Kudłate Krowy

Po ogromnej i przygnębiającej notce o cyrkach coś dla przeciwwagi – krótka notka o dużej zawartości cukru i odwrotnie proporcjonalnej do niej ilości informacji.

A będzie to notka o Kudłatych Krowach – czyli piżmowołach arktycznych (Ovibos moschatus). Najbardziej fotogenicznych krowach świata. Zdecydowana większość ich zdjęć na które natrafiałem wygląda jak podrasowane fotoszopem. To oczywiście nie krowy, ale Kudłata Krowa brzmi pociesznie, więc tak zostanie. Tu nie będzie informacji. Tu będzie cukier.

Czytaj dalej

Animaludź: Kevin Richardson, Zaklinacz Lwów

Środowisko zwierzolubów obfituje w wybitne i inspirujące postacie. Często kontrowersyjne, ale zawsze wnoszące coś do świata relacji człowieka ze zwierzęciem. Kilka z nich Ci przedstawię, a jako, iż blog w dużej mierze poświęcony jest dużym kotom, nie mogę inaczej jak zacząć od naczelnego kotoluba. Człowieka, którego relacje z dorosłymi lwami przeniknęły ostatnimi laty do mainstreamu. Kevin Richardson – „Zaklinacz lwów”.

1

 

Choć większość źródeł w internecie szufladkuje go określeniem „zoolog”, sam Kevin, czy to w swojej autobiografii czy na swojej stronie, nazywa siebie „behawiorystą-samoukiem”. I jest to określenie jak najbardziej trafne, co zrozumiesz poznając jego historię. Zawirowaną, z niespodziewanym twistem w fabule – Kevin bowiem nie ukończył żadnych studiów wiążących się z opieką nad dzikimi zwierzętami, a jego miejsce w panteonie zwierzolubów jest w dużej mierze zasługą przypadku.

 

2

 

Jak opisuje to w swojej autobiografii, Kevin jako nastolatek był „małym potworem”. Sprawiający problemy, nadużywający alkoholu dzieciak – za to z pasją, jaką były zwierzęta. Chcąc związać przyszłość z pracą z nimi rozpoczął studia w temacie zoologii – które przerwał po 2 latach, bo większość materiału nie dotyczyła jego pasji, ssaków, za to dotyczyła rzeczy kompletnie go nie interesujacych. Jak np morskich bezkręgowców.

 

3

 

Po rzuceniu studiów uczęszczał na kursy z anatomii i fizjologii, po ukończeniu których rozpoczął pracę na siłowni – a praca ta polegała na doradzaniu i rehabilitowaniu jej bywalców. Jak sam przyznaje, był to moment w którym uznał, że jego życia najprawdopodobniej nie da się związać ze zwierzętami. Że pozostanie to jego pasją i hobby, ale jakoś trzeba na siebie zarabiać i chyba skończy się na pracy z ludźmi i masowaniem im kończyn

 

4

 

I tak je masował, aż w wieku 23 lat trafił na kończynę odpowiednią. Jego klientem bowiem któregoś dnia okazał się właściciel prywatnego rezerwatu dla dużych kotów – a w trakcie kolejnych sesji i rozmów o pasji Kevina, została mu zaproponowana praca przy odchowie dwóch młodych lwów. Był rok 1997.

 

6

 

Praca ta na początek miała formę wolontariatu, a polegać miała jedynie na spedzaniu czasu z tymi lwami i opieką nad nimi. Lwy miały bodźce i zabawę, Kevin znalazł ujście dla swojej pasji. Dzięki której po wolontariacie został tam przyjęty na etat i mógł zrezygnować z pracy w siłowni. Masowana przez niego odpowiednia noga, w okresie w którym już się prawie poddał, okazała się nogą która zmieniła bieg jego życia.

 

7

 

Kevin spędzał czas z samcami lwów, Tau i Napoleonem, nawet gdy te już podrosły i wg wszelkich prawideł sztuki odchowu lwów stały się za duże na jakiekolwiek interakcje z człowiekiem. Właściciel ośrodka ufał jednak Kevinowi i pozwolił mu na nie mimo ryzyka – a to było sporo, bo śmierć opiekuna w wyniku ataku lwa to nigdy nie jest coś dobrego PRowo dla takich ośrodków.

