Czochraki dla świnek czyli łódzkie ZOO po roku

Minął równo rok od notki o łódzkim ZOO. Publikując ją wtedy liczyłem na mały szumek w branży, poranek dnia następnego powitał mnie telefonami od mediów i informacją o konferencji w ZOO. Reszta jest już czytelnikom tego bloga znana. Ten wątek na blogu zakończył się wieściami o zmianie naczelnika, 10 miesięcy temu. Co zmieniło się przez ten czas?

Nie ma sensu budować napięcia – zmieniło się sporo na lepsze, a kierunek zmian był widoczny już kilka miesięcy po roszadzie na szczycie. Jednym z wektorów było założenie na wiosnę oficjalnej strony łódzkiego ZOO na FB:


https://www.facebook.com/1584193171825557/photos/a.1585443645033843.1073741828.1584193171825557/1586338514944356/?type=3

Którą to stroną będe się we wpisie posiłkował, bo ideą wpisu nie jest przedstawienie wielkich zmian czy konkretnych inwestycji które byłyby podparte insiderską wiedzą. Nie, to będzie wpis o rzeczach które każda osoba z zewnątrz może zaobserwować, choć przeciętny zwiedzający w łódzkim ZOO nie dostrzeże wagi pewnych pozornych drobnostek. Tak, jak w dzisiejszym świecie pozorną drobnostką jest oficjalna strona ZOO na FB – w rzeczywistości, którą opisywał artykuł sprzed roku, pomysł założenia takiej strony był przez ludzi decyzyjnych traktowany jako fanaberia. „Bo to by trzeba było komuś zapłacić, dopłacić komuś kto by prowadził, a tak w ogóle to po co, jest przecież strona w internecie”. Te klimaty. Jej założenie było czymś, po czym z optymizmem zacząłem się przyglądać. Oznaką konkretnych zmian w nastawieniu.

Podobnie jest z ogromem rzeczy które w łódzkim ZOO się pojawiły, a które nie wiążą się z nakładem finansowym, tylko chęcią i zmianą podejścia. Pierwszy raz od roku udałem się do ZOO żeby samemu zobaczyć, co mogło się zmienić. Nie licząc przy tym na cuda – rok to pozornie dużo, ale w kontekście finansowania przez miasto i gigantycznych nakładów które musiałyby być przeznaczone na lifting, nie poszedłem tam z zamiarem udkomentowania zmian stricte materialnych. Poszedłem węszyć za zmianami subtelnymi.

Zapuściłem włosy, nałożyłem soczewki, jasny ciuch i nieniepokojony spędziłem kilka godzin w łódzkim ZOO.

 

JA1

 

Obserwując małe cuda, z których jeden nadał tej notce tytuł.

 

czochrkai

 

To są szczotki przymocowane od wewnątrz na wybiegu pekari, czyli świniopodobnych zwierzów. Które lubią być czochrane. Te szczotki to dla mnie symbol zmiany podejścia i klimatu w tym ZOO, czego przeciętny zwiedzający może nie dostrzec, ani nie zrozumieć wagi. Te szczotki są tylko i wyłącznie dla komfortu tych zwierząt. W żaden sposób nie służą pracownikom, ani zwiedzającym. Zostały zakupione i zamontowane tylko i wyłącznie po to, żeby poprawić dobrostan zwierzaka. Pomysł zamontowania tych czochraków to jedno, ale samo umożliwienie ich zamontowania jest czymś, co mi dało zastrzyk pozytywnej energii po ujrzeniu tych szczot. Bo widzicie, żeby zamontować takie szczotki w ZOO, pracownik danego działu nie może po prostu któregoś dnia sam z siebie kupić szczotek i sam z siebie ich zamontować. Potrzebne jest przyklepanie tego na górze, a i jeśli biurokracja w łódzkim ZOO jest na tym samym poziomie co kiedyś, to niemożliwy jest zakup takich szczotek z własnych pieniędzy – trzeba to ująć w koszta, choćby chodziło o kilka zika. I 2 lata temu pomysł przeznaczenia jakichkolwiek środków finansowych „żeby świnia miała drapak” kwalifikowałby pomysłodawcę do otrzymania tytułu wioskowego głupka. W „nowym” łódzkim ZOO, takie szczoty nie tylko otrzymały pekari, ale i inne świniopodobne.

 

ZOO3

 

Ktoś miał pomysł, ktoś to zgłosił, ktoś otrzymał zgodę. Na czochrak dla świnek. Dlatego dla mnie osobiście jest to symbol. A im dalej w trakcie zwiedzania, tym oczy otwierały mi się szerzej a na twarzy rysował się mały banan. Oto np. wybieg papug Kea (o których miałem nawet kiedyś notkę). To bardzo inteligentne ptaszyska, a ich wybieg w łódzkim ZOO wygląda tak:

 

KEa wybieg


https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=1585443641700510&id=1584193171825557

To wszystko to zabawki, i bodźcogenne dekoracje na szybach. Wyobrażam sobie przebieg takiego pomysłu jeszcze 2 lata temu:

„Dzień dobry droga dyrekcjo, chcemy papugom wrzucić kupę zabawek dla dzieci, liczydła, zwisaki a i przydałoby się okleić szyby w wielkie confetti, żeby miały ciekawiej, choć pewnie zwiedzającym to utrudni obserwację”.

