Udomowienie a oswojenie zwierząt – różnice

„To udomowione lwy, przyzwyczajone do człowieka” napisał właściciel cyrku. „To udomowione małpki, nadają się do domu” napisał handlarz-hodowca. Ilekroć w Internecie widzę takie teksty, to coś mi zgrzyta w mózgu i wyobrażam sobie jak Darwin przewraca się w grobie.

Te dwa pojęcia dzieli przepaść i nie istnieje coś takiego jak „udomowiony lew” czy „udomowiona małpa” – już samo sformułowanie „udomowiony” w odniesieniu do pojedynczego zwierzęcia będzie sformułowaniem fałszywym, bo udomowiony może być jedynie gatunek lub podgatunek, czy to zwierzęcia czy rośliny.

Czytaj dalej

Zwierzęta które przetrwały Katrinę

Klęski żywiołowe to morze dramatów i tragedii. Ludzie w opcji pesymistycznej tracą życie, a w optymistycznej „tylko” jego dorobek. Jedną z największych i najgłośniejszych katastrof ostatnich lat było uderzenie huraganu Katrina na Nowy Orlean w 2005 roku – które miało również rzadko opisywany aspekt zwierzęcy.

kat1

 

Wydarzenie to było kompletnym zaskoczeniem dla amerykańskiego rządu, przez co ludzie na początku zostali zostawieni samym sobie. Ewakuacje przeprowadzono dopiero po kilku dniach – ale tylko ludzi.

kat2

 

Osobom, które przez kilka dni walczyły o życie w sytuacji w której poziom wody w zależności od regionu wynosił od metra do 3, zaoferowano pomoc, ale z racji na ilość wolnych miejsc w łodziach czy helikopterach odmawiano im gdy chcieli zabrać ze sobą swoje zwierzęta. Moment w którym stoisz w obliczu śmierci i masz możliwość uratowania się, ale pod warunkiem zostawienia swojego zwierzęcego przyjaciela to zapewne coś druzgocącego.

kat3


Znane są przypadki, gdy ludzie odmawiali ewakuacji nie chcąc swoich zwierzaków porzucić, jak np. Bill Harris który spędził kilka dni stojąc na krześle, trzymając w rękach swojego kota. Którego musiał zostawić, gdy stan jego zdrowia pogorszył się na tyle, że niezbędna stała się ewakuacja do szpitala.

bill

 

Jego kot przeżył i kilka dni później zostali połączeni, ale takich historii jest niewiele. Szacuje się, że ok 600,000 zwierząt zostało porzuconych w umierającym mieście którym stał się Nowy Orlean. Z czego uratować udało się jedynie ok 6000, a połączyć z opiekunami tylko ~400.

kat5

 

Choć historie połączeń są nieliczne, to każda z nich w ma swój urok. Jak np kot który odnalazł się po 6 miesiącach bezdomności.

ka6


Lub też kuc, który przeżył ataki zdziczałych psów, a który dostał szansę dzięki protezie nogi.

kuc2


Czy pies, któremu udało się odnaleźć opiekuna 4 lata po huraganie.

kat5

 

Najdziwaczniejszą jednak historią jest przypadek psa Bobbi i kota Boba. Bobbi została odnaleziona 4 miesiące po katastrofie, błąkając się z ciągnącym się za nią łańcuchem. Najprawdopodobniej gdy została porzucona była przywiązana i zdołała się uwolnić zrywając łańcuch. Towarzyszył jej kot. Po odratowaniu umieszczono je w schronisku i rozdzielono. Na co Bobbi zareagowała całonocnym wyciem – wolontariusze póbując znaleźć przyczynę problemu połączyli Bobbi z Bobem. Podziałało, Bobbi się uspokoiła. Oraz okazało się, że kot Bob jest …ślepy.

bb1


W postapokaliptycznych warunkach, ruinach miasta, w którym porzucone zwierzęta musiały zdziczeć żeby przetrwać, przez 4 miesiące jakimś cudem poradziła sobie najdziwaczniejsza para jaką można sobie w tej sytuacji wyobrazić – pies który zerwał się z łańcucha opiekujący się podążającym za nim ślepym kotem. Bobbi i Bob.

bb2

bb3

Hybrydy które zastąpią ci dzikie zwierzę.

