Cymothoa Exigua – rybia niespodzianka

Wyobraź sobie scenariusz – któregoś dnia wstajesz rano i masz dziwne uczucie, że z twoim językiem jest coś nie tak. Jest twardy, chropowaty, od czasu do czasu sam się porusza. Jest inaczej. Nie masz lustra żeby zobaczyć co jest nie tak. Nie masz rąk żeby dotknąć i sprawdzić o co chodzi. Każdy kto spędza z tobą czas nie może mówić, więc nie powie ci co jest nie tak. Więc żyjesz sobie dalej, język jakby trochę inny, ale hej, póki działa to nie ma co się martwić.

I chyba tylko dlatego te ryby nie umierają na zawał i żyją sobie w błogiej nieświadomości z czymś takim w pyszczku:

O hai there!

To, Panie i Panowie, jest… zaraz, mam to na końcu języka (hah, łapiecie? HAH!) Cymothoa exigua. Polskiej nazwy brak, bo pewnie każdy polak który się na to zwierzę natyka woli iść i się upić chcąc jak najszybciej zapomnieć, zamiast myśleć jak to nazwać. Mój typ: “Rybopilot Niespodzianka” i jestem z pomysłu dumny, więc też w tekście będę go używał.

Double hai there

Podwójna przyjemność

Ten uroczy skorupiak jest jedynym znanym pasożytem, który usuwa z żywiciela organ i go zastępuje. Prościej: dostaje się do pyska ryby przez skrzela, przyczepia do języka, usuwa z niego krew, język się kurczy (ulega atrofii – mądre słowo), Cymothoa ładuje się na jego miejsce, a później jak ryba chce używac języka np do memłania pokarmu, to robi to tym uroczym stworzonkiem zamiast swoim językiem.

Nie wiem jak wy, ale ja bym wcisnął ten motyw w któryś z kolejnych “Gdzie jest Nemo?”

Double Trouble

Wszyscy się zmieścimy

Pobudzę wyobraźnię jeszcze bardziej – wyobraź sobie kleszcza, który przeczypia ci się do dłoni. Standard w naszym świecie. Ale gdyby ten kleszcz działał jak rybopilot, to po pewnym czasie z dłoni zrobiłby ci się suszek, a kleszcz by się zwiększył do jej rozmiarów i w pełni zastąpił ci dłoń. Używałbyś nóg wielkiego kleszcza zamiast palcy, a on w zamian by czasami coś sobie skubnął. Wspaniała perpsektywa! “Hej, jestem Maciej. Sorry, muszę się witać lewą ręką”.

A kiss for goodbye

                                 Buzi?

Oczywiście takie horrory jak Cymothoa muszą żyć w jakimś innym świecie, right? Right. W teorii występują tylko w Pacyfiku, tam gdzie Cthulhu czy Godzilla – czyli tam, gdzie ich miejsce. Ale…

W 2005, w Wielkiej Brytanii, ktoś miał niesamowity dzień. Po zakupie ryby zajrzał jej w pyszczek, z przyczyn jakichkolwiek, i ujrzał tam naszego bohatera. Wy już wiecie o jego istnieniu, więc jako jedyni byście nie wpadli w panikę, ale ktokolwiek nieświadomy kupił z tym rybę… cóż, pewnie do tej pory nie je ryb. Jeśli drogi czytelniku lubisz ryby, jadasz jakiekolwiek inne niż te pospolite, czyli np karmazyna, to szanse są spore, że któregoś dnia możesz w jednym z nich znaleźć rybopilota.

Little one

                   Dla pocieszenia – są malutkie…

Ale nie przejmuj się, w świecie nauki uważa się, że nie są szkodliwe dla ludzi. Tzn jak są martwe. Jak są żywe, to ponoć moga ugryźć. W język, jak będziesz przeżuwał rybę. I przyczepić się do niego… Słodkich snów, smacznego karmazyna.

Big Daddy

            …w przeciwieństwie do ich kuzynów.