Wtedy efektem byłby dla pomysłodawcy stempel „wioskowy głupek”. W nowym ZOO się udało. Tak, jak udał się fenomenalny w porównaniu do możliwości lifting małpiarni:

 

mal1


https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=1595848187326722&id=1584193171825557

Domek dla lalek u małp zapewne dla przeciętnych zwiedzających wygląda dziwnie. Groteskowo i absurdalnie. Ale dla małp to potrzebne im bodźce. I to jest właśnie wyraźnie rysujący się kierunek obrany przez ostatni rok – to ZOO stało się dużo bardziej przyjazne zwierzętom, choćby i kosztem odbioru przez zwiedzających. A to zmiana gigantyczna.

Zabawki zabawkami, te są statyczne i mogą się szybko znudzić. Co jest lepsze? Wymieszanie gatunków zwierząt na wybiegach, bo jednak nic tak nie dostarczy bodźców zwierzęciu jak inne zwierzę lekko się od niego różniące. Ekspozycje mieszane to w pewien sposób standard w ZOO na zachodzie, w łódzkim zdaje się jedynie dział ptaków eksperymentował w starej rzeczywistości. W nowej, robi się to standardem, a dla mnie małym symbolem był pancernik. Będący tam od dawien dawna, którego życia kiedyś polegało na stereotypicznym bieganiu dookoła piaszczystego boksu w „Małych ssakach”. Teraz ma do towarzystwa dwie małpy i boks po liftingu, co choć nie jest szczytem luksusu dla zwierzaka w niewoli, to jednak bodźców jest więcej. A to już coś.

 

panc2

pan2

 

Ekspozycji mieszanych jest dużo, a coś mi mówi, że będzie ich jeszcze przybywać. Tak, jak sposobów na dostarczanie zwierzakom bodźców.

Jak choćby miśkom himalajskim „zwisakuli”, do kompletu z otwarciem w pełni wybiegów:

 

 zwisakula

 

Nie wszystkie zmiany są permanentne i statyczne – niektóre są okolicznościowe, jak choćby sztuczna żyrafa dla lwicy:

https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=1645376305707243&id=1584193171825557

Sztuczna zebra dla lwów – lwów w liczbie mnogiej, bo co istotnie przy tym linku, to fakt przebywania ich razem na wybiegu (czyli zmiana na + w porównaniu do lat 2013-14):

https://www.facebook.com/1584193171825557/photos/a.1585443645033843.1073741828.1584193171825557/1648971688681038/?type=3

Czy też lody dla mieszkańców ZOO podczas fali upałów latem:

http://www.fakt.pl/lodz/w-lodzi-zwierzeta-w-zoo-jedza-lody,artykuly,564809.html

Albo i piłka tygrysów:

https://www.facebook.com/1584193171825557/videos/1601013923476815/

Żadna z rzeczy wyżej nie wymagała wielkich nakładów finansowych, a niektóre nie wymagały praktycznie żadnych. Były spokojnie do zrobienia 2 i więcej lat temu, ale możliwe stały się dopiero w tym roku, i ciężko nie wiązać tego ze zmianą na szczycie, a tym samym zmianą ogólnego nastawienia w ZOO. Nastawienia głównie na enrichment który ma polepszać dobrostan zwierząt, choćby nawet kosztem odbioru przez zwiedzających. Dlatego jestem optymistą – te zmiany są pozornie drobne, ale kierunek i to, co już udało się dokonać jest dla mnie zmianą gigantyczną w porównaniu do rzeczywistości, którą obserwowałem 2 lata temu.

Choć kilka minusów podczas swojej wizyty widziałem (jak otyłe tygrysy), to wierzę, że łódzkie ZOO jest w tym momencie w dobrych rękach i jeśli miasto nie będzie na nim oszczędzać, to za kilka lat będziemy mieli coś dorównującemu poziomem ogrodów zoologicznych zachodniej Europy. Poszło ku lepszemu.

 

otyl

Otyły tygrys dla równowagi

 

P.S Organizowane są kursy dla pracowników:


https://www.facebook.com/1584193171825557/photos/a.1585443645033843.1073741828.1584193171825557/1604253013152906/?type=3


https://www.facebook.com/1584193171825557/photos/a.1585443645033843.1073741828.1584193171825557/1607131789531695/?type=3

Wiatr zmian

Ostatni wpis miał być epilogiem jeśli chodzi o łódzkie ZOO – epilogiem, po którym nie miałem już nic do dodania. I takim był aż do 5 dnia stycznia. Wtedy coś się zmieniło.

