Papugarnie

Ok. 150 lat temu grupa osób uznała, że dobrym biznesem będzie pokazywanie ludziom sztuczek w wykonaniu dzikich zwierząt, i tak powstały nowożytne cyrki. Kilkadziesiąt lat temu w podobny sposób ktoś uznał, że opłacalnym biznesem będzie umieszczenie w basenie delfinów i zarabianie na ich pokazach lub kontakcie z nimi – tak powstały delfinaria. Rok temu w Polsce ktoś uznał, że umieszczenie w zamknięciu kilkudziesięciu papug oraz udostępnienie ich zwiedzającym ma potencjał komercyjny, i tak w ciągu niespełna roku powstało w naszym kraju ok 25 tzw. „papugarni”, czyli miejsc gdzie za opłatą każdy może mieć bezpośrednie interakcje np z arami.

Cyrki ze zwierzętami i delfinaria doczekały się w końcu krytyki ze strony opinii publicznej, i nawet ludzie dla których pojęcie „zooetyka” to absurd, mają wątpliwości, czy robienie z dużych kotów albo słoni marionetek w celach komercyjnych jest słuszne, lub, czy słuszne jest trzymanie przez całe życie w niewoli jednych z inteligentniejszych ssaków jakimi są delfiny tylko po to, żeby turyści mogli z nimi popływać w basenie lub obejrzeć sztuczki w ich wykonaniu.

Tzw papugarnie niestety są bardzo świeżym zjawiskiem, i z różnych przyczyn, fakt ich powstawania i intensywność z jaką się to dzieje dla niewielu jeszcze osób jest alarmujący. Czym są papugarnie?

Mechanizm tych komercyjnych działalności najlepiej wyjaśnić podkładając tam inny rodzaj zwierząt, i choć może się to wydawać przesadzone, to nie jest, o czym za chwilę.

Wyobraź sobie, że ktoś ma pomysł na biznes: któregoś dnia wpada mu do głowy, że ludzie chętnie by zapłacili aby móc np. nakarmić kapucynkę, lemura czy sajmiri. Pomysł realizuje, po czym hurtem kupuje kilkadziesiąt osobników, bardzo inteligentnych ssaków o ogromnych potrzebach, a żeby były na pewno przyjazne dla ludzi, są to osobniki celowo, przedwcześnie odebrane matce i odkarmione ręcznie (co nigdy nie jest dla zwierzęcia zdrowe). Następnie tych kilkadziesiąt małp umieszcza na małej hali, wrzuca tam parę sprzętów i halę otwiera dla zwiedzających – ci po zapłaceniu za bilet mogą te małpy dotykać, karmić, zrobić sobie sweetfocie z małpą na ramieniu. Biznes się kręci, media podchwytują temat, zachwytów w mediach społecznościowych przybywa, i w ciągu niespełna roku, w Polsce, pojawia się 20-30 takich przybytków, a liczba małp w nich jest ciężka do określenia i może to być 1000 albo i 2000 zwierząt, które spędzają życie jako żywe maskotki i rekwizyty w działalnościach komercyjnych.

I tak właśnie wygląda kwestia papugarni, tylko są w nich ptaki. Gdyby to były małpy, bardzo chcę wierzyć, że krytyka byłaby większa, a na pewno przynajmniej organizacje prozwierzęce nie tylko z Polski, ale i pewnie ze świata głośno stwierdziłyby, że jest to skandaliczne – bo małpy to jednak naczelne, inteligentne, żyjące bardzo długo zwierzęta i nabywanie ich w celu odpłatnego wystawiania jako żywe maskotki i dekoracje do małych pomieszczeń jest czymś graniczącym ze znęcaniem się nad zwierzętami.

Niestety to papugi i ta krytyka jest bardzo, bardzo cicha nawet ze strony osób, które rozumieją czemu cyrki i delfinaria to coś krzywdzącego zwierzęta.