 

11

 

Kevin spędzał z nimi czas nawet gdy te już się „ogrzywiły”, stały się dorosłymi samcami lwów. Jak sam pisze, u podstaw jego „przyjaźni” z tymi lwami leżało szanowanie przez niego zasad lwów, a nie próby ich zdominowania jak to ma miejsce w przypadku treserów lwów w cyrku. Zamiast tresury i negatywnego wzmacniania (czyli po ludzku mówiąc bicie zwierząt gdy te zrobią coś niepożądanego), Kevin poszedł drogą zakumplowania się z tymi lwami – wyuczył się ich zachowań, ich mowy ciała i nie przekraczał granic które same lwy mu narzuciły. Czyli jak to u kotów – interakcje i mizianie owszem, ale tylko wtedy gdy kot tego chce.

 

13

 

Pozostawał postacią znaną tylko lokalnie – aż do roku 2005, gdy poświęcono mu odcinek dokumentalnej miniserii „Dangerous Companions”

 

 

Serial poszedł w eter poprzez Animals Planet i National Geographic, a Kevin trafił do mainstreamu, jako „ten facet od lwów”. Ruszyly kolejne, poświęcone mu programy dokumentalne i z biegiem czasu stał się celebrytą zwierzolubów.

 

12

 

Co miało również efekt uboczny, choć kompletnie przez Kevina niezamierzony. Czyli bardzo przyczyniło się do popularności woloturystyki, a tym samym do łańcucha jakim jest opieka nad małymi lwami przez naiwnych turystów na farmach lwów (ubrane w słowo „wolontariat”) żeby później te oswojone lwy kończyły sprzedawane na cały świat do szemranych miejsc albo jako cel dla myśliwych.
(o temacie szerzej tutaj: notka)

 

aza

 

Zanim Kevin Richardson poszedł w mainstream, dla przeciętnego Kowalskiego, Smitha czy Gomeza, lwy to były dzikie, niebezpieczne bestie. Jedyne interakcje z nimi prezentowały cyrki, ale dla odpowiedniego PRu ubierające tresurę lwów w słowa „Niesamowite! Nasi pogromcy lwów dokonali niemożliwego i patrzta państwo, jak je poskromili!”.

 

14

 

Oglądając programy Kevina jednak, masowy odbiorca zobaczył wizerunek lwa jako dużego, domowego kociaka na brzuchu którego można drzemać. Lew został przez to oddarty ze swojej tajemnicy, odebrano mu reputację najniebezpieczniejszego zwierzęcia afrykańskich sawann, a efekt spotęgowały materiały Kevina pokazujące jego zabawy z młodymi lewkami.

 

551

 

Co, nie wątpię, zapragnęła robić również spora część widzów. Z których część ubrała marzenie w czyn i wybrała się na „wolontariat ze zwierzętami” do Afryki trafiając na fermy lwów i innych kotowatych.

 

14

 

Kevin Richardson oczywiście nie jest głównym sprawcą mody na mizianie małych lewków (i innych dużych kotów), przez które powstały niezliczone fermy tych zwierząt, trzaskające kasę na woloturystach i myśliwych. Ale jest niewątpliwie bardzo dużym czynnikiem sprawczym, bo przed jego programami dokumentalnymi aż takiego boomu na wolorutystykę nie było – od roku 2006 zauważalnie nastąpiła intensyfikacja łańcucha „woloturysta – lwia ferma – myśliwy”.


ada

 

Byli przed nim ludzie mający podobne interakcje z lwami, ale żaden z nich nie przebił się do mainstreamu jak Kevin i nie zachęcił nie mających pojęcia o zwierzętach ludzi do spędzania wakacji miziając małe lwy. Miziając bezkrytycznie i bez choćby cienia zastanowienia, co się później z tymi oswojonymi, małymi lwami dzieje.

 

16

 

Nie był to oczywiście zamierzony efekt Zaklinacza Lwów – był to efekt uboczny którego kompletnie się nie spodziewał. Na szczęście Kevin jest również aktywistą robiącym wszystko, żeby ograniczyć zarówno fermy lwów jak i powiązane z tym odstrzeliwanie ich przez myśliwych czy handel lwami. Czy to poprzez udzielanie się w grupach nagłaśniających istnienie tego bezdusznego systemu, czy swoimi publikacjami na blogu, czy też zwykłymi postami na facebooku.

 

fb

 

Pomimo niezamierzonego doprowadzenia do popularyzacji woloturystyki, Kevin Richardson jest niezwykłą, niesamowicie inspirującą postacią. Nie tylko ukazującą inne oblicze lwów, ale jego historia jest również dobrym przykładem, jak zupełny przypadek, wymasowana noga odpowiedniego człowieka, potrafi odmienić życie.

 

end1

 

Bardzo polecam jego autobiografię. Książka jest do kupienia za fistaszki (jakieś ~30zł), a jej zapowiedź (po polsku) na filmie niżej.