Zmiana, choć kolosalna, dokonała się w ciszy. Bez obwieszczenia w mediach, bez choćby nawet małej wzmianki w dziale „aktualności” na stronie ZOO w Łodzi – a wydawałoby się, że zmiana naczelnika dość dużej instytucji by na to zasługiwała. Bo to właśnie się stało – p. Magda Janiszewska z którą zdalnie polemizowałem przez cały październik została zastąpiona przez kogoś innego, a co widać choćby po dziale „Kontakt” na stronie łódzkiego ZOO.


http://zoo.lodz.pl/kontakt.html

 

1

 

Nowym naczelnikiem ZOO został p. Tomasz Jóźwik, wieloletni lekarz weterynarii w tym ogrodzie. Jeśli śledziłeś cała tę akcję, łącznie z odpowiedziami i postawą władz ZOO prezentowaną przez BYŁĄ (piękne słowo) p. naczelnik, to zapewne rozumiesz jak wielka jest to zmiana. I choć nie potrafię powiedzieć, czy szum który został wywołałany tym co napisałem w październiku ma cokolwiek wspólnego z „rezygnacją” p. Magdy, to cieszę się z takiego finału. Bo efekty tej zmiany już są widoczne, jak choćby nowa zakładka na stronie łódzkiego ZOO o nazwie „praca” – gdzie aktualnie figuruje ogłoszenie o naborze na pielęgniarza zwierząt.


http://zoo.lodz.pl/praca.html

 

2

 

W porównaniu z sytuacją jeszcze parę miesięcy temu, jest to skok w bardzo dobrą stronę. Za rok czy dwa będzie można powiedzieć jak dobrą. Tak czy siak coś się zmieniło i to najwyraźniej na lepsze – a cieszę się tym bardziej, że momentami wątpiłem czy ta cała akcja ma sens.

edit: równolegle z notką pojawił się news przybliżający postać nowego naczelnika:

http://lodz.gazeta.pl/lodz/1,35136,17222357,Zwierzolub___fan_i_hodowca_fretek__Nowy_szef_lodzkiego.html#LokLodzTxt

Oficjalne wyjaśnienie oficjalnego wyjaśnienia – epilog batalii o ZOO

Minęły 3 tygodnie od czasu publikacji notki o łódzkim ZOO, a od 2 z mojej strony była cisza. Z dość prostej przyczyny – zdawałem sobie sprawę, że jedynie osoby decyzyjne w tym ZOO mogą doprowadzić do jakichkolwiek, błyskawicznych zmian i podgrzewanie atmosfery w niczym tu nie pomoże a może jedynie zaszkodzić. Efekt był niestety jeden – odbijanie się od kolejnych szczebli decyzyjnych, łącznie z najwyższym.

Próbowałem podjąć dialog, zaproponować zmiany z którymi nie wiązały się praktycznie żadne nakłady finansowe – w odpowiedzi słyszałem mniej więcej to, co dzisiaj zostało opublikowane na stronie Urzędu Miasta Łodzi. A zostało przez nich opublikowane oficjalne wyjaśnienie. Które rozłożę na czynniki pierwsze, bo niektóre fragmenty ich „wyjaśnienia” wywołałyby u Pinokia przyrost nosa.

Wyjaśnienie nazywa się pełnie i pięknie:

Wyjaśnienia w sprawie pomówień dotyczących łódzkiego ZOO
na blogu p. Macieja Bielaka”

Znajdziecie je tutaj:
http://www.uml.lodz.pl/miasto/zoo_wyjasnienia/

Fragmenty pozwolę sobie zacytować.

„Pan Maciej Bielak pracował w Miejskim Ogrodzie Zoologicznym, na stanowisku pomocy pielęgniarza zwierząt, w okresie 12.09.2013 do 06.11.2013, na umowę na zastępstwo. Zatrudnienie było poprzedzone praktykami studenckimi (12.08 – 9.09.2013) oraz wolontariatem na dziale dydaktycznym (11.02 – 30.05.2013)”

Tym razem prawie dobrze. Ale standardowo nie do końca, i tym razem wkleję skany umów, bo skoro to ZOO publikuje coś takiego na stronie UM, to warto powiedzieć „sprawdzam”.

Co pominęli, to wolontariat od 19.06-21.07 na dydaktyku i 9.09 – 31.12 na dziale hodowlanym – przy czym ten drugi został zawarty tylko i wyłącznie po to, żebym mógł się pojawiać w ZOO w okresie między praktykami a etatem. A którego umowa została podpisana w trybie instant, bo byłem aż tak złym pracownikiem, że nie mogli się obyć bez mojej obecności przez kilka dni załatwiania mi etatu. I jakbym ja się tu chciał bawić w to co robi to ZOO, czyli półprawdy, to mógłbym nawet nie przyznawać, że ta druga umowa była z ich strony „podstawką” na kilka dni. Ale nie będe się do tego poziomu zniżał.