Porównanie papug, zwłaszcza ich większych gatunków, do małp naczelnych nie jest przesadą – coraz częściej pojawiają się badania wskazujące na ich bardzo wysoką inteligencję, a niektóre eksperymenty wręcz porównują ich zdolność do rozwiązywania skomplikowanych zadań do tej zdolności u małp. Wysoka inteligencja krukowatych to wiedza już prawie powszechna, to samo jednak tyczy się papug, a podobieństw do naczelnych jest więcej – skomplikowane zdolności wokalne, relacje z innymi osobnikami, tworzenie i korzystanie z narzędzi, kreatywne rozwiązywanie zadań, itp., itd. Badacze wręcz zaczynają żartobliwie nazywać je „opierzonymi naczelnymi”.


https://www.nytimes.com/2016/03/22/science/parrots-are-a-lot-more-than-pretty-bird.html?mcubz=0

(Porównanie zdolności papug i kapucynek:
http://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0376635714001351

Tragedia papug to postrzeganie ich jako kolorowego pupila nadającego się do każdego domu lub do „papugarni” i jest to niestety przyzwolenie kulturowe wynikające z tego, że w cywilizacji zachodniej służą człowiekowi jako ozdoby od dobrych ~300 lat i w powszechnej świadomości postrzegane są jako zwierzęta „domowe”. Niestety wychodzi tu pomieszanie pojęć i nagminne używanie terminu „udomowiony” w odniesieniu do gatunków, które udomowione nie są – nie zaszła tu trwająca setki lub tysiące lat selekcja, nie wyodrębnił się nowy gatunek lub podgatunek lepiej znoszący niewolę i kontakt z człowiekiem, z papug nie zrobiło się coś na kształt kury. I jeśli to zwierzę:

 

Papug_klatka

By Linda Ott (Contact us/Photo submission) [CC BY-SA 3.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0)], via Wikimedia Commons

 

nie różni się oprócz oswojenia i przywiązania do człowieka oraz klatką, od tego zwierzęcia:

 

Papug_wild

I, Luc Viatour [GFDL (http://www.gnu.org/copyleft/fdl.html), CC BY 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/2.0) or CC BY-SA 3.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0)], via Wikimedia Commons

 

to ma nadal takie same potrzeby i takie same wymagania jak osobniki żyjące w naturze, a kupowanie sobie dla zachcianki dużych papug i trzymanie ich w klatkach czy małych wolierach nie różni się praktycznie niczym od takiego traktowania np. małp czy „dzikich” kotowatych. Choć oczywiście są pewne wyjątki u papug jak np papużki faliste, które są na prostej drodze do przejścia drogi kury i zostania ptakiem gatunku faktycznie udomowionego.

(A więcej o kwestii czym jest udomowienie niżej, choć bardziej w kontekście ssaków:
http://animalus.blog.pl/2016/11/15/udomowienie-oswojenie/
)

Może to zabrzmieć bardzo radykalnie, ale fakt, że takie postrzeganie papug może wywołać dysonans wynika z ich stałego miejsca w kulturze masowej jako „zwierzę domowe”. Czy byłoby czymś normalnym i oczywistym trzymanie w domu pustułki lub kruka? Nie. Czemu więc za „normalne” uważa się trzymanie w domu choćby dużych ar, których normalne życie to latanie po lasach deszczowych?

Niestety walka z podejściem „papuga – zwierzę domowe” to walka z wiatrakami, ale mnożenie się w tym kraju „papugarni” już powinno wywoływać oburzenie, bo biorąc pod uwagę powyższe, to prawie dokładnie tak, jakby grupy przedwcześnie odbieranych matkom małp umieszczać w celach komercyjnych na małej przestrzeni i udostępniać je do zabawy każdemu, kto zapłaci za bilet. To niewola bardzo skomplikowanych, inteligentnych zwierząt tylko i wyłącznie w celach komercyjnych, leżąca bardzo niedaleko cyrków i delfinariów.

Najprawdopodobniej pierwsza, polska papugarnia otworzyła się w pierwszej połowie 2016 roku w Stargardzie – jest to najwcześniejszy news z tego zjawiska.


http://www.24kurier.pl/aktualnosci/wiadomosci/z-papugami-sam-na-sam-atrakcja-w-stargardzie/

Lawina jednak zaczęła się w listopadzie 2016, i nie przesadzam w swojej małpiej analogii o celowym odbieraniu młodych żeby były bardziej przyjaznymi rekwizytami w komercyjnej działalności, cyt:

