O mnie

Nazywam się Maciej Bielak. Zwierzęta to moja pasja i podobno mam predyspozycje do pracy z nimi. Jak i do pisania o nich ciekawych rzeczy.

Jeśli chciałbyś przekazać mi kilka miłych słów, poklepać po główce, zalać falą hejtu albo zaproponować dziwaczną pracę ze zwierzętami – pisz śmiało na adres theanimalus@gmail.com

A troszkę rozleglejsze bio, czyli gdzie, z czym i jak pracowałem, znajdziecie na moim drugim blogu (poświęconemu podróżom):
http://animalus.eu/o-mnie/

Koza

13 Komentarze

  1. Witaj,
    niestety nie zaproponuję Ci żadnej ciekawej oferty pracy związanej ze zwierzętami (chociaż… brat prowadzi gospodarstwo, więc coś tam by się znalazło ;)). Chciałam jedynie powiedzieć, że uwielbiam tygrysy. Kiedyś miałam możliwość kupienia tygryska za kilka tysięcy złotych.
    Takie mini zoo. Wynagrodzenie poszłoby na pokarm dla dużego kociaka.
    Ale nie o tym chciałam wspomnieć… Przeczytałam Twój artykuł poświęcony tym zwierzakom… Niestety coraz częściej słyszy się o znęcaniu (bo inaczej nazwać tego nie można) nad naszymi przyjacielami, mniejszymi czy większymi… Niestety kiedyś byłam świadkiem jak sąsiadka (mała wredna zołza, lat ok. 2) rzucała moim kociakiem. Na końcu ugryzła w ogon… Tępić takich ludzi… Albo spalić na stosie.
    Pomożesz…? ;)

    • Przykro mi, ale muszę odmówić. Obawiam się, że palenie 2-latek na stosie nie leży w kręgu moich zainteresowań :0

  2. Dzięki za świetny i rzeczowy artykuł :) . Warto upubliczniać takie sprawy, bo ludzie generalnie tępi i egoistyczni są a kasa robi wszystko … `i to niestety z krzywdą dla zwierząt… Te tygrysy to taka „pseudohodowla”, machina do robienia kasy dla panów-mnichów i tyle… Jedyne co można zrobić to tylko informować społeczeństwo ,że fotka z sweet tygrysem na fb lub do albumu rodzinnego za pieniądze jest zła i nie służy zwierzętom… może uwzględnią w wakacyjnych planach…. A co na to organizacje pro zwierzęce, czy tez związane z ochrona przyrody, bo przecież tygrys jest zagrożony wyginięciem… ? A tak na marginesie … prywatnie nie cierpię ani Tajlandii, ani Indii, ani Chin…. ani tym podobnych krajów… nigdy bym tam nie pojechała i nie wydam tam ani
    1 $ … powód: BEZKARNIE ŁAMANE SĄ TAM PRAWA LUDZI i ZWIERZĄT !!! A turystom wciska się „kit” za ciężkie pieniądze…

  3. Żałuję , że nie trafiłem tu wcześniej… przeczytałem zaledwie 3 arty i cieszę się, że jest o wiele więcej !:)

  4. Patrzę, czytam – i widzę wspaniałego człowieka, z rodzaju tych, których obecność przekonuje mnie, że może jednak nie zawsze należy się wstydzić przynależności do gatunku ludzkiego.
    Twój tekst „poszedł w Polskę” i myślę, że zatoczy szerokie kręgi stanowiąc jeden z bodźców do zmian. Niech tak się stanie.
    A Tobie życzę pełnego radości owocnego życia wśród zwierząt i podobnych Ci ludzi. Pozdrawiam bardzo, bardzo serdecznie :)

  5. Rób dalej to co robisz.
    Pomagasz bezbronnym, tym którym tej pomocy najbardziej brakuje. Jesteś wspaniały.
    Również kocham wielkie koty i pozdrów je wszystkie odemnie!
    Przytaczałam Twoją notke o łódzkim zoo (mieszkam w łodzi i nie raz byłam w tym), skręca mnie ze złości i smutku.
    Też będę pomagać zwierzętom

  6. Pozdrawiam !
    zakładla do bloga dodana, sub na Youtube też
    Mam nadzieję, że nadal w ZOO pracujesz, mimo artykułu, który napisałeś – takich ludzi tam brakuje, więc nie rezygnuj!

  7. Przeczytalam artykul i nie moge uwierzyc,ze takie rzeczy dzieja sie jeszcze.To jest nie do pomyslenia.Jak te zwierzeta musza cierpiec.Czy nie mozna nic zrobic?Przeciez musza byc jakies kontrole.Ciesze sie,ze trafilam na ten artykul i mysle,ze ci ktorzy go przeczytaja tez beda oswieceni bo skoro to dzieje sie w Lodzi to pewnie we Wroclawiu rowniez.Bede zagladac na tastronke z ciekawoscia czy cos sie zmienia czy wreszcie ktos cos zrobi w tym kierunku.Pozdrawiam i puszczam dalej ten artykul.

  8. Dziękuję za tekst, który – mam nadzieję – wywoła burzę. Moja rodzina jest związana z naszym ZOO emocjonalnie, ciotka wiele lat temu tam pracowała jako wolontariuszka, kilka lat temu moja siostra obsługiwała tam pewną atrakcję dla dzieci jako studentka, a sama marzyłam o pracy tam. Niestety przy dwójce dzieci finansowo taka opcja odpadała, a szkoda. Do dziś zakładałam, że ludzie, którzy tam pracują, kochają zwierzęta, że jakieś 98% to osoby jakkolwiek doświadczone w opiece nad nimi. A tu guzik. Życzę Toie, sobie, Łodzianom i mieszkańcom ZOO, że po Twoim tekście coś się zmieni, że nie będzie tylko „sprawdziliśmy, nie mamy uwag”. Może pod względem jakości całego ogrodu do Londynu nie dojdziemy, ale są szanse, że pasjonaci ruszą na pomoc :)

    Gorąco pozdrawiam i jeszcze raz bardzo dziękuję!

    Agnieszka

  9. Mam znajomego który pracował tam długo przed tobą, jak był stary kochany lew Bruno i też z tygrysami Może pomoże i cos razem zdziałacie dla tych zwierzaków Pisz na E-mail

  10. Trafiłam po tej co zjada języki innym i się zachwyciłam. Blogiem, nie maszkarką.
    Do ulubionych :) żebym mogła sięgać w każdej chwili.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.