Skany umów:

http://i.imgur.com/aeHljUv.jpg


http://i.imgur.com/coI7UbU.jpg

„Do podstawowych obowiązków Pana Bielaka w tym okresie należała obsługa pielęgniarska oswojonych do celów dydaktycznych zwierząt w mini zoo (kozy, owce, świnie, kury).”

A oprócz tego również szop pracz, skunks, ararauna, żako, kaczki, puszczyki, lancetogłów kalifornijski (wąż). Tylko to uznali za warte pominięcia, bo jednak lepiej przedstawić mnie jak człowieka z farmy który później trafił na duże koty i mu odbiło. *Brawa*

Lista zwierząt działu dydaktycznego w III.2013: 
http://i.imgur.com/og1tI5E.jpg

„Po rozpoczęciu zatrudnienia, niepokojące stały się wielokrotne, samowolne fakty opuszczania stanowiska pracy”

Niespodzianka dla osoby piszącej to wyjaśnienie – dział drapieżnych jest rozsiany po całym ZOO, tak jak inne działy oprócz małp, akwarium i wiwarium (nie licząc tripów do motylarni). Nie da się na tym dziale pracować inaczej jak chodząc po całym ZOO. Ale specyfikę pracy na tym dziale oczywiście pominięto, bo trudno wtedy byłoby sprecyzować twierdzenie o „wielokrotnych, samowolnych faktach opuszczaniu stanowiska”.

„(…)oraz powtarzające się przypadki naruszenia przepisów BHP polegające na wchodzeniu do pomieszczeń dużych drapieżników bez asysty przydzielanego, drugiego pracownika działu.”

Który to zarzut jest bezwartościowy bez przytoczenia wspomnianych przepisów BHP. Już pomijajac, że gdybym był człowiekiem perfidnym, to teraz zamieściłbym zdjęcia pracowników tego działu (będąc z nimi na dziale) na dowód, że sam tam nie chodziłem. Perfidny jednak nie jestem.

„Według zeznań kolegów z działu, Pan Bielak kilkakrotnie, bez ich wiedzy zabierał klucze do pomieszczeń dużych kotów, wchodził do nich nikogo o tym fakcie nie informując.”

W przeciwieństwie do nich. Klucze dostałem na dzień dobry pierwszego dnia praktyk studenckich, bo bez tego mój pobyt tam nie miałby sensu i stwarzałby jedynie chaos o nazwie „nic nie mogę, nie mam kluczy”. I „klucze” to też szumne słowo – do kłódek od boksów jest tam jeden, uniwersalny klucz. Ot, bezpieczeństwo i BHP.

„Był widywany przy próbach głaskania drapieżników przez siatkę wybiegów, palenia przy nich papierosów, zbliżania do zwierząt twarzy, co stwarzało nie tylko zagrożenie dla jego zdrowia i życia, ale także powodowało niepotrzebny stres u zwierząt.”

Aye, i nawet tego nigdy nie ukrywałem, natomiast odnoszenie się tu do stresogenności moich działań jest tragikomiczne.


http://animalus.blog.pl/2014/01/01/duma-i-ja-historia-przyjazni/


http://animalus.blog.pl/2014/01/24/fotopiatek-3-wiecej-dumy/

„W trakcie ustnych upomnień przełożonych okazywał kompletne niezrozumienie przedstawianych zarzutów. „

Nie dostawałem żadnych ustnych upomnień. Ping |*    .| Pong

„Ze względu na niemożność tolerowania opisanych praktyk przy obsłudze zwierząt drapieżnych, a jednocześnie chcąc dać szansę pracownikowi sprawdzenia się przy hodowli innej grupy zwierząt, zdecydowano o podpisaniu z Panem Bielakiem umowy na zastępstwo za osobę pracującą przy małpach. „

Nie, nie z powodu „niemożności tolerowania opisanych praktyk”, tylko wrócił pracownik którego zastępowałem, stąd siłą rzeczy moja umowa na zastepstwo wygasła. A dowody na to ma ZOO w postaci grafików pracy z tamtego okresu, wpisów dotyczących urlopu chorobowego i kilku innych rzeczy. W tym moich świadectw pracy i umów. Chętni którzy są w stanie to sprawdzić, w prosty sposób mogą. ZOO to ma.

„Niestety, Pan Bielak nie odnajdywał się na tym dziale i samodzielnie złożył wymówienie z pracy – akcentując silną chęć pracy w zoo, ale tylko przy zwierzętach drapieżnych.”

Miła odmiana po twierdzeniach, że nie przedłużono ze mną umowy i dlatego przestałem być pracownikiem.


http://www.mmlodz.pl/493358/byly-pracownik-ujawnia-nieprawidlowosci-w-lodzkim-zoo-dyrekcja-ogrodu-ripostuje

„Odmówiono ponownego zatrudnienia go w charakterze wolontariusza w tym dziale.”

Oj, i znowu lekkie zniekształcenie. Technicznie byłem tam wolontariuszem do końca roku, na co skan umowy dla przypomnienia:
http://i.imgur.com/coI7UbU.jpg

ZOO nie ma wypowiedzenia tej umowy. Dlaczego? Bo nigdy wypowiedziana nie była.

