu. Widzę że koty mają frajdę, na noc wracaja do domu a gdy jest upalnie śpią w ogrodzie i nie chcą wracać.Dodam że mieszkam na wyklętym zachodzie ale w Polsce nie wiem czy wypuszcalabym koty tu tak ponieważ nikt tu nie ciśnie gazu na widok kota jak się w Polsce mają ludzie w zwyczaju nie widzę codziennie na ulicy potraconego kota jak to miało miejsce w Polsce. Tu zwierzęta mają szacunek od ludzi. Dzieci nie męczą kotów wolno chodzących nie ma wielkich szczurów w okolicy czego bylam swiadkiem mieszkajac na duzym osiedlu w Polsce bo koty chodzą sobie wolno. A co do ptaków jest ich mnóstwo w mojej okolicy i nie widzę żeby koty nawet sąsiadów polowaly na nie może dlatego że są dobrze odżywiane i nie muszą polować żeby przetrwać….Uwazam że jak mieszkańcy UK mieli by mieszkać w Polsce też koty by były w domu z całym szacunkiem dla naszych rodaków ale duża część ma wpojony brak wartości w stosunku do zwierząt brak poszanowania życia a szczególnie kotów,które są tepione jak i na osiedlach tak i na drogach. Pozdrawiam.

    • A nie pomyślała pani ani na moment o tym, że nie widzi pani cały czas co robią pani koty poza domem? Że nie jest pani w żaden możliwy i rzetelny sposób skontrolować co pani koty robią w każdej minucie spędzonej na dworze? Nie pomyślała pani ani przez sekundę, że koty mogą zabijać małe zwierzęta i po prostu pani tego nie widzi bo truchła nie są przynoszone do domu? A wie może pani jak rozprzestrzenia się wirus FIV wśród kotów niewychodzących? Przez gryzienie się z innymi kotami ;) Pani koty są niekonfliktowe?
      Wspaniale! To wcale nie oznacza, że inny, agresywny kot i nosiciel FIVa nie zaatakuje pani kociaków.To raz.
      Po drugie: w pani wizji Polska to kraj terroru dla zwierząt, gdzie koty są rozjeżdżane ku uciesze kierowców, dzieci rzucają w zwierzęta kamieniami zaśmiechując się w głos a psy są szczute na kociaki zaś ludzie z niewiadomych przyczyn wkurzają się na koty swawolnie biegające po ich ogródkach/działkach (odniosę się do tego potem) – wspaniale! jeszcze jeden argument (choć histeryczny i nacechowany typowym dla narzekających Polaków podejściem „wszędzie lepiej niż w tej zacofanej Polszy”). Tymczasem w moim mieście widuję spacerujące wolno kociaki i nikt im nic nie robi, ludzie sprawdzają czy śpią przy silnikach zanim odpalą auto, zwalniają jak kot/pies przebiega przez drogę i przynoszą mokrą lub suchą karmę (czasem i prawdziwe rarytasy jak tuszki ryb) w miejsca gdzie zwierzęta się gromadzą. Dokarmiają też inne zwierzęta (ptaki wodne i dzikie latające). Wniosek? Pora wreszcie przetrzeć oczy i obudzić się z tego zachodniego snu, gdzie w UK czy USA ludzie jedzą tylko ptasie mleczko, wszyscy się do siebie uśmiechają, dzieci trzymają się za rączki a zwierzątka żyją w zgodzie z ludźmi, wszyscy zmierzają w stronę zachodzącego słońca, w tle słychać śliczną muzykę a na niebie widnieje tęcza. WSZĘDZIE NA ŚWIECIE SĄ LUDZIE, KTÓRYM LEŻY LOS ZWIERZĄT NA SERCU I WSZĘDZIE SĄ TACY, KTÓRZY MAJĄ JE W NOSIE. Wnisek z wniosku? Skoro wszędzie są źli ludzie (również w Nibylandii zwanej UK, Francją, Niemcami etc) to może też nie narażać jednak kotów na spotkanie z nimi?
      Po trzecie: Odnosząc się do HURR DURRR WKURZONYCH POLAKÓW PRZEGANIAJĄCYCH I TĘPIĄCYCH KOTY (bezdomne psy oczywiście pomijając – bo: och koty). Nie pomyślała pani ani na sekundę, że komuś może po prostu, zwyczajnie i po ludzku nie podobać się, że pani ukochany kiciuś robi sobie z cudzego ogródka za przeproszeniem kuwetę? Sama moja przyjaciółka przyznaje, że jej kot nie załatwia się w domu, nie załatwia się w jej ogródku – robi to w ogródku sąsiadów. I co z tego wynika? Koty najczęściej załatwiają się w piasku, bo najlepiej i najwygodniej zakopać odchody. Gdzie jest najwięcej piasku w cudzych ogródkach czy miejscach dostępnych publicznie? Oczywiście, że w piaskownicach dla dzieci (które są narażone na choroby odzwierzęce od odchodów kocich i psich właśnie) czy grządkach z cudzymi kwiatami albo jak ktoś ma fantazję z cudzymi warzywami. I co w związku z tym? Tylko egoiści nie akceptują faktu, że komuś może ich kociak przeszkadzać na NIE SWOIM ogródku. Wiadomo, że trucie, strzelanie czy inne tego typu reakcje są paskudne, niewłaściwe i niewspółmierne do winy nie tyle kota co właściciela, ale na dłuższą metę… Co jest dziwnego we wkurzeniu człowieka, którego dzieciak bawi się w piaskownicy na prywatnym podwórku a tam kocie kupy? Co jeszcze bardziej niezrozumiałe jeśli to kociarz ma dzieci, ma takie miejsca w ogródku i jeszcze koty tam wypuszcza :P No dobra, jego dzieci, jego piaskownia, jego koty jego sprawa, ale sąsiada za płotem już nie. Oczywiście, że wyganiałabym obce koty gdybym miała ogródek, zresztą pies też robiłby robotę. I dobrze, nie życzyłabym sobie kuwety w ogródku.
      Jaki powinien być wniosek? Skoro już mamy gdzieś mordowanie małych zwierzątek przez nasze kociaki to dlaczego mieć gdzieś to na co ma ochotę lub na co nie ma, nasz sąsiad? Dlaczego nie postawić się w jego sytuacji? Wreszcie: dlaczego po prostu nie zrozumieć, że ktoś może sobie naszego kota zwyczajnie nie życzyć? Nie każdy chce obcego kota, nie każdy lubi koty, nie każdy chce by jego koty widywały się z kotami z dworu. Wystarczy stare powiedzenie – nie czyń drugiemu co tobie nie miłe. Nie chciałaby zapewne pani, żeby wpadł do pani ogródka pies sąsiada i robił w nim co mu się podoba, prawda? ;) Więc niech nie wymaga pani tego od sąsiadów względem swojego kota! Psy tak samo jak koty uwielbiają hasać samopas, wiele psów w naszym kraju również wychodziłyby na dwór same „bo lubią”. Dlaczego już tego w większości nie robimy? Bo są przepisy, bo ludzie są świadomi, że zagrażają w ten sposób innym ludziom i zwierzętom. I co? Jakoś psy nie są przez to nieszczęśliwe i tak samo koty nie będą.
      Zresztą nie wiem czy ludzie tu jeszcze pamiętają, ale kiedyś problem hasających radośnie psów po ulicach miast był przecież też całkiem spory (dobrze pamiętam to z dzieciństwa).