Żeby otworzyć papugarnię, musiał najpierw sprowadzić ptaki, które będą przyjazne dla ludzi.
- Wszystkie pochodzą od sprawdzonych hodowców z Torunia i Bydgoszczy. Od pisklaka były ręcznie karmione. Dzięki temu przyzwyczaiły się do obecności i dotyku ludzi – tłumaczy B.


http://szczecin.wyborcza.pl/szczecin/1,34959,20957266,w-szczecinie-powstala-pierwsza-papugarnia-blisko-40-ptakow.html

Od listopada 2016 roku zaczęły otwierać się kolejne biznesy tego typu i w większości są to dosłownie sieciówki należące do tych samych „firm”. Przy każdym otwarciu mają darmową oprawę medialną i bez oporów opowiadają o rzeczach, które mi przynajmniej jeżą włosy:

Ponad 60 ptaków na ok. 250 metrach kwadratowych hali lotów – tak prezentuje się pierwsza w Gdańsku papugarnia. Odwiedzający oprócz oglądania tych egzotycznych stworzeń, mogą je dotknąć, nakarmić lub wziąć na bark czy rękę.


http://www.dziennikbaltycki.pl/wiadomosci/gdansk/a/papugarnia-w-gdansku-najwieksza-w-polsce-cennik-i-godziny-otwarcia-wideo-zdjecia,11632662/

Tak też powstała papugarnia w Szczecinie, jedna z największych w Polsce. Znajduje się w niej ponad 100 ptaków, na 200 metrach kwadratowych.”


http://www.gs24.pl/wiadomosci/szczecin/a/carmen-szczecin-ruszyla-nowa-papugarnia-jedna-z-najwiekszych-w-polsce-zdjecia-wideo,11550448/

Czy jedna papuga na 4m kwadratowe to dużo miejsca? Czy jedna na 2m kw to warunki odpowiednie dla ptaków które w naturze spędzają czas przelatując dziesiątki kilometrów?

Nie chcę z tego wpisu robić agregatu linków, więc w skrócie: w ciągu raptem roku papugarnie powstały w praktycznie każdym, większym mieście Polski, a oprócz tego powstały też w niewielkich miastach i znajdziemy je np w: Gorzów Wielkopolski, Rzeszów, Olsztyn, Bydgoszcz, Stargard, Oborniki Śląskie, Pobierowo, Jarosławiec.

Jest to nowe zjawisko, którego intensywność powinna przerażać, bo to mniej więcej tak, jakby w ciągu roku nagle pojawiło się w Polsce 20-30 delfinariów przy fanfarach mediów. Borąc pod uwagę jak wyglądają doniesienia medialne i materiały, można mieć wrażenie, że warunki w takich miejscach są dobre, jeśli jednak spojrzeć na to z perspektywy mniej medialnej, to obraz rysuje się zupełnie inny – zachęcam do przejrzenia zdjęć i materiałów na zbierającej je grupie niżej:


https://www.facebook.com/groups/1856379184650835/

Polecam też zapoznać się z bardziej merytorycznym tekstem, wyjaśniającym konkretnie jak szkodliwy dla papug jest pobyt w takich miejscach (o złym żywieniu, złej zabudowie itp.) – miałem się o tym też rozpisać, ale nie ma sensu, ktoś już to zrobił i to ktoś mający w temacie papug wiedzę dużo, dużo większą niż ja:


http://www.papugi.dt.pl/PCI/artykuly/PapugarniaDobrostan.asp

Temat papugarni to temat którym ogranizacje prozwierzęce powinny się zająć jak najszybciej, obecnie niestety jest ignorowany a tych papug już jest 1000-2000 i w tym tempie, za rok będzie więcej. Choćby ary żyją kilkadziesiat lat (a rekordzistki po 100) i pytaniem retorycznym jest: co stanie się z tymi wszystkimi ptakami gdy rynek się przesyci i choćby te papugarnie z małych miejscowościach zaczną się zamykać.

P.S.