„Pan Bielak nigdy nie zgłosił się do naczelnika Ogrodu z jakąkolwiek skargą dotyczącą opisywanych na blogu sytuacji, nigdy nie sygnalizował przedstawianych nieprawidłowości. „

Pomijam nastawienie naczelnik ZOO do szeregowych pracowników, bo to już moje odczucia subiektywne na które dowodów nie mam. Ale jeśli naczelnik tego ZOO nie rozumie dlaczego pracownik na najniższym szczeblu drabinki nie leci ze skargami do głównego szczebla tej drabinki, to chyba po prostu nigdy jako najniższy szczebel w dużej instytucji nie pracowała. Nieprawidłowości zgłaszałem do bezpośredniego przełożonego, która je bagatelizowała zasłaniając się bezsilnością. I tę piłeczkę możemy odbijać w nieskończoność, bo nie ma tam pisemnego systemu składania skarg.

„W raportach dziennych sporządzanych codziennie przez pielęgniarzy zwierząt, brak jest także jakichkolwiek jego uwag na temat funkcjonowania działu (negatywnych, czy pozytywnych – raporty do wglądu). Brak jest jakichkolwiek wpisów dotyczących stanu zdrowia i samopoczucia zwierząt. „

Bo są w tych raportach (do wglądu)  jedynie uwagi co do zmian liczebności zwierząt oraz zgłaszane anomalie w ich zachowaniu. To są kartki formatu A6 a nie księga skarg i zażaleń, bądźmy poważni. Już pomijam sytuację w której dopisuję na takiej kartce, której kopia zostaje na dziale, cokolwiek w rodzaju „X zostawił resztki pokarmu w kuwecie z wodą”. Tak, ktoś tu ewidentnie nigdy nie pracował na najniższym szczeblu drabinki będąc do tego „nowym” w kilkuosobowym zespole.

„Zaś załoga pielęgniarzy zwierząt posiada dość stały, stabilny skład (opisane ciągłe rotacje pracowników są nieprawdą),”

Są prawdą co jest do sprawdzenia przez ludzi którzy chcą i mogą to sprawdzić. Ale trzeba by wjechać w dokumentację ZOO mając przy tym na uwadze, że słowo „ciągłe” to pojęcie względne.

„1. Surykatki”

Do surykatek odniosłem się już tutaj:


http://animalus.blog.pl/2014/10/03/zdalnie-sterowane-surykatki/

3 tygodnie temu naczelnik twierdziła, że nie wie o co chodzi, a cała sytuacja była „naturalna”. W kilka dni później uznała, że to była moja wina. Jeśli jednak życzy sobie w to brnąć, to zniżę się do tego poziomu dyskusji i polecę obejrzeć i dokładnie przeanalizować film nakręcony kilka dni przed głośną sprawą zagryzienia lwicy przez lwa w Gdańskim ZOO (o akcji: tu). Zwłaszcza fragment 00:10-00:15 w kontekście do fragmentów późniejszych.


http://www.tvn24.pl/pomorze,42/zobacz-gdanskie-lwy-na-zywo-w-sobote-zoo-za-darmo,476624.html

„2. Kwalifikacje”

Brzmi pięknie, zwłaszcza kwestia rozmowy kwalifikacyjnej. Nikt ich nie nagrywa a i pewnie „papierowego” regulaminu co do zaleceń dotyczących jej przebiegu nie ma. Ja jednak wierzę pielęgniarzom którzy gdy tam byłem bez żenady przyznawali, że ta rozmowa byłą komedią i opierała się na pytaniach „czy lubi pan zwierzęta” i odpowiedziach w rodzaju „tak, miałem kiedyś rybki”.

„Często okres regularnego zatrudnienia poprzedza zatrudnienie na wolontariacie”

Jak często? To pewnie też jest u nich w papierach, i do nich dotrze tylko ktoś, kto ma taką możliwość i chęć. W czasie mojego pobytu oprócz mnie były w tym ZOO chyba tylko 2 osoby które zaczęły od wolontariatu. Wg mnie to jednak „rzadko”.

„3. Liczne przypadki pijaństwa – na początku 2013 r. jeden z pracowników działu drapieżnych został zwolniony dyscyplinarnie z powodu nietrzeźwości,”

A przed 2013 r.i na innych działach? Tak, wiem, niewygodne pytanie, ale zasadne, biorąc pod uwagę co pisałem w notce. A co przytoczę:

„wg opowieści, jeszcze parę lat temu jak chciano się pozbyć kogoś niewygodnego, to w losowy dzień szło się do niego z alkomatem. Bo pili tam wszyscy.

„4. „Nawalanie kijem w kraty i darcie ryja”, nie należą do procedur realizowanych w łódzkim zoo; fakt niewłaściwego zachowania pracowników, nigdy nie był zgłaszany do mnie, czy kierownictwa zoo przez Pana Bielaka”.