      Doskonałe powody by nie wypuszczać kotów ;) + pani słaby post tak prosty do podważenia, że nie trzeba się nawet starać.

      Alex, opiekunka czarnego kota niewychodzącego (którego przygarnęła z dworu, ze wsi gdzie hasał gdzie chciał, ile chciał i był wiecznie głodny, wychudzony i zakleszczony, a który po kilku dniach przywykł do mieszkania w bloku na trzecim piętrze, nie wychodzenia i nie sprawia przy tym żadnych problemów związanych z niszczeniem domu). ;)

  5. Kot – wypuszczać na dwór, czy nie. Odwieczny dylemat i powód do dyskusji. A prawda leży gdzieś po środku. Jeżeli nasz sierściuszek od małego był w domu/mieszkaniu, to poza wyjściem na balkon (zabezpieczony) nie potrzebuje innego kontaktu ze „świeżym powietrzem”. Jeżeli natomiast jest przyzwyczajony do przebywania na zewnątrz, bo był wzięty jako dorosły np. ze wsi, to w zamkniętej przestrzeni będzie mu źle i będzie szukał możliwości wyjścia. Oczywiście kota można przyzwyczaić do wychodzenia i wracania do domu, ale bardzo ciężko jest go od tego odzwyczaić. Wybór należy do właścicieli, lecz należy pamiętać, aby nie wiązał się on z niewygodą i niebezpieczeństwem naszego pupila.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.