Osobnym wątkiem jest kwestia prawna w wypadkach takich placówek i tu ciekawi mnie, czy te komercyjne działalności, zarabiające na odpłatnych pokazach nienaturalnych zachowań ptaków gatunków nieudomowionych, czyli zwierząt wykorzystywanych do celów rozrywkowych/widowiskowych, mają np. zatwierdzone scenariusze występów u odpowiednich organów. Rozdział 4 ustawy o ochronie zwierząt wbrew pozorom nie dotyczy tylko cyrków i jak pokazuje dostępna publicznie lista zatwierdzonych scenariuszy z 2015 roku, wymagane jest to również dla innych działalności związanych z publicznym, komercyjnym pokazem zwierząt:

http://old.wetgiw.gov.pl/files/1949_Lista-organizatorow-wystepow-2015-VI.doc

Koty wychodzące

Spędziłem kilka miesięcy w biednym kraju Ameryki Pd. i jednym z bardziej fascynujących widoków w miasteczkach były dla mnie wałęsające się, pozornie bezpańskie psy. Tylko pozornie, bo te psy wyglądały na zadbane i dopiero po kilku tygodniach zauważyłem, że ludzie je puszczają samopas w ciągu dnia, ot tak. A jak dowiedziałem się później, jest to ogólnie cecha krajów rozwijających sie i normalna sprawa w takich krajach, że psy są rano puszczane a na noc wracają do domu. Jak szokować może kogoś z naszych stron fakt „psów wychodzących” w tamtych rejonach, tak dla mnie osobiście równie szokujące jest, że sporo ludzi w krajach zachodu ma dość beztroskie podejście do kwestii kotów wychodzących i nie widzą w tym zagrożeń. Bo to jednak w pewien sposób to samo i różni się jedynie gabarytami.

Jestem opiekunem dwóch kotów domowych, które choć teoretycznie mają możliwość „wyjścia” 2 razy w tygodniu w warunkach tzw działkowych, to nigdy bym do tego nie dopuścił. Wyobraźnię mam dość plastyczną i zamykając oczy mogę z łatwością zobaczyć jak któryś z moich sierściowych przyjaciół wpada pod samochód, zostaje zastrzelony przez myśliwego w pobliskich lasach, wpada we wnyki kłusowników i ginie w męczarniach, czy też zostaje skatowany przez jakieś psychodzieci. Albo w wersji najmniej bolesnej ktoś go przygarnia (czyt: „kradnie) bo myśli, że to bezpański.

Moje koty nie wychodzą odkąd je mam i ktoś czytający tego bloga i obserwując moje działania mógłby teraz posądzić mnie o egoizm i zarzucić mi hipokryzję – bo jak to? Jestem przeciwny nieuzasadnionemu trzymaniu ssaków i ptaków gatunków nieudomowionych bo nie mogą zaspokajać w niewoli swoich instynktów, ale zarazem nie pozwalam moim kotom „zaznać wolności” bo… się boję?

Pozornie to egoizm i hipokryzja, ale tylko pozornie – bo jest zasadnicza różnica między instynktami i potrzebami gatunkowymi w/w zwierząt, a udomowionym gatunkiem „kot domowy” (Felis catus). Instynkty kota domowego zostały przytępione przez 10 tysięcy lat towarzyszenia człowiekowi, jego potrzeby gatunkowe zniewelowane i w czasach nowożytnych kot domowy, a tym bardziej jego wymyślne rasy, świetnie odnajdują się w 4 ścianach i póki ich przytępione instynkty są w tym domu realizowane, to nie odczują różnicy. Polowanie na wędkę czy losowy papierek w pełni zastąpi im polowanie na gryzonie i ptaki, drapaki rozsiane po domu (lub meble jak u mnie) zrealizują im instynkty terytorialne, a jeśli jeszcze mamy więcej niż jednego kota, to cała reszta im w zupełności będzie wystarczyć. Bo jest to kot domowy, gatunek udomowiony i znacznie zmieniony w stosunku do swoich dzikich oryginałów, choć fakt faktem nie w takim stopniu jak większość innych ssaków udomowionych.

Określanie zwierzęcia mianem „szczęśliwy” lub „nieszczęśliwy” często się bezzasadnie pojawia w takim kontekście, ale jest lekko oderwane od rzeczywistości i wybiega w zbędną antropomorfizację. Pojęciu „szczęśliwy” w odniesieniu do zwierząt najbliżej do stwierdzenia „może zaspokajać napędzające go instynkty a jego potrzeby gatunkowe są realizowane”. I tędy właśnie kot domowy żyjący w 4 ścianach będzie jak najbardziej „szczęśliwy”, tym bardziej, jeśli zostanie w takich warunkach odchowany, a w jego mniemaniu za drzwiami do domu będą się czaić tylko potwory w rodzaju psa sąsiadów i „zły” lekarz weterynarii. Choć oczywiście łatwiej w takich warunkach kota odchować od małego, niż kota wychodzącego przyzwyczić na powrót do siedzenia w domu, ale jest to wykonalne.