Patrz ustęp o drodze służbowej zgłaszania nieprawidłowości.

„6. Spadek libido u samca lwa w wyniku stresu – Maksimus nie ma kłopotów z potencją, jest pełnosprawnym, regularnie kryjącym samcem. Przestój w rozrodzie jest spowodowany wiekiem i stanem zdrowia samic, osiągających kres swych możliwości rozrodczych. Było to podstawą do przeprowadzenia zabiegu inseminacji. „

Przy okazji inseminacji lwów, w marcu, główny weterynarz tego ZOO wypowiadając się publicznie stwierdził, że samiec lwa ma problemy z libido i przez to następuje zabieg inseminacji. To nawet zostało nagrane i opublikowanie w filmie tutaj.


http://wiadomosci.wp.pl/kat,1019395,title,Sztuczne-zaplodnienie-w-lodzkim-zoo-film,wid,16482373,wiadomosc.html?ticaid=113ac1

W tym momencie zrobię megawklejkę cytatów z linkami, bo albo ktoś mijał się z prawdą kilka miesięcy temu co do libido tego lwa, albo ktoś mija się teraz.


http://lodz.gazeta.pl/lodz/1,35153,15651037,Inseminacja_lwow_azjatyckich__Pierwsza_taka_w_Europie.html

Do tej pory ze względu na niskie libido samca łódzkie lwy nie mogły się doczekać potomstwa – Maximusowi nie w głowie były amory. Dlatego pracownicy ogrodu podjęli decyzję o sztucznym zapłodnieniu samic.”


http://www.vetco.org/index.php/pl/aktualnosci/1295-pierwsza-w-europie-inseminacja-lwow-azjatyckich

„Decyzja o przeprowadzeniu inseminacji w łódzkim zoo zapadła z powodu samca Maximusa – okazało się niestety, że lew ma za niskie libido. Pracownicy ogrodu postanowili poddać zabiegowi dwie z trzech samic mieszkających w ogrodzie zoologicznym. „


http://www.dzienniklodzki.pl/artykul/3371141,zoo-w-lodzi-pierwsze-w-europie-sztuczne-zaplodnienie-lwic-azjatyckich-zdjeciafilm,id,t.html

„Maksimusowi nie spodobała się ani 8-letnia Tycia, ani 3 lata młodsza Chaya. Istniały nawet podejrzenia, że Maksimus jest odmiennej orientacji. „


http://www.mmlodz.pl/476194/pionierski-zabieg-zaplodnienia-dwoch-lwic-w-lodzkim-zoo-na-efekty-czeka-cala-europa-zdjecia

„Tycia jest ostatnią lwicą urodzoną w łódzkim zoo. Ze względu na niskie libido samców, łódzkie lwy nie mogły doczekać się potomstwa. Dlatego też zdecydowano się na sztuczne zapłodnienie. „

To nie była nadintepretacja dziennikarzy – źródłem były wypowiedzi osób kompetentnych z tego ZOO, które zostały utrwalone w materiałach filmowych. Teraz w oficjalnym oświadczeniu łódzkiego ZOO pada coś zupełnie sprzecznego z tym, co padło wtedy. Ale oczywiście, lepiej to podsumować słowami:

Niestety, Pan Bielak wykazał się kompletnym brakiem wiedzy co do podstawowego behawioru podległych zwierząt.”

Nie, nie ja. Albo autor słów z marca, albo autor tego oświadczenia. Ewidentne naginanie prawdy, która zawarta jest zapewne we wniosku do koordynatora gatunku, a który wniosek musiał być wysłany żeby poszło zielone światło na inseminacje.

„7. Zwierzę ze względów medycznych miało zalecone ograniczenie biegania i skakania. Interpretacja zdarzenia Pana Bielaka jest merytorycznym nadużyciem.”

Być może – opisałem jak to wygląda z mojej perspektywy i ja nie jestem w stanie udowodnić, że tak było. Znowu – może to zrobić tylko ktoś, kto będzie miał chęć i możliwość dotrzeć do odpowiedniej dokumentacji. A która na pewno jest.

„8. Nieprawidłowa polityka hodowlana przy rozrodzie lemurów katta – dzięki prawidłowym działaniom hodowlanym, w tym roku przyszły na świat 4 lemury katta. Domniemane nieprawidłowości przedstawiane przez Pana Bielaka świadczą o jego ignorancji merytorycznej.”