Po ostatnim zalewie robali czas na coś przyjemniejszego. Balsam dla oczu i duszy. Załóżmy, że bardzo byś chciał mieć dzikiego kota. Albo wilka. Albo jakiekolwiek dzikie zwierze z którym mógłbyś żyć we wspaniałej relacji o nazwie „ja ci sprzątam i karmię, ty mi nie robisz krzywdy”. Czyli technicznie coś na kształt sporego odsetka polskich małżeństw, ale z jakiś powodów posiadanie dzikiego zwierzęcia na własność jest najczęściej niemożliwe.

Oczywiście wygląda to dość prosto jeśli mieszkasz w takiej np. Afryce. Wtedy po prostu przygarniasz dajmy na to osieroconego geparda, robisz bardzo dużą klapkę w drzwiach i możesz co rano zgarniać pierdyliard lajków na facebooku wrzucając takie fotki.

gep1

Jeśli nie mieszkasz tam, też spoko. Masz kilka alternatyw. Ludzie już od dawna kombinują z krzyżowaniem dzikich zwierząt z domowymi, i tu się na chwilę zatrzymamy.

To nie będzie notka o etyce jaka wiąże się tworzeniem hybryd. Będzie w miarę obiektywna, ani tego nie pochwalam, ani nie mam zamiaru grzmieć o „syndromie boga” czy doktorze Moreau. Kiedyś miałem bardziej ugruntowane podejście, ale przeszło odkąd w zaciszu swojej piwnicy planowałem stworzyć Bastet:

bastet

A wyszła mi Brunhilda.

brum

Ale mniejsza o moim hobby w młodości. Załóżmy, że bardzo chcesz mieć średniego kota, np. Serwala (Felis serval)

serval

Żaden problem. Nie jesteś jedynym kto chce (a nie może), dlatego specjalnie dla ciebie w 1989 roku skrzyżowano samca serwala z domowym kotem i powstała nowa rasa.

„Savannah”.

sav1

Są bardzo towarzyskie, łagodne i jeśli chodzi o rasy domowych kotów zdetronizowały maine-coony pod względem wielkości. Potrafią aportować, chodzą za tobą jak pies, możesz je wyprowadzać na smyczy jeśli masz ochotę i generalnie jeśli kręca cię dzikie, cętkowane koty, to Savannah są do nich najbardziej zbliżone. Choć mają lekko zaporową cenę: od 5000 do nawet 100000 zł w zależności od czystości rasy i wiarygodności hodowcy.

sav3

Jeśli nie kręci cię wielkość tylko sam fakt cętek, to dobrą propozycją może być…

„Kot bengalski”

beng1

Powstały ze skrzyżowania… ok, tu jest mały problem. Po angielsku ten gatunek nazywa się „Leopard Cat”, żyje w południowowschodniej Azji, skrzyżowano go z domowym kotem i powstał kot bengalski. Ale po polsku Leopard Cat to właśnie kot bengalski i wyjaśnienie o czym właśnie piszę używając tylko polskiego doprowadzi do zamętu i mindfucka. Więc krótko i zwięźle Prionailurus bengalensis + Felis silvestris = kot bengalski. Cena podobna jak w przypadku Savannah.

beng2

Istnieją też bieda-alternatywy, czyli zwykłe, domowe koty bez domieszki genów dzikich, ale na skutek selektywnego rozmnażania przypominajace umaszczeniem dzikie. I tak na przykład, jeśli lubisz tygrysy, możesz sobie w domu trzymać „Toygera” (nie podejmuję się tłumaczenia na polski :0)

toyger

A jeśli rysie, to Pixie-Boba.

pixie-bob

Istnieje jeszcze też krzyżówki Savannah czy Bengali z domowymi kotami, tudzież między sobą – możliwości jest sporo, jak np.:

Cheetoh

cheetoh

Ocicat

ocicat

Załóżmy jednak, że masz już geparda, albo kota wyglądająco wystarczająco dziko.