Trzymanie w domu żbika, manula, ocelota, kota nubijskiego i innych małych kotowatych gatunków nieudomowionych jest czymś na skraju znęcania się nad zwierzętami, i najbliżej temu do stwierdzenia „zwierzę nieszczęśliwe” ale kot domowy się w takich warunkach świetnie odnajduje jeśli tylko mu w tym pomożemy (choćby poświęcając czas na zabawy z nim).

Z czego to dokładniej wynika szerzej tutaj:

http://animalus.blog.pl/2016/11/15/udomowienie-oswojenie/

Jedynym instynktem którego możemy mu w domu nie zaspokoić, to instynkt rozmnażania – to jednak bardzo łatwo zniwelować kastracją/sterylizacją, bo bez hormonów z jajników/jąder koty tej potrzeby mieć nie będą. I tu znowu ktoś mógłby próbować wbić szpilkę i powiedzieć: „Aha! Chcesz bez sensu okaleczać zwierzę tylko po to, bo nie chcesz go wypuszczać!”

Co znowu byłoby szpilką chybioną, bo fakty są takie, że zarówno koty wykastrowane/wysterylizowane jak i koty niewychodzące żyją dłużej i są na to odpowiednie badania, o czym za chwilę. Jeśli kot domowy nie jest dla Ciebie ozdobą tylko przyjacielem, to bardziej powinno Ci zależeć żeby miał dostatnie i długie życie, a nie umarł przedwcześnie, bezsensownie wychodząc w świat lub chodząc w domu sfrustrowany bez kastracji/sterylizacji.

Kot wychodzacy.jpg

w:User:Stavrolo [GFDL (http://www.gnu.org/copyleft/fdl.html) or CC BY 3.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/3.0)], via Wikimedia Commons

 

Jednym z ciekawszych badań pod tym względem, które choćby pokazuje różnice w średniej długości życia kotów wychodzących/niewychodzących jest przeprowadzone w UK badanie o przyczynach śmierci kotów, a podsumowane w publikacji:

„Longevity and mortality of cats attending primary care veterinary practices in England” (2015)

Dan G O’Neill, David B Church, Paul D McGreevy, Peter C Thomson, David C Brodbelt


https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/24925771

link „okołopubmedowy”:
http://researchonline.rvc.ac.uk/8438/1/8438.pdf 

podsumowanie:
http://skeptvet.com/Blog/2015/03/longevity-causes-of-death-in-pet-cats/

Z lecznic weterynaryjnych w UK poproszono o dane dotyczące przyczyn zgonów kotów domowych, z tego wybrano losową grupę 4009 kotów i pobawiono się w statystki.

Co z nich wynika? Choćby właśnie to, że wykastrowane/wysterylizowane koty żyją statystycznie dłużej (średnio 15 lat gdy u kotów niewykastrowanych jest to 11 lat).

Co z wychodzeniem/niewychodzeniem? Trochę liczb z tego badania:

Najczęstszą, określoną przyczyną śmierci kotów była śmierć w wyniku poważnych obrażeń, tzw „Trauma” (405/12.2%) z czego ponad połowa, 243, była w wyniku potrącenia przez samochód czy inny pojazd.

To 12,2% jako „najczęstsze” brzmi pozornie absurdalnie, ale dla ułatwienia tabelka o co chodzi – dane o potrąceniach przez samochód w publikacji.

 

Tabelka.jpg

Źródło: http://skeptvet.com/Blog/2015/03/longevity-causes-of-death-in-pet-cats/

 

Reszta tych urazów też zapewne nie powstała w bezpiecznym, domowym otoczeniu, choć wyjątkiem może być tu np upadek z okna czy zawieszenie się na oknie uchylnym – badanie już tego nie precyzuje, natomiast powyższe są łatwe do uniknięcia gdy jesteśmy odpowiedzialni.