Samice katta są płodne tylko kilka dni w roku i tylko wtedy dopuszczają samca. To oczywiste, że przy regularnych, przeprowadzanych z uporem maniaka próbach łączenia w końcu natrafiono na dni płodne i udało się je rozmnożyć. Osoba która była za to odpowiedzialna nie chciała wtedy dopuścić do wiadomości, że katta mają specyficzne objawy w dni płodne i może lepiej byłoby się wstrzymać z próbami łaczenia do tych właśnie dni, zamiast niepotrzebnie stresować zwierzęta. Tak, ale to tylko moja „ignorancja merytoryczna”. I placówek normalnych.


http://www.2ndchance.info/vaccination-Taylor2009.pdf

„9. Obsługa sajmiri – zwierzęta zostały sprowadzone do łódzkiego zoo z czeskiego ogrodu w Ołomuńcu po wykonaniu badań dopuszczających do transportu międzynarodowego i zostały uznane za zdrowe. „

Tzn o jakim „zdrowiu” tu mowa? Bo jeśli o obecności herpes saimiri, to są na to odpowiednie testy, niestety drogie.


http://www.zoologix.com/primate/Datasheets/HerpesSaimiri.htm

Będę niezmiernie zdumiony, jeśli łódzkie ZOO się wykosztowało i je przeprowadziło (a wtedy to zapewne będzie w papierach i fakturach zakupu), bo na świecie regułą jest odpuszczenie sobie tych testów i zakładanie domyślnie, że wszystkie ten wirus mają. Jeśli faktycznie go nie mają, drogi autorze oświadczenia, to proponuję Ci zanieść 1 sajmirkę do tamaryn i marmozet. Chyba, że chodzi tu o inne „zdrowie”, ale nie wiem w takim razie do czego ten fragment ma się odnosić, bo ja pisząc o sajmiri pisałem o tym wirusie w kontekście ignorancji jednego z kierowników działu oraz o zignorowanych objawach stereotypii u jednej z nich po przeniesieniu na wybieg zastępczy.

„10. Samica fenka – odchowana sztucznie została oddzielona do transportu i zgodnie z zaleceniami koordynatora gatunku.”

Które to zalecenia zapewne też są w dokumentacji ZOO. Będę zdumiony, jeśli mowa w nich była o wrzuceniu jej na wybieg 3x3m, na których jedynymi bodźcami był pielęgniarz akurat u niej sprzątający, 2 kamienie i kawałek drewna.

„11. Zdarzenie to nie zostało zgłoszone przełożonym ani w formie ustnej, ani pisemnej w raporcie dziennym. Doniesienie ukazało się na blogu Pana Bielaka, rok po ustaniu zatrudnienia.”

Patrz ustęp drodze służbowej zgłaszania nieprawidłowości.

„12. Nieoddanie do dyspozycji niedźwiedziom malajskim trzech dodatkowych pomieszczeń – ze względu na zły stan techniczny pomieszczeń zagrażający bezpieczeństwu ludzi (możliwość wydostania się zwierząt).”

W moich oczach stan nieużywanych pomieszczeń był identyczny do tych, w których były trzymane. Ale to już zapewne moja „ignorancja budowlana”.

„13. Karmienie gepardzicy Dumy nieoskórowanym królikiem – zwierzę o ograniczonej możliwości ruchu, ma zmniejszoną perystaltykę jelit, którą należy pobudzić naturalnym, nieskórowanym pokarmem – ignorancja merytoryczna Pana Bielaka”

Moja raczej nie, bo zalecenia przez 2 miesiące mojego pobytu tam były takie, żeby karmić ją oskórowanym (czyli bez sierści). Ale to już sprawdzić może tylko ktoś kto ma chęć i możliwości dogłębnego sprawdzenia dokumentacji tego ZOO.

„14. Żaden z zatrudnionych pracowników nie zgłaszał i nie zgłasza ornitofobii”

Tak jak nikt w rozmowie kwalifikacyjnej w ZOO na pytanie „czy lubi pan zwierzęta” nie odpowiedział przecząco. Seriously?

„15. Brak zezwolenia pozostawania na dziale zwierząt drapieżnych po godzinach pracy – wynika z procedury mającej na celu zapewnienia bezpieczeństwa pracownikom (praca zawsze we dwójkę). „

Pisałem o wszystkich działach, ale rozumiem, że tak wygodniej ująć. Pomijając już, że sytuacje w których zdarzało mi się zostawać dłużej następowały w okresie w którym byłem na dziale drapieżnym, a w którym to okresie ZOO jest otwarte dłużej i choćby na dziale drapieżnym zawsze był wtedy drugi pracownik. Choć zdarzyło mi się tam przebywać raz samemu przez pewien czas na polecenie mojego bezpośredniego przełożonego, co opisuję tutaj:


http://animalus.blog.pl/2014/01/11/pantera-sniezna-wania-ultimate-troll/

„Wizerunek łódzkiego zoo przedstawiony na blogu Pana Bielaka jest nieprawdziwy i szkaluje jego dobre imię.”

Śmiem twierdzić, że dobre imię tego ZOO bardziej szkaluje ktoś, kto w takim oświedczeniu czarno na białym nagina prawdę (libido u samca lwa) i kto przez 2 lata bycia na szczycie tego ZOO nie naprawił ewidentnych usterek systemu.