CzniK

Tak jak ja – poznajcie Kudłatą i Czarną.

Chciałbyś coś psowatego, np. wilka albo hienę. Hiena odpada, zbyt różne gatunki, skrzyżować się z psem nie da.

gangstr

Choć możesz mieć hienę jeśli jesteś gangsterem w Afryce

Ale z wilkiem sprawa wygląda inaczej. Istnieje od groma możliwości jeśli chodzi o mixowanie ich z psami. W teorii każdą rasę psa możesz skrzyżować z wilkiem, w praktyce musza być jakkolwiek do siebie podobne, czyli np. husky, malamuty czy owczarki niemieckie. Mało tego, takie połączenia zdarzają się odkąd powstały psy-psy, i efektem tego są choćby czarne wilki. W sensie naturalnie gen „czarności” u wilków nie wystepuję ale dawno temu jakiś czarny pies się rozmnożył z wilkiem i tak to poszło w świat.

Ale do rzeczy. Jeśli chcesz taką hybrydę, najpowszechniejsze są te krzyżówki.

Wilczak czechosłowacki.

wilczak1

Jeśli jakkolwiek interesujesz się psami, to pewnie o nich słyszałeś. Ostatnio w Polsce zrobił się na nie dziwny boom, i jak jeszcze 20 lat temu można było takie psy policzyć na palcach jednej ręki, tak teraz jest ich kilkaset i tego samego rzędu liczba artykułów w psio-prasie powstała o nich przez ostatnie kilka lat. Cena takiego mixu – 2000-5000zł.

wilczak2

 

Saarloos

sarlos1

Ta mieszanka to taki wilczak dla hipsterów. Krzyżówka powstała w holandii w latach 30stych (Wilczak w 50tych) i jest właściwie tym samym, ale daje okazję do nadymania się na sugestię, że to Wilczak i odpowiadania z poczuciem wyższości „pfff, nie, to Saarloos”.

sarlos2

 

Lupo Italiano – wilczak włoski

lupo1

W latach 60 włosi pozazdrościli holendrom i czechom tworząc Lupo.

lupo2

 

Kunming

kunming1

A to z kolei odpowiedź Chin.

kunming2

Te mieszanki wyżej są dość specyficzne, bo zaakceptowane jako osobne rasy i powstałe głównie z mixów z owczarkami niemieckimi. Ułożone i nadające się do szkoleń i wykonywania różnego rodzaju psiej pracy. Ale, jak już pisałem, teoretycznie możesz skrzyżować wilka z każdym innym psem (a praktycznie – podobnych rozmiarów do wilka) i wyglądają one np tak:

+Labrador

Labrador1

+Malamut

Malamut1

+Husky

Husky1

Dość o kotach i psach. Możesz chcieć większy kaliber. Ja np. zawsze chciałem mieć zebrę. To też jedna z moich pozycji w „bucket-list” – pojeździć na zebrze. Co jest generalnie trudne, bo zebry są bardzo krnąbrne, a jak nie są to panikują pod wpływem stresu. Dlatego w Afryce „polo-zebrowe” nie jest sportem narodowym żadnego kraju. Oczywiście próby były, i w ich wyniku powstały dość badasserskie zdjęcia, ot choćby to:

zebrariding1

Jeśli też chciałbyś zebrę, ale nie planujesz wyjazdu do Afryki z lassem i naiwną nadzieją, to możesz rozważyć zakup tego zwierzęcia.

Zebroń.

zebron

Psychikę ma końską, paski po zebrze i jest jako-takim kompromisem.

zebroń2

I teraz ktoś może zawołać „Macieju! Nie chcę dzikiego kotowatego, ani psowatego, ani nawet zebry. Chcę coś mega. Chcę… HIPOPOTAMA! Chcę go pieścić, tulić, nazwać Dżordż, chcę o tak jak oni:”

hipek1

hipek2

hipek3

W takim przypadku trochę rozumiem i też mam coś dla ciebie. Bezwłosą odmianę świnki morskiej, wygląda prawie identycznie.

swinek