Na drugim miejscu są „kłopoty” z nerkami – renal disorder po angielsku, ale nie chcę tego kalecząco tłumaczyć żeby mnie nie przeklnął jakiś lekarz weterynarii. Z czego natomiast te nerkowe „kłopoty” mogą wynikać to, oprócz złej diety, również np z zatruć chemikaliami lub roślinami jak również wynikać z fizycznych obrażeń kota, czyli również z rzeczy związanymi z wypuszczaniem kota samopas.

U kotów umierających przed 5 rokiem życia (516 przyp.), śmierć z powodu poważnych obrażeń to aż 47,3%, czyli 244. Na drugim miejscu są choroby zakaźne (tylko 6,6%), których też raczej kot niewychodzący nie złapie – to bardzo mało prawdopodobne.

Główną przyczyna przedwczesnej śmierci kota to wypadki związane z wychodzeniem poza dom a biorąc pod uwagę, że wg tego badania 90%, „pańskich” kotów domowych w Anglii to koty wychodzące, to patrząc na liczby wyżej każdy wypuszczający kota sporo ryzykuje, a robi to jeszcze bardziej jeśli kota nie szczepi na wszystko co możliwe i go nie sterylizuje/kastruje. Beztroscy opiekunowie kotów mogą właściwie rzucać monetą, czy kot dożyje starości, czy też umrze przedwcześnie. Wg badania wyżej mediana długości życia kota domowego mającego opiekunów to w UK 14 lat wliczając w to również sporą liczbę śmierci przed 5 rokiem życia, jak i dożywanie kotów do 25 lat itp, itd.

To średnie 14 lat w badaniu z UK w przypadku kota domowego to tak naprawdę niewiele – dożycie kota trzymanego w domu, kota zdecydowanie tzw „szczęśliwego”, do wieku lat 20 nie jest czymś wyjątkowym – i do tego powienien zmierzać każdy, kto traktuje to zwierzę jako swojego przyjaciela, a przy kocie wychodzącym będzie to trudne.

Drugie badanie na mniejszej grupie z podobnymi wnioskami.

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC1476412/pdf/canvetj00001-0065.pdf

Samo powyższe powinno już wystarczyć do zasadnych twierdzeń, że kot nie powinen opuszczać 4 ścian naszego domostwa, jeśli nam na nim zależy – co jednak dochodzi do tego jeszcze, to spustoszenie jakie wychodzące koty sieją w ekosystemach i krzywda innych zwierząt jaka wiąże się z wypuszczeniem kotów domowych. Koty nawet najedzone będą polować (bo takie mają instynkty) a ich łupem będą padać zwierzęta które ginąć będą bez sensu, bo kot „wychodzący” ich zjadać generalnie nie będzie. Ktoś mógłby próbować to zbijać argumentem „ale przecież koty zabijają szkodniki”, i pozornie trzyma się to kupy, póki nie spojrzymy na badania w tym temacie – bo po tym okaże się, że duża część, jak nie znaczna większość ich ofiar to nie są „szkodniki” tylko np. małe, urocze ptaszki.

Badania dotyczące zdolności łowieckich wychodzących kotów domowych opierają się najczęściej na ankietach o treści: „co państwa kot przyniósł do domu i czy możemy określić tego gatunek”. Tych badań jest sporo i wszystkie wskazują na to, że domowe koty wychodzące sieją spustoszenie w ekosystemach, i choć sporą częścią ich zdobyczy są gryzonie, to nie są to gryzonie tzw „szkodliwe” – czyli np szczury wędrowne czy myszy domowe. Są to gryzonie które zasadniczo człowiekowi nie wadzą a do tego bywają gatunkami chronionymi – i tak np badanie poniższe przeprowadzone w Bristolu UK wykazało, że w tamtej okolicy, jeśli chodzi o gryzonie, to koty najczęściej polowały na myszarki zaroślowe (Apodemus sylvaticus) czyli gryzonie, które np u nas są pod częściową ochroną. Drugą w kolejności grupą po względem kocich zdobyczy są małe ptaki.


https://www.songbird-survival.org.uk/Handlers/Download.ashx?IDMF=cba81a60-0d24-4a41-a85e-496ad524e7ed

Jedno z najbardziej przystępnych i czytelnych badań w tym temacie (dla osób z zewnątrz), zostało przeprowadzone od 1 kwietnia do 31 sierpnia roku 1997 w Wielkiej Brytanii – jak większość takich badań.


http://www.mammal.org.uk/wp-content/uploads/2016/03/Domestic-Cat-Predation-on-Wildlife.pdf

Zostało przeprowadzone na grupie 986 wychodzących kotów z 618 domów, i te koty przez 5 miesięcy przyniosły do swoich domów 14370 drobnych zwierząt, przy czym należy pamiętać, że nie wszystkie zdobycze kot do domu przyniesie.