„Łódzkie zoo pozostaje pod regularną kontrolą Powiatowego Inspektoratu Weterynarii oraz Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. Wyniki kontroli nie wykazywały i nie wykazują żadnych nieprawidłowości w dobrostanie zwierząt i poziomie ich stresu, co potwierdziła także niezapowiedziana kontrola Powiatowego Lekarza Weterynarii, w dniu 2. 10. 14. – po ukazaniu się sensacyjnych wiadomości na blogu. „

Przydałoby się tu podać czym dokładnie kieruje się powiatowy inspektorat weterynarii przy swoich kontrolach. Bo wg mojej wiedzy sprawdza rzeczy które nijak mają się do sytuacji opisanej przeze mnie, a przez to jego kontrole nie znaczą nic w kontekście tego co napisałem.

„Miarą stabilnej, od lat ugruntowanej pozycji hodowlanej oraz dobrej kondycji i samopoczucia jego mieszkańców, są sukcesy łódzkiego zoo w rozmnażaniu licznych gatunków zwierząt. Zwierzęta zaniedbane, zestresowane nie rozmnażają się.”

Racja. Tak jak samiec lwa azjatyckiego. Ja naprawdę polecam obejrzeć film tutaj:
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1019395,title,Sztuczne-zaplodnienie-w-lodzkim-zoo-film,wid,16482373,wiadomosc.html?ticaid=113ac1

O, to przepięknie pasuje na zakończenie wyjaśnienia: „To są fakty, a nie emocjonalne interpretacje.”

Przez ostatnie kilka tygodni robiłem co mogłem, żeby doszło do jakichkolwiek zmian w tym ZOO. Choćby najdrobniejszych, takich, które byłyby realne do wprowadzenia – czyli szybkie i ekstremalnie niedrogie. Ale próbując dialogu z decyzyjnymi osobami z tego ZOO napotykałem ścianę, o wydźwięku takim jakim jest ich oficjalne wyjaśnienie (zawierające w tytule: „Wyjaśnienia w sprawie pomówień”).

Jakie zmiany im proponowałem? Proste:

-Organizacja regularnych szkoleń dla pielęgniarzy zwierząt, których częstotliwość, tematyka i długość trwania ustalona byłaby przez kierowników działów.

-Awans z „pomocnika pielęgniarza zwierząt” na „pielęgniarza zwierząt” następowałby w wyniku zdania egzaminu ze znajomości zwierząt danego działu. Obecnie kryteria są niejasne i zdarzają się przypadki pracowników którzy z uwagi na swoją wiedzę i zaangażowanie są podporami działów będąc przy tym „pomocnikiem pielęgniarza zwierząt”.

-Konsultacje z pięlęgniarzem zwierząt w przypadku możliwości przeniesienia go na inny dział. W obecnej sytuacji często następuje to odgórnie i dochodzi do sytuacji, w której pracownik trafia na dział który nie jest dla niego odpowiedni.

-Aktywne poszukiwanie nowych pracowników za pomocą ogłoszeń w Internecie na tematycznych forach internetowych, mediach społecznościowych etc.

-Krótszy okres próbny dla nowych pracowników, po którym następowałaby ocena pracownika nie tylko przez kierownika działu ale również przez brygadzistę.

-Prosty test przyrodniczy dla kandydatów na pielęgniarzy zwierząt w celu oceny stanu wiedzy dzięki czemu możliwe będzie obiektywne odniesienie się do ewentualnych sugestii i pomysłów pracownika po przyjęciu go na stanowisko pielęgniarza zwierząt.

-Rozważenie wprowadzenia pół i ćwierć etatów i otwarcie się na studentów kierunków tematycznych, którzy kierowani byliby do prostszych prac i tworzyliby również bazę potencjalnych pracowników po ukończeniu studiów.

-Otwarcie się na wolontariuszy którzy mogliby odciążyć pielęgniarzy zwierząt przy pracach porządkowych. Usprawnienie procesu przyjmowania wolontariuszy – m.in. przyśpieszenie procedury. Zniesienie zasady wg której zimą dział hodowlany nie przyjmuje wolontariuszy. Zniesienie ustępu w umowie dla wolontariuszy która uniemożliwia przyjęcie wolontariusza jeśli jego wolontariat miałby trwać krócej niż 30 dni. Umieszczenie informacji o wolontariacie na stronie internetowej łódzkiego ZOO – informacje o niezbędnych formalnościach (NWM, OC), zadaniach wolontariusza etc.

Oni jednak zatkali uszy rękoma krzycząc „nie, nie, nie, tu wszystko gra”. A ja po 3 tygodniach w trakcie których paliłem jak smok i spałem mało mam już po prostu dość. Sprawa została nagłośniona, teoretycznie zajęły się nią osoby którą mogą mieć realny wpływ na sytację tam i dlatego rezygnuję z aktywnej formy próby wprowadzenia zmian w tym ZOO. Będę jak najbardziej do dyspozycji osób które chciałyby się dowiedzieć więcej w celu skutecznego rozwiązania problemów, ale z mojej strony to już wszystko – ja, a zarazem ten blog, wraca na stare tory i historię łódzkiego ZOO uznaję za zamknięty rozdział mojego życia.

FIN