Z tej zdobyczy 69% to były ssaki, 24% były ptakami, 4% to płazy, 1% to gady, a pozostałe 2% to owady, pajęczaki i niezidentyfikowane szczątki.

To całkiem spore badanie i ekstrapolując te dane zakłada ono, że teoretycznie, w trakcie tego badania 9 milionów kotów żyjących w UK mogło przynieść do domu 57 milionów drobnych ssaków, 27 milionów ptaków, 5 milionów płazów i gadów. W trakcie 5 miesięcy, nie roku, a ile do domów nie przyniosły po upolowaniu można już gdybać. Część tych zwierząt może i była w jakimś sensie „szkodnikami”, ale napewno nie były nimi ptaki, płazy czy gady – i te zwierzęta zginęły bez sensu. Nie zginęły będąc posiłkiem jakiegoś naturalnego drapieżnika – zginęły, bo opiekunowie domowych kotów wychodzących mają do tego podejście „bo kotek musi sobie polatać”.

A w bonusie badanie z zawartymi ankietami do ludzi wypuszczających koty, gdzie 60% ankietowanych nie zgadzało się ze stwierdzeniem, że ich kot ma szkodliwy wpływ na środowisko naturalne. Część reszty się zgadzała, ale miała to gdzieś i nie wiem co jest gorsze w sumie:


https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC4541982/

Kot domowy jest zwierzęciem którego instynkty zostały przytępione w procesie udomawiania, doskonale odnajduje się w 4 ścianach naszych domów, i żyjąc w takich warunkach jest zwierzęciem „szczęśliwym”. Tym bardziej, jeśli jest wykastrowany/wysterylizowany. Do tego trzymany w domu nie będzie mu robiło różnicy czy poluje na papierek zwinięty w kulkę, czy na żywy organizm – trzymanie go w domu jest zarówno dla jego dobra, jak i dla dobra innych zwierząt, a te są przez koty dosłownie przetrzebiane jak niektóre gatunki ptaków żyjących w miastach.

Nie ma właściwie żadnych logicznych i podpartych czymkolwiek argumentów na wypuszczanie kota domowego z domu – są tylko dowody anegdotyczne i zachcianki ludzi, którzy albo mają problemy z zapewnieniem kotu dobrych warunków, albo którym nie chce się poświęcić mu czasu. I tym właśnie różnią się „miłośnicy kotów” (w cudzysłowie) od ich odpowiedzialnych opiekunów. Kot domowy nie jest zwierzęciem które musi wychodzić z domu w celu zaspokajania instynktów, a wypuszczenie mieszkających w domach kotów nie różni się wiele od wypuszczania samopas psów w krajach rozwijających się.

P.S

Ta notka nie powstała by bez inspiracji człowieka, który w różnych internetowych dyskusjach o tym zagadnieniu niesie kaganek oświaty „miłośnikom zwierząt”, choć bywa to syzyfowa praca. Dzięki niemu zacząłem sam wczytywać się w temat i początkowo ta notka miała być prostym wklejeniem kilku jego postów z fejsa (za jego wiedzą i zgodą) – jakoś jednak powstało to wyżej. Piotra Piliczewskiego pewnie kojarzą stali czytelnicy tego bloga, bo pisze mądrze i nawet jak czasem różnimy się delikatnie poglądami to bardzo lubię z nim konwersować – niżej jego post na FB gdzie jest troche więcej o zamieszczonym wyżej badaniu w Bristolu, a jeszcze niżej ogólnie w temacie udomowienia kotów domowych. Dzięki Piotrek!

Linki:

https://www.facebook.com/piotr.piliczewski/posts/1459118010767254

https://www.facebook.com/faeriel/posts/